73 min czytaniaBogdan Miś: Upusty żółci 2022 (styczeń)

01.01.2022

Od pewnego czasu publikuję na Facebooku swoje codzienne zapiski, cieszące się tam niejakim powodzeniem. Bezczelnie postanowiłem je Państwu udostępnić również i tutaj, mając nadzieję, że zdopinguje mnie to ostatecznie do systematycznej pracy. W ciągu całego długotrwałego życia próbowałem czegoś takiego wielokrotnie i zawsze mnie znudziło.

Może teraz. Czytajcie codziennie po południu.

31.01.2022

Ci, co mnie bliżej znają – wiedzą, że mój stosunek do sportu, szczególnie zawodowego, jest mocno ambiwalentny. Niektóre, bardzo nieliczne dyscypliny (czasami) oglądam dla ich urody, „naszym” tylko dlatego, że „nasi” – nie kibicuję, absolutnie niepoprawnie wolę też oglądać na boisku, bieżni czy korcie ludzi ładnych niż brzydkich (płci obojga, ze szczególnym wskazaniem na piękną). Mówienie o uprawianiu sportu i płynących z tego korzyściach jest w związku z moim wiekiem i nieograniczonym genetycznie ugruntowanym wstrętem do wysiłku fizycznego całkowicie bez sensu (choć wiem, że niektórzy dzielni rówieśnicy potrafią jeszcze bez większego wysiłku machnąć na przykład parę basenów klasykiem; wiem, podziwiam – i skończmy na tym).

Dzisiejsze uwagi też nie o sporcie, ale na marginesie sportu. Otóż przez ponad godzinę brzęczał mi dziś za uszami i za plecami nastawiony na kanał informacyjny telewizor. Zupełnie nieprawdopodobną ilość czasu poświęcono na transmisję konferencji prasowej jakichś niezmiernie „biznesowo” wyglądających panów, którzy usiłowali wytłumaczyć się z faktu, że ten, a nie inny z nich został „trenerem” piłkarzy. Biorę słowo w cudzysłów, bo ewentualnie – tak na oko – może tu chodzić jedynie o trening sztafety „4 razy 100 gramów”; jeśli chodzi o ćwiczenie fizyczne, to zapewne każdy zawodnik machnięciem lewej ręki od niechcenia uśpiłby owego „trenera” na pół doby.

No dobra: chodzi o zarządzanie, selekcję itp. Wiem, wiem. Ale ta konferencja była absolutnie żałosną katastrofą, popisem bełkotliwego żargonu i niezbyt udanym usiłowaniem unikania odpowiedzi na kłopotliwe pytania dziennikarzy. Słowem – takie cwaniaczenie na poziomie – góra! – gminnym.

A tu poważne medium łyka to wszystko jak pelikan. Ponad godzina dźwięku bez zawartości informacyjnej. Kierując się zapewne upodobaniami publiczności, znanymi z jakichś sondaży czy ankiet.

Chyba miał rację znakomity (dziś zupełnie zapomniany) dziennikarz i tłumacz z języka francuskiego, Jerzy Pański. Na samym początku to on właśnie (dość krótko, bo chyba był nieco “przeintelektualizowany”) szefował jako dyrektor programowy polskiej telewizji, wówczas jeszcze organizacyjnie będącej tylko jedną z wielu redakcji Polskiego Radia. Otóż powiedział mi kiedyś (tak, tak – jestem tak stary, że osobiście znałem Pańskiego i już za jego czasów coś tam majdrowałem w TVP), że zupełnie niepotrzebnie marnujemy mózgi na wymyślanie jakichś programów – z treścią, dramaturgią, jakimś przesłaniem czy misją – bo polskiemu widzowi zupełnie wystarczy, jak pokażemy biegnącego przez ekran i merdającego ogonem psa. I jeszcze coś powiedział, ale tego już nie powtórzę.

W każdym razie dość dokładnie przewidział popularność dzisiejszych randkowych i obyczajowych (hm…) „reality shows”. Mniejsza o dokładne sformułowania, nie wypada.

Sądząc po dzisiejszej konferencji i jej przebiegu – pan Jerzy wykazał się nadludzkimi wręcz zdolnościami profetycznymi.

No i teraz możecie mnie hejtować. Wszak opaskudziłem jakąś świętość narodową, czyż nie?

A zły człowiek Kaczyński – ciekawe, czy on w ogóle czasami ogląda telewizję? I co? Programów wyłącznie o kotach na razie nie ma…

30.01.2022

Sprawa z pewnością nie najważniejsza na dziś i żadna niespodzianka. Ale tak potwornie irytująca, że muszę jej poświęcić kilka niegrzecznych słów.

Zaczęło się jeszcze w październiku ubiegłego roku, czyli dość dawno (to też o czymś mówi). Otóż w dniu manifestacji opozycji z udziałem Donalda Tuska TVP Info nadała program – nazwijmy go na chwilę publicystycznym – „Minęła dwudziesta”, w którym wyemitowano mnóstwo osławionych pasków „informacyjnych” o jawnym i jednoznacznym – oraz oczywiście – jednostronnym charakterze ostro krytycznym w stosunku do opozycji. Krótko mówiąc, pojechali chłopaki po całości jednym rzygiem.

Troje niepisowskich członków Rady Programowej TVP wniosło w związku z tym protest do Krajowej Rady. Protest ów odleżał swoje (patrz wyżej) i wreszcie doczekał się odpowiedzi. W której czytamy:

Przeprowadzona w KRRiT analiza wykazała, że w audycji „Minęła dwudziesta” komentowano protesty, jakie miały miejsce w Polsce po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zgodności prawa unijnego z Konstytucją RP. W dyskusji wzięli udział przedstawiciele różnych opcji politycznych: Anita Kucharska-Dziedzic – Nowa Lewica; Łukasz Mejza – poseł niezrzeszony; Marcin Porzucek – PiS; Marek Sowa – KO. Nie można zatem uznać, że nadawca nie zadbał o pluralistyczny charakter audycji.

Być może niektórzy wytworni czytelnicy niniejszego nie zgodzą się z moim streszczeniem tej „odpowiedzi”. Tłumacząc mianowicie na język potoczny ta się ją sprowadzić do zdania: pocałujcie nas w dupę.

Można i tak. Można machnąć ręką i powiedzieć, że po najemnych chuliganach nie można się spodziewać niczego innego. Ale ja wyciągam inny wniosek; dostrzegam mianowicie instrukcję taką: jak przyjdziecie do naszego programu, to dacie nam tym samym alibi do zrobienia dowolnego świństwa.

Wniosek: do TVP się nie chodzi. I proszę uprzejmie nie pieprzyć głodnych kawałków o wykorzystywaniu każdego dostępnego kanału dotarcia do szerokiej widowni, bo to bujda na resorach i dawanie sukinsynom zapałek do ręki w pobliżu wiadra z benzyną.

Wniosek drugi: nie uczestniczcie w takich fasadowych przedsięwzięciach jak zdominowane przez nich instytucje, zwane dla kamuflażu radami, komitetami i tak dalej. Nawet jeśli wam za to nieźle płacą. Bo – powtarzam – oni sobie tylko kupują alibi.

A zły człowiek Kaczyński siedzi i tłuste łapki zaciera.

29.01.2022

Podobno (na FB temat jest grzany) za rozpadem Ordo Iuris kryje się jakaś aferka seksualno-obyczajowa. Ktoś się ponoć dał przyłapać na flagrantusie z nieprzynależną mu damą. Jakoby doszło do katolickiego mordobicia z tej okazji… I poszło!

Co odnotowuję nie jako złośliwą plotkę, ale by się filozoficznie zadumać nad tym, że turbokatolicy też miewają jednak czasami ludzkie uczucia; mam na myśli oczywiście chuć. Ktoś zaproponował, by OI zmieniło nazwę na Ordo Iurnis… Popieram.

Inna rzecz, że naprawdę byłbym szczęśliwy, gdyby okazało się, że w roli wybranki owego jurnego działacza wystąpił jakiś biskup. Ale milcz serce.

Na marginesie: w końcu wobec galopującej inflacji i pandemii poliamoria i promiskuityzm mogą się stać w ramach „Polskiego ładu” jedynymi dostępnymi formami rozrywki dla pisowskiej klasy średniej. Nawet tej ideowej.

Dziś zobaczyliśmy relacje z dwóch spędów partyjnych – PO i Lewicy. Niestety, od strony formalnej zaczyna się to robić – szczególnie w wypadku PO – sztampowa nasiadówka w stylu akademii szkolnej, na której występują grzeczni prymusi z dobrymi ocenami z matmy, histy i bioli, ale bez większego pojęcia o sztuce mówienia na estradzie; inaczej mówiąc, amatorskie to diabelnie. Nie przychodzi do głowy nikomu, żeby zaprosić na przykład do lekkiego wyreżyserowania takiego spektaklu Agnieszkę Holland (albo – o rany, przecież to feministka! – świeżo powołaną dyrektorkę Narodowego, wielką Monikę Strzępkę)? Ładny garnitur, czyste buty i sprawna zmiana plansz dekoracyjnych to jeszcze wszak ciut mało…

Komunikacja ze społeczeństwem to też sztuka i wymaga profesjonalizmu. Bardzo niewielu polityków zasługuje na to miano, a w dziedzinie komunikacji społecznej to chyba nikt. Przepraszam, że mówię banały.

Uwaga: nie przyjmuję kontrprzykładu w postaci Kurskiego i TVP. To nie jest profesjonalizm, tylko tępa propaganda robiona kastetem. Trafia, owszem – ale do mentalnego kibolstwa, z którym ja nie widzę możliwości rozmowy.

Ale Tusk mówił do sensu. Czarzasty i Biedroń też. Z pewną satysfakcją odnotowuję delikatne wyciągnięcie ręki z ich strony do porozumienia.

No i na dziś odnotowuję jeszcze upublicznienie zapisu rozmowy telefonicznej jakiegoś pana z Kukizem. Muszę powiedzieć, że rockman nasyca kurwami zdania w liczbie imponującej, zważywszy jednak temat wypowiedzi – ocenę współpracy z PiS-em – można mu to uznać za uzasadnione. Przyswajam też nowe słowo na określenie kaczystów: „juman”. To oczywiście od „jumać”, czyli kraść. Ale o ile piękniej brzmi niż pospolite „złodziej”… Jednak Kukiz ma swój styl.

A Kaczyński, zły człowiek – chyba nie jest tym wszystkim zachwycony. Słusznie skądinąd.

28.01.2022

Troszkę zaczynam rozumieć (chyba) niektóre problemy, związane z próbą powołania sejmowej komisji śledczej w sprawie używania „Pegasusa”. Po pierwsze – jest formalny problem, związany z Kukizem. Otóż ustawa o sejmowych komisjach śledczych mówi, że zasiadają w niej przedstawiciele klubów i kół, którzy mają swoich przedstawicieli w konwencie seniorów. Koło Pawła Kukiza nie ma w konwencie swojego przedstawiciela. Z tego punktu widzenia Kukiz w ogóle nie może być członkiem komisji, a co dopiero jej przewodniczyć; i pewno główkowanie – jak obejść ten przepis opóźnia jej powołanie.

Na tym tle propozycja pana posła Mejzy, że zagłosuje za powołaniem komisji, jeśli jednocześnie powstanie komisja do zbadania „sprawy Grodzkiego” i ten przestanie być marszałkiem senatu – jawi się jako kompletny żałosny żart. Facet ma silne parcie na szkło, dużo większe niż instynkt samozachowawczy, ale to już jest bezczelność na miarę napaskudzenia komuś na wycieraczkę pod drzwiami i zapukania, by poprosić o papier.

Druga dość ciekawa sprawa dzisiaj to wynik sondażu Social Changes, zrobionego dla portalu Karnowskich. Otóż gdyby opozycja (a choćby i tylko znaczna jej część) wystartowała z jednej listy (np. KO, Polska 2050, Lewica i PSL), to taki komitet uzyskałby 50 proc. głosów, natomiast Zjednoczona Prawica tylko 35 proc. Do Sejmu weszłaby jeszcze Konfederacja, zdobywając 11 proc. głosów. Skąd wniosek, że Kaczyński nawet w dziwnym i mocno ryzykownym związku z Konfederacją nie miałby szans na rządzenie. Mam nadzieję, że ugrupowania opozycyjne się nad tym wynikiem zastanowią.

Ostatnia sprawa na dziś to zatrzymanie – i po kilkunastu godzinach zwolnienie – rapera Maty, czyli syna prof. Matczaka za posiadanie jakiejś skromnej ilości marihuany. Rozumiem, że każdy chce żyć własnym życiem; to chcenie w wieku lat 21, zwłaszcza gdy się właśnie zaczęło „być kimś”, jest szczególnie intensywne. Ale – biorąc pod uwagę wyraźnie toczącą się operację „Rodzina”, polegającą teraz na wykonywaniu mogących spowodować zawał telefonów do ważnych przeciwników rządzącej szajki – namawiałbym wszystkich bliskich szeroko rozumianych opozycjonistów do zastanowienia się nad konsekwencjami każdej własnej decyzji.

Wiem, że to paskudzi życie; ale jeśli nie naciśniemy teraz troszkę na hamulec, to całkiem kto inny może wylądować łbem w ścianie. Operacja „Rodzina” może się nie ograniczyć do nękania telefonicznego.

Nie było dziś nic śmiesznego – no, może poza jak zwykle pyszałkowatym mądrzeniem się b. marszałka senatu Karczewskiego, że opozycja się na pewno nie zjednoczy. Ale ten pan nawet jak usiłuje opowiadać dowcipy, jest dość żenujący, więc dajmy mu spokój. Widać ten fan pewnego „ciepłego człowieka” do dziś przeżywa utratę służbowej willi. Ci z przerostem ego tak mają.

O Kaczyńskim też nic nowego nie powiem. Zły to człowiek i tyle. To już zaczyna być nudne.

27.01.2022

Wymyślili. Jak się zarazisz kowidem, to możesz podejrzanego o zarażenie cię zaskarżyć do sądu. I może nawet dostaniesz odszkodowanie, jak ci sąd przyzna. Bo nie od państwa, broń bosz. Naturalnie, musisz to źródło zarazy wskazać.

Nie mam innego komentarza, niż taki zwięzły: banda tchórzliwych durni, która chce z nas zrobić delatorów. Boją się oszalałych i pobudzonych osobników płci obojga, którzy publicznie opowiadają z sejmowej mównicy brednie, budząc swoimi słowami grozę i obrzydzenie – więc robią, co się da, aby nie zrobić nic. Obiecana ustawa, która ma ucywilizować walkę z pandemią – czeka i czeka. Niby jest, ale jakby jej nie było; bo ciągle wprowadzają poprawki, byle tylko nie urazić kretyna.

Mam propozycję radykalną: idźcie wreszcie na całość. Wezwijcie jakiegoś biskupa, żeby pobłogosławił wasze komisje, obkadźcie i pokropcie salę sejmową, dla wszystkich na lewo od Bortniczuka zarządźcie obowiązkowe i przymusowe egzorcyzmy.

Na pewno pomoże. W każdym razie biskupowi.

A w ostateczności wsadźcie w lachę (lub inne miejsce) marszałkini jakiś ząb JPII, to już poskutkuje na sto procent, nie ma gadania. Dziwisz chętnie da, weźmie niezbyt dużo; naprawdę, 2-3 miliony powinny wystarczyć. Co to dla was? A w końcu będzie porządek.

Kukiz. Dziś chce, jutro nie chce, pojutrze mówi „być może”. Lub w innej kolejności. Chyba widać, że planowana sejmowa obstrukcja w sprawie powołania komisji śledczej ds. „Pegasusa” nie wypaliła; jedynym ratunkiem przed kompletną katastrofą jest zatem „właściwy” przewodniczący komisji, choćby ewidentnie nie miał do pełnienia tej funkcji najmniejszych kwalifikacji. Więc może to rozumowanie wyjaśnia meandry mentalne tego dziwnego pana?

Ciekawe: co mu obiecują za udupienie tej inicjatywy? Stanowisko wicepremiera? Miejsce na listach? Wkrótce się dowiemy. Proszę pamiętać: ja tam mu nie ufam. Dychy bym mu nie pożyczył. Będę rad, jeśli intuicja mnie zawiedzie; ale to się zdarza rzadko.

Uciecha w naszej bańce w związku z rozłamem w „Ordo Iuris”. Doradzam w tej sprawie sceptycyzm: dwie organizacje lobbujące za turbokatolickimi zezwierzęceniami wcale nie oznaczają, że mamy spokój. Raczej tylko zobaczymy zróżnicowanie argumentów: jedni się będą powoływać na JP2, drudzy na B16 lub kogokolwiek innego. Albo odwrotnie. Tak czy tak będziemy mieli do czynienia z obskurantyzmem, wstecznictwem i paranoją. Pamiętajmy zaś: jak usuniemy z zepsutego jedzenia kawałek, to nie znaczy, że pozostała część – większa czy mniejsza – nie będzie śmierdziała. Będzie.

Jedyne, co się nie zmienia: Kaczyński. Zły człowiek.

26.01.2022

Najmocniej przepraszam, ale dziś mam doła. Jakoś tak się zbiegły najróżniejsze wiadomości… Jak tu bowiem doła nie mieć, gdy świat wokół idiocieje, a najbliższy jego kawałek staje się prawdziwym księstwem absurdu ordynarnej przewalanki?

Na granicy Rosja-Ukraina sytuacja wygląda niebezpiecznie. Zbyt wielu ludzi po obu stronach przebiera nogami, by się zacząć bić. Niby nikt nie chce wojny, ale „sytuacja jest zmienna”, „musimy adekwatnie odpowiadać”… Zupełnie jak w roku 1914. Też nikt nie chciał wojować w gruncie rzeczy, a miliony poszły do piachu. Prestiż władców, honor narodów – nie nauczyliśmy się, że są to wartości czysto urojone, dla których kichnąć nie warto, a co dopiero umrzeć albo zabijać. Inaczej: nasi dziadkowie się tego chyba nauczyli, ale z pokolenia na pokolenie ta nabyta wiedza jakoś się nam ulatniała.

Przyznam, że to pobrzękiwanie szabelką – a raczej obustronne demonstracje potęgi coraz bardziej groźnej i wyrafinowanej technicznie broni – napełnia mnie obrzydzeniem. Gatunek ludzki jest, zdaje się, nienaprawialny.

Na dodatek na tym kawałku między Bugiem a Odrą jest – jak mi się zdaje – największa na świecie koncentracja egoistycznych odpornych na kontakty z drugim człowiekiem idiotów i prymitywów na kilometr kwadratowy. W dodatku nieuczciwych i bez poczucia humoru.

Codziennie się dowiadujemy, a to o jakimś przekręcie ze strony beneficjentów „władzy ludu”, a to o jakimś pałacu dla kogoś takiego, a to o stawianiu się ponad wszelkim prawem na zasadzie „bo tak”, a to wreszcie o skandalicznych załatwianiach rodzin tych „gratów person”, jak ich kiedyś nazwał jeden z moich przyjaciół.

Dzisiejsze przesłuchanie w Senacie Giertycha, wczorajsze historie z szefem Agrounii i współautorem książki o Kamińskim – pogrążają w gruncie rzeczy w apatii. Ci ludzie robią wszystko, co im się podoba, zupełnie nie licząc się z prawem i przyzwoitością. Bo mogą.

Więzień dla nich nie starczy. Trzeba będzie robić amnestię dla co mniej groźnych zwykłych przestępców.

Gdyby to wszystko nie było w sumie straszne – byłoby potwornie nudno: szukanie haków, oczernianie innych, osłanianie swoich, są tak nagminnie powtarzalne i banalne, że właściwie przywoływanie tego nie ma sensu: wszak wszystko zostało już powiedziane, wymyślone i zrobione. Nawet ich złorzeczenia są jakieś takie sromotnie banalne i prostackie. Bez polotu. Podobnie jak ataki na przeciwników bardziej przypominają walenie orczykiem od tyłu niż wyrafinowany pojedynek. Może zresztą co do skuteczności mają rację.

Prostak rulez. Już nie musi wstydzić się swojego prymitywizmu ani pustego mózgu.

Nie tak to miało wyglądać. Ale przecież nie możemy siąść i pokornie nadstawić tyłka do kopania przez byle ciecia. Myślmy. Niektórym z nas to nieźle wychodzi. Musimy coś wymyślić.

A najgorszy jest w tym koszmarnym towarzychu, naturalnie, zły człowiek Kaczyński. To jemu podoba się każde brudne świństwo zrobione „dla jego chwały”. Może nawet je wymyśla osobiście. Taki knuj. Jeśli mu damy następną kadencję, to zajmijmy się lepiej hodowlą kanarków. Małe jest prawdopodobieństwo, że do tego się przychrzani jakiś biskup, na którego opinii będzie zależało Małemu.

25.01.2022

Robi się chyba coraz goręcej.

Jakieś narady, jakieś szybkie marsze zaaferowanych polityków po korytarzach sejmowych. Oświadczenia i sprostowania. Niebawem u bukmacherów pojawi się możliwość obstawiania pierdyknie/nie pierdyknie (i powiem wam, że coraz bardziej miałbym chęć obstawiać to pierwsze).

A tu życie płynie.

Pani Agata zrobiła „dobre wrażenie” na posłankach, z którymi rozmawiała. No i teraz – na dwoje babka wróżyła: albo AD „posłucha” żony (co może być po prostu ustawką – i próbą wykorzystania podjętej już decyzji do podbudowania wizerunku Wysokiego Urzędu & Rodziny) i zdemontuje Czarnkowi jego zabawki – albo ustawę jednak podpisze, chcąc przypodobać się talibom. Stawiam optymistycznie na to pierwsze, bo podlizanie się radykałom nic mu już nie da: trzeciej kadencji przecież nie będzie.

Ciekawe wieści przynosi też serwis Euractiv.pl w związku z Turowem. Otóż podobno rzeczywiście jesteśmy niedaleko podpisania umowy z Czechami, w myśl której mamy sfinansować (czy dofinansować) budowę podziemnej zapory, ograniczającej straty wodne po czeskiej stronie. Podobno – pisałem już o tym – spór teraz idzie o wysokość kwoty: Czesi chcą 50 mln euro, my dajemy 40. Ale to – okazuje się – zgoła nie kończy sprawy. Bo taka kompromisowa umowa może być po prostu … niezgodna z prawem unijnym. Cytuję: „Bariera jest jedynym środkiem ochronnym, przewidzianym w nowym czesko-polskim porozumieniu. Zawarcie umowy w takiej formie byłoby zatem sprzeczne z czeskim i europejskim prawem, według których nie można zawierać umów, które niosłyby szkodliwy skutek dla własnego środowiska”, stwierdziła w wydanym oświadczeniu czeska organizacja Razem dla Wody, zrzeszająca prawników i ekspertów w dziedzinie środowiska.

Wychodzi na to, że znowu pat.

Tymczasem Mika Brzezinski, siostra nowego ambasadora USA, słynna amerykańska dziennikarka, która wraz z bratem przyjechała do Warszawy, w wywiadzie dla „Wyborczej” zapowiedziała, że swój program „Morning Joe” … przenosi z telewizji MSNBC do TVN. No i dla każdego dziennikarza jest to niezwykle ciekawa wiadomość: skonfrontujemy rzeczywistość warsztatową z legendą. Na razie nogami zaczęła (słusznie) przebierać prawica.

Mika jest znana przede wszystkim z tego, że – mówiąc po warszawsku – nie zwykła się obcyndalać. Do Trumpa, bądź co bądź prezydenta USA, zwróciła się na przykład tymi słowy: “Donald, jesteś chorą, obrzydliwą osobą”.

Z góry chichoczę zatem. Myślę, że niejednego niesympatycznego pana coś zacznie tu i ówdzie nagle uwierać.

A może zły człowiek Kaczyński zostanie przez nią serdecznie i czule pobłogosławiony i odpowiednio przyrządzony do smaku? Wzięcie go jako temat pierwszego polskiego programu – to by było wejście smoka!

Ale milcz serce. Zresztą on by się bał, zjadłaby go bez zapijania.

24.01.2022

Syreny już wyją i czerwone światło alarmu błyska jak oszalałe.

Piąta fala pandemii jest wysoka i szybka; już jutro-pojutrze-za dwa dni możemy mieć 100 000 zakażeń. – Nic to – mówią nieuleczalni optymiści i oszaleli antyszczepionkowcy: liczba zgonów nie jest zbyt wysoka…

Trzeba być skończonym durniem, żeby nie zauważyć, że choroba potrzebuje kilku dni, by się rozwinąć. Trupy zobaczymy w większej liczbie za tydzień. I nie będzie to wesoły widok.

Pisano o tym już dziesiątki razy, ale powtórzę i ja: trzeba nie mieć mózgu lub sumienia (albo jednego i drugiego), by w tej sytuacji pieprzyć głodne kawałki o karygodnym „sanitaryzmie”, „wolności jednostki” i tak dalej. Antyszczepionkowców należy natychmiast uciszyć, w razie potrzeby – ostrymi sankcjami; i usunąć z życia publicznego. W komplecie.

Powtarzam: natychmiast i bezwzględnie.

Już dość szkody narobili ci durnie i bojący się ich reakcji rządzący.

Niezrobienie tego – to świadomy współudział w ludobójstwie. Radzę o tym dobrze pamiętać, panowie i panie, zajmujący się czynnie polityką. Jeśli nadal będziecie gadać głodne kawałki i nawijać nam na uszy swój zjełczały makaron byle nic nie robić i jeśli się wam uda i przeżyjecie – cela pewna.

O ile oczywiście i my nie zaczniemy myśleć o możliwym „zrażeniu elektoratu”.

A teraz powiem coś niepoprawnego politycznie. Niegdyś, niegdyś uczono nas o „mądrości ludu” i „niezawodnym instynkcie klasowym mas pracujących miast i wsi”. W jakiś czas potem w pewnym nadmorskim mieście słychać było wycie „inteligencja wyp*dalać”.

No i lud rządzi, a inteligencja posłuchała i wyp*doliła.

Tu l’as voulu. George Dandin.

I pomyśleć, że wystarczyłoby, aby Kaczyński był trochę tylko lepszym człowiekiem. Bo to on stoi na czele tego ludowego (bardzo) pospolitego ruszenia.

23.01.2022

Niedziela. Cisza przed burzą, moim zdaniem. Nos mi mówi, że w najbliższych dniach coś zdrowo pierdyknie. A może to tylko niepobożne (bo pobożne u mnie nie występuje w żadnych okolicznościach) życzenie?

Ciekawostka. Pierdułka, ale może coś zwiastować. W Biurze Bezpieczeństwa Narodowego odbyło się spotkanie w sprawie sytuacji na Ukrainie. No i uczestniczyli w nim prezydent oraz m.in.: szef MSZ Zbigniew Rau, minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, szef MSWiA Mariusz Kamiński i wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz. Nie uczestniczył natomiast pewien wicepremier, ten od bezpieczeństwa narodowego i spraw obronnych. Niby: zdarza się, ale szef BBN szczerze powiedział, że „na to spotkanie nie był zaproszony”.

Możecie sobie mówić, że to kremlinologia w starym stylu, usiłująca coś wyczytać z kolejności ustawienia radzieckich dostojników do oficjalnej fotografii, ale to byłby mylny błąd. Iskrzy między panami AD i JK; przy okazji dowiedzieliśmy się, że panowie nie rozmawiali od miesięcy.

Z niejakim zaciekawieniem oczekuję na pewne spodziewane niebawem decyzje.

Plota: To „niemal dogadanie się” w kwestii Turowa polega na tym, że Czesi oczekują 50 mln euro rekompensaty za funkcjonowanie polskiego kompleksu energetycznego. Z kolei pisuary zgadzają się na 40 mln euro. Przypomnijmy: TSUE zasądził 500 tys. euro kar za każdy dzień działania kopalni; wychodzi na to, że spieramy się o 20 dni pracy kombinatu. Warto?

Ale oni nie rozumują w takich kategoriach. Dla nich porozumienie – to ustępstwo. A obrońcy wiary, rycerze niepokalanych dziewic i co tam jeszcze – nie ustępują. Bo nie. Bo ustępstwo to przegrana. Ma być po naszemu – albo wcale.

Trzeba mieć naprawdę kał zamiast mózgu, żeby tak rozumować.

No to jeszcze tylko stała konstatacja (Mr. Suski, attention: KONSTATACJA to nie imię żeńskie ani nazwa ustawy zasadniczej; proszę zapamiętać i wężykiem!): Kaczyński to zły człowiek. I o bardzo szczególnym mózgu. Ja bym tam wziął ten narząd – po najdłuższym życiu JK, którego mu szczerze życzę, choć niekoniecznie do samiutkiego końca w luksusowych warunkach – do badań.

Przypominam, że od Einsteina też pobrano. Zatem to wyróżnienie, prawda?

22.01.2022

Ciekawostka. Otóż dowiadujemy się, że pan dyrektor z CBA, który bardzo dużo wiedział o „Pegasusie”, bo sam go podobno kupował i wdrażał – zszedł z tego świata. W coraz bardziej prawdopodobnej komisji śledczej Sejmu byłby na pewno ważnym świadkiem. Przy okazji wyszło na jaw, że onże pan dyrektor był już karany: został (nieprawomocnie) skazany za przywłaszczenie sobie przed paroma laty mieszkania służbowego policji, tzw. lokalu kontaktowego, po czym przeszedł do cywila, ale został „reaktywowany” przez Mariusza Kamińskiego. Wisiało nad nim półtora roku mamra. To niezły hak.

Niczego nie sugeruję, nie mam w tej sprawie żadnej opinii. Po prostu sporo dziwnych rzeczy się wydarzyło. W życiu tak przecież bywa, prawda? A już w thrillerach politycznych to normalka, więc…

Kolejne warte odnotowania wydarzenie. Sąd Najwyższy odmówił w piątek przyjęcia skargi kasacyjnej PiS w procesie cywilnym, który partia wytoczyła prof. Wojciechowi Sadurskiemu. Chodziło o nazwanie PiS „zorganizowaną grupą przestępczą”. Tym samym prof. Sadurski ostatecznie wygrał proces z partią rządzącą: najpierw uniewinnił go sąd okręgowy, potem apelacyjny, wreszcie teraz podzielił te opinie najwyższy.

Oczywiście wywołało to w prawicowych mendiach szał wściekłości. Pozwolą państwo, że nie będę cytował komentarzy ichnich czytelników; powiem tylko, że jak zwykle spora ich część była – ni z gruchy, ni z pietruchy – antysemicka. Co oznacza, że jakiś tam odsetek naszego społeczeństwa to ci, no…

Co ja się będę szczypał: czyste SS. Tyle że dodatkowo bezmózgie.

À propos (tak, tak: właśnie à propos, czyli w związku z powyższym): mój faworyt i idol, pan Suski objawił nieznane dotychczas oblicze konesera muzyki i stał się twarzą projektu ustawy, która ma zmusić nadawców muzyki w stacjach radiowych do nadawania w godzinach od 5 rano do 24 minimum 80% muzyki polskiej. Bo za każde odtworzenie radia muszą płacić, więc niech wspierają nasze. Specjalnie zaś debiutantów.

Projekt jest podobno bardzo źle napisany – a przecież wystarczyło sięgnąć do akt z okresu PRL i akurat „w tym temacie” znalazłoby się tam „cóś w dużej podobie”, jak mawiają na wzór swoich ludowych pradziadków dzisiejsi urzędnicy od kultury. Po co się mordować? Wszystko przecież już było.

Zresztą w hitlerowskich przepisach dotyczących kultury i sztuki tez by się coś znalazło, może nawet porządniej napisane. Wiadomo: ordnung.

Tylko, cholera, to po niemiecku. Głupio jakoś.

A Kaczyński, zły człowiek? Siedzi – mówią – cicho. Ale nie miejcie wątpliwości: szepce swoim różne takie do ucha. Nie może być, żeby taką ważną rzecz na przykład jak ta polska muzyka ktoś samodzielnie wymyślił. To znaczy może i wymyślił, ale przecie bez choćby skinienia głowy naczelnika nawet się kot nie zesra, jak głosi nowa mądrość ludowa.

21.01.2022

Ja go tam darzę uczuciem. No, może niekoniecznie takim, o którym marzyłyby młode panienki, gdybym był młody i do wzięcia, ale zawsze.

Jest błyskotliwy i zabawny. Ważny w swym obozie politycznym, dla którego jest czymś w rodzaju ikony. Zdecydowany, szybki w rozumowaniach, logiczny. Co rzadkie wśród polityków – do bólu prawdomówny. Ma konkretny fach w rękach, jeśliby mu się kariera polityczna załamała – odskok ratunkowy zawsze jest.

Marek Suski.

Ideał. Z wykształcenie technik teatralny (chyba o specjalności „perukarz”), od lat dostojnik państwowo-partyjny rodem z Grójca. Jedyny w swoim rodzaju.

Nikt tak jak on nie załatwił naszych służb specjalnych i ich przełożonych. Wszyscy myśleliśmy, że system „Pegasus” – w końcu piekielnie drogi w użyciu, bo wymagający bardzo godnej uwagi finansowej licencji za każde użycie jednostkowe – obejmował swym zasięgiem co najwyżej kilkanaście osób. I tkwilibyśmy w tym mylnym błędzie zapewne do końca dni (naszych albo ich), ale pan Suski nam powiedział, że nie ma o czym gadać, bo w skali kraju chodziło ZALEDWIE o… kilkaset osób. A on to wie, bo jako członek Ważnej Komisji ma dostęp do takich dziwnych informacji różnych, które jako człek kumaty zapamiętuje. I się nimi dzieli ze społeczeństwem, bo wraże siły twierdzą, że ono było w całości inwigilowane. A przecież chodzi o ledwie KILKASET sztuk rocznie.

Dziękuję panu, panie Suski. Ma pan swoje miejsce w historii jakby co. Ja bym panu nawet dał ulicę w tym pańskim Grójcu. Kawał dobrej roboty pan odwaliłeś.

Kawał dobrej roboty odpierniczył także rzecznik dyscyplinarny UJ, który umorzył postępowanie wobec otwarcie rasistowskiej doktorantki Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Łucji Dzidek, uzasadniając, że „[…] nie są to w żadnym zakresie wypowiedzi, które mają wymowę antysemicką, homofobiczną, propagującą postawę nienawiści do innych osób”.

A panna (zapewne) Dzidek uważa tylko – czemu dała wyraz w mediach społecznościowych – że „krzyżowanie się z rasami, które nie wykształciły cywilizacji równie wysokiej, co europejska” powinno być zakazane. Oraz że „każdy seks poza ramami etyki katolickiej, w tym homoseksualny, prowadzi do hedonizmu i degradacji człowieka, a co za tym idzie i społeczeństwa”.

No faktycznie, w cytowanych wypowiedziach antysemityzmu nie ma. A w każdym razie rzecznik UJ w dziełach zebranych doktorantki Dzidek się nie doszukał. Albo mu się już nie chciało cytować. Myślę, że konsekwentnie: wnoszącego do pana rzecznika skargę w sprawie należy przykładnie po chrześcijańsku wbić na pal i umieścić na widoku publicznym na krakowskich Plantach.

I jeszcze jedna niejednoznaczna w swej wymowie wiadomość. Otóż we Wrocławiu niemiecki (sic!) koncern Henkel ufundował coś potrzebnego i dobroczynnego: darmową pralnię dla bezdomnych. No i germańce przebrzydłe nie pozwoliły lokalnemu biskupowi tego czegoś pokropić i pobłogosławić, motywując to świeckim charakterem owej pralni. Ekscelencja nie przyjął z kolei propozycji, by na uroczystości otwarcia przemówić; bo zaproponowano mu, żeby zabrał głos jako ostatni.

Myślę, że Ordo Iuris powinno tu zainterweniować natychmiast. Obrażono wszak uczucia religijne. Germańskich kacerzy wybatożyć i ekspulsować. Bezzwłocznie.

Ciekawe, czy zły człowiek Kaczyński, czytając takie wieści, marszczy groźnie brew, czy też się śmieje? Zakładam, że przy pierwszej się nie śmiał; to raczej pewne.

20.01.2022

Przerwa w obradach senackiej komisji ds. „Pegasusa”, więc można się skupić na sprawach drobniejszych. Co nie znaczy – mało ważnych.

Najpierw o największym (to moja prywatna opinia) wrzodzie na naszym społecznym tyłku, jakim jest od zawsze Kościół katolicki ze wszystkimi swymi dygnitarzami; a raczej: nie cały Kościół, bo ten podobno tworzą zwykli ludzie, ale właśnie jego urzędnicy. No więc ten wrzód dał o sobie ostatnio mocno znać.

Po pierwsze – Morawiecki podpisał rozporządzenie, usuwające z granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego enklawę na Łyścu o powierzchni 1,35 ha. Zakonnicy chcą tam zbudować centrum turystyczno-noclegowe, bo jak twierdzą, nie mają gdzie przyjąć gości na kawę. W zamian coś tam Park dostał, ale w zupełnie nonsensownym miejscu. Katabasy chcą – katabasy dostają. Na świecki telefon zaufania dla dzieci – kasy nie ma, bo dano ją jakimś – przepraszam za brzydkie słowo – egzorcystom.

Po drugie – chodzi o poufną instrukcję, jaką otrzymali od nuncjusza papieskiego polscy biskupi w sprawie dokumentów dotyczących pedofilskich przestępstw kleru. Wynika z niej, że biskupom takich dokumentów wydawać nie wolno ani lokalnym sądom, ani państwowej komisji ds. nadużyć seksualnych wobec nieletnich. Nikomu. Nie, bo nie. Po prostu – klechy uznały, że stoją ponad prawem i weź rób, co chcesz. Wielka Polska katolicka.

Po trzecie – dzisiejszy New York Times donosi, że emerytowany papież Benedykt XVI, przez wielu kreowany na kryształową postać w skali świata, ma cztery zarzuty ukrywania przestępstw pedofilskich i świadomego chronienia bydlaków w sutannach przed prawem; miało to być jeszcze w Niemczech, za czasów jego arcybiskupstwa. Nie jest więc tak, że tylko w Polsce postkomuchy się świętych ludzi czepiają.

To tylko trzy pierwsze z brzegu informacje z działki „Kościół” z dzisiejszych mediów. Nie będę nad tą instytucją dalej się pastwił. Odpowiada ona za niesłychanie wiele zła w dzisiejszym świecie. Także tego zła, które zagnieździło się i panoszy w Polsce. I proszę mi nie opowiadać bajek, że bez Kościoła nie byłoby tego, tamtego i owego – bo może byłoby lepiej? A z pewnością mądrzej.

To teraz coś pozytywnego. Sąd Najwyższy orzekł, że restrykcje, zastosowane wobec dziennikarzy (zagranicznych, ale wyrok ma znaczenia również dla kraju) w pasie przygranicznym przy Białorusi były, są i będą nielegalne. To bardzo ważne, a PiS już się z tej okazji tak pieni, że aż miło poczytać te ich prawackie brednie. Swoją drogą – jakaż to nędza warsztatowa, te media prorządowe… I jacyż głęboko upośledzeni intelektualnie ludzie tam pracują…

Dalej. Naczelny Sąd Administracyjny orzekł z kolei, że listy z poparciem kandydatur do Krajowej Rady Sądownictwa muszą być jawne. Bardzo to duża przykrość w szczególności dla pana Nawackiego, który podobno popierał niegdyś sam siebie, ale w ogóle duży kłopot dla „reformatorów sądownictwa” spod znaku Ziobry: istniejący układzik zdemaskuje się dzięki temu samoczynnie. No, chyba że pani Julka and her boys, zwani dowcipnie Trybunałem Konstytucyjnym, zakażą ujawniania tego rodzaju wiadomości, mogących przecież “wzniecać niepokoje społeczne”. A to be.

A pan Kaczyński, zły człowiek, patrzy na to wszystko… I co z tego?

19.01.2022

Trzeci odcinek serialu kryminalnego o inwazji insektów na ludzi.

Dziś zeznawał w senacie K. Brejza, któremu towarzyszyła żona – i niby nie powiedzieli nic nowego, ale łączna dawka informacji o działaniach tzw. służb wobec tej rodziny robi wrażenie. Dokładniej, skłania do wymiotów i utwierdza mnie w przekonaniu, że mamy po “tamtej” stronie do czynienia z patologicznymi zboczeńcami bez jakiejkolwiek moralności.

Ciekawe, że sporo tego podejrzanego towarzystwa wywodzi się podobno z wielce patriotycznego i katolickiego odłamu – jednej z gałęzi harcerstwa. Nawiasem mówiąc, ten kretyński kryptonim operatora „Pegasusa”, ten „Orzelbialy”, też mi jakoś do pryszczatych młodzieńców w krótkich majtasach wybitnie pasuje…

W każdym razie w znanej niegdyś uczelni w Kiejkutach czy tej drugiej z Legionowa, to pewno oni byli wyłącznie na wycieczce, sądząc po demonstrowanych kwalifikacjach. A przy okazji: chłopaki, nie wierzcie tak technice, a zwłaszcza jej twórcom. Na każdy miecz znajdzie się prędzej czy później tarcza – więc lepiej nie podniecajcie się tak „niewykrywalnymi” narzędziami inwigilacji. Bo tylko zasłużenie wychodzicie na durniów.

Zobaczymy, co będzie dalej. Na razie przemilczają jak mogą w swoich mendiach (nie ma błędu) i idą w zaparte. Ta nieduża wyszczekana utapirowana, ksywa „marszałkini”, oczywiście nie stawiła się na wezwanie NIK; nie szkodzi, sumator działa. Przyjdzie pora na bachora – jak mawiała pewna pani. Rachunek będzie przedstawiony do zapłacenia.

To teraz sobie trochę pofantazjuję.

Wyobraźmy sobie, że opozycja wykaże odrobinę rozsądku, zjednoczy się – i wygra najbliższe wybory. Jak mógłby wyglądać przyszły rząd personalnie?

Lubiłbym taki skład:

Premier – Rafał Trzaskowski. Wicepremier i minister rolnictwa – Kosiniak. Wicepremier bez teki ministerialnej – Hołownia. Minister obrony: gen. M. Różański. Minister sprawiedliwości: Ewa Łętowska lub Jerzy Zajadło. Minister kultury – Agnieszka Holland lub Olga Tokarczuk. Minister spraw wewnętrznych: Andrzej Rozenek lub Gromosław Czempiński. Minister spraw zagranicznych: Marcin Bosacki. Minister edukacji i nauki: Łukasz Turski lub Michał Leszczyński. Minister przemysłu: Janusz Filipiak, ten informatyk i milioner z Comarchu. Minister ds. socjalnych – Barbara Nowacka lub Izabela Leszczyna. Szef telewizji – ktoś spoza mediów „patriotycznych”, byle miał przynajmniej 20 lat na kierowniczym stanowisku w poważnej gazecie lub tygodniku (wszystkie dotychczasowe telewizje, biznes, uczelnie, zwłaszcza kierunki historyczne i politologiczne – wykluczone); mógłby być Jerzy Baczyński. I tak dalej.

Acha: Tuska bym zatrzymał w rezerwie, może jako marszałka sejmu – żeby miał dobre wyjście w razie czego na prezydenta.

Tak sobie rzucam nazwiskami, żeby pojątrzyć. A myśleliście, że na poważnie?

Na poważnie to ja tylko mówię, że Kaczyński to zły człowiek. No i czasami się na poważnie wściekam na szajkę. A w ogóle to lubię sobie pokpić i poszydzić. Bo rzeczywistość w gruncie rzeczy na wiele więcej nie zasługuje, w każdym razie tu i teraz.

18.01.2022

Polityczny thriller dziś oglądałem z wypiekami.

Niestety, zakończenie spektaklu zostało skopane, zabrakło finału. Bo w ostatnich scenach muszą wkroczyć antyterroryści i zgarnąć wszystkie szwarccharaktery po uprzednim wrzasku „na glebę, kurwa, ale już!”. Wtedy najprzegłówniejszy zbrodzień powinien – cudem umknąwszy spod szczerbinki pistoletu dzielnego pułkownika odpowiednich służb – wbiec z łkaniem do kibla i wyjąwszy szybkim ruchem ulubiony mały pistolecik, strzelić sobie w usta. I wówczas na tle krwawego rozbryzgu na lustrze pokazałyby się napisy końcowe…

Jednak scenarzysta tym razem zawiódł. Ale aktorzy grali nieźle.

Kpinki sobie robię, a sprawa jest śmiertelnie poważna: drugie posiedzenie senackiej komisji do zbadania afery z „Pegasusem”. I doprawdy: to był kryminał. Po nazwisku obciążeni zostali oskarżeniami o bardzo poważne przestępstwa – wśród których najmniejszym jest chyba rażące nadużycie uprawnień – ludzie z czołówki rządzącej koalicji. Zostali nam przedstawieni przez ludzi z NIK jako zwykli kryminaliści, działający w zmowie na szkodę państwa dla korzyści własnej.

Co jeszcze można w tej sprawie powiedzieć? Naprawdę, prosi się już tylko o polecenie „rączki do tyłu” i zatrzaśnięcie kajdanek.

Ale – nie mam złudzeń – ponury spektakl będzie trwał. Tylko w powieściach przestępcy zachowują się czasem honorowo, a dzielni oficerowie służb specjalnych wykonują swoje obowiązki, nie bacząc na żonę, dzieci i spłacane raty. Tu możemy spodziewać się tsunami kłamstw, kontroskarżeń i oszustw; a co najmniej wzruszenia ramionami i spytania „no i co z tego”.

Bo to Polska właśnie.

W każdym razie będzie się jeszcze sporo działo, bo zbyt wielu ludzi trzeba by było uciszyć. Na wszelki wypadek powinni jednak unikać wsiadania do jednego autokaru…

Jedna jeszcze uwaga natury estetycznej. Oglądając te obrady, pomyślałem sobie – ki diabeł, patrzę na normalnych ludzi! Mówiących dobrze po polsku, zachowujących właściwe formy grzecznościowe, niewpadających sobie w słowo… Z inteligentnymi twarzami, wyczyszczonymi paznokciami…
To my ich wybraliśmy przecież, tak samo, jak towarzycho z Wiejskiej; czyżby senat był jakimś miejscem magicznym?

Oczywiście – nie. Oglądaliśmy tylko samych przedstawicieli opozycji. Głównych postaci szajki i jej szeregowych cyngli nie było.

Aha. Zły człowiek Kaczyński ma zostać wezwany do złożenia zeznań przed Najwyższą Izbą Kontroli. W jakiś sposób się wyłga, to pewne. Ale smrodu będzie przy tym co niemiara. Z chęcią powącham zresztą.

17.01.2022

Bardzo ciekawe posiedzenie senackiej komisji ds. „Pegasusa”. Zostało wyraźnie powiedziane mnóstwo interesujących rzeczy.

Na przykład, że za pomocą przejętego telefonu można dowolnie dokonywać przelewu pieniędzy na cudze konto (i może się okazać, że inwigilowany wspiera jakichś bardzo „trefne” instytucje; nie mówiąc o tym, że z łatwością wykażemy, że on sam jest beneficjentem np. FSB…) – albo że można każdemu wprowadzić do jego aparatu dowolne treści (powiedzmy, pornografię dziecięcą). Co więcej, okazało się (tzn. zostało powiedziane, bo tak w ogóle to każdy, kto ma o tym cień pojęcia, to wie), że prawdopodobnie uzyskane z inwigilacji informacje czy ich kopie … trafiają na serwery zagraniczne, nad którymi “kraj” nie ma kontroli…

Jednym słowem – „Pegasus” to narzędzie bez wartości dowodowej, które może być przydatne tylko bandziorom, także politycznym. Informacje przy jego użyciu uzyskane – nie mogą być użyte w sądzie, bo mogą być niezmiernie łatwo fałszowane.

Warto się więc może zastanowić nad zdelegalizowaniem takiego narzędzia w skali świata i surowego karania za jego użycie.

Ale tak w ogóle, to wykradzione i troszkę spreparowane informacje mogą być politycznie przydatne. Przecież to mogą być bardzo ważne dane na przykład dla kurwizji, choćby typu „kto z kim i w jakiej pozycji”; zanim się widz zorientuje, że jest robiony w konia – już łyknie, co trzeba.

Ciekawostka: polski operator systemu działa pod kryptonimem „Orzelbialy”. Czy trzeba lepszego dowodu, że „Pegasus” jest w rękach turbopatriotycznych zboczeńców i idiotów, niemających pojęcia o zasadach konspiracji?

Ciekawostka nr 2: na naszym terenie działa jeszcze inny operator, prawdopodobnie zagraniczny. Czy może za czyjąś zgodą? Czy – w połączeniu z informacją o możliwości wycieku informacji zbieranej przez nasze orły wywiadu – nie jest to podstawa do postawienia komuś zarzutu zdrady i szpiegostwa?

Uprzedzam: to są tylko amatorskie refleksje i notatki „na gorąco”, z nasłuchu sprawozdania z posiedzenia komisji. Myślę, że jutro dowiemy się jeszcze paru interesujących rzeczy, gdy nad transkryptem sprawozdania usiądą fachowcy.

Zmieniając temat. Zły człowiek Kaczyński dostał – niezasłużenie bardzo lekkie – wciry z okazji pobytu w Starachowicach na mszy dla uczczenia jego matki. Wciry były słabiutkie – troszkę nieprzyjaznego skandowania i odrobina gwizdów – ale Kaczyński i tak dostał furii. Ocenił to tak: „To jest coś, czego nie wolno tolerować. To nie jest sfera wolności. To jest sfera nadużycia, podnoszenia ręki na Kościół, a to oznacza także podnoszenie ręki na Polskę”.

Zapamiętajcie więc: Kaczyński to Kościół, Kościół to Polska. Jakieś pytania? To w ryj i niech siedzą cicho.

16.01.2022

Jakby ludzie ciut zmądrzeli: oczywiście niektórzy drą mordę, że Australia wywaliła Djokovica wobec możliwości stworzenia z niego idola idiotów, ale jakoś jest ich na moje oko niezbyt wiele. Poza zaciekłymi płaskoziemcami specjalnie go nie bronią; nieco więcej wrzawy jest wobec doniesienia, że Niemcy chcą – arcysłusznie! – uznać antyszczepionkowców za rodzaj terrorystów. Jednak w paru miastach Polski doszło do zdumiewających demonstracji w obronie „wolności” (od myślenia).

Nie chcę być złym prorokiem, ale sprawa szczepionek może nabrać rzeczywiście dużego znaczenia i najzupełniej bez sensu stać się powodem jakichś poważnych „kryteriów ulicznych”, jeśli liczba zakażeń radykalnie wzrośnie. Z jednej strony durnie chroniące świat przed ukłuciem, z drugiej – coraz większa liczba coraz bardziej zdeterminowanych ludzi, którzy nie chcą chorować i umierać dlatego, że jakiś oszalały klecha ubrdał sobie, że szczepionki robi się z „abortowanych dzieci”, a jakieś głupawe paniusie wierzą, że szczepienia grożą utratą płodności; że już nie wspomnę o spisku Żydów, masonów i iluminatów…

Może to być poważny problem; obym się mylił.

Na marginesie podania się do dymisji przez większość członków Rady Medycznej przy premierze: odnotowuję z satysfakcją inicjatywę środowiska lekarskiego, by powołać analogiczną radę, działającą samodzielnie i publicznie – co niesłychanie ważne – głoszącą swoje opinie nie dla jakichś bubków z rządu, ale dla nas wszystkich. Jednym z głównych mankamentów byłej rady była bowiem tajność jej opinii. To właśnie pozwalało rządzącym bezczelnie łgać i udawać, że robią cokolwiek poza kokietowaniem rozmaitych Bosaków.

Odnotowuję też, że w dwóch różnych ostatnich badaniach opinii PiS traci. Wedle IBRIS-u ma nieco ponad 31%, wedle zwykle bardzo wobec rządzących usłużnego CBOS-u nawet koło 29%. Co jednak znamienne: wyraźnie spada też chęć głosowania w przyszłych wyborach; zastanawiającym się nad przyczyną tego fenomenu odpowiadam: ależ zagłosujemy z chęcią i potuptamy do urn z entuzjazmem pod jednym jedynym warunkiem: że pójdziesz, opozycjo, na te wybory jednym blokiem anty-pis. Rezygnując w partiach z ambicji jedynowładztwa i samodzielnego rządzenia.

Prawdę mówiąc, sam bym marzył o takiej ordynacji wyborczej, która w żadnym wypadku, nawet przy 90% większości, nie pozwalałaby na rządy jednej partii i wymuszała koalicję.

Że coś takiego mogłoby powodować ogromną labilność rządów, częste wybory i okresy bezhołowia? Możliwe; ale jak sobie przypomnę huśtawkę rządową na przykład we Włoszech sprzed lat, to tak sobie myślę: no i co z tego? Czy Włochy się rozpadły i popadły w nędzę? Stały się landem Bundesrepubliki albo republiką związkową ZSRR?

A może przy porządnie obmyślanych regułach współżycia społecznego rząd w ogóle nie jest tak specjalnie potrzebny do funkcjonowania?

Nic nie proponuję. Pytam tylko. Sam chciałbym wiedzieć.

Bo na razie wiem jedynie, że Kaczyński i parunastu cynicznych zbirów oraz nawiedzonych turbokatolików – to bardzo źli ludzie. Łagodnie mówiąc.

15.01.2022

Ciekawa plotka: Duda podobno ma ochotę zawetować „lex Czarnek”. Po raz drugi zrobiłby, co należy. Jeśli tak się stanie, to zero bezwzględne trzeba będzie ustanowić kilka stopni wyżej i cała fizyka na nic.

Czarnek – wyraźnie niezrażony – wziął się z kolei za WF, który chce „upatriotycznić”. Służyć temu ma np. szkolenie strzeleckie, marsze szlakami niepołamanych żołnierzy i różne takie. Proponuję dodać do obowiązkowego programu wf naukę leżenia krzyżem. I obowiązkowo usunąć ze szkoły podstawowej naukę mnożenia: to zajęcie niegodne katolika i dopuszczalne tylko dla związanych świętym sakramentem ślubu. Bo, jak wiadomo, nic bez ślubu, nic bez sukni z długim trenem…

Prokuratura nie będzie ściągać członków warszawskiego Klubu „Gazety Polskiej”, którzy zniszczyli ponad 100 tablic upamiętniających ofiary II wojny światowej. Stwierdziła, że „nie ma znamion czynu zabronionego”. Przypomnę: chodzi o zaklejenie w sposób trudny do usunięcia słowa „hitlerowcy” słowem „Niemcy”. A każda z tablic jest dziełem sztuki. Ciekawe, co by uczyniła prokuratura, gdyby w identyczny sposób postąpiono z jakimkolwiek pomnikiem Lecha K., albo Japy Dwójeczki?

11 stycznia doszło do spotkania Kaczyńskiego z partyjnymi antyszczepionkowcami. „Gazeta Wyborcza” ujawniła szczegóły. Smaczek: posłanka Kurowska zabrała ze sobą na rozmowę figurkę Świętego Andrzeja Boboli. – Jest patronem Polski, chodziło o to, aby nas wsparł, taki symbol – wyjaśniła.

A teraz cytat. Jak pisze „Wprost”: Kurowska chciała przez to przekazać, że „w rozwiązywaniu trudnych spraw trzeba polegać nie tylko na własnym umyśle, ale trzeba się też odwoływać do Pana Boga”. – Proszę zauważyć, od 2 grudnia, od czasu gdyśmy sprowadzili relikwię św. Andrzeja Boboli do kaplicy sejmowej, zaczęło się uspokajać na granicy. Była już tak napięta sytuacja, dlatego starając się o te relikwie, chciałam, żeby to zrobić szybko, bo widziałam, co się dzieje na granicy – zaznaczyła.

Najuprzejmiej szanowne państwo upraszam, żeby nie spodziewać się po mnie komentarza w tej sprawie. Takich słów nie używam. A zwykła wiącha tu nie wystarczy.

No i – jak widzicie z poprzedniego – czy można o Kaczyńskim powiedzieć coś więcej niż stwierdzenie, że to zły człowiek?

Można. Jednak można, z łatwością.

14.01.2022

Dzień grozy.

Baza zasobów polskiego wojska wyciekła do sieci. Informacje są niezwykle cenne dla obcych wywiadów. Wyciek najprawdopodobniej nastąpił z Szefostwa Planowania Logistycznego w Inspektoracie Wsparcia Sił Zbrojnych w Bydgoszczy. Znalezione w sieci informacje obejmują kompletną wiedzę o technice polskiej armii; włącznie – co chyba najgorsze – z oprogramowaniem komputerów.

To jest prawdziwa katastrofa.

Polska armia – a w dużej mierze i armie NATO, bo znaczna część techniki jest przecież wspólna dla całego paktu – mówiąc obrazowo, spuściła gacie i stanęła z gołym tyłkiem. Tylko to wcale nie jest zabawne.

W cywilizowanym świecie wicepremier ds. bezpieczeństwa, kierownictwo MON i wierchuszka kontrwywiadu już by byli odesłani do domu i czekali na przyjście jakichś smutnych panów. Ale przecież nie w Wolsce.

Tak na marginesie. Czytałem dziś, co mówi o tym gen. Polko; i to jest sensowne. Zwraca on uwagę, że specjaliści informatyczni w wojsku i służbach reprezentują poziom „przeciętnego absolwenta studiów”.

No i inaczej nie mogą.

Ile wynosi pensja porucznika czy kapitana ze wszystkimi dodatkami? A ile dostaje w prywatnej firmie świeżutki informatyk? Pewno 3-5 razy tyle. Jak się chce mieć bezpieczeństwo w sieci – a to problem wagi państwowej – to informatycy muszą zarabiać tyle, co generałowie i mieć podobne bonusy.

Tyle że to „niemoralne”, prawda? Bo siedzi taka łamaga za kompem i nawet 10 pompek nie zrobi, prawda? Założę się, że takie myślenie jest w Naszym Ukochanym Kraju typowe.

Od lat zresztą. Dawno, dawno temu pracowałem w bardzo nielicznym i dość elitarnym gronie obsługującym pierwszy polski komputer. Płacono nam dziadowsko; na poziomie właściwym dla młodszych pracowników nauki. Pamiętam, że za całą moją pierwszą pensję kupiłem sobie na Różycu … płaszcz ortalionowy. Sztuk 1.

No i bractwo zaczęło trochę szumieć. Zapachniało strajkiem, rzecz wtedy niesłychana. W te pędy pojawił się więc u nas towarzysz z KC, który jął tłumaczyć, że wprawdzie górnik zarabia od nas kilkakrotnie więcej, ale my mamy – w odróżnieniu od niego – ze swojej pracy przyjemność. A ta jest bezcenna.

Coś mi się wydaje, że to kretyńskie rozumowanie obowiązuje nadal.

Druga straszliwa wiadomość: 13 z 17 członków Rady Medycznej przy premierze podało się do dymisji, nie chcąc dłużej dawać alibi rządzącym i ich kryminalnej bezczynności w walce z pandemią. I tak długo wytrzymali; sądząc jednak po komentarzach prawiczków, nie jest to żaden problem. Podobno na miejsca zwolnione w Radzie mają zostać powołani posłanka Siarkowska oraz pp. J. Kowalski i G. Braun i na dodatek Kaja Godek. Powinno to problem załatwić. W razie czego mianowanie ich profesorami medycyny załatwi tow. Czarnek.

Temu niedużemu złemu z Żoliborza pewno faktycznie to wystarczy. Myślę o Kaczyńskim, naturalnie.

13.01.2022

Zacznę dzisiaj od wspomnienia jednego z moich pisiorskich ulubieńców, czyli ekscelencji Kamila Bortniczuka, ministra sportu. Indywiduum to chciano – arcysłusznie – wczoraj uwalić z posady; oczywiście, bez specjalnej nadziei na skuteczność, bo przecież za swoim my zawsze murem, nawet gdy to **** i *****.

Nie będę obrzucał tu owego Bortniczuka żadnym przymiotnikami; w zupełnie dostatecznym stopniu zrobili to występujący w dyskusji nad votum nieufności dla typa posłowie opozycji. Zwrócę tu uwagę tylko na technikę obrony, zastosowaną przez niego w wystąpieniu, które miało być odpowiedzią na zarzuty. Otóż, zamiast się bronić czy próbować argumentować – Bortniczuk napadł na marszałka senatu; i to napadł w sposób tak zniesławiający, że zdziwiłbym się, gdyby z tego nie wynikł jakiś pozew.

To jest właśnie – typowy – nieuczciwy i nader chętnie stosowany przez różnych półgłówków zabieg erystyczny. Kiedyś mówiliśmy „a u was Murzynów biją” i sens tego był taki sam. Tylko myśmy mieli rację, bo “oni” rzeczywiście czarnych łoili; jak my dziś migrantów i elgiebetów…

Drugi uwielbiany – ostatnio szczególnie – zabieg rządzących jest w skrócie taki: może ty i masz rację (tego wstępu się na ogół na wszelki wypadek nie dodaje), ale jesteś taki-owaki-i-śmaki, więc w ogóle powinieneś siedzieć cicho i cieszyć się, żeśmy ci jeszcze ryja nie zdemolowali. Schemat jest dość uniwersalny, ale konkretny powód, dla którego adwersarze powinni stulić mordy, jest z reguły jeden: bo to komuchy albo postkomuchy. Przebrzydłe, znaczy.

Nie będę szczegółowo uzasadniał, dlaczego ta argumentacja jest wredną durnotą; jakoś mi się to wydaje poniżej godności. Powiem więc tylko tyle: ponieważ żyję świadomie już dość długo, więc w rozmaitych środowiskach bywałem. I oświadczam, co następuje: ci, których rządzący panowie atakują w powyższy sposób, są od nich średnio kilkakrotnie bardziej inteligentni i wartościowi.

A jeszcze jaśniej: wolę jednego typowego tak nazywanego przez was komucha / postkomucha niż dziesięciu dowolnie wybranych spośród partyjnej elity pisowców razem wziętych. Nie mówiąc o beznadziejnej szeregowej szarocie.

Pomijam tu niejasność epitetu „komuch”; na dobrą sprawę, dałoby się pewno w miarę sensownie tak określić parunastu rozgorączkowanych ideowo małolatów, którzy zresztą koło żadnego rzeczywistego komucha nawet nie stali. „Kupuję” ten termin tak, jak zapewne rozumieją go typowi użytkownicy, dla których oznacza on z reguły po prostu człowieka, który żył w PRL, a jest innego od nich zdania. A także jego dzieci i wnuki, jeśli nie można im przyłożyć inaczej.

No i całą tę argumentację uważam zatem za obrzydliwą, głupią i podłą.

A Kaczyński – nawet w maseczce – jest na pierwszy rzut oka mało ciekawym złym człowieczkiem. Na drugi i następne takoż.

12.01.2022

Sprawa „Tęczowej Maryjki” prawomocnie zakończona, dziewczyny niewinne, obrazy uczuć religijnych nie było. To znaczy… zaraz klechistan to oczywiście zakwestionuje. Znajdą się powody do najróżniejszych rewizji nadzwyczajnych, specjalnych i co tam jeszcze ta banda kłamczuchów wymyśli – żeby tylko postawić na swoim. Ale dziś nasze na wierzchu.

Na mój nieskomplikowany rozum sprawa była od początku do końca idiotyczna. Jeśli bowiem nawet przyjąć, że wiadomy obraz z Częstochowy jest otoczony jakimś naruszonym przez malunki – wcale przecież nie na oryginale! – kultem (dla mnie zrozumiałym zresztą też tylko w kontekście poszanowania dla zabytku, dzieła sztuki), to już otaczanie czcią jego kopii lub kopii kopii – jest skrajnym nonsensem, dowodem kompletnego skretynienia.

Nie jestem biegły w teologii (bo i nie mam zamiaru zaśmiecać sobie komórek w mózgu informacją o wartości zero), ale tu mamy chyba do czynienia z czystym bałwochwalstwem, podobno grzesznym…

No ale panowie w sukienkach (swoją drogą, z przyzwyczajenia piszę „panowie”: jaka to jednak naprawdę płeć?) zapluli się z wściekłości, więc ci, którym oni naganiają zwolenników – po prostu muszą stanąć na uszach, żeby ich zaspokoić. Oczywiście, jedni i drudzy wyjdą koniec końcem na baranów, ale co państwo wyda na zupełnie zbędne procedury i co ludzie się bez sensu najeżdżą po procesach…

Szkoda gadać: lot nad kukułczym gniazdem. Różnica tylko taka, że tam koszmarna jędza pielęgniarka była tylko jedna i nie pracowała w resorcie sprawiedliwości. No i zdaje się była zdecydowanie kobietą.

Rymuje się z tą aferą wycofanie z sejmu i tak niezmiernie łagodnej ustawy o walce z pandemią. Bo paru szurów antyszczepionkowych podniosło taki raban, że nawet spotkał się z nimi On Sam. I ustąpił. Chciał to, co prawda, utrzymać w sekrecie, ale w Polsce tajemnicą państwową może być, zdaje się, tylko IQ dostojników państwowych (może zresztą słusznie, bo chyba nie ma miarek tak wyskalowanych u dołu), więc sprawa się rypła po kilkunastu minutach.

Chichy-chichami, ale jest to kolejna naprawdę koszmarna wiadomość. I sprawa głośno woła o prokuratora. Mam pytanie: od ilu trupów dziennie rząd i rządzące typasy ruszą tyłki? Od pięciu tysięcy? Dziesięciu?

Prawdopodobnie poprawna odpowiedź na to pytanie brzmi: od tylu, ile On uzna za wystarczające. Doprawdy, trudno pojąć, jakimi meandrami podąża zboczona chora myśl tego złego osobnika.

Mam na myśli naturalnie Kaczyńskiego.

11.01.2022

Nie będzie żartów.

To, co się dziś stało na posiedzeniu sejmowej Komisji Obrony, to skandal tak niewiarygodny, że zapiera dech. W momencie, w którym miały się zacząć niewygodne dla rządzących pytania – przewodniczący zamknął obrady i pisowcy wyszli. Po prostu. Komisja obradowała dalej (brawa za refleks), nie przejmując się brakiem kworum, ale mogła już tylko wypowiedzieć swoje opinie; odpowiedzi na żadne pytanie nie padły.

Łgarstwa w żywe oczy. Bezczelność, chamski tupet, lekceważenie prawa i wszelkich zasad współżycia.

Na dokładkę Duda odmówił dziś powołania na sędziów kandydatów, prawidłowo wskazanych jeszcze przez „starą” (czyli jedyną legalną) Krajową Radę Sądownictwa. Przetrzymał ich „w lodówce” wiele miesięcy, a teraz odmówił. Bo tak. Bez uzasadnienia czegokolwiek.

Władcy. Dziedziczni monarchowie. Suwerenowie. Bez wstydu, bez poczucia przyzwoitości, bez moralności. Choć Boga pełne mordy.

Niniejszym tych partaczy dożywotnio unieważniam. Ktokolwiek z nimi wejdzie w dialog na jakikolwiek temat – jest dla mnie również skreślony wraz z całym środowiskiem, do którego przynależy.

A potem nie będzie okoliczności łagodzących, jeśli przyszli rządzący nie będą skończonymi niemoralnymi durniami.

Kaczyński jest przerażająco złym człowiekiem. A otaczają go cyniczni dorobkiewicze lub głupcy.

10.01.2022

Ziobro nie byłby sobą, gdyby siedział cicho.

Sąd Okręgowy w Warszawie umorzył sprawę Jakuba Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy. Chodzi o wpis zamieszczony w mediach społecznościowych, w którym pisarz nazwał go „debilem”. No i prokuratura niemal natychmiast zapowiedziała zaskarżenie wyroku. Natomiast sędziemu „wypomniano” nieprawomyślne wyroki w sprawie przeciwko paniom Lempart i Suchanow; to stała metoda. Gdyby jeszcze „dotarli do wiedzy”, że sędzia w szkole miał w podstawówce trójkę z religii i wf-u, to by było „odkrycie” godne Pulitzera…

Umorzenie z powodu braku szkodliwości społecznej to jedyny możliwy logicznie wyrok – ocenia prof. Matczak. Absurdalna decyzja sądu – komentuje przejęta zgrozą prawica. Pewno, publiczne rozstrzelanie Żulczyka poprzedzone łamaniem kołem, byłoby bardziej widowiskowe.

Co więcej, możecie mnie zasadnie posądzić o antypolonizm: NARUT dałby za coś takiego ze 2% więcej w sondzie opinii…

W sprawie miss polskiej edukacji i królowej intelektu, pani kurator Nowakowej: „Cieszę się, że pani Barbara Nowak wycofała się ze swoich słów. Ocena jej zachowania będzie analizowana przez wojewodę małopolskiego. Decyzja ws. zachowania przez nią stanowiska będzie dziś, jutro najdalej” – zapowiedział Czarnek. Pytany o to w Sejmie Terlecki powiedział bez owijek, że odwołania nie będzie. – Pani kurator rzeczywiście niefortunnie się wypowiedziała, ale uważamy, że to nie jest powód do odwołania – mówił. Co innego, gdyby powiedziała, że jakiś purpurat jest labilny seksualnie albo że tzw. matka Teresa nie jest okazem kryształowej uczciwości. Wtedy – won.

No jasne. Przecież to skarb, dobro narodowe i sztandar. Ja bym jej dał jakiś medalik. I trzeba by się zastanowić jak te bezcenne geny zakonserwować i powielić. Może jakieś przymusowe in vitro dla opozycji, której przedstawicielki można by zrobić surogatkami?? Jajeczko pani N. zapłodnione nasieniem pana Z. byłoby w sam raz, nie uważacie?

A w ogóle to chyba portki im się trzęsą. Zaczynają się przerzucać odpowiedzialnością za Polski Burdel.

Może obstawimy – kto pierwszy dostanie kopa? Ja stawiam na tego wiceministra finansów z głosem kontratenora; a potem zobaczymy.

A zły człowiek Kaczyński chyba myśli, że i tym razem da radę. Może dlatego, że pierwsze dwa sondaże opinii wykazały, że to Polskie Cóś ocenia pozytywnie około połowy badanych. Ale nie byłbym tak do końca zachwycony poparciem: z tego tylko 10% twierdzi, że wie, o co chodzi.

Dowiedzą się przy wypłacie i pierwszych rachunkach.

9.01.2022

„O zgodności słów szczynami” walnął ponoć kiedyś w tytule pewien dziennik z okresu PRL, niezamierzenie złośliwie komentując własne pisanie o jakimś kolejnym głupim poczynaniu ówczesnej władzy.

Tak się składa, że obecnie najwyraźniej szczynami piszą swoje komentarze różni politycy z obozu władzy. Prasa donosi: „Niestety, emeryci, którzy liczyli, że i w tym roku otrzymają »czternastkę«, będą musieli pogodzić się z faktem, że tak się nie stanie. Wczoraj rzecznik rządu i minister finansów wyraźnie wskazali, że czternastka była jednorazowa i nie zostanie więcej wypłacona”.

Rząd oczywiście pisze w swoim szczynowym komentarzu, że od samego początku mówiono: czternasta emerytura jest akcją jednorazową. Ale przecież Kaczyński wyraźnie zapowiadał, że „… w kolejnym roku już na stałe będzie czternasta emerytura”.

Tak że sprawa się jakby rypła.

Szczynami komentuje również sytuację z osławionym Pegasusem doradca prezydenta Zybertowicz. Głosił on mianowicie dziś na antenie TVN24: “Fake newsem jest to, że mamy do czynienia z programem do totalnej inwigilacji, bo system ten »służy do inwigilacji punktowej«”. Znaczy, zdaniem profesora po poprawce (odmowy nadania tytułu), o totalnej inwigilacji można by mówić dopiero wtedy, gdy będzie ona dotyczyła dokładnie wszystkich Polaków. Wszystko inne jest „punktowe”. I wtedy, oczywiście, nie ma sprawy.

Szkoda, że przy okazji nikt go nie zapytał, czy wie, ile kosztuje takie „jednorazowe i punktowe” uruchomienie systemu (wyjaśniam: majątek). Ale pewno i to się da szczynami wytłumaczyć.

Swoją drogą – jaki to przydatny termin, ten zwrot „fake news”! Cudzoziemski, więc użycie go oznacza, że używający jest wykształcony; a co najmniej zna języki. To od razu dodaje powagi. No i dźwięczy jakoś tak… niemal naukowo i wytwornie. „Użył pan fake newsa” powiedziane oponentowi o ileż eleganciej brzmi niż „łżesz knurze jak bura suka”. No i narazić się na proces chyba trudniej, o czym rządowi mędrcy powinni zacząć naprawdę intensywnie myśleć. W tym kontekście Zybertowicz jawi się jako człek może nie tyle przepełniony erudycją, ile właśnie przezorny. Ale jednak dowód na to pisze szczynami…

A teraz jedyna wiadomość, która dziś nie prowokuje do kpin. Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba (JWST) z powodzeniem zakończył ostatni etap uruchamiania – poinformowała w sobotę NASA. Było to rozłożenie pokrytego złotem 6,5-metrowego głównego zwierciadła teleskopu. No i samo to jest naprawdę wielkim osiągnięciem technicznym. Wszystko zadziałało jak w zegareczku; już to graniczy z cudem. A możliwości tego urządzenia oszałamiają. Spodziewam się w najbliższych latach lawiny wielkich odkryć w astronomii.

A na Kaczyńskiego szkoda mi właściwie słów. Jednak najwyraźniej ten geniusz Żoliborza goni w piętkę. Albo – nie wykluczam – tworzy w kolejnych wystąpieniach arcydzieło luźnego potoku świadomości. Jak w “Ulissesie” niejaki Joyce.

8.01.2022

Sensacja: Kaczyński podobno bierze pod uwagę możliwość wyrzucenia z rządu Zbigniewa Ziobry – informuje Radio Zet. Taki krok miałby zapewnić Polsce pieniądze z unijnych funduszy. Komentatorzy „zbliżeni do PiS-u” informują, że chodzi o samego Ziobrę, nie o wywalenie z koalicji jego ugrupowania (jasne, bo wtedy „Zjednoczona Prawica” stałaby się smutną kpiną). Nie rozwiązywałoby to do końca problemów, jakie teraz mamy – ale bez wątpienia byłoby krokiem we właściwym kierunku. Z tym że osobiście spodziewałbym się po zrobieniu czegoś takiego sporego piekła.

W każdym razie zaczyna się robić coraz ciekawiej.

Działacz PiS-u Kazimierz Smoliński w czasie dyskusji w Polsat News zgłosił (autorski podobno) pomysł na walkę z inflacją i wzrostem cen. Zaproponował mianowicie wprowadzenie … cen regulowanych na podstawowe artykuły żywnościowe. Wywołało to gwałtowną reakcję: od zwrócenia uwagi, że następnym krokiem powinno być wprowadzenie systemu kartkowego, do kąśliwych uwag, że byłby to świetny pomysł na usunięcie tych artykułów z rynku jako nieopłacalnych dla producenta. PiS się momentalnie od tego odciął, ale co zaśmierdziało, to zaśmierdziało.

Widać, że towarzystwo widzi nonsensy obecnej sytuacji i gorączkowo uruchamia wyobraźnię, aby jakoś z tego wyleźć. Pomogę: jedyne wyjście z tego szamba jest przez drzwi. Które należy za sobą starannie zamknąć, bo mogą za wychodzącym polecieć jakieś graty.

I wreszcie ostatnia sprawa na dziś, Słowa „szczepienie” i „granica” zostały wybrane ex aequo jako Słowo Roku 2021 w głosowaniu kapituły złożonej z językoznawców, a słowo „szczepienie” zdobyło także pierwsze miejsce w głosowaniu internautów. Taki jest wynik 11. edycji plebiscytu organizowanego przez Uniwersytet Warszawski. Pokazuje on dobitnie dwa ważne problemy naszej współczesności.

Obawiam się, że za rok – jeśli PiS nie skorzysta z mojej dobrej rady sformułowanej nieco wyżej – mogą to być słowa „drożyzna” i „cmentarz”.

Bo zły człowiek Kaczyński rozumie ze świata coraz mniej. I coraz więcej sadystycznej przyjemności czerpie z robienia idiotów z własnych współpracowników. Ale może jego ostatnie pozwolenie im na serię wygłupów publicznych i kompromitację pod tytułem „Pegasus” wiąże się jakoś z tym planowanym rzekomo numerem z Ziobrą?

Ciekawych czasów dożyliśmy, ale ja tam wolałbym święty spokój. Naprawdę, ten pomysł z ciepłą wodą w kranie nie był chyba taki głupi, jak się zastanowić.

7.01.2022

Dziś wszystkie media (oczywiście z wyjątkiem tych prorządowych) podniosły wrzawę, że w sprawie Pegasusa mamy przełom: Kaczyński i Ziobro przyznali, że ten system został zakupiony i jest faktycznie używany.

Szanowni koledzy: a czy ktokolwiek miał co do tego wątpliwości?

Żaden przełom: szatniarze powiedzieli „nie mam twojego płaszcza i co mi zrobisz?”. To po prostu kolejny pokaz siły i bezczelności, który z całą pewnością pisolubom się wręcz spodoba. A parę osób o nieco słabszym charakterze wręcz zachęci do siedzenia cicho…

Zachęcam do przeczytania tekstu Piotra Stokłosy w „Studiu Opinii”.

Nawiasem mówiąc: kaczyści najwyraźniej zawłaszczyli dla siebie pojęcie państwa. Każde działanie czy wypowiedź krytyczną w stosunku do siebie natychmiast opatrują epitetem „antypaństwowości”. Trzeba to więc przy każdej okazji prostować, przypominając, że utożsamienie opozycyjności z antypaństwowością całkiem niebawem może się okazać bardzo niezdrowe właśnie dla nich. Jak przegrają wybory.

Tyle o Pegasusie na dziś. Sam czekam, co będzie dalej i jakie kretyństwa, łgarstwa i bezczelności przed nami.

Mam jeszcze dwie aktualności do skomentowania. Po pierwsze – sprawę ambasadora RP w Czechach, który w rozmowie z (okropność!) „Deutsche Welle” ośmielił się stwierdzić, że problem Turowa wynika głównie z oślego durnego uporu (użył innych słów – w końcu to dyplomata; ja nie muszę, a sens jego wypowiedzi jest właśnie taki…) kierownictwa kopalni i jego zwierzchników. No i zaczęło się.

„Zdrada dyplomatyczna” ogłosili natychmiast europosłanka z nowymi zębami i ten niedogolony facet ze stale półotwartą japą, co myli przysłowia z rzeczywistością. „Pan premier” wszczął procedurę odwołania ambasadora…

A ja lekko oniemiałem ze zdumienia. W tej sitwie znalazł się ktoś uczciwy? No, no. Do czego dochodzi?

Uważam, że człowiek dorosły i wolny musi sam odpowiedzialnie wybierać i nie wolno go do tego zmuszać. Absolutnie nie zgadzam się z pomysłem, by kogokolwiek do czegokolwiek przymuszać. Zwłaszcza, jeśli mówimy o szczepionkach, których konsekwencje – tego eksperymentu – nie są do końca stwierdzone.

Ten przepiękny cytat z wypowiedzi osławionej kurator małopolskiej dla radia „Z” może ją kosztować posadę, bo pan Niedzielski od zdrowia zareagował dość ostro. Ale nie mam wątpliwości, że większą siłę przebicia ma Czarnek i swoją rarytną mianowankę wybroni.

Pani Nowak, ta nasza miss edukacji po odejściu niedościgłej Zalewskiej, zaczęła się motać, że ona humanistka, a nie lekarz, więc ma prawo do przejęzyczenia – i natychmiast pojawiły się po prawej stronie uwagi, że Niedzielski tez nie lekarz, tylko ekonomista, więc niech się nie mądrzy.

Nic z tego nie wyniknie, ale granat w szambo wleciał. Zawsze miły widok.

Wiem, co mówię, bo na studium wojskowym UW kiedyś na ćwiczeniach osobiście wykonałem taki wrzut (petardą ćwiczebną) do wychodka pewnego włościanina pod Warszawą. Było pięknie i wonnie.

A Kaczyński swoim dzisiejszym wywiadem, w którym przyznał się do Pegasusa – udwodnił, że nie jest tylko złym człowiekiem. Jest również żałośnie śmieszny. Fuj.

6.01.2022

Z tym „Pegasusem” to jeszcze będzie cyrk; wspomnicie moje słowa: to, co się dzieje teraz, to mały pikuś.

Zaraz powiedzą (i to będzie prawda), że to w ogóle niejedyne takie narzędzie, więc o co chodzi. No i… zacznie się w ramach bagatelizacji „Pegasusa” ujawnianie różnych sekretów, i to w skali światowej; nie mam przy tym cienia wątpliwości, że i tak wszystkiego nie ujawnią. Ale parę sensacji wyjdzie na jaw.

Typowe – jak spod sztancy – mataczenie i wykręty są takie:

1. Jak kto nie ma nic do ukrycia, to może się nie bać. (Nawet jak mu zdalnie zajrzymy w gacie, to przecież dżentelmen czy lady ma zazwyczaj czyste, nieprawdaż?)

2. Nic takiego nie mamy, ale wszystko jest pod kontrolą prokuratorską i sądową (że prokuratura jest „nasza” a sąd dość łatwo już wybrać też z „naszych” albo zabajerować półprawdami osłoniętymi „gryfem tajności” – to delikatnie pominiemy).

3. Państwo musi mieć narzędzia do kontrolowania przestępców. (o tym, kto jest albo może być przestępcą – ktoś musi zdecydować; oczywiście, najlepiej my).

4. Inwigilacja to proces stary jak świat, więc o co ten rumor. Za czasów Tuska też niektórych podsłuchiwano, nieprawdaż (że niekoniecznie opozycję i nie w tak wyrafinowany sposób – nie ma co zastrzegać).

I tak dalej.

Męczą się ci półinteligenci w znajdowaniu coraz bardziej bzdurnych (własnym zdaniem: dowcipnych) wykrętów tak masowo, że nie ulega wątpliwości: portki się komuś mocno trzęsą.

Zaatakowano także kanadyjską firmę, badającą infekowane telefony. Bo to firma, wspomagana przez Sorosa; no i dobrze wiemy, o kim mówimy (i tu chciałoby się zrobić charakterystyczny gest dwoma palcami koło brody, ale w końcu wystarczy zrobić oko: pan wisz, a ja rozumiem).

Dajmy spokój. Niech się samo toczy. Nabrało już takiego rozmachu, że bardzo to będzie trudno zatrzymać. Coraz bardziej przypomina to historię Nixona, prawda?

A w dodatku Nixon miał lepiej. Miał na koncie znaczące osiągnięcia polityczne, jak normalizację sytuacji z Chinami czy uspokojenie wojny w Wietnamie, świeżo wygrał wybory ze sporą przewagą, gospodarczo się też Hameryka miała nieźle. I mimo to popłynął.

A tu dookoła katastrofa. „Polski Ład”, zanim ruszył pełnym biegiem – już okazał się bublem (a miał zadziałać propagandowo jak 500+); inflacja wystrzeliła jak rakieta; ceny gazu oszalały… Już najtwardsze i najbardziej ortodoksyjne matoły zaczynają mieć wątpliwości. Coraz częściej słyszę (błędne zresztą) przypominania, ze za czasów PRL groźne dla władzy było podniesienie o 10% ceny kiełbasy zwyczajnej; to znamienne.

W sumie mam miłe wrażenie dostrzegalnego ogólnego rozprężenia w obozie władzy i takiego jakiegoś nerwowego rozglądania się po bokach jej przedstawicieli. Niewątpliwe: coś wisi w powietrzu. Tylko co?

Pewno pierwszą reakcją będzie jednak utrzymane w starym stylu „przykręcenie śruby”. Ono jednak niemal zawsze kończy się wielkim smrodem. Byle się doczekać.

5.01.2022

Dzień wydarzeń żenujących.

Pan Niedzielski marnuje swój i nasz czas. Mówi „na okrągło” i bez przerwy zapowiada, że zaraz coś zapowie. A ludzie umierają: pięć tupolewów średnio dziennie idzie do piachu.

Ziobro wypacykowany make-upem, żeby się nie czerwienić – bredzi o Pegasusie. Wciąż ta sama fałszywie brzmiąca śpiewka o „legalizowaniu przez sąd postępowania wobec przestępców” – i wyraźny lęk przed wymieniem nazwisk tych przestępców, żeby nie trafić pod sąd za zniesławienie, a smrodu narobić…

Make-up na buźce się mu utrzymał, ale szyjka nad kołnierzykiem purpurowa. W ogóle mowę ciała ma ten pan ciekawą. Podnieca się okrutnie. Interesujące, czy po takich wystąpieniach publicznych ma suche spodnie?

Wystraszeni wiceministrowie tłumaczą się mętnie i bełkotliwie z wpadki Polskiego Ładu. Stek łgarstw, zza którego wyziera lęk przed przyznaniem się do własnego braku kwalifikacji. A jedynym tłumaczeniem do przyjęcia byłaby zbiorowa dymisja. Ale na to trzeba mieć odrobinę honoru. Towar w szajce deficytowy.

Glapiński popisał się dwugodzinnym rozwolnieniem językowym. Ogólny sens: wszyscy są głupi, ja jestem najmądrzejszy i w ogóle genialny. No i wszystko jest byczo, a inflacja jest i będzie w 2023 roku. Bo tak. A w ogóle ekonomia to sztuka, nie nauka. A ja jestem artysta.

Wielka prośba do kolegów dziennikarzy: nie zadawajcie typom pytań, nawet z gatunku kłopotliwych. Bo po pierwsze oni i tak odpowiedzą obok tematu (jeśli w ogóle), a po drugie waszych pytań z reguły nie słychać. Nie chcę podejrzewać, że to rozmyślnie; umówmy się, że to niedoróbka organizatorów. Tylko stała?

W sumie: partacze. Zera. Ale jak nadęte…

A zły człowiek Kaczyński znowu się schował.

4.01.2022

Nie chce mi się dziś kpić ani szydzić. Nie ma najmniejszego powodu, byśmy mieli na twarzy uśmiech, nawet złośliwy. Dziś jest czas na poważne, donośne i ordynarne przekleństwo.

Naprawdę miałem cichą (ale też nikłą…) nadzieję, że nie będę musiał już pisać o Czarnku, którego lokuję w dziesiątce najgorszych szkodników w Polsce. Jest to typ modelowy: utytułowany nieuk, arogant, prostak, zadufany w sobie brutal, całkowicie pozbawiony empatii i w ogóle wrażliwości. Antyteza człowieka, który powinien się zajmować edukacją i oświatą; ale w ogóle bym się mocno zawahał nad powierzeniem mu jakiejkolwiek funkcji kierowniczej. Do tego stopnia jest to nikt, że nie zapamiętałem jego imienia i dopiero sprawdzenie w Wikipedii pozwoliło ustalić, że brzmi ono Przemysław. Oczywiście, zapomnę je natychmiast.

Niestety, trzeba typa ponownie wspomnieć w związku z procedowaną dziś próbą ostatecznego wywrócenia do góry nogami systemu oświaty. Najkrócej mówiąc, w całej tej aferze chodzi o to, by – po scentralizowaniu całości – o wszystkim decydował Czarnek właśnie, a wraz z nim najbardziej czarnosecinna grupa, jaka istnieje w polskim Kościele katolickim; a zapewne najbardziej konserwatywna i intelektualnie ograniczona w skali całego świata.

Szkodliwość tego pomysłu jest nawet znacznie większa niż ostatniego nieudanego ataku na wolność mediów. Bo jego realizacja może negatywnie zadecydować o przyszłości tego kraju. W którym – rządzonym przez karnych, wielbiących „żołnierzy wyklętych”, rozmodlonych od rana do wieczora antysemitów i ksenofobów, płodzących seryjnie podobnych sobie – żyć się nie da.

Patrzę akurat na posiedzenie komisji sejmowej, w której odbywa się pierwsze czytanie pomysłów Czarnka. Już kiedyś – chyba koło 1968 roku – widziałem podobne sceny. Obrażanie opozycji, populistyczny bełkot, dopychanie kolanem decyzji… Ktoś starszy ode mnie twierdził wtedy, że widzi rekonstrukcję obrad Reichstagu z 1933 roku. Co by powiedział dziś?

Wrzeszczące i machające tłustymi łapskami tępe babsko nie wie chyba, w jak obrzydliwym spektaklu bierze udział. A jest triumfujące i wyraźnie zachwycone swoją ważnością.

Dość na dziś.

Tak sobie myślę, że trzeba zacząć przygotowywać nie tylko kandydatów na przyszłych ministrów, ale także na wszelkie posady urzędnicze w paru ministerstwach i urzędach centralnych. Bo kadry w wielu miejscach trzeba będzie wymienić do sprzątaczek.

To swoją drogą trudne do przebicia osiągnięcie: tyle i tak gruntownie spieprzyć w ciągu tak niewielu lat. Oświata, nauka i szkolnictwo wyższe bez wątpienia będą wymagały Herkulesa.

A Kaczyńśki – który jeśli nawet osobiście tego nie wymyślił, to dał swoje placet – pokauje bez przerwy, jak złym jest człowiekiem

3.01.2022

Zacznę dziś od dwóch informacji, które nie trafiły jeszcze na wysokie miejsca w serwisach informacyjnych – a powinny, jeśli są prawdziwe.

Jak podaje mianowicie serwis TELEPOLIS, prawdopodobnie osławiony Pegasus straci zęby i stanie się bezużyteczną zabawką: amerykański ekspert ds. bezpieczeństwa — Jonathan Scott — opublikował w znanym serwisie GitHub kod Pegasusa na Androida w wersji 5.1. Tę wersję podobno dostarczyła mu grupa VXUnderground, która specjalizuje się w zbieraniu i badaniu złośliwego oprogramowania. Jej walidacji dokonała z kolei firma Recorded Future, zajmująca się kwestiami bezpieczeństwa.

Tak więc kod „podglądacza” staje się dostępny – i przez to za chwilę bezużyteczny. Nawiasem mówiąc, oznacza to, że kasa wydana na ten program w Polsce właśnie idzie się bujać na drzewie. Co mnie oczywiście złośliwie cieszy.

Druga informacja związana z Pegasusem jest co najmniej zaskakująca. Otóż do tej pory wiedzieliśmy, że Pegasus powstał w izraelskiej firmie NSO Group. Jednak w udostępnionym kodzie widać komentarze w języku… chińskim. Dodatkowo program łączy się z chińskimi serwerami technologicznej firmy Tencent.

Coś mi się zdaje, że ci izraelscy programiści mogą mieć mocno skośne oczy; a to by była wiadomość bardzo zabawna, specjalnie w kontekście sprawności służb kontrwywiadowczych nabywców „Pegasusa”, w tym oczywiście z naszego Ukochanego Kraju.

Polityka.

Ziobro powiedziało, co wiedziało, czyli, że „Polska musi odrzucić unijny pakiet klimatyczny, wtedy rachunki za prąd spadną o 60%” – jak napisało Ziobro na Twitterze. Oni w ogóle mają ciekawe podejście do umów międzynarodowych i całego prawa: najpierw zgadzają się niekiedy na wszystko, a potem to, co im nie odpowiada – odrzucają.

Znaczy tak: żenię się, a apotem żądam rozwodu, bo kobita się okazała blondyną z biustem A, a mnie od października pasuje bruneta w modelu D. A że widziałem… No cóż, nie można się pomylić? A poza tym tylko krowa…itd.

Dalej polityka. Oj, jak mi zgrzytnął Tusek. Wczoraj w TVN o Lewicy mówił per „partia Czarzastego” i twierdził, że stawia ona „znak zapytania, na ile chce współpracować z PiS-em, a na ile chce zmienić tę władzę”. Zaraz po tym, jak przedstawiciele tej partii zaczęli wyraźniej mówić o możliwości stworzenia jednolitego bloku opozycji.

Cóś mnie się widzi, że Tusek robi wszystko, by uchronić się przed nieco bardziej lewicowymi postulatami programowymi, boć przecież Lewica żadnej rewolucji nie planuje; ja w każdym razie o żadnych szkolonych potajemnie komisarzach z naganami nie słyszałem. No chyba, że na ten przykład związki partnerskie czy ochrona ludzi spoza kanonu dwu katolickich płci – to już, umówimy się, szalejące NKWD.

Nie chcę sądzić, że Tusk może się troszkę obawiać ludzi nieco inteligentniejszych od kogoś tam z własnego otoczenia.

Co wszystko razem nie ma jednak wpływu na moją ocenę Kaczyńskiego. Jest niezmienna: to facet z gruntu zły.

2.01.2022

Władza ma kłopot. Niejeden zresztą i dobrze jej tak, zasłużyła.

Otóż dziś w samo południe kilkadziesiąt znanych osób opublikowało jednobrzmiące oświadczenie o samooskarżeniu: wszyscy się mianowicie solidaryzują z Janiną Ochojską i jej wypowiedzią o zbrodniczym charakterze działań polskich służb na granicy z Białorusią. Za tę wypowiedź Ochojskiej obiecano spotkanie z prokuratorem. Coś tam podobno znieważyła.

Jak powiedziałem, oświadczenia opublikowano w samo południe. Piszę te słowa o 18.30. O wydarzeniu poinformowała „Gazeta Wyborcza” oraz nasze „Studio Opinii”. Poza tym – kicha. Jakieś takie skrępowanie jakby, cy co?

No i albo trzeba będzie zareagować ostro – wtedy państwu naszemu ukochanemu grożą liczne przegrane procesy i wyrzucenie przez okno kupy szmalu (co dla nich nie nowina, bo podobnie rozsądne decyzje podejmują codziennie na pęczki), albo też wycofanie się raczkiem z zarzutów przeciw Ochojskiej. Czyli odpowiedź samokompromitacją na samooskarżenia.

Dobry był to pomysł, dziewczęta i chłopcy.

Ze spraw mniej ważnych. Obejrzałem dziś „Kawę na ławę” i westchnąłem boleśnie. Poprzednie wydanie bez udziału polityków i polityczątek było jednak modelowe. Brali w nim udział kulturalni i inteligentni ludzie, umiejący się sensownie wypowiedzieć, demonstrujący jakieś maniery…

Dziś – znowu młócka. Pan Horała dostał wprawdzie zdrowe bęcki od opozycji, co było miłe – ale już nowego doradcę pana prezydenta obejrzałem i wysłuchałem z pewnym zaciekawieniem badawczym: skąd się biorą takie kariery i takie okazy? Nie umiem tego wytłumaczyć inaczej, jak specjalnym ukochaniem naszej władzy przez Siły Nadprzyrodzone, które dokonują permanentnie cudów personalnych. Tylko doradzałbym uwagę: niektóre z tych cudownych sugestii personalnych mogą być złośliwe, a nawet wredne.

Tak mi się tylko skojarzyło, a w ogóle to Kaczyński jest nie tylko zły, ale w ogóle marny jakiś jako człowiek. Tak mi się wydaje bynajmniej, jak mawiała pewna młoda dzieweczka, gdy ją pytano, czy jest nadal cnotliwa tuż po intensywnej randce.

1.01.2022

Jestem chyba jednak nienormalny.

Pooglądałem sobie wczorajsze imprezy i dochodzę do tego właśnie wniosku. Jeśli 8 mln ludzi ogląda z zadowoleniem coś takiego, jak osławiony „Sylwester zarażeń”, to przecież zapewne oni mają rację: to jest fajne. A ja tymczasem przede wszystkim słyszę i widzę (przez moment, właściwie tylko z ciekawości czysto poznawczej) szmirowatą koszmarną chałturę, prowadzoną przez jakieś przedziwne indywidua bez cienia osobowości estradowej i z wykonawcami, których nazwiska w większości nic m nie mówią. Bez reżyserii, bez pomysłu. Bez cienia wdzięku, toporną zapewne jak zaloty prezesa Kurskiego.

Napisałem „imprezy” w liczbie mnogiej, choć powyższe dotyczyło właściwie tylko jednej. Ale i na placu Zamkowym w Warszawie spontanicznie zebrała się publika, która zbiorowe skakanie pod łomot chińskich fajerwerków i chlanie wódy w bramach uważa za szczyt zabawy, swój zachwyt wyraża zaś nieartykułowanym rykiem „uaaa!” i pokazywaniem „zajączków” do kamery telewizyjnej.

Wszystko oczywiście bez maseczek i w ścisku.

I obawiam się, że zdychając pod respiratorem, też będą uważali, że mieli po prostu pecha.

Prasa donosi, że w Zakopanem „bawiono się” w błocie po kostki. Połamanych rąk i nóg z powodu ślizgawicy było jednak stosunkowo niewiele. Ale miasto ma wyglądać jak po przejściu tajfunu. Było pysznie. Daliśmy czadu.

Słowem: wczoraj na ulicach bawił się NARUT. Taki, jaki on jest.

Przykro mi, ale nie mam z nim – i nie chcę mieć – nic wspólnego poza jakimiś drugorzędnymi formalnościami, jak obywatelstwo i różne takie. Ale takie imprezy wiele tłumaczą, także z polityki. Między innymi tłumaczą sukces dzisiaj rządzących. I – nie chcę być złym prorokiem – rokują fatalnie; nie rozwinę tematu, bo to jednak Nowy Rok.

Takie nastroje, upodobania i uprzedzenia może cynicznie i na zimno wykorzystywać do swoich manipulacji tylko ktoś z gruntu zły. Jak Jarosław Kaczyński.

Print Friendly, PDF & Email