27.09.2021

– Amerykański astrofizyk Victor Stenger
Skrzydlate słowa „profesora” Pawła Skrzydlewskiego o cnotach niewieścich uniosły się nad Polską i poszybowały w świat, a przecież ten doradca Ministra Edukacji Zarodkowej wypowiadał się i w innych sprawach, wśród których szczególnym urokiem cechuje się wyłowiona ze studni Internetu wypowiedź z 2014 roku, która być może była powodem wyboru właśnie tego „uczonego” na doradcę właśnie tego ministra.
Od czasów św. Augustyna, […] św. Tomasza z Akwinu istnieje przekonanie, charakterystyczne dla kultury zachodu, że do edukacji nie nadaje się wielu ludzi. Wielu ludzi nie nadaje się do tego, by być nauczycielami. Nie nadają się przede wszystkim ateiści, dlatego że sam ateizm jest atakiem na ludzki rozum. Jest zgodą na absurd. Jest pogwałceniem podstaw racjonalności.
Już ten krótki cytat jest wskazówką, gdzie ten troglodyta pobierał swoje nauki, a potwierdza to jego biogram w Wikipedii. Kształcony na filozofa na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, tamże uzyskał dyplom doktora oraz habilitację. Tam też uczył kolejne pokolenia studiujących. „Profesorem” został mianowany przez Państwową Wyższą Szkołę Zawodową w Chełmnie, a w nagrodę za promowanie cnót niewieścich 1 września 2021 odznaczony został wysokim stołkiem rektora Akademii Zamojskiej.
Zapewne ten świeżo upieczony rektor nie domyśla się, jakie będą Rzeczpospolite po jego młodzieży chowaniu, bo niby skąd? Ciekawe jak też wyjaśniłby tytuł artykułu – „25 słynnych naukowców, którzy nie są ateistami”? Dlaczego u licha trzeba ich ze świecą szukać?
„Nauka jest drogą do zrozumienia świata. Jakiekolwiek łącznie jej z religią powoduje jej zanieczyszczenie, a nie wzbogacenie” pisze Peter Atkins w The Oxford Handbook of Religion and Science. Nasz specjalista od cnót niewieścich ani w domu, ani w szkole, ani na KUL nie miał zapewne okazji poznania się z myślami Demokryta, Spinozy, unikał informacji o Einsteinie, pewnie jakoś ominęły go rozważania o bogach i religii Stephena Hawkinga, czy niedawno zmarłego Stevena Weinberga. Czy ten rektor Akademii Zamojskiej mógłby się zgodzić ze zdaniem tego ostatniego, że, „Niezależnie czy ludzie wierzą w jakąś religię, czy nie, dobrzy ludzie mogą zachowywać się dobrze, a źli źle, ale trzeba religii, żeby dobrzy ludzie czynili zło”.
Oczywiście możemy natychmiast zgłosić zastrzeżenie, że nie tylko religijne mity zachęcają dobrych ludzi do czynienia zła. Na tym polu równie sprawne są mity świeckie, więc jeśli idzie o rozum, lepiej zerkać na naukę, która nie jest zanieczyszczona przez mity. Pewnie temu „profesorowi” trudno byłoby zrozumieć, dlaczego w fizyce mówimy „sprawdzam”, a w metafizyce „ufam”.
Zaufanie do mitów czasem gwałtownie rośnie, czasem się kruszy, a kiedy się kruszy, czasem jest zwrotem w kierunku rozumu, a czasem gwałtownym poszukiwaniem nowych mitów, bo te stare przestały rajcować.
Ameryka, w której rozdział Kościoła i państwa oparty był nie na zwalczaniu religii, a na gwarancjach dla swobody słowa i wyznania, laicyzowała się wolniej niż Europa Zachodnia, a równocześnie dawała lepsze niż Europa warunki rozwoju nauki. (Obecnie obserwujemy przyspieszenie laicyzacji amerykańskiego społeczeństwa i szybkie wkraczanie obłąkanych mitów do instytucji oświatowych, co może prowadzić do skutecznego rozdziału rozumu i szkoły.) W Europie długo trudno było się rozeznać, jak to jest z tym ateizmem badaczy, jako że nawet kiedy przestano częstować cykutą za bezbożność, lepiej było zachować ostrożność. Charles Darwin nie obnosił się specjalnie ze swoim ateizmem, jako że nadal kościelni aktywiści mogli skutecznie zatruć życie. (Chociaż nie ma pewności, czy na tym polu bardziej obawiał się uczonych kolegów, dziennikarzy, czy brał wzgląd na uczucia własnej żony).
Dziś w zachodnim świecie ateizm nie niesie zagrożenia życia, w demokracjach jest normalnością, w krajach na wpół demokratycznych, kreatury w rodzaju Czarnka, Skrzydlewskiego i podobnych próbują zamknąć przed ateistami drzwi do ośrodków nauczania i całkiem sporo może im się na tym polu udać, jednak końcowy efekt może być odwrotny od zamierzonego, jako że chwilowo widzimy ucieczkę dzieci i młodzieży z lekcji religii, a niebawem możemy być świadkami szerszego buntu przeciw zanieczyszczaniu religią nauki w szkole.
Nie znaczy to jednak, że wszędzie jest tak pięknie. Nadal są kraje, w których ujawnienie swojego ateizmu może się skończyć egzekucją, więzieniem lub chłostą, więc kiedy zaprzyjaźniona była muzułmanka napisała, że w krajach islamu obserwujemy tsunami ucieczki od islamu i to nie do innych religii, a właśnie do ateizmu, przyjąłem to z przymrużeniem oka, uznając takie obwieszczenie za „pobożne” życzenie. Kiedy jednak to samo niedawno napisał Daniel Pipes zacząłem się zastanawiać, ile w tym stwierdzeniu może być racji.
Pipes pisze w Middle East Forum, że ateizm wśród muzułmanów roznosi się jak pożar po prerii. W Europie i Ameryce książki byłych muzułmanów znajdują się na szczycie list bestsellerów, film przedstawiający rozdarty na strzępy egzemplarz Koranu ma półtora miliona wyświetleń, inny niemal równie popularny film przedstawia byłą muzułmankę w bikini, smażącą i jedzącą bekon, mnóstwo szyderczych karykatur Mahometa.
Od czasu, kiedy ajatollah Chomeini wezwał wiernych do zamordowania Salmana Rushdiego, minęło ponad 30 lat, a poproszony niedawno o komentarz na temat tego wezwania Rushdie odpowiedział krótko: „Jeden z nas nadal żyje”.
Na przestrzeni tych trzech dekad ukazało się nie tylko wiele innych książek miażdżących islam, ale byliśmy świadkami koszmaru w Islamskiej Republice Iranu, panowania i zbrodni talibów, Al-Kaidy, ISIS, Boko Haram, sukcesów Bractwa Muzułmańskiego w wielu krajach arabskich i w Turcji. Książki będące odpowiedzią na wzywającą do świętej wojny z niewiernymi islamską naukę, jak i na niezliczone koszmarne zbrodnie wiernych posłusznych tym wezwaniom, wydawały się zaledwie cichutkim szeptem skierowanym do nielicznych i sterroryzowanych.
Ci, których to interesowało sięgali po znakomitą autobiografię Ayaan Hirsi Ali, ale również po głęboką i wnikliwą pracę Ibn Warraqa Dlaczego nie jestem muzułmaninem (dobrze, że staraniem Euroislamu mamy polskie wydane tej znakomitej książki), ostatnio głośna jest książka urodzonej w tureckiej rodzinie w Amsterdamie Lale Gül pod tytułem Chcę żyć. Jest tych książek dziesiątki, ale to wszystko dzieje się na Zachodzie. Dzięki internetowi docierają do czytelników w muzułmańskich krajach, ale nie sposób zmierzyć, jaka jest siła ich oddziaływania.
Media w krajach muzułmańskich zaczynają się troszkę liberalizować, a propagandowe telewizje takie jak Al-Jazeera próbują czasem udawać bezstronność. Kiedy pochodząca z Syrii i mieszkająca w USA Wafa Sultan wystąpiła w tej telewizji, mówiąc bez owijania w bawełnę o najobrzydliwszych cechach islamu – program obejrzało ponad 30 milionów widzów.
Daniel Pipes pisze, że tsunami porzucania islamu i mniej lub bardziej otwartego przechodzenia do ateizmu wstrząsa dziś wiarą muzułmańską. Pisze, że z Zachodu właściwie tego nie widać, że tu media utrzymują ludzi w przekonaniu, iż religijność w tych krajach jest zabetonowana na stulecia i nic tego nie zmieni. Tymczasem młode pokolenie mieszkańców islamskich krajów czyta łapczywie Dawkinsa i coraz głośniej domaga się świeckiego państwa. A pamiętajmy, że przy ich władcach tamtejszego systemu oświaty nasz Czarnek i jego doradca to prawie liberałowie. Tyle że właśnie te kreatury zarządzające szkołami i uniwersytetami okazują się potężną siłą pchającą młode pokolenie do ateizmu.
Nie da się nawet z grubsza oszacować, jak wielu mieszkańców krajów muzułmańskich porzuciło islam dla ateizmu. Obok zwyczajnego lęku przed prześladowaniami wielu reformatorów deklaruje się nadal jako muzułmanie, żeby zachować sobie możliwość udziału w dyskusji. Prezentują się jako „świeccy” bądź „postępowi” muzułmanie, ale przynajmniej część z nich jest ukrytymi ateistami. Inni uważają, że taki taktyczny zabieg jest nie tylko nieuczciwy, ale i nieskuteczny. Dla religijnego fanatyka heretyk próbujący pogodzić jego doskonałą religię z nowoczesnością jest taki sam albo jeszcze gorszy od ateisty.
Słynny egipski znawca islamu Nasr Abu Zayd domagający się zmian w nauczaniu islamu zapewniał, że pozostał muzułmaninem. Został jednak szybko zmuszony do ucieczki na emigrację. Otwarty ateizm może pociągnąć za sobą aresztowanie, oskarżenie o bluźnierstwo i obrazę uczuć religijnych, tortury, a nawet skazanie na śmierć. Tam, gdzie sytuacja nie jest aż tak groźna, otwarty ateizm może spowodować zwolnienie z pracy, wydalenie z uniwersytetu, utratę przyjaciół i konflikt z rodziną. Innymi słowy, poglądy naszego rektora Akademii Zamojskiej czy arcybiskupa Jędraszewskiego mają tam za sobą silne sankcje prawne i społeczne.
Co zatem wiemy? Profesor Amna Nusayr z Uniwersytetu al-Azhar twierdzi, że 4 miliony Egipcjan opuściło islam. Todd Nettleton stwierdza, że według niektórych szacunków „70 procent mieszkańców Iranu odrzuciło islam”.
Z badań Gallupa (2012) wynika, że 2 procent populacji Libanu, Pakistanu, Turcji o Uzbekistanu to ateiści. Na Zachodnim Brzegu i w Gazie rośnie to do 4 procent, a w Arabii Saudyjskiej 5 procent. Kiedy znika słowo ateista, a pojawia się określenie „bezwyznaniowy”, to w tych samych badaniach liczba „niereligijnych” rośnie do 8 procent w Pakistanie, 16 procent w Uzbekistanie, 19 procent w Arabii Saudyjskiej, 29 procent na Zachodnim Brzegi i w Gazie, 33 procent w Libanie i 77 procent w Turcji.
W jakim stopniu możemy to traktować poważnie?
Sondaże Arab Barometer wskazują na znaczny wzrost liczby osób mówiących po arabsku, które deklarują, że nie są „religijni”, z 8 proc. w latach 2012-2014 do 13 proc. w latach 2018-19, czyli znaczący wzrost w ciągu pięciu lat. Tendencja ta jest jeszcze silniejsza wśród osób w wieku 15-29 lat, wśród których odsetek ten wzrósł z 11 do 18 proc. Największy wzrost obserwujemy w Tunezji i Libii, średni w Maroku, Algierii, Egipcie i Sudanie, a prawie bez zmian w Libanie, na terytoriach palestyńskich, w Jordanii i Iraku. Szczególnie uderzające jest to, że mniej więcej tyle samo młodych Tunezyjczyków (47 procent), co Amerykanów (46 procent) określa siebie jako „niereligijni”.
Na przestrzeni ostatniego półwiecza niepokoił przede wszystkim gwałtowny wzrost islamskiego radykalizmu. Coraz więcej mieszkańców islamskiego świata uważa, że nawoływanie do umiarkowania i reformy islamu nie rokują żadnych szans na zakończenie tego koszmaru, że jedyną odpowiedzią jest ateizm, czyli całkowite odrzucenie starożytnych religijnych mitów i przejście do nowoczesności.
Czy rację ma Daniel Pipes pisząc, że ostatnie dwie dekady pokazują, iż ateizm w muzułmańskich krajach przekształcił się w znaczącą siłę, która może wpłynąć nie tylko na życie jednostek, ale na społeczeństwa i na rządy?
Z jednej strony widzimy ponowne dojście do władzy talibów w Afganistanie, odgórną radykalizację w krajach takich jak Pakistan czy Turcja, z drugiej klęski islamistycznych partii w Tunezji i Maroko, coraz większą widoczność liberałów w Egipcie, liberalizację towarzyszącą Porozumieniom Abrahamowym, powolny, ale trwały postęp w kierunku reform w Arabii Saudyjskiej (włącznie z bardzo istotnym, zmianami w systemie szkolnictwa).
Czy książę Salman szybciej wpuści ateistów do saudyjskich szkół, niż Czarnek zdoła wygnać ateistów z polskich szkół? To ciekawe pytanie. Tymczasem obserwujemy głosowanie nogami i tu u nas, i tam, gdzie ateizm nadal wymaga prawdziwej odwagi.
Czy idea szkoły oczyszczonej z mitów religijnych i ideologicznych ma szansę? To pytanie do wróżki, ale z pewnością warto o taką szkołę walczyć. Wygrana nie będzie łatwa ani tym bardziej nie jest pewna, ale sama walka może być ważnym elementem w procesie nauczania.

Andrzej Koraszewski
Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny.
Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”. Więcej w Wikipedii.

Ciekawe informacje o laicyzacji społeczeństw arabskich. Ucieczka w ateizm, nawet tylko pod płaszczykiem „bezwyznaniowości” czy tylko „niereligijności”, to proces którego należało się spodziewać, jako elementu współczesności. Dostęp do wiedzy i do idei przez internet pociąga za sobą refleksje, które dla opresyjnych czy zamkniętych systemów religijnych nie są sprzyjające. Fanatyczny z natury islam, łatwo przekształcający się w zbrodniczość, przypomina chrześcijaństwo sprzed 600-700 lat. Właśnie o taki przedział czasu islam jest młodszy od chrześcijaństwa.
Kluczowe pytanie tekstu o szkołę oczyszczoną z mitów religijnych jest dla państw muzułmańskich pytaniem o długość i nieuchronność procesu.
*
To samo pytanie dla Polski jest chyba łatwiejsze w znalezieniu trafnej odpowiedzi. Takie postaci jak Czarnek, Skrzydlewski, Jędraszewski są dla procesu laicyzacji dość istotnym wsparciem. Gdyby nie wzmożenie religiijne i pseudomoralne takich osobników religia w szkołach nie byłaby aż tak gorącym tematem. NIe budziłaby takich namiętności. Dzięki wsparciu tych osób wielu młodych ludzi, dzieci i rodziców, za punkt honoru stawia sobie ucieczkę od opresji, zabobonu i ciemnoty, a w sprawach szkoły wymuszenie jej neutralności światopoglądowej. Nie ma dla Polaków bardziej wciągającej emocji jak przekora w imię wolności, zresztą wolności na pograniczu swawoli.
„…
przypomina chrześcijaństwo sprzed 600-700 lat. Właśnie o taki przedział czasu islam jest młodszy od chrześcijaństwa.”
Też kiedyś usiłowałem traktować rozwój islamu na wzór historii chrześcijaństwa, ale na dłuższą metę to nie wychodzi.
Np. w wieku X – XI nauka w krajach islamu była na poziomie, który Europa osiągnęła dopiero na początku XX w. Na uniwersytecie w Damaszku znano zasadę podziału atomu.
Biorąc rzecz analogicznie, taki poziom musiałoby prezentować chrześcijaństwo w V w.n.e. A nie prezentowało.
W czasie epidemii dżumy na przełomie XIV – XV w. nawet papież sprowadzał lekarzy – muzułmanów z kalifatu kordobańskiego, bo chrześcijańscy do pięt im nie dorastali.
Itd.itd.
W pamiętnikach arabskich z czasów I krucjaty znajdzie Pan zapisy zdradzające przerażenie „najazdem barbarzyńców”, bo tak właśnie widziani byli wtedy Europejscy rycerze.
Ja o tym wszystkim wiedziałem i wiem. Ponieważ nie jestem historykiem, a tym bardziej znawcą historii Bliskiego Wschodu, chętnie bym się dowiedział co się stało, że ta wiedza arabska nie była rozwijana w późniejszym okresie. W rezultacie to Europa, Ameryka i daleka Azja wyprzedziły naukowo kraje arabskie. Mogę się domyślać, że o wszystkim przesądził wpływ islamu, ale to tylko domysły na tle braku wiedzy.
Prawdopodobnie jedną z głównych przyczyn, czy nie najważniejszą, było powstanie wahabizmu.
Też mnie to zawsze zastanawiało. Jak na razie religia i kierunek jej rozwoju jest jedyną, dającą się przyjąć, przyczyną. Rzecz wymaga jednak szerszego opracowania i jest tego warta.
Mały kroczek, a dogonimy afgańskich (?) Talibów. Oni właśnie już zdążyli zmienić ministerstwo edukacji na ministerstwo „cnót niewieścich”. Ile dotychczasowych nauczycielek wymordują, a ile zostawią przy życiu, zależy oczywiście tylko od ich fantazji.
.
A swoją drogą widzę wyraźne paralele między negatywnym wpływem ideologii, również religijnych, na naukę i sztukę. Koronnym przykładem są oczywiście Indie, ale poczytajmy chociażby protokół przesłuchania w Inkwizycji Veronesa* i następujący później upadek sztuki kościelnej, co dało powszechność kiczu wzorowanego na Guido Renni i „dołek” poziomu sztuki równoległy w Rosji, gdzie widzieliśmy ten „realizm socjalistyczny”,
i w Niemczech, gdzie on był „artverwandt”. Jako student grywałem w bilard w rosyjskim kasynie oficerskim w Weimarze. Oni tam ustawili sobie w parku kupę tych kiepskich posągów „poprawnych” niemieckich rzeźbiarzy, z epoki Hitlera. Pasowało im.
*) Breza – „Spiżowa Brama”
Arabscy dysydenci twierdzą, że muzułmański renesans skończył się wraz z pismami Al Gazalego, Al Gazali (1058 -1111), filozof nakazujący palenie dzieł filozofów, przeprowadził wściekły atak na muzułmanów uczących filozofii greckiej. Jego główny traktat to „Ożywienie nauk religijnych”, atak na studiujących staropżytną pogańską literaturę był we wcześniejszej pracy „Sprzeczności filozofów”. Cieszył sie podziwem wezyra Bagdadu i jego nauczanie szybko zdobyło domninacje na uczelniach. Wcześniejszy rozwój szkolnictwa służył teraz propagandzie zabobonu.
Polska wikipedia podaje krótką notkę biograficzną Al-Ghazali’ego. Właściwie zdanie kończące tę notkę wyjaśnia co musiało się stać, jeżeli ten kierunek myślenia zwyciężył w islamie: „… skoro człowiek nie zna myśli Boga, nie ma on też możliwości poznania skutków i przyczyn rzeczy, od których wyłącznie są one zależne – dlatego też właśnie wszystkie wysiłki poznawcze na drodze rozumu i empirii są próżne, a jedyną możliwością poznania pewnego jest całkowite zdanie się na bożą wolę.” I tak z wyżyn nauki cały świat arabski powędrował w stronę łapci z łyka lipowego.
*
Dużo obszerniejsze informacje o tym myślicielu zawiera angielska wersja wikipedii: https://en.wikipedia.org/wiki/Al-Ghazali
Chętnie poczytam więcej.
Bardzo polecam „Dlaczego nie jestem muzułmaninem”
Ibn Warraqa. To jest prawdopodobnie najlepsza pozycja przybliżająca historię islamu.
Dziękuję.