Krzysztof Łoziński: Jestem człowiekiem

14.11.2021

Stwierdzenie w tytule niby takie proste, a napisałem je w dyskusji na FB pod serią zdjęć ludzi z polskimi flagami w górach pod hasłem: „jestem dumny z bycia Polakiem”. Napisałem to właściwie w kontrze do tej „dumy”.

Czy ja nie jestem Polakiem? Jestem, bo tu się urodziłem, tu mieszkam, bo Polakami byli moi rodzice, bo mówię po polsku. To fakt, ale mi chodzi o co innego. O to, z czego można być dumnym.

Otóż uważam, że można być dumnym z tego, czego się dokonało, co się osiągnęło, z tego, co się zrobiło dla innych, dla kraju, dla świata. Natomiast nie ma sensu duma z tego, na co nie miało się żadnego wpływu. Nie ma sensu duma z tego, że bez żadnej mojej zasługi urodziłem się akurat tu, a nie gdzie indziej. Bo niby z jakiego powodu my, Polacy, jesteśmy lepsi od Duńczyków, Hiszpanów, Hindusów, czy Japończyków?

Jeśli popatrzymy na historię, to wypadamy skromnie. Jeszcze tysiąc lat temu nie było nie tylko Polski jako państwa, ale i Polaków jako narodu. Tymczasem najstarsze miasto świata to Jerycho, zbudowane prawdopodobnie 11 tysięcy lat przed naszą erą, czyli 13 tysięcy lat temu. Najstarsze ślady cywilizacji w Chinach sięgają 9 tysięcy lat p.n.e. (ceramika, wyroby z brązu). 35 tys. lat p.n.e. w dolinie Rzeki Żółtej wynaleziono łuk. 2,5 tys. lat temu, lekarz wojskowy zauważył, że wojownik zraniony strzałą wyzdrowiał na chorobę, którą miał wcześniej. Przewertował wojskowe kartoteki medyczne, podobno z 600 lat, i napisał pierwsze w historii dzieło naukowe z zakresu medycyny, Ling Chu Ching, z najstarszym opisem akupunktury. Gdy ok. 1000 roku n.e. woje młodego państwa polskiego przedzierali się przez knieje, chińska Armia Wielkiego Muru liczyła ok. 2 mln żołnierzy dysponujących „ognistymi lancami” (arkebuzami), armatami i rakietami prochowymi.

Nasza historia jest młodziutka w porównaniu do historii Egiptu, Grecji, Iranu, Iraku, Indii… Czy jest od nich gorsza? Nie, ale to za mało do jakiejś szczególnej dumy.

Czy zatem są w naszej historii dokonania godne podziwu? Są, ale akurat nie te, z których chcą być dumni narodowcy. Godna pamiętania jest historia Rzeczpospolitej Dwojga Narodów, w rzeczywistości federacji nawet siedmiu państw na terenach dzisiejszej Polski, Litwy, Łotwy, Białorusi i Ukrainy. To było niezwykle nowoczesne jak na tamte czasy państwo, niemal prototyp Unii Europejskiej. Upadło, bo miało potężnych i niesympatycznych sąsiadów.

Oczywiście demokracja szlachecka była jak na dzisiejsze standardy mocno niedoskonała. Większość ludzi nie miała praw obywatelskich albo wręcz z była niewolnikami (chłopi), a jednak to państwo dokonało wielu bardzo nowoczesnych rozwiązań prawnych.

Konstytucja Nihil Novi w 1505 roku wprowadziła zasadę, że król nie może zmieniać prawa bez udziału sejmu („nic nowego nie może być w przyszłości ustanowione przez króla i jego następców bez pospólnej zgody doradców oraz posłów ziemskich”) i że każdy akt prawny, także wyrok trybunału, musi być opublikowany (trzeba było dopiero Beaty Szydło, by tę zasadę złamać).

W 1776 roku jako jedno z trzech pierwszych państw świata (razem z Austrią i Stanami Zjednoczonymi) wprowadziliśmy zakaz stosowania tortur i zasadę nieuznawania wymuszanych zeznań za dowody w sądzie (trzeba było dopiero Zbigniewa Ziobro, by zapisać w kpk nakaz uznawania dowodów zdobytych nielegalnie).

No i wreszcie Konstytucja 3 Maja z 1791 roku, wprowadzająca trójpodział władz na ustawodawczą, sądowniczą i wykonawczą (…całość państw, wolność obywatelska i porządek społeczności w równej wadze na zawsze zostały, trzy władze rząd narodu polskiego składać powinny i z woli prawa niniejszego na zawsze składać będą, to jest: władza prawodawcza w stanach zgromadzonych, władza najwyższa wykonawcza w królu i Straży i władza sądownicza w jurysdykcyjach na ten koniec ustanowionych lub ustanowić się mających…) Zakwestionował to dopiero Jarosław Kaczyński.

Trudno się dziwić, że tej części naszej historii akurat narodowcy nie lubią. Wcześniej nie lubili jej komuniści.

Warto też przypominać, że nasz kraj przez parę wieków był niezwykle (jak na tamte czasy) tolerancyjny. A także, że naszą kulturę tworzyli przedstawiciele nie tylko polskiego narodu: Adam Mickiewicz (jednocześnie Polak i Litwin) Fryderyk Chopin (pół Polak, pół Francuz) Jan Matejko (Czech), Wit Stwosz (Niemiec), Julian Tuwim (Żyd, uważający się za Polaka) i wielu innych.

Narodowcy bardzo kochają Hymn Polski, a bardzo nie lubią masonów. Tekst hymnu został napisany przez masona Józefa Wybickiego, do melodii masona Michała Kleofasa Ogińskiego, o legionach utworzonych przez masona Jana Henryka Dąbrowskiego. Ot, taka „logika narodowa”.

Ale wróćmy do meritum. Najogólniej uważam, że człowiek powinien być dumny z tego, czego dokonał świadomie i z własnej woli. Duma z historii to duma z tego, co zrobili inni ludzie, może przodkowie, może nie, ale nie ja. Ja nie mam żadnej zasługi dla historii, która była przed moim urodzeniem. Tak samo nie ma sensu duma z dokonań kogoś innego, np. z wygrania meczu, w którym nie grałem.

Ja mogę być dumny z tego, że brałem udział w walce z komuną, w Solidarności, że zakładałem KOD, że napisałem 14 książek i pewnie ze 3 tysiące artykułów, że mam na dysku ok. 100 tysięcy zdjęć (mojego autorstwa), że zdobyłem kilka dużych gór, poprowadziłem ponad 60 nowych dróg taternickich, że byłem jednym z założycieli polskiego kung-fu (wu shu), że zbudowałem dom…

Ale z jakiego tytułu mam być dumny z AK, Powstania Warszawskiego? To dokonania moich rodziców i mojego dziadka, ale nie moje.

I tak sobie myślę, że wielu ludzi, którzy dziś tak chętnie przypinają sobie powstańcze kotwice, odznaki Armii Krajowej itp., to ludzie podszywający się pod cudze czyny. A już zupełnie jest dziwne, gdy noszą te odznaki na zmianę z odznakami Falangi, swastykami, symbolami SS i głoszą faszystowskie hasła.

I mam takie podejrzenie, że człowiek, który w zakresie własnych czynów kompletnie nie ma z czego być dumnym, jest dumny z „bycia Polakiem”, w czym nie ma żadnej jego zasługi. I dlatego pod takim wpisem napisałem: „A ja jestem CZŁOWIEKIEM”.

I gdy dziś widzę graficzny koszmarek z wizerunkiem jednego pana i napisem „Warto być Polakiem”, zamiast „warto być przyzwoitym”, to myślę, że bycie przyzwoitym nie zawsze temu panu wychodziło.

Krzysztof Łoziński

Emeryt

Ur. 16 lipca 1948 r., aktywista wydarzeń marca 68. Były działacz opozycji antykomunistycznej z lat 1968-1989, wielokrotnie represjonowany i dwukrotnie za tę działalność więziony.

Członek Honorowy KOD i NSZZ „Solidarność”

Autor o sobie

Print Friendly, PDF & Email