30.09.2021
To głos kardynała Kazimierza Nycza. Ważny, ale czekam na czyny, o których tak przejmująco Nycz mówił, powołując się zresztą na Ewangelię. Czyżby wreszcie polski katolicyzm przypomniał sobie o swoich źródłach? Mimo że to tylko słowa – dobrze, że padły.
Pozostaje mieć nadzieję, że pójdą za nimi czyny.
Ważne jest miejsce. Kard. Kazimierz Nycz przewodniczył nabożeństwu „Umrzeć z nadziei”, które w warszawskiej parafii św. Barbary zorganizowała wspólnota Sant’Egidio. Uczestniczyli w nim przedstawiciele różnych Kościołów chrześcijańskich, a także uchodźcy i imigranci mieszkający w Warszawie, osoby w kryzysie bezdomności i wierni pragnący wyrazić swoją solidarność z uchodźcami.
Idąc za Ewangelią Mateusza rozdział 25, Nycz powiedział, że Jezus nie będzie nas podczas Sądu pytał o „ilość odmówionych różańców, paciorków”: – Bóg będzie nas osądzał nie z miłości deklarowanej, ale konkretnej: byłem głodny, spragniony, byłem przybyszem czy może lepiej przetłumaczyć jako „byłem obcy…”.
Nycz odniósł się do manipulowania przez polityków tragedią uchodźców koczujących u polskich granic:
Z jednej strony każdy kraj ma prawo bronić swoich granic, mamy prawo bronić granic Europy. Ale z drugiej strony między obroną granic, której nikt nie podważa, a pomocą humanitarną, pomocą ludzką, chrześcijańską, do której jesteśmy zobowiązani, nie musi być sprzeczności. Potrzeba dobrej woli i tego, by na problemie nie ugrywać innych, pobocznych, partykularnych społecznych czy politycznych interesów.
Nabożeństwo „Umrzeć z nadziei” organizowane jest przez Wspólnotę Sant’Egidio od 2015 r. W Europie trwał wtedy największy jak dotąd kryzys migracyjny. W Morzu Śródziemnym zginęło 3771 osób. Od 1990 r. w „podróżach nadziei” do Europy życie straciło 43 390 uchodźców, kolejnych kilkanaście tysięcy uznaje się za zaginionych. Tylko przez ostatni rok, chroniąc się przed wojną, przemocą i nędzą, życie straciło 4071 osób. Według danych ONZ w ubiegłym roku liczba uchodźców na świece wzrosła do rekordowego poziomu 82,4 mln.
Wspólnota Sant’Egidio skupia się na budowaniu mostów przyjaźni z najbardziej marginalizowanymi i wykluczonymi członkami społeczeństwa – bezdomnymi, osobami starszymi, dziećmi ulicy, więźniami czy uchodźcami, inspiracje i siły czerpiąc z regularnej modlitwy i lektury Słowa Bożego. Troszczy się o sprawy pokoju, ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego. Prowadzi m.in. projekt korytarzy humanitarnych, pozwalający na bezpieczne przybycie do Włoch i innych europejskich krajów oraz sprawną integrację uchodźców. Wspólnota powstała w 1968 r. w Rzymie z inicjatywy grupy licealistów z Andreą Riccardim na czele. Dziś należy do niej ponad 65 tys. osób w 73 krajach świata. W Polsce działa w Warszawie, Poznaniu i Chojnie, a zaprzyjaźnione grupy inspirujące się jej duchowością są także w innych miastach.


Na jakie i czyje czyny Pan czeka?
Dołączył Prymas Wojciech Polak, którego medycy poprosili o mediację w rozmowach z rządem. „Jestem głęboko poruszony śmiercią kilkorga ludzi. Niestety, nie doczekali się niczyjej pomocy. Ich śmierć powinna zaalarmować nasze sumienia, skłonić do refleksji nad wiernością Ewangelii i spowodować konkretne działania, które zapobiegną kolejnym tragediom” – napisał. Zwrócił też uwagę, że uchodźcy są „brutalnie wykorzystywani w walce politycznej”. – Potrzebne są wspólne działania. Nie pozwólmy, by nasi bliźni cierpieli i umierali u naszych granic – zaapelował.
To znowu słowa, ale liczę, że przejdą w czyny, lekarze przychylnie odnieśli sie do słow Prymasa: „Zgadzamy się z Prymasem, że uchodźcy nie powinni być nigdy przedmiotem walki politycznej. Jesteśmy wdzięczni Prymasowi za głos poparcia i wystosujemy oficjalną prośbę o podjęcie się przez niego mediacji między stroną rządową a naszą grupą. Chcemy użyć naszej wiedzy i kompetencji, by zapobiec kolejnym tragediom i prosimy o pozwolenie, by móc to zrobić”
W każdym razie liczę nie na szaden freude tych, którzy odnotowują po raz kolejny (słusznie zresztą) łajdactwa rządu, ale na konkretne gesty wsparcia lekarzy.
Es gibt nichts Gutes, außer man tut es. Moje toporne tłumaczenie : Nie nie ma nic dobrego, gdy nie zrobisz tego. To Erich Kaestner, taki Makuszyński Niemców.
To, że kościół nic nie robi, w tym przypadku nie jest zwykłym „grzechem zaniechania”. To odmowa pomocy ofiarom wypadku w obliczu śmiertelnego zagrożenia wyczynami zbrodniczej szajki naszych okupantów. Co nie podlega publicznemu oskarżeniu tylko w przypadku, jeśli miałoby czymś grozić udzielającemu pomocy. Więc w świetle naszego prawa – karalne. Ale spoko, Czarnych nikt nie ukarze. Ani naszych na razie, władców. Choć może dożyjemy. Może !
Dramat uchodzców przekraczających polską granicę z Białorusi widoczny jest publicznie od dwóch miesięcy, z czego ostatnie 30 dni stanu wyjątkowego jest celowo ukrywany i marginalizowany. Obrona granic Polski i UE postawiona została wyżej niz zdrowie i życie ludzi, w tym kobiet i dzieci. Aspekt humanitarny problemu jest w retoryce rządowej i pisowskiej nieobecny.
*
KRK w Polsce w osobach Panów Nycza i Poloka dopiero teraz się „obudził”, a przecież ci ludzie cierpią juz od wielu, wielu dni. Ile jeszcze osób musi umrzeć, zginąć z braku jedzenia, higieny, lekarstw, zimna i deszczu aby ePiSkopat sie wreszcie zorientował, że pomoc ludziom w takich warunkach to podstawowy kanon ich ewangelii? Lekarze, prawnicy, księża i posłowie, orgnizacje społeczne – oni wszyscy próbowali jakoś pomóc niosąc pomoc humanitarną, ale oprócz drwin i pogardy nie doczekali zrozumienia podstawowych odruchów pomocowych.
Przez 60 dni hierarchowie nic nie zrobili, a teraz niewinne ofiary śmiertelne zaczynają być świadectwem bezczynności i bezduszności krk, reprezentującego ponoć głęboko katolicką wspólnotę. Wstyd i hańba to najłagodniejsze słowa na postawę tych ludzi, najbardziej hierarchów.
*
Rozumiem nadzieję Profesora Obirka i sam chciałbym mieć taką. Obawiam się jednak, że hierarchowie tak długo będą mówić i rozważać, tak „dzielnie” pośredniczyć międy ludźmi dobrej woli a opresyjną władzą, aż problem uchodzców sam się rozwiąże. W najgorszy z możliwych sposobów – za to ostateczny.
A co myśmy zrobili? Ja odnotowujący słowa Nycza i Polaka i szanowni komentatorzy? Podejrzewam, ze też nic. Owszem podpisałem kilka petycji, w rozmowach z przyjaciółmi oburzam się na kościół i rząd, ale tak naprawdę nie zrobiłem nic. Dlatego zastanawiam się jak przetłumaczyć jakże prawdziwe zdanie przywołane przez Andrzeja Goryńskiego: Es gibt nichts Gutes, außer man tut es. Ale nie na polski tylko na konkret. Może słowa to dobry początek, również słowa podziwu dla tych, którzy coś dobrego naprawdę robią, a nie tylko o nim mówią i zachęcają do robienia innych.
Panie Profesorze – my moglibyśmy stawać na rzęsach i nie mielibyśmy szansy nawet na to aby zostać zauważonymi, nawet w tak minimalnym stopniu jak posłowie czy organizacje humanitarne.
Co innego hierarchowie – gdyby jasno postawili sprawę jako episkopat od początku kryzysu to pewnie odniosłoby to jakis skutek. Przecież nie chodzi o to aby masowo przyjmowac imigrantów, ale o pomoc humanitarną. Czy nie lepiej byłoby ich ogrzać, nakarmić, wyleczyć a potem odesłać do domu? Przecież w tym pomogłaby także UE.
W obecnej sytuacji nie dowiemy się prędko (bo kiedyś dowiemy się prawdy), ile osób, w tym kobiet i dzieci umarło z powodu zwykłej bezduszności naszych pisowskich władców. I tylko o przeciwdziałaniu temu barbarzyństwu chodzi.
Ksiądz Lemański gdzieś tam się pojawiał wcześniej. Ale wiadomo, Lemański to „lewak” i „atencjusz”, to go SG nie przepuściła.
No ale Straż Graniczna na pewno ma swojego księdza kapelana, którego zwierzchnikiem zapewne jest biskup polowy pułkownik (czy w międzyczasie już generał? – on sam się bronił przed ekspresowym awansem) Guzdek. Kapelan, a zwłaszcza biskup to instancja może nawet ważniejsza niż oficer polityczny!
.
Czyny: chyba właściwy biskup, a nie jakiś z Polski Centralnej mógłby interweniować z lepszym skutkiem.
Przede wszystkim z racji funkcji (polowy) i z racji administracji – Guzdek jest też bpem w Białymstoku to on chyba powinien interweniować
rzecz w tym, że nawet nie próbowaliśmy stanąć na tych rzęsach; ba, zwyczajnie na nogach także nie.
Gadecki się właśnie wypowiedział, ze najgorsze są środki antykoncepcyjne. To jest właściwe i prawdziwe zmartwienie Kościoła. Uchodźcy wykleci nie są tacy ważni. Księża pedofile, no wiadomo. Ale nie daj Boże, jeśli gdzieś się pojawi prezerwatywa.
https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,27662770,abp-stanislaw-gadecki-zwiazkow-miedzy-osobami-tej-samej-plci.html