10.10.2021
Czytam i słucham ostatnio mnóstwo wypowiedzi o ewentualnym Polexicie. Tak z 90% odnosi się do – na ogół nie wiadomo jak szacowanych – naszych korzyści i strat z tytułu przynależenia do Unii. Różnych korzyści i różnych strat. Ekonomicznych, handlowych, „ściśle prawnych” i diabli wiedzą, jakich jeszcze.
Mało kto pyta o straty czy zyski „kulturowe”. Jeśli już, to zwykle pod z góry założoną tezę, iż zawsze byliśmy elementem cywilizacji łacińskiej, tj. szeroko rozumianego Zachodu. I że ten Zachód zawsze był jakoś „lepszy” niż Wschód. Ja czuję się człowiekiem Zachodu, choć gdyby mi kto kazał to doprecyzować, to pewnie gadałbym „statystycznie”, bez wartościowania poszczególnych parametrów oceny, np. indywidualizmu (wartości/godności człowieka), poczucia stopnia należenia do wspólnoty itp. To bardziej niemożliwe do dobrego wyartykułowania przekonanie, że mieszkanie w kraju zachodnim „leży mi lepiej” niż na Wschodzie.
Można to, oczywiście, rozmydlać pisząc np. o kulturze romańskiej czy anglosaskiej, ale to już (o ile stosowane konsekwentnie) pewna perwersja, dobrej definicji – jak chyba czegokolwiek ważnego – nie ma.
Takie same jak w stosunku do Polexitu rozważania prowadzić można „lokalnie” w każdym kraju. Można np. pytać czy Katalonia ma być w Hiszpanii, Bawaria w Niemczech, a Śląsk czy łódzkie w Polsce.
I od strony ekonomiczno-gospodarczej rozumowanie będzie takie samo.
Można jednak postawić również inne pytanie; czy Katalończyk bardziej czuje się związany z kulturą katalońską niż hiszpańską, Bawarczyk z bawarską niż niemiecką, a Ślązak ze śląską niż polską. Bo tak czysto ekonomicznie, to każdemu ze wspomnianych regionów opłaci się opuścić kraj, którego jest częścią.
U nas dyskutowano kiedyś tzw. „janosikowe”, które płaci np. Warszawa na rzecz innych regionów. Czy my nie idziemy w kierunku takiej dyskusji?
Waldemar Korczyński

Skoro Pan Korczyński był uprzejmy wspomnieć Katalonię i niechęć jej rządu oraz związanej z nim kliki do przynależności do Hiszpanii. To samo można powiedzieć o rządzie PiSu i jego niechęci do Unii Europejskiej.
Jednym i drugim po prostu nie podoba się, że ktoś im patrzy na ręce i nie mogą robić wszystkiego na co im przyjdzie ochota. Wszystko pod płaszczykiem „walki o niepodległość i suwerenność”. Takie mydlenie oczu maluczkim, co niestety przynosi efekty.
Po dwudziestoletnim pobycie w Katalonii wiem o czym mówię, w przeciwieństwie do wielu komentatorów, którzy najczęściej znają temat bardzo powierzchownie i powtarzają cudze, często tendencyjnie zmanipulowane opinie.
Nie znam na tyle dobrze spraw Katalonii, więc wierzę, że ma Pan rację. Pisze to bez szczególnych emocji, bo mimo całej sympatii dla Zachodu, a Hiszpanii i Katalonii w szczegóności nie mam zamiaru zmieniać miejsca zamieszkania. Z tego samego powodu boję się (to już emocje) jednak, że i w odniesieniu do Polski ma Pan rację. Niestety,
To co Autor nazywa polexitem kulturowym, a co w treści artykułu jest szeroko rozumianym polexitem cywilizacyjnym, obejmuje bardzo szeroki zakres tematyczny. Cywilizacja Zachodu to cywilizacja rozumu bardziej niż emocji, tolerancji bardziej niż prześladowań, cywilizacja pragmatyzmu bardziej niż mistycyzmu, praw człowieka bardziej niż praw władzy, etc. Cywilizacja sprzyjająca człowiekowi i umożliwiająca temu człowiekowi rozwój osobisty. To wreszcie cywilizacja, która od tradycyjnej, paternalistycznej i opresyjnej struktury społecznej wędruje z sukcesami w stronę partnerstwa i dialogu. Częścią tej cywilizacji są wzorce sprawnej administracji, dobrej organizacji pracy, wysokich kwalifikcji zawodowych. Częścią tej cywilizacji jest decentralizacja władzy, służba publiczna, itp. Suma tych wartości i atrybutów stanowi siłę przyciągania różnych społeczeństw do wspólnej Europy. Naturalnie dobrobyt jest silnym, materialnym spoiwem takich wartości, choc ich nie zastępuje.
*
Ideologia pisowców i orbanowców to marsz wstecz, w stronę szowinizmów, homofobii, ksenofobii, mizoginizmu, nietolerancji religijnej, seksualnej i wszelkich innych form opresji. To droga w ślepy zaułek „cywilizacji” rosyjskiej – cudzysłów nie jest przypadkowy. Schyłkowa formuła państw narodowych, która tylko w wieku XX przyniosła światu setki milionów niewinnych ofiar w wyniku nacjonalizmu a wcześniej równie wiele ofiar fanatyzmu religijnego. Po obydwu dyktatorach widać, że te fanatyzmy nie odpuszczą nam wielu ciężkich doświadczeń.