23.10.2021
Przewodniczący Platformy Obywatelskiej uczynił z podejścia do Unii Europejskiej centralny punkt swej strategii w walce o odzyskanie władzy. Na pierwszy rzut oka taki wybór wydaje się trafny, chociaż jego skuteczność zależeć będzie od kilku warunków.
Wypada zacząć od tego, że linia podziału warunkująca pozyskiwanie zwolenników nie jest dostatecznie wyraźna; ona jest przejrzysta w sporze polskiego rządu z Unią Europejską, ale brakuje jej w polemice opozycji z będącym przy władzy obozem Zjednoczonej Prawicy. Opozycja powtarza przestrogi o polexicie, ale wskutek zaprzeczeń rządu powielanych przez zmasowaną propagandę w dyspozycyjnych mediach, dla wielu taka ewentualność wydaje się mało prawdopodobna.
W tej walce o pozyskanie zwolenników zderzają się dwie narracje: demokratycznej opozycji i rządzącej prawicy. Opozycja oskarża władze o upolitycznienie sądów, naruszanie niezależności mediów i praw człowieka, a w rezultacie, odejście od trójpodziału władz i praworządności, co oznacza pogwałcenie unijnych traktatów i własnej konstytucji. W opinii rządu wszystko w Polsce jest w porządku, a spór wynika z dążenia unijnych instytucji do wychodzenia poza granice przyznanych im w traktatach kompetencji i zawłaszczenia obszarów zastrzeżonych do zakresu suwerennych uprawnień państw członkowskich, w szczególności dotyczących systemu sądownictwa czy kwestii światopoglądowych. Próbuje się wmówić, że chodzi o obronę suwerenności państw narodowych przed zachłannością unijnych biurokratów ogarniętych mirażem przekształcenia Europy w kosmopolityczne super państwo.
Niemrawą reakcję unijnych instytucji ożywił wyrok Trybunału Konstytucyjnego ogłoszony na wniosek premiera o nadrzędności prawa krajowego w niektórych sprawach nad prawem unijnym, co Unia uznała za bezpośredni atak na samą istotę europejskiej wspólnoty i podważanie jej statutowych zasad. W odpowiedzi, z właściwą dla tej władzy hipokryzją, premier Mateusz Morawiecki stwierdził w Brukseli, że cały ten spór może być przydatny jako źródło debaty służącej określeniu na nowo ram przyznanych Unii kompetencji. Ma się rozumieć okrojonych w porównaniu z obecnymi.
Aspekty prawne i polityczne sporu nie poruszają jednak wyobraźni ludzi tak, jak może to spowodować zablokowanie transferu unijnych funduszy na dopłaty dla rolników, wsparcie samorządów czy rozbudowę infrastruktury i inwestycje w ramach po pandemicznej odbudowy. Na taką możliwość wskazuje odkładanie decyzji o zatwierdzeniu Krajowego Planu Odbudowy i uzależnienie przekazania stosownych środków od usunięcia defektów praworządności, zwłaszcza zlikwidowanie inkwizycyjnej Izby Dyscyplinarnej i przywrócenia do pracy represjonowanych sędziów. Z drugiej strony, nie można nie zauważyć powściągliwej postawy i ostrożności w sięganiu po bardziej zdecydowane narzędzia u wielu europejskich państw, w tym kluczowych, jak Niemcy i Francja, które opowiadają się za dalszym dialogiem z polskimi władzami i ograniczają się do apelowania o zachęcające gesty z ich strony. Wiele mówi też komunikat z Brukseli, że, mimo wcześniejszych sugestii przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, mechanizm warunkowości, czyli reguła „pieniądze za praworządność”, nie będzie uruchamiany do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej na wniosek Polski w sprawie zgodności takiego postępowania z prawem unijnym, a to oznacza przedłużenie obecnego stanu zawieszenia i brak realnych działań Unii przez co najmniej kilka kolejnych miesięcy.
Tak więc, od konsekwencji unijnych instytucji i większej świadomości możliwej utraty korzyści u beneficjentów unijnych funduszy w następstwie autorytarnych zapędów władzy zależeć będzie efektywność strategii opartej na sprzeciwie wobec naruszeń praworządności w Polsce i obronie wartości stanowiących fundament europejskiej wspólnoty.
Czas pokaże, czy te warunki zaistnieją i będzie to droga prowadząca do poszerzenia elektoratu zaangażowanego po stronie demokracji.

Eugeniusz Noworyta
Dyplomata, b. stały przedstawiciel Polski w ONZ, b. ambasador w krajach Ameryki Płd.
Więcej: Wikipedia

Powtórzę, co napisałem w komentarzu pod sąsiednim artykułem:
Mnie zaskoczyło rozwiązanie, które pozornie wygląda na przypadkowe. Po wystąpieniach Morawieckiego w PE a wcześniej w polskim Sejmie wydawało się, że przywódcy na szczycie Rady Europejskiej podejmą stanowcze kroki wobec rządu pisowskiego oprawione równie ostrą retoryką. Tak się nie stało i stąd moje zaskoczenie. Odchodząca kanclerz niemiecka Angela Merkel w porozumieniu z Francją i Włochami zdołała przekonać przywódców na szczycie do dalszego dialogu z kaczystami.
Angela Merkel znana jest z kunktatorstwa czyli odkładania rzeczy na potem, żeby się jakoś „same wyjaśniły”. Stąd takie rozwiązanie. Ono mnie zaskoczyło pozytywnie. Pierotnie oczywiście zakładałem, że ostra reakcja będzie bardziej właściwa, ale zmieniłem zdanie.
*
Przyjęta linia Rady Europejskiej, która zaleciła dialog okazała się rozwiązaniem iście Salomonowym. Kieszonkowy „imperator” liczył na rozpętanie histerii antyuniijnej a tymczasem klops – dupa zbita. NIe wypada teraz frontalnie zaatakować UE, bo przecież nie można się aż tak ośmieszyć. Tymczasem mądrość tego rozwiązania polega na tym, że przechytrzono „imperatora” na miękko. Dialog nie oznacza pieniędzy prędzej jak po spełnieniu warunków. Nie wykluczono pieniędzy, ale też nie złożono łatwych obietnic. Piłeczka po stronie JK. Ciekawe co wykombinuje. Bo że będzie chciał mieć ciastko i zjeść ciastko to pewne. Po drugiej stronie ma dużo bardziej wytrawnych graczy niż on sam więc ciekaw jestem co wybierze. Z jego punktu widzenia nie ma dobrych rozwiązań, ale „Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”.
*
Obserwując „imperatora” zakładam, że zagra raczej argesją niż ustępstwami, co niczego nie zmieni oprócz pogorszenia jego własnego położenia. Europa od początku była wobec niego delikatna, opieszała i nieskuteczna. On nie ma innych doświadczeń i musi swoja grę odegrać do końca, pod hasłem swojego podwładnego zresztą: „I’m coming to my end”, czego mu serdecznie życzę.energetycznej)
Czasami geniusz tkwi w kunktatorswie.
*
Realizowany przez PiS scenariusz polexitu jest tak oczywisty, że Tusk właściciwe wyłącznie go skonstatował a nie sam wybrał jako pole starcia. Nawet pisowcy zorientowali się, że ten scenariusz jest oczywisty dla postronnego obserwatora. Przyjęli zatem taktykę wychwalania naszej obecnosci w UE, po czym jednym tchem dyskredytują unię w tej samej wypowiedzi. Oczywiście to pustosłowie plus zmasowana propaganda Kuzwizji i mediów propisowskich robi swoje, ale to dopiero początek. Kolejne punkty narracji Tuska i PO to jest drożyzna, inflacja i kryzys gospodarczy (koszty transformacji enegetycznej, ceny paliw, itd.)
POlexit + drożyzna + brak funduszy + fatalne rządzenie (afery, złodziejstwo) i niekompetencj + nepotyzm i afery – spodziewam się, że to wszystko znajdzie sie w naracji opozycji o rządach PiSu.
To nie będzie „polexit”, to będzie „wypierpol”.
Będziemy wypierani, marginalizowani, pozbawiani znaczenia, prawa głosu i dopływu unijnych funduszy..
Aż wreszcie Kaczafi będzie mógł powiedzieć: „widzicie jaka ta Unia jest wredna? A nie chcieliście mi wierzyć”.
A ciemny lud to kupi.
I nie wierzę, że Polacy się obudzą. Nawet jak im się do pełna zimnej wody do dupy naleje.