Jarosław Kapsa: Niezauważalny Polexit6 min czytania

()

20.01.2022

Świat nie kończy się hukiem, czasem ważne zmiany zachodzą, choć nikt nie podejmuje decyzji. O wyjściu Polski z UE nie musi decydować referendum, ustawa Sejmu czy rozporządzenie rządu. To stanie się już wiosną, niezauważalnie, bez dyskusji, skutkiem nie decyzji, lecz ich zaniechania.

W najbliższych dniach prezydent A. Duda z trójki przedstawionych kandydatów wybierze prezesa Izby Dyscyplinarnej. Może wybierze jastrzębia, może gołębia; to nieistotne. Powołując się na polskie przepisy prawne, faktem dokonanym zlekceważy orzeczenie unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Kolejnym takim faktem dokonanym będzie wręczenie nominacji członkom nowej, neo-KRS.

W marcu kończy się kadencja starej, wybranej w sposób naruszający podstawowe zasady chroniące niezależność sądownictwa. W początkach grudnia pani Marszałek Sejmu ogłosiła nabór kandydatów do nowej rady. Tryb wyboru powiela ten z 2018 r. Kandydatów może zgłosić 25 sędziów lub 2 000 obywateli; opinie o nich wydają prezesi sądów (mianowani przez p. Ziobrę). Z grona zgłoszonych partie, reprezentowane w Sejmie, mogą wybrać „swoich” i na nich głosować. Sejm wybiera KRS większością 3/5 głosów, jeśli to się nie uda – w drugim głosowaniu zwykłą większością.

Partie opozycyjne (KO, PSL, Lewica, Polska 2050) ogłosiły, że nie wezmą udziału w procedurze wyboru nowej KRS do czasu przywrócenia w Polsce nowego ładu prawnego zgodnego z prawem europejskim i Konstytucją RP. Słusznie, tylko nikt takowego projektu ustawy przywracającej ład nie widział; nikt też się nie spodziewa zgłoszenia takiego projektu przez rząd. Absencja opozycji ułatwi sprawę; dla prawomocnego wyboru wystarczy 3/5 głosów za przy obecności 231 posłów. Innego wyjścia jednak nie ma, bo udział w głosowaniu byłby potwierdzeniem zgody na polityczną kontrolę nad sądownictwem. Bez względu na zachowanie posłów opozycyjnych zadziała tu siła bezwładności. Nabór kandydatów stanie się selekcją nadzorowaną przez Ziobrę, głosowanie sejmowe wynik tej selekcji potwierdzi, a prezydent Duda wręczy nominacje nowej neo-KRS, tłumacząc się, że przepisy prawne nie dają mu innej możliwości.

Komisja Europejska może chcieć się kierować „duchem Angeli Merkel”, unikając konfrontacji z krajami członkowskimi. Nie da się jednak liczyć na kompromis tam, gdzie nie ma dla niego przestrzeni. To nie jest „naruszenie” norm unijnych, to nie jest kwestia błędów dotyczących instytucji: Izby Dyscyplinarnej i KRS. To jest pozbawienie obywateli UE, na obszarze należącym do UE, prawa określonego w art. 47 Karty Praw Podstawowych „Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia jego sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd ustanowiony uprzednio na mocy ustawy”. Nie da się tego przepisu uznać za niewiążący ani interpretować w sposób równający krzesło z krzesłem elektrycznym. Wiosną, po nowym wyborze KRS i po nominowaniu nowego prezesa ID, KE będzie zmuszona zastosować wszelkie mechanizmy, by wymusić poszanowanie art. 47 przez polityczne władze RP.

Doświadczenia przeszłości pokazują, że, zarówno na ulicznej zadymie, jak i w wielkich rewolucjach, radykalna mniejszość idiotów może narzucić swoją wolę rozsądnej większości. Być może premier Morawiecki i większość rządu, może większość posłów z klubu PiS oraz znaczna część, bogacącego się na pieniądzach z UE aparatu partyjnego nie chce konfrontacji. W sprawach dotyczących praworządności są oni zakładnikami pana Ziobry i jego gangu. Widoczny tu jest nawet oportunizm prezesa Kaczyńskiego, bojącego się, że radykalne wilczki przejmą rząd dusz w masach tzw. Zjednoczonej Prawicy. Kwestie najistotniejsze dla Polski zostaną poświęcone w imię dobra stron wewnętrznej walki o przywództwo partii.

Czy jest plan B, w sytuacji, gdy nie tylko zamrożony zostanie dla Polski Fundusz Odbudowy, ale także środki z nowego okresu finansowania UE?

Do wcześniejszych wyborów PiS w obecnej sytuacji nie dopuści; wola naczelnika nie złamie szeregowych posłów, nie będą indyki głosować za ścięciem głowy. Prawdopodobnie nie zostanie także zmieniony premier, zbyt wielkie jest ryzyko z montowaniem większości popierającej nowy rząd. Pozostaje taktyka trwania przy jednoczesnym maskowaniu kosztów rzeczywistego polexitu. Jest to możliwe. Braku środków z Funduszy Odbudowy społeczeństwo nie odczuwa, bo nie rozpoczęto żadnego działania, wiążącego się z finansowaniem tymi środkami. Korzystamy dziś i będziemy korzystać ze środków unijnych, zaprogramowanych wcześniej; podpisanych umów UE nie zerwie. Środki z nowego okresu programowania realnie dostępne będą (lub nie będą) dopiero w 2023 r. Do tego czasu trwać będzie pompowanie gospodarki z pomocą druku pieniądza przez NBP; sprawdzono skuteczność tego rozwiązania przy tzw. walce ze skutkami COVID – ponad 100 mld wydrukowanych złotówek wtłoczono za pośrednictwem BGK. Owszem, ta metoda prowadzi do wysokiej inflacji; ale dla rządu inflacja nie jest zjawiskiem niekorzystnym.

Najmocniej odcięcie od unijnego finansowania odczuć mogą rolnicy. Tu prawdopodobny jest wariant „ostrego starcia”. Skoro UE zawiesi finansowanie, to Polska przestanie płacić składkę – jej wysokość pozwoli na pokrycie wydatków na dotacje bezpośrednie dla rolników. Zaprzestanie płacenia składki będzie potwierdzeniem polexitu. KE musi jednak uwzględnić rzeczywistość i przeprowadzić ten proces delikatniej niż brexit, bo zamknięcie granic i wprowadzenie opłat celnych zbyt mocno uderzyłoby w gospodarkę krajów UE, przede wszystkim Niemiec. Możliwy jest więc kilkuletni dziwny czas, gdy nieformalnie będziemy poza UE, gdy nie będziemy płacić składki i przyjmować środków pomocowych, a jednocześnie nadal będziemy w strefie Schengen i we wspólnym obszarze celnym.

Taka tymczasowość najbardziej uderzy w samorządy. Ostatni rating wiarygodność finansowej dużych miast, przeprowadzony przez Agencję Fitch, określił dla nich perspektywę negatywną ze względu na utratę dochodów powodowaną Polskim Ładem. Nie jest to groźne, jeśli miasta korzystają ze środków UE lub kredytowania z europejskich instytucji. Polexit zniszczy to źródło, a banki komercyjne mogą uznać finansowanie inwestycji samorządowych za zbyt ryzykowne.

Państwo ma przewagę nad samorządem, zawsze się może uratować podwyżkami podatków. Możliwe jest uzyskanie dla inwestycji rządowych źródeł finansowania innych niż unijne tak jak rozpatrywany projekt zaangażowania chińskiego kapitału w budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego. Wątpliwe jednak by chiński, rosyjski czy amerykański kapitał inwestował w kanalizację gminy Sławojka lub budowę ulicy w mieście Bezimienia. Bez zewnętrznych, unijnych, źródeł finansowania samorządy staną się w pełni uzależnione od rządu. Wraz z tym „cichym” polexitem skończy się historia polskiej samorządności.

Są rzeczy, których się nie widzi, bo nie chce się widzieć.

W marcu pasjonować się będziemy meczem „o wszystko” z Rosją albo skokami narciarskimi „o honor”. Być może wybór nowej neo-KRS przejdzie w obliczu takich emocji sportowych bez większego echa. Opozycja i KE coś tam ostro skrytykuje, rzecznik rządu dumnie podkreśli, że suwerenność Polski warta jest każdych pieniędzy. I pozornie będzie jak było…

Tylko to „było” się skończyło, zacznie się droga po nieznanych manowcach.

Jarosław Kapsa

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.