Piotr Stokłosa: Noc Perseidów2 min czytania

()

13.08.2021

Jak co roku z niecierpliwością oczekiwałem deszczu Perseidów. Tym bardziej że niebo zapowiadało się bezchmurne, a i Księżyc miał nie przeszkadzać. Jedynie Jowisz, jak to Jowisz, będzie paradował z całym swoim dworem mniejszych i większych satelitów. A więc po pierwsze wygodny leżak, żeby niepotrzebnie głowy do tyłu nie odginać. Mógłby być i koc, ale na kocu od ziemi ciągnie.

No jasne, teraz są te takie karimaty i różne folie termiczne, ale człowiek ma swoje przyzwyczajenia. Poza tym na leżaku da się wytrzymać w jednej pozycji znacznie dłużej niż na twardej ziemi. Czyli leżak a do tego jeszcze ciepły kocyk, bo przecież, chociaż sierpień gorący, to świętej Anny już dawno za nami, to i rosa lubi teraz wcześniej położyć się na trawie. No właśnie, termosu z ciepłą, lekko posłodzoną i doprawioną cytrynką herbatą też nie zapomniałem. I koniecznie spray na komary. Niby moja okolica sucha, ale licho nie śpi, więc po co mam się na drugi dzień czuć, jakby mi wrócił trądzik młodzieńczy.

Rozstawiłem cały sprzęt, umościłem się wygodnie i czekam. Wiem, że trzeba być cierpliwym. Gołym okiem staram się objąć jak największy szmat nieboskłonu, nie skupiając wzroku w jednym punkcie, lecz patrząc jakby bezwładnie w stronę nieokreślonego celu. W ten sposób można najwięcej zobaczyć.

Jednak spadających gwiazd jak na lekarstwo, raz na parę minut coś tam mignie w kącie źrenicy. Jak to się teraz mówi, szału nie ma. Mija dziesiąta, jedenasta, północ i wciąż nic spektakularnego się nie dzieje. Wielki Wóz obraca powoli swój dyszel, Łabędź ze świetlistą Deneb mija leniwie zenit a wielkie „W” Kasjopei stopniowo zamienia się w „M”. Ale wciąż niewiele się dzieje, jedynie delikatne błyski co kilkanaście minut, nie więcej niż w zwykłą letnią noc.

Pora robi się coraz późniejsza i głowa jakby cięższa. Świadomość przygnieciona nieskończonością przestworzy rozkazuje ciału przymykać powieki. Ciemność i cisza koją bezgłośną kołysanką a na dnie termosu już tylko zewłok wyżętej cytryny. Czas spać, wzdycham, nic z tego nie będzie. Ziewam, przeciągam się, by nabrać energii do powstania z leżaka… a tu nagle seria pięciu spadających gwiazdek, jedna za drugą! A po chwili w takim samym szyku jeszcze trzy! Trzeba koniecznie wypowiedzieć jakieś ważne życzenie, mówię sobie, po takim nalocie musi się spełnić.

Chociaż, czy trzeba je wypowiadać na głos? Przecież to oczywiste.

Piotr Stokłosa

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. Magdalena 14.08.2021