30.01.2022

Osaczenie Ukrainy przez Rosję stworzyło zagrożenie dla całego regionu i wywołało wstrząsy odczuwalne w różnych częściach globu. Trudno powiedzieć, czy sprzeciw Zachodu wystarczy do powstrzymania Rosji, która przyzwyczaiła się do zastraszania i użycia siły jako skutecznych środków realizacji swych celów, zwłaszcza odzyskania utraconej, imperialnej pozycji. Świadczy o tym zadomowienie się rosyjskich oddziałów na terytorium Ukrainy, Gruzji i Mołdawii wbrew woli tych państw i mimo protestów zachodnich mocarstw.
Tworzenie faktów dokonanych jest wypróbowaną taktyką państw zaborczych i w tym kontekście zapewnienia rosyjskich polityków (ostatnio ministra spraw zagranicznych Ławrowa), że „Rosja nie zamierza zaatakować Ukrainy, chociaż nie można wykluczyć wojennej prowokacji poza jej granicami”, są niewiele warte i tylko niedobrze się kojarzą z przeszłością. Tak więc nie można spokojnie przyjąć, że Rosja zrezygnuje z takiej czy innej formy uzależnienia Ukrainy, co wydaje się głównym celem jej obecnej operacji, obliczonej na wykorzystanie podziałów w łonie zachodniego sojuszu, a zwłaszcza spolegliwego (a dotąd rzeczywiście niezbyt stanowczego) zachowania Niemiec.
Na razie wydaje się jednak, że Rosja może osiągnąć skutek odwrotny od zamierzonego, ponieważ USA i NATO odrzuciły jej żądania i przystąpiły do dyskusji nad wzmocnieniem wschodniej flanki Sojuszu, a nie jej osłabieniem. Widmo nowej Jałty oddaliło się.
W tej sytuacji znów aktualne stało się pytanie, czy Rosja sięgnie po szantaż gazowy, którego zwiastuny w postaci ograniczenia dostaw do Europy już są widoczne i spowodowały wzrost cen tego paliwa ze wszystkimi konsekwencjami dla gospodarek regionu? Otóż wydaje się, że podobnie, jak w przypadku militarnej presji, tak również szantażu gazowego obie groźby pozostaną w kręgu narzędzi pozostających w ramach polityki zastraszania, i tym razem nie przejdą od ograniczonych działań do fazy ataku na dużą skalę z uwagi na rozmiar ryzyka i możliwe koszty, zwłaszcza gospodarcze, które musiałaby ponieść Rosja.
W tej całej rozgrywce na kogo może liczyć Rosja?
W Europie, oprócz wspomnianego braku stanowczej reakcji Niemiec życzliwość wobec Putina wykazują tylko Węgry Orbana i grono przywódców radykalnych ugrupowań prawicowych, a w aspekcie globalnym Chiny, dla których jest to okazja do absorbowania USA i Zachodniej Europy konfliktem odległym od swych granic, służącym osłabieniu strategicznych rywali i pozostawieniu azjatyckiemu mocarstwu większej przestrzeni dla ekspansji w Azji Południowo-Wschodniej i umacniania pozycji w globalnym układzie sił. W tym świetle, sojusz z Rosją, miałby dla Chin raczej charakter taktyczny niż strategiczny, bowiem trwałby do osłabienia Zachodu lub zdobycia wyraźnej przewagi nad Rosją. Oczywiście pozostaje jeszcze możliwość układu i podziału łupów.
A co w tym wszystkim robi Polska?
W płaszczyźnie werbalnej nie wygląda to źle, chociaż w sferze materialnej uderza brak konkretnej oferty pomocy dla Ukrainy, której los jest kluczowy dla bezpieczeństwa Polski. W razie rosyjskiej inwazji musimy się liczyć z napływem tysięcy uchodźców i poważnymi kłopotami gospodarczymi nie mówiąc o pogorszeniu naszej sytuacji geostrategicznej.
Intensyfikację kontaktów z Ukrainą i różne formy konsultacji z Polską jako państwem granicznym ze strefą konfliktu inicjowane przez USA i inne państwa zachodnie, a także narady regionalne należy zapisać na plus, ponieważ zapobiegają utrwaleniu się dojmującego wrażenia wykluczenia (osamotnienia?) Warszawy z dyplomatycznych zabiegów sojuszniczych państw w początkowej fazie konfliktu. Szkoda, że w tej intensywnej dyplomacji Polska nie jest stroną inicjatywną, mimo że ma po temu odpowiednie instrumenty, żeby wymienić chociażby przewodnictwo w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Pozycję Polski osłabiają jednak gorszące spory i wzajemne oskarżenia władzy i opozycji o sprzyjanie Rosji – co tworzy wrażenie, że cała klasa polityczna w naszym kraju jest na usługach Putina. Faktycznym obciążeniem jednak i przejawem politycznej paranoi jest bratanie się rządzącej w Polsce partii z prorosyjskimi ugrupowaniami europejskiej skrajnej prawicy zajętej głównie demontażem Unii Europejskiej.
Nękanie Ukrainy, jak cała rosyjska polityka zaborów terytorialnych i reaktywacji stref wpływów przywraca minione czasy i przenosi nas w świat absurdu. Co gorzej, takie działania rujnują fundamenty międzynarodowej współpracy i odwracają uwagę od wielkich zagrożeń, jakie tworzą pandemiczne spustoszenie, bieda, masowe migracje czy niszczenie środowiska.
Świat zdominowany przez egoistyczną agendę różnej maści fanatyków nie ma przyszłości.

