Marek Jastrząb: Znaj proporcje, mocium panie5 min czytania

()

23.10.2021

Zachęcony recenzją, zacząłem oglądać; serial sprawujący wrażenie czarnej rozrywki typu political-fiction, serial („Z roku na rok”) będący impresją zbliżoną do deja vu i doświadczaniem czegoś odrąbanego od realiów, przywdział szaty groteskowego proroctwa. Na moich oczach wizje koszmarnych przewidywań, spełniały się co do joty, a przyszłościowym światem wstrząsały populistyczne paroksyzmy.

Osobiście lubię stylistyczne przejaskrawienia. Emocjonalne przesadnie służące podkreśleniu jakiegoś zjawiska. Lecz filmowa kumulacja koszmarnych obrazów zaczęła mnie drażnić coraz mocniej. Irytować z odcinka na odcinek coraz bardziej. A działo się tak, ponieważ jego nadmierna groteskowość zanadto kojarzyła się z rzeczywistością. To już nie była fikcja i rojenia porąbanego umysłu. To już był fakt.

Nie mam zamiaru streszczać jego fabuły, ale, choć akcja nie rozgrywa się w Polsce, to kubek w kubek przypominała klimatem tło i metody działań podejmowanych przez PiS. Z tym że na ekranie były to metody ogarniające cały ogłupiały glob; do władzy dorwali się demagodzy i wbijali w zakute łby intelektualistów, jak mają żyć.

*

W dniach poprzedzających mój pesymizm, w zamierzchłych czasach wiary w czekającą ludzi świetlaną przyszłość, w okresach duchowego prosperity, oglądałem filmy o dalszym ciągu naszego trwania na Ziemi. Filmy jednak nie kipiały od entuzjazmu. Nie dodawały otuchy. Raczej popychały w stronę przerażenia; co który puściłem, wszystkie pokazywały to samo: po jednej stronie fabuły kwitnąca nędza i złachmycone życie na śmietniku, brak jakichkolwiek perspektyw, grzęzawisko niemocy w akompaniamencie rozpaczy, a po drugiej – Arkadia dla wybranych. Raj niedostępny dla gorszych od lepszych.

W ten sposób utraciłem optymistyczne dziewictwo, gdyż rokowania rysujące się przed ludzkością, nie napawały niczym poczciwym. Tu nastąpiła odsiecz: świsnęła mi przez głowę filuterna myśl, że wyginięcie zajęło dinozaurom miliony lat, a człowiek uwinął się z tym problemem w lat niecałe parę tysięcy.

*

Zapytałem, czy widział kto senatora USA cwałującego korytarzem Kapitolu, a za nim sznureczek galopujących żurnalistów z mikrofonami dopraszających się łaski usłyszenia od niego czegoś, co przypominałoby konkretną wypowiedź? Ale jako że nikt nie kwapił się do zabierania głosu w tej materii, odpowiedziałem sobie sam. Stwierdziłem mianowicie, że w żadnym wypadku tak się nie dzieje. Senator USA jest zbyt poważnym człowiekiem, by kłusować i opędzać się od dziennikarzy jak od uprzykrzonych much. Od tego ma prasowe konferencje, a w ich trakcie dziennikarze siedzą i mogą zadawać niewygodne pytania bez obawy o zwolnienie z pracy.

U nas biegunkowy pośpiech na sejmowych korytarzach jest normą. U nas niewygodnych pytań jest tak wiele, że gdyby nie pomijanie ich milczeniem lub wstawianie gadek zaciemniających odpowiedź, pisowskie konferencje trwałyby dłużej, niż usuwanie Banasia z urzędu (by pomóc w hamletowskich dylematach i ambarasach z udzielaniem odpowiedzi, należałoby się szarpnąć na wybudowanie podziemnego przejścia dla pisowskich VIP-ów. Tunelu łączącego planarną salę obrad z ich gabinetami).

*

Zgodnie z zapowiedzią Andrzeja Leppera, w naszej politycznej tancbudzie, że skończył się Wersal, na wielu obliczach pojawił się grymas ulgi, bo oto wszelki człek nieobeznany z przyzwoitością, dostąpi zaszczytu publicznego zrugania lepszych od siebie (insza inszość obsobaczyć kogoś prywatnie i w ciemnym kącie, a insza, w światłach jupiterów, podczas konferencji prasowej, w asyście dziennikarzy zachwyconych niewłasnym chamstwem, w roztomiłym towarzystwie publiki TVP).

*

W niechybnie czekającym nas remoncie kapitalnym państwa zawczasu zadajmy sobie pytania: czyimi rękami należy tego dokonać? Kogo nie dopuścić do przyszłej ekipy sprawującej władzę? Czy tych samych prokuratorów, którzy nie mieli cywilnej odwagi, by orzec, iż marsz niepodległości nie powinien się odbyć? Czy tych, co stoją na straży ażurowych granic? A gdzie się schować przed sekowaniem policyjnych tchórzofretek przyzwyczajonych do bezkarnego bicia kobiet? A gdzie, pod jakimi korzeniami mają ukryć się przed skrupułami i wstydem ci, którzy pozwolili, by niedoszły zbawca narodu tak długo i tak bezkarnie kiereszował wielomilionowym narodem?

*

W USA jest 100 senatorów. Stanów jest 50, czyli wypada po dwóch. Ludność oscyluje w granicach 330 tysięcy z groszami. Zatem jest jej ociupinę więcej, jak nas. Choć województw mamy nie 50, a tylko 16, to senatorów nie ma po dwóch na jedno, ale też stu nie wiadomo po co.

Każdy senator ma swoje biuro i jest posiadaczem licencji na uczciwość oraz kilku dobrze płatnych prawych rąk pełniących funkcję fachowców od pieprzenia trzy po trzy. Doradców będących jego przybocznymi współpracownikami wyposażonymi w tupet i przywileje. Ni słowa nie mówiąc o należnych im podwyżkach i odszkodowaniach w razie czego. Gdyż, jak mawiał, Parkinson, utrzymanie urzędu ważniejsze jest od potrzeby jego istnienia.

*

Senat, w naszym wydaniu, nie służy za izdebkę refleksji, lecz jest miejscem do sofistycznego rozkładania rąk w gestach bezsilności i mówienia co ja mogę; bezsilność rozłożona na stu polityków, oto uzysk. Poza tym jako państwo bogatsze od USA możemy pozwolić sobie na rozrzutność. Lecz dysproporcja gnębi nie tylko Senat. Dotyczy również naszego sejmu pisanego dużą literą: pogłowie posłów mogłoby być o 50% mniejsze. Wszelako bez jaj: na likwidację biurek nie zdobędzie się ani jeden rząd.

Marek Jastrząb

Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM

One Response

  1. Andrzej Goryński 23.10.2021