Zbigniew Szczypiński: 11 września, czas próby i możliwej klęski

07.09.2021

Witamy w Polsce stanu nadzwyczajnego (wojennego – jak dwukrotnie pomylił się w swoim wystąpieniu ważny minister tego rządu, który stan wprowadził) Każdy, kto miał mocne nerwy, mógł obejrzeć i wysłuchać debaty sejmowej, na której Sejm mógł zatwierdzić decyzję prezydenta podjętą na wniosek premiera, albo ją odrzucić. Sejm potwierdził – jesteśmy państwem stanu nadzwyczajnego, tak jak nie byliśmy nim w dniach największej fali zakażeń na wirusa, w dniach prawie całkowitego paraliżu gospodarki.

Nie będę się znęcał nad kondycją moralną i intelektualną aktualnie rządzących. Poprzeczka cynizmu i głupoty wisi już bardzo wysoko – ale to zdolni ludzie. Zdolni do wszystkiego. Na pewno ją przeskoczą; jeszcze nie raz, nie dwa.

To, na co chciałbym zwrócić uwagę – to nadciągający i w pełni uzasadniony kryzys w opiece zdrowotnej w Polsce.

Na 11 września planowany jest początek fali protestu wszystkich grup zawodowych, od ratowników medycznych, przez pielęgniarki, młodych lekarzy rezydentów po salowe i laborantki. Wszystkich, od których pracy zależy nasze zdrowie; a często życie. Czy są inne ważniejsze sprawy w życiu każdego człowieka? Twierdzę, że nie ma. Piramida naszych potrzeb ma u podstawy potrzeby fizjologiczne, których zaspakajanie umożliwia życie człowieka tak, aby mógł on realizować wszystkie inne wyższe potrzeby.

Czy dla rządu mogą być jakieś inne ważniejsze sprawy? Twierdzę, że ta jest najważniejsza.

Zanim do szczegółów – to może coś w wymiarze globalnym. Minister zdrowia, pytany o sytuację nadciągającego konfliktu powiedział, że żądania pracowników są do załatwiania bezpośrednio z pracodawcami, dyrektorami placówek opieki zdrowotnej, szpitalami, przychodniami, laboratoriami. Z formalnego punktu widzenia ma rację, żądania płacowe, żądania lepszych warunków pracy to sprawy, które muszą być tam załatwiane. Ale minister powiedział też, że rząd bardzo zwiększył ilość pieniędzy na opiekę zdrowotną, powiedział, że o 700 milionów złotych wzrosły nakłady na zdrowie. Powiedział to tak, jakby oznaczało to, że teraz jest wszystko OK, że Polacy mogą być spokojni, że nic złego się nie stanie.

Panie ministrze – 700 milionów to nawet nie jeden miliard!

Na telewizję Jacka Kurskiego rządzący jednym kliknięciem posłusznego Sejmu dali dwa miliardy, a teraz podobno ta kwota będzie jeszcze większa. Co jest ważniejsze pana zdaniem – zdrowie i życie obywateli, czy propaganda w kurwizji, dzięki której rząd utrzymuje władzę?

Odpowiedź jest prosta – dla utrzymania władzy rządzący zrobią wszystko, dadzą każde pieniądze, bo przecież dla nich nie ma ważniejszej rzeczy.

Opieka zdrowotna — służba zdrowia, jak to się mówiło kiedyś — nie jest mocną stroną naszego kraju. Wszystkie ekipy, wszystkie dotychczasowe rządy mają w tej sprawie coś „za uszami”: zaniechania i błędne decyzje. Ale „dobra zmiana” trwa już ponad sześć lat, wydano ogromne pieniądze – podobno po to, aby rodziło się więcej dzieci (nic z tego, nie ma efektu demograficznego – co było łatwe do przewidzenia), zbudowano państwo klientowskie w oparciu zatrudnianie „tłustych kotów” wszędzie tam, gdzie są duże pieniądze do wzięcia. Służby zdrowia nie naprawiono.

Liczba lekarzy przypadająca na liczbę mieszkańców i poziom nakładów na opiekę zdrowotną mierzony procentem dochodu narodowego – nadal utrzymują nas w dolnych strefach tabeli państw UE. Liczba zgonów, poziom leczenia chorób nowotworowych potwierdzają tę ocenę. Polska nie zapewnia swym obywatelom szansy na dłuższe i lepsze życie.

W strajku zapowiedzieli swój udział lekarze rezydenci. Lekarze rezydenci – to tacy lekarze, którzy skończyli studia, odbyli staż i mają ambicję zdobycia specjalizacji. Specjalizację wybierają zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, ale możliwość jej uzyskania limituje ministerstwo zdrowia. To tam tworzy się plan i określa liczbę miejsc na rezydenturze, co oznacza większą lub mniejszą szansę na zdanie trudnego egzaminu, warunkującego uzyskanie statusu. To jest system, który tłumaczy, dlaczego mamy takie ogromne braki w niektórych specjalizacjach. To polityka państwa polskiego, jego urzędników, określa dostępność do lekarza specjalisty – a tym samym czas oczekiwania na poradę specjalistyczną.

Jeżeli nic się nie zmieni, jeżeli rząd nie potraktuje protestu poważnie, jeżeli spróbuje skierować gniew opinii publicznej na pracowników opieki zdrowotnej co to „w czasie narastającej pandemii, kolejnej jej fali, zamiast leczyć i ratować protestują, wychodzą na ulicę, budują kolejne białe miasteczka” – to naprawdę czeka nas klęska.

Wszędzie na świecie w rozwiniętych krajach lekarz – to górna półka na drabinie płacowej. Wszyscy, którzy ratują życie i zdrowie zarabiają w tym świecie za swoją pracę godnie: znacznie, znacznie więcej niż w innych dziedzinach gospodarki.

A jak jest u nas?

Nawet czas covidowy, w którym lekarze otrzymywali specjalne dodatki, nie spowodował, aby ich wysokość była choćby zbliżona do płacy słynnych asystentek prezesa NBP, który płacił tym paniom – nie wiadomo, za co – po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. Jeżeli doradca, będący posłem, za to, że wrócił do klubu parlamentarnego PiS, otrzymuje 40 tysięcy miesięcznie, jeżeli za zasiadanie w radach nadzorczych spółek handlowych, w których rządzi władza, otrzymuje także wielkie pieniądze, to pytam – ile należy się lekarzowi za uratowanie życia, bo potrafi przeszczepić choremu serce czy płuca?

Praca w opiece zdrowotnej to praca szczególna – potrzeba tam specjalnej motywacji. Ale to też praca, za pieniądze.

Pytanie: czy za takie, jakie płaci polskie państwo ?

11 września to czas próby. Trzymam z lekarzami, ratownikami i wszystkimi pracownikami opieki zdrowotnej w tym smutnym kraju.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email