Telewizja pokazała (695)

02.10.2021

Nudno, a tu jeszcze dwa lata do wyborów. Opozycja jakaś niemrawa no i nie ma dostępu do mediów państwowych, a więc do pisowskiego elektoratu. Jak do nich dotrzeć? Partie opozycyjne są ostrożne, pilnują każdego słowa, żeby nie narazić się na atak PiS i nikogo nie urazić. Wydaje się, że pora na powołanie nowej partii opozycyjnej.

To powinna być przebojowa partia. Porównując do mediów, powinna być jak tabloid. Powinni stale wyskakiwać z rewelacjami na temat PiS i poszczególnych polityków, być jeszcze lepsi niż „Gazeta Polska” czy TVP. Im bardziej absurdalne będą oskarżenia czy insynuacje pod adresem pisowców, tym łatwiej tamten elektorat w nie uwierzy. Warto też oskarżać przeciwników o wszystko, co sami robimy, o odstępstwa od świętej wiary katolickiej, o udawany patriotyzm itd.

Rzucam kilka pomysłów tematów:

„Dlaczego prezes przestał brać leki psychiatryczne”. „Czy prezydent cofnie ułaskawienie Mariuszowi?”. „PiS chce wykończyć wieś – koniec członkostwa w Unii to koniec dopłat i dobrych rynków zbytu płodów rolnych”. „Skończyli podstawówkę – prezesi spółek państwowych”. „Nakradli więcej niż PO, PSL i Lewica razem”. „Czy Szumowski zwróci za nieużyteczne respiratory i niedobre maseczki?”. „Czy Macierewicz leciał wcześniej tym samolotem?”. „Szykowana jest amnestia dla księży pedofilów?”.

* * *

Trudno przyzwyczaić się do chamstwa „dobrej zmiany”. Pięć lat temu napisałem (a kolejne lata dodały mnóstwo nowych przykładów):

Szybko przyzwyczajamy się do chamstwa w polityce, uważając je za coś normalnego. Mało kto się oburza i reaguje, ot najwyżej nieco zgorszenia – no jak ci politycy czasem się zachowują. A pewne postępki władz przechodzą bez echa. Trzeba by dopiero wyobrazić sobie, że taka sytuacja przydarza się w innym, cywilizowanym kraju, żeby zauważyć, dokąd doszliśmy.

Wyobrażają sobie Państwo premiera Camerona, jak mówi o labourzystach, że są to ludzie gorszego sortu, a o manifestujących przeciw polityce rządu, że to ludzie oderwani od koryta i dlatego protestują? Albo wysokiego rangą polityka niemieckiego, który o protestujących takich jak KOD mówi, że mają za sobą przeszłość nazistowską? Czy prezydenta Hollanda, który z kolegami wygłasza na wiecu słowa o protestujących: – Cała Francja z was się śmieje komuniści i złodzieje.

Albo taka sytuacja: miała miejsce katastrofa lotnicza np. w Szwecji, państwowa komisja opracowała raport. Potem zmienia się władza i nagle do ekspertów komisji wkracza do domu policja, konfiskuje im sprzęt i przesłuchuje ich, zadając pytanie, kto z nich usłyszał określone słowa zapisane w czarnej skrzynce.

Daleko już odeszliśmy od standardów państwa prawa i dość łatwo się z tym godzimy. Spory dotyczą głównie nazewnictwa i prawie wszyscy politycy i komentatorzy twierdzą, że jeszcze nie odeszliśmy od tych standardów, bo są kraje, gdzie jest znacznie gorzej. Co jeszcze musi się zdarzyć, żebyśmy sobie wszyscy uświadomili, co się dzieje?

Warto dodać, że większość działań PiS przeprowadza pod hasłem „Przywracamy normalność”. No tak normalnie to chyba jeszcze nigdy nie było.

* * *

* * *

Zło często zaczyna się od małych spraw i szkoda, że wtedy nie napotyka oporu. Obecne rozpasanie władz w naginaniu prawa, łamaniu go i swoistej interpretacji, miało precedensy. Pamiętają Państwo „falandyzację prawa”? Nazwa pochodzi od nazwiska Lecha Falandysza — zastępcy szefa kancelarii prezydenta Wałęsy. Doczekało się to definicji w Wikipedii:

Falandyzacja prawa – stosowane w polskiej publicystyce  pejoratywne określenie niektórych prób interpretacji (wykładni) prawa lub usprawiedliwiania organów władzy, których postępowanie balansuje na granicy prawa. Określa się tak „naginanie” prawa, próby jego interpretacji w doraźnym interesie interpretatora.

Falandysz przekonywał, że prezydent miał prawo odwołać z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji dwóch członków, których sam powołał.

Jak podaje Wikipedia:

Prawo nie przewidywało możliwości odwołania tych osób, jednocześnie nie wykluczając (nie zakazując) tego. Przypadek nie był zatem w sposób jednoznacznie rozstrzygnięty przez przepisy prawa. Argumentacja Falandysza opierała się na poglądzie, że jeżeli ktoś ma prawo kogoś powołać na stanowisko, to zgodnie z logiką uprawniony jest również do jego odwołania.

Trybunał Konstytucyjny odrzucił taką interpretację. Wikipedia:

Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego z konstytucyjnej zasady legalności, jak również z zasady demokratycznego państwa prawa wynika jednoznaczny wniosek, że w przypadku, gdy normy prawne nie przewidują wyraźnie kompetencji organu państwowego, kompetencji tej nie wolno domniemywać i w oparciu o inną rodzajowo kompetencję przypisywać ustawodawcy zamiaru, którego nie wyraził.

Chciałoby się przypomnieć dowcip z czasów PRL: – Staliśmy nad przepaścią, ale od tego czasu zrobiliśmy duży krok naprzód.

* * *

Kolejne władze chcą się dobrać do nauczycieli. Minister Czarnek zaproponował nauczycielom podwyżki wynagrodzenia, ale kosztem podniesienia pensum i odebrania niektórych dodatków. Władzom, i nie tylko im, wydaje się, że osiemnaście godzin tygodniowo to mało i trzeba nauczycielom dołożyć, bo jeszcze mają dwa miesiące wakacji, ferie. Kiedyś policzyłem mojej żonie nauczycielce godziny pracy. Poza pensum nauczyciel sprawdza prace domowe i klasówki, szykuje się do lekcji, ma zebrania szkolne i z rodzicami, dyżury w szkole, prowadzi czasem kółko zainteresowań, przygotowania do olimpiady, często wycieczki z dziećmi itp. Kiedy podliczyłem te godziny dodatkowe do pensum i odjąłem je od czasu ferii i wakacji, wyszło mi sześć dni wolnych w roku.

Oczywiście nauczyciel wuefu ma mniej pracy, ale większość nauczycieli ma dużo pracy poza pensum.

Śmieszy mnie i drażni dość powszechne mniemanie, że żona prezydenta, jako że jest nauczycielką, powinna wpłynąć na męża. Krzysztofa Baszyńskiego, wiceprzewodniczącego ZNP, zapytano, czy nauczyciele ze swoimi postulatami nie powinni zwrócić się do Agaty Kornhauser-Dudy, która w końcu też jest nauczycielką. Powiedział: 

Może trzeba tak zrobić, ale my już zawiedliśmy się na naszej koleżance, która jest żoną pana prezydenta, bo kiedy zmieniano ustrój szkolny, to było spotkanie szefa związku z żoną pana prezydenta. Było to dobre spotkanie, tylko z tego spotkania niewiele wynikło, ponieważ i tak pan prezydent na drugi dzień podpisał ustawę, a my zabiegaliśmy, żeby więcej refleksji w tym było. Byliśmy przekonani, że żona, która rozumie szkołę, ma wpływ na pewne decyzje.

Apelowanie do „pierwszej damy” o interwencję u prezydenta jest dla mnie żenujące. Kim jest żona prezydenta, żeby brać udział w sprawach politycznych? W intencji apelujących jest, aby prezydentowa poprosiła o coś prezydenta, a on pod wpływem jej argumentacji zmieni zdanie. W dodatku Agata Duda nie prezentuje żadnych własnych poglądów, a co ma w głowie, to widać było, kiedy dopytywała uczennicę mówiącą o łamaniu konstytucji przez prezydenta: „Ale w którym punkcie?”.

Nie uważam, aby żona prezydenta miała jakieś obowiązki, może w ogóle nie brać udziału w życiu publicznym. Nie uważam też, że musi się wypowiadać w sprawach politycznych czy podejmować jakieś inicjatywy – ostatecznie bycie żoną prezydenta nie jest żadną funkcją, ani nie została ona wybrana w powszechnym głosowaniu.

Śmieszne jest przypuszczenie, że prezydent, który nie chce czegoś zrobić, zrobi to pod wpływem namowy żony. Ale taka jest praktyka oparta na wierze. Wierni zwracają się do różnych świętych, żeby wstawili się za nimi wyżej, tak jakby Pan Bóg nie chciał czegoś dla nich uczynić, ale może zmienić zdanie, kiedy ktoś zasłużony go poprosi.

* * *

Andrzej Rysuje | TURÓW - Andrzej Rysuje, 1.10.2021 - null

* * *

Doświadczenia z zaprowadzaniem demokracji są różne. Sukcesem było zaprowadzenie demokracji w Niemczech po II Wojnie Światowej. Ale wiele działań USA, których oficjalnym celem było zaprowadzenie demokracji, okazało się klęską. I, co gorsza, niepowodzenia niczego Amerykanów nie nauczyły.

Amerykanie wkraczają zbrojnie do jakiegoś kraju, co wiąże się ze śmiercią i cierpieniem wielu ludzi. Potem próbują nieudolnie rządzić, co pomnaża cierpienia. I wreszcie wychodzą z tego kraju tak, że jest tam potem jeszcze gorzej. Tak się stało w Iraku, a ostatnio w Afganistanie, gdzie władali przez 20 lat. Tysiące Afgańczyków (ci, co mogli) uciekło z kraju. Reszta cierpi głód i prześladowania talibów. Kraj jest na krawędzi bankructwa. Nikt jakoś nie porównuje zysków i strat takich działań. Z jednej strony śmierć tysięcy ludzi, zniszczenie krajów, ogromne wydatki, a jakie zyski? Zwykle chodzi o „zachowanie twarzy”.

* * *

W TVN24 omawiano osiągnięcia sztucznej inteligencji w ochronie granic. Urządzenia „sejsmiczne”, które potrafią rozróżnić chód człowieka i zwierzęcia i uruchomić kamery. System rozpoznawania twarzy. I system pozwalający ocenić, czy badana osoba mówi prawdę (już to stosuje się na granicach USA), a więc jakie są prawdziwe powody, dla których dana osoba stara się o status uchodźcy. Warto by takie urządzenie umieścić w sejmie.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email