Zbigniew Szczypiński: Samotność prezesa5 min czytania

()

19.01.2022

Kilka dni temu w Starachowicach odbyła się kolejna wizyta wicepremiera Kaczyńskiego, który przybył tam w rocznicę śmierci swojej matki. To, że syn jedzie na uroczystości związane z taką rocznicą, w naszej kulturze jest czymś naturalnym. Żal po odejściu bliskiej osoby jest sprawą głęboko prywatną, osobistą.

Gdyby Jarosław Kaczyński pojechał do Starachowic prywatnie, nawet służbowym samochodem (przecież zawsze można zwrócić koszt podróży, ja zwracałem), to nie byłoby sprawy. Powiem więcej: gdyby jakieś osoby zakłócały jej przebieg – byłbym pierwszy, który by takich ludzi potępił. Jarosław Kaczyński na te prywatne uroczystości pojechał jednak wraz z dużym gronem innych polityków i urzędników państwowych, przebieg uroczystości rejestrowały cztery ekipy telewizyjne, a Kaczyński wygłosił w Starachowicach polityczne przemówienie do zgromadzonych. To zatem nie była wizyta prywatna, ale wydarzenie sensu stricto polityczne.

A to inna sprawa i to, że polityczni przeciwnicy Kaczyńskiego wznosili pod jego adresem nieprzyjazne okrzyki – może się nam nie podobać, ale taka jest uroda wydarzeń politycznych.

Nie było to zresztą aż tak, jak w trakcie niedawnego wiecu w Warszawie z udziałem Donalda Tuska, w którego trakcie dobrze zorganizowana i świetnie wyposażona ekipa rycerzy Bąkiewicza (tego od „krużganka oświaty”) wielkimi megafonami zagłuszała wystąpienia między innymi żyjących jeszcze uczestniczek powstania warszawskiego. Wsłuchując się w natężenie okrzyków –„kłamca”, „wynocha”, „będziesz siedział” można sądzić, że protestujących w Starachowicach było co najwyżej kilkadziesiąt osób.

Wystarczyło, aby zdenerwować prezesa.

Prezes w swoim przemówieniu nawiązał do tego, co słyszeli wszyscy uczestnicy zgromadzenia. Nie skorzystał z możliwości pokazania, że jest ponad to, że takie okrzyki nie są godne jego uwagi, zareagował bardzo stanowczo.

I tu leży sedno sprawy. Nie w politycznej oprawie bardzo prywatnej uroczystości upamiętniającą zmarłą matkę prezesa – a w tym, co usłyszeliśmy. Prezes powiedział wprost, odnosząc się do krzyczących, że to, że tak się dzieje, jest skutkiem braku zdecydowanego rozliczenia się z ludźmi tamtego, upadłego w 89 roku ustroju państwowego socjalizmu nazywanego obecnie komunizmem. Zdaniem prezesa trzeba było, wyeliminować, być może fizycznie, wszystkich związanych z upadłym systemem. Zdaniem prezesa, to, że są tacy ludzie, którzy krzyczą to, co krzyczą, jest dowodem, że stary system się odradza. Trzeba z tym skończyć i my to zrobimy – powiedział wicepremier ds. bezpieczeństwa w polskim rządzie. To poważna groźba, groźba formułowana przez premiera i wodza rządzącego ugrupowania.

Jarosław Kaczyński mówił też, że takie zachowania są atakiem na… kościół i wiarę katolicką, która jest fundamentem polskiego państwa, bez której naród polski nie przetrwa. Słuchali tego towarzyszący mu notable, w tym jakieś ważne osoby w kościelnych szatach. Musiało im się podobać.

Nie wiem, czy był tam minister Czarnek, ale gdy to do niego dotrze (a na pewno dotarło), to może być on absolutnie pewny swojego stanowiska. To, co robi minister oświaty i nauki jest ścisłym wypełnianiem programu prezesa – ksztaltowaniem nowego człowieka, „polskiego patrioty”, kochającego swój naród ponad wszystkie inne narody, ślepo wierzącego w prezesa i jego partię.

I na koniec coś inaczej, tak po ludzku, bez akcentu politycznego. Patrząc na Jarosława Kaczyńskiego na zaśnieżonym placu w Starachowicach, na którym umieszczono duże kamienne obeliski z nazwiskami różnych zasłużonych dla tego miasta (w tym… matki Jarosława Kaczyńskiego), patrząc jak stoi sam przed tymi cokołami, jak schyla się, by poprawić szarfy wieńca, który obsługa składała pod tymi blokami z kamienia, jak z trudem porusza się, jaką ma sylwetkę, starego i chyba schorowanego człowieka – powiem, że było mi go po prostu żal. Patrząc na ten obraz, słuchając tego, co mówi ten człowiek, który od kilku już lat rządzi jednoosobowo Polską, wiem, że on również to wie, że gdy jego zabraknie wszystko, co stworzył, pójdzie w perzynę, że cały obóz rządzący rozsypie się jak domek z kart, że wcześniej czy później historia źle oceni to wszystko, co prezes zrobił.

Polska nie stanie się satrapią z nim jako satrapą, PiS zostanie odsunięty od władzy a wszyscy, którzy popełnili czyny karalne, poniosą należną karę. Dam sobie uciąć palec, że Jarosław Kaczyński to wszystko ma w głowie.

Ale jeśli tak – to tym gorzej dla nas.

Stan taki jak opisany wyżej to motywacja do wszelkich działań, po to, aby władzy nie oddać; to jednocześnie szaleństwo albo obłęd. A być we władzy szaleńca to najgorsze co może się wydarzyć.

Program dekomunizacji, w ponad trzydzieści lat po upadku tamtego systemu, program wychowania młodzieży oparty o wzór Polaka-katolika w czasie gdy młodzież gremialnie odchodzi od kościoła wstrząsanego coraz nowymi historiami nadużyć seksualnych księży i zakonników i tolerowania tego przez hierarchów kościelnych – nie uda się nikomu.

Nawet ministrowi Czarnkowi – jemu szczególnie się nie uda.

Jarosław Kaczyński może organizować takie uroczystości jak ta w Starachowicach, może ceremonialnie odwiedzać grób brata na Wawelu, ale to wszystko, co jeszcze może.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.