04.02.2022
1. Z pewnością P.T. Czytelnicy widzieli zdjęcia z amerykańskiego ataku na dom, w którym przebywał lider tzw. Państwa Islamskiego Abu Ibrahima al-Hashimi al-Qurayshiego. Na sprawę można patrzeć dwojako: wyeliminowano z pola walki niebezpiecznego przywódcę bardzo groźnej organizacji terrorystycznej, ale… podczas akcji zginęło co najmniej 12 innych osób, w tym kobiety i dzieci. I chociaż wygląda na to, że to al-Qurayshi wysadził w powietrze dom z lokatorami, prawdopodobnie jego żonami i dziećmi, to jednak wątpliwości natury moralnej pozostają. D.O. poleca fragment dyskusji w tej sprawie z anteny CNN (https://edition.cnn.com/…/us-raid-killed-isis-leader…). Uwaga, w tle widać filmy i zdjęcia z wnętrza zrujnowanego domu, a na nich, choć zablurowane, plamy krwi i – jak się można domyślać – szczątki ciał ofiar.

Nb. przebieg ataku Połączonego Dowództwa Operacji Specjalnych USA, relacjonuje w tym materiale świetna dziennikarka, pani Barbara Starr, która jest nawet dwa lata starsza od D.O.

I tak D.O. myśli sobie: czy to telewizje nie tolerują fantastycznie sprawnych dziennikarzy w podeszłym wieku, czy to P.T. telewidzowie ich nie tolerują, a telewizyjni menedżerowie się tylko do telewidzów upodobań i idiosynkrazji dostosowują? Jak sądzisz, P.T. Czytelniku?
Prawdziwe nazwisko Abu Ibrahima al-Hashimi al-Qurashiego brzmiało Amir Mohammed Abdul Rahman al-Mawli al-Salbi. Urodził się 1 lub 5 października 1976 r. w Tal Afar w Iraku. Był oficerem w najwierniejszych oddziałach armii Saddama Husajna. Po jego obaleniu wstąpił do al-Kaidy, gdzie został komisarzem religijnym i prokuratorem generalnym ds. szariatu (prawa islamskiego; wszelkie podobieństwa do postaci propagującej szariat katolicki są zupełnie przypadkowe). W 2008 roku, będąc w więzieniu, został gorliwym informatorem armii amerykańskiej w Iraku. Urzędnik amerykański stwierdził, że al-Quraishi „zrobił wiele, aby uratować własną szyję, i miał długą historię wrogiego nastawienia do cudzoziemców w Państwie Islamskim”. Po wypuszczeniu z więzienia powrócił do al-Kaidy, z której wystąpił w 2014, aby przenieść się do P.I. W tym samym roku odegrał kluczową rolę w zdobyciu przez terrorystów z P.I. Mosulu, drugiego co do wielkości miasta irackiego. Był jednym z organizatorów ludobójstwa jazydów w Sindżarze. Został mianowany przez szurę (radę) drugim przywódcą Państwa Islamskiego 31 października 2019 r., niecały tydzień po śmierci poprzedniego przywódcy Abu Bakra al-Baghdadiego.

USA oferowały za informacje, które doprowadziłyby do al-Kurasziego 10 milionów dolarów. Jego arabski przydomek al-Qurashi, sugerował, że podobnie jak Bagdadi twierdził, że wywodzi się z plemienia Kurejszytów, a Kurejszyci byli grupą arabskich klanów, które historycznie zamieszkiwały i kontrolowały Mekkę i Ka’bę. Mahomet wywodził się z kurejszyckiego klanu Hashim, a po jego śmierci, przywództwo społeczności muzułmańskiej przypadało członkowi Kurejszytów – np. Rashidom, Umajjadom, Abbasydom, no i nie przypadkiem dynastia al.-Saudów nazywa się „haszymidzką” tj. wywodzącą się od pradziadka Mahometa Haszima ibn Abd al-Manafa.
Chociaż zdaniem znawców to tylko bajeczka, która miała nowemu, kompletnie nieznanemu przywódcy zjednać przychylność tradycjonalistów i podnieść jego prestiż wśród mieszkańców „kalifatu”.
2. À propos odpowiedzialności. Ilekroć zdarzało się D.O. przejeżdżać samochodem granicę niemiecko-polską, tylekroć się dziwił, że 100 metrów na Zachód mógł zgodnie z przepisami jechać w maksymalnym bezpieczeństwie 160 km/h, a 100 metrów dalej na wschód, utrzymując tę prędkość, byłby już przestępcą. D.O. ma prawo jazdy 54 lata, przejechał ponad dwa miliony kilometrów po czterech kontynentach w dziesiątkach różnych samochodów, nigdy nie spowodował żadnego poważnego wypadku, co najwyżej drobną obcierkę, a i te mógłby policzyć na palcach jednej ręki… Nie ma punktów karnych, nie dostaje mandatów… Czy to nie powinno sugerować „stróżom prawa”, że D.O. umie dostosować swoją prędkość do panujących na drodze warunków bez konieczności przypominania mi o tym groźbą drakońskich represji?

Takie refleksje naszły D.O. przy lekturze informacji o tym, jak polskie państwo ściga niejakiego „Froga”. Żeby było jasne: D.O. nie pochwala jego zachowania, żywi głęboka niechęć do ryczących silnikami durniów, uważa brawurową jazdę po publicznych szosach za wyraz nieodpowiedzialności, głupoty i pogardy dla społeczeństwa. Ale – o ile D.O. pamięta, pan Frog nikogo nie zabił, nie zranił, nie spowodował strat materialnych na szkodę społeczeństwa. A mimo to został skazany na 2,5 i 1.5 roku bezwzględnego więzienia?! I to nie jest jedyny wyrok za to samo wykroczenie? I rozpisano za nim międzynarodowy list gończy z czerwoną notą? Czy kogoś tu pogięło? Czyście zupełnie zatracili poczucie rzeczywistości?!
I jeszcze mogą odmówić jego ekstradycji, po pierwsze ze względu na nieproporcjonalnie wysokie wyroki, a po drugie, bo Polska nie jest krajem praworządnym gwarantującym sprawiedliwy proces.
3. Kiedy ktoś jeździ tak dużo po kraju, jak D.O., widzi zaczajonych w różnych zakamarkach policjantów, widzi ich pełne satysfakcji miny, kiedy kogoś przyłapią na przekroczeniu prędkości. Dla D.O. ta forma wymuszania przepisów nie jest źródłem satysfakcji. W kraju tak przeżartym bezprawiem, praktykowanym przez najwyższe władze państwowe, w kraju rozkradanym przez szajkę narodowo-kościelno-socjalistyczną, jedynym kodeksem, rygorystycznie egzekwowanym ma być kodeks drogowy? I to tylko w jednym, jedynym zakresie: nadmiernej prędkości? Zdecydujmy: albo wszyscy przestrzegamy prawa, albo nikt! Jak wolno prezydentowi, premierowi, posłom i ministrom kraść, naginać przepisy, łamać podstawowe prawa człowieka, podsłuchiwać, likwidować wolne media, odtwarzać ustrój bolszewicki i nazistowski zarazem, to niech wolno będzie również wszystkim łamać przepisy ruchu drogowego. Bo działalność szajki ze szczytów władzy jest bardziej szkodliwa społecznie niż przekroczenie dopuszczalnej prędkości. Zwłaszcza, kiedy te prędkości są bezsensownie zaniżone, zwłaszcza, że granice terenu zabudowanego są wyznaczane nie według jakichkolwiek racjonalnych kryteriów, ale przez widzimisię sołtysa. Kiedy widzisz, Czytelniku, szczere pole, a nie było znaku odwołującego ograniczenia, wynikające z terenu zabudowanego, możesz być prawie pewien, że gdzieś tam czai się radiowóz. I chociaż nie stworzysz najmniejszego nawet zagrożenia w ruchu drogowym, zapłacisz mandat i stracisz punkty karne. A gdzie jest starorzymska zasada, że „nie ma przestępstwa tam, gdzie nie ma szkody”?
Dlaczego to robią? Bo dbają o nasze zdrowie i życie? Oni? Ci sami, którzy są odpowiedzialni za sporą część spośród ponad 100 tysięcy Polaków zmarłych na covid? Ci, którzy nie robiąc nic, lub robiąc rzeczy głupio, ci sami, którzy likwidują szpitale, ambulatoria, przychodnie, którzy wolą dać miliardy na kurwizję zamiast na leczenie raka, którzy wypychają lekarzy i pielęgniarki za granicę, płacąc im głodowe stawki, nagle, na drogach, dbają o nasze życie i zdrowie?
Jednocześnie, każdy kierowca, nawet policjant po służbie, spotyka na drogach ludzi stwarzających autentyczne niebezpieczeństwo, ale ich nikt nie ściga. Ludzi pijanych, zanarkotyzowanych, ludzi gardzących cudzym życiem, którzy nie ponoszą za to żadnych konsekwencji? Przecież nawet policjanci po służbie słyszą, jak WSZYSTKIE mustangi, chargery, a nawet sprowadzone pick-upy z wielkimi silnikami, nie spełniają norm dotyczących hałasu. I nic? D.O. miał pod oknami prawdziwy tor wyścigowy dla samochodów i motocykli; budzili całą dzielnicę, kilkadziesiąt tysięcy ludzi i mimo 8 lat próśb, żaden radiowóz tam się nie zjawił?
D.O. podejrzewa, że chcieli na nas więcej zarobić. Na razie osiągnęli – jak to oni – rezultat przeciwny do zamierzonego: ludzie zaczęli jeździć wolniej i wpływy z drakońskich mandatów zmalały. Ku rozpaczy policjantów, czerpiących tak wiele satysfakcji z polowania na rodaków.
4. À propos zanarkotyzowanych. Ostatnio głośno było o zatrzymaniu znanego showmana za posiadanie półtora grama konopi indyjskich. Grozi mu do 3 lat więzienia. I znów powraca pytanie: skoro w wielu miejscach świata spożycie marihuany w celach rekreacyjnych jest najzupełniej zgodne z prawem, skoro naukowcy dekady temu udowodnili, że marihuana mniej uzależnia od zwykłego tytoniu, to dlaczego w innych miejscach za posiadanie półtora grama tej substancji grozi poważna kara? Możesz się nachlać zgodnie z prawem, palić wstrętnie śmierdzący i szkodliwy dla zdrowia twego i innych tytoń zgodnie z prawem, a palenie substancji w tak znikomym stopniu psychoaktywnej, a mającej istotne i sprawdzone walory lecznicze, nie jest zgodne z prawem? I znowu: D.O. nie używa. Raz, bodaj w 1973 r., w rzymskim Parco delle Arance nieżyjący już dziś Giorgio dał mu skręta do wypalenia. Zero efektów. Od tego czasu nigdy już nie spróbował i go wcale nie ciągnie. Ale, żeby aresztować za półtora grama marychy?!

5. W przeddzień wyjazdu do Pekinu na bankiecik w gronie największych morderców świata lokator Cwana Gapa zapowiedział złożenie projektu ustawy likwidującej Izbę Dyscyplinarną w Sądzie Najwyższym. „Moja decyzja nie oznacza, że nie będzie odpowiedzialności zawodowej sędziów. Zostanie stworzona na podstawie tej ustawy w Sądzie Najwyższym Izba Odpowiedzialności Zawodowej”. Ach, jakże sprytne rozwiązanie! Musieli nad nim myśleć co najmniej we dwóch, bo w pojedynkę by na tak genialny fortel nie wpadł!
A D.O. jest po prostu prorokiem, bo przewidział to, co do przecinka.

Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie Piotr Gąciarek skomentował to tak w TVN24: „To są pozorne zmiany; to, że zmienimy szyld »Izba Dyscyplinarna« na »Izba Odpowiedzialności Zawodowej« nic nie zmieni”.
„Ten projekt pokazuje, że prezydent w ogóle nie zrozumiał orzeczeń tak unijnego Trybunału Sprawiedliwości, jak Europejskiego Trybunału Praw Człowieka” – powiedział Onetowi prezes „Iustitii” sędzia Krystian Markiewicz.
6. W jednej z 94 toczących się obecnie spraw przeciwko Polsce (a dokładniej: nie przeciwko Polsce, tylko przeciwko pisowskiemu bezprawiu), Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że Polska (znowu: nie Polska, tylko PiS) naruszyła artykuł 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który gwarantuje prawo do rzetelnego procesu sądowego.

Ta akurat sprawa dotyczyła producenta jakiegoś proszku na stawanie kuśki, ale to ma drugorzędne znaczenie, ponieważ ETPCz ponownie orzekł, że Izba Cywilna Sądu Najwyższego, w której składzie znaleźli się sędziowie powołani przez nową Krajowa Radę Sądownictwa „nie jest niezawisłym i bezstronnym sądem”.
To trzeba było z tym aż do Strasburga? Wystarczyło zadzwonić do D.O. który na prawie się zupełnie nie zna, ale wie na pewno, że jakikolwiek organ, w którego skład wchodzą prawnicy, powołani przez pisowską KRS, nie jest niezawisłym i bezstronnym sądem.
I liczy, że pomysłodawcy takiego „zdeprawowania” KRS i tzw. izby dyscyplinarnej zgniją w więzieniu za pohańbienie polskiego wymiaru sprawiedliwości, podstawy państwa demokratycznego.
7. To może coś dla ducha. Porozmawiajmy chwilę o sprawach transcendentalnych. Kierownik Katedry Etyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, ksiądz profesor Alfred Wierzbicki, skrytykował był kilkakrotnie wspieranie pisu przez hierarchię kościelną, zwaną niepoprawnie „Kościołem”. Krytykował także rygorystyczne stanowisko hierarchii wobec mniejszości seksualnych i prawa do aborcji. Został za to postawiony przed komisją dyscyplinarną uniwersytetu, który jakiś czas temu przerzucił się na nauczanie teologii nienawiści. Jednakże komisja księdza profesora Wierzbickiego uniewinniła.

Jak pisze „Wyborcza.pl”: „Ks. prof. Wierzbickiemu zarzucono m.in., że jego wypowiedzi medialne szkodzą misji uczelni. KUL od początku nie podawał jednak, o które konkretnie sformułowania chodzi. Oficjalny komunikat mówił jedynie, iż przedmiotem postępowania są obraźliwe wypowiedzi w stosunku do innych wykładowców, lekceważenie obowiązków wykładowcy uczelni oraz podważanie fundamentów nauki Kościoła”.
No, to jeżeli uderzanie w teologię nienawiści jest ‘podważeniem fundamentów nauki Kościoła’, to D.O. ma nadzieję, że nikt przyzwoity w takim Kościele nie będzie się chciał znaleźć. Już teraz, chodzić do tego samego Kościoła, co szajka i fanatycy, finansowani przez Kreml, to obciach nie lada!
I dalej „Wyborcza”: „W czwartek komisja dyscyplinarna pod przewodnictwem ks. prof. Ambrożego Skorupy wydała wyrok. Duchowny został uniewinniony od części zarzutów. Postępowanie zostało natomiast umorzone w zakresie wypowiedzi dotyczących przekonań religijnych i światopoglądowych odnośnie do homoseksualizmu i aborcji. ‘Postępowanie umorzono w tym zakresie, które zostało zinterpretowane jako przekonania światopoglądowe i religijne, a więc zgodnie z nowelą ustawy o szkolnictwie wyższym, która wprowadziła tego rodzaju rozróżnienie’ – tłumaczył adwokat Tomasz Przeciechowski, obrońca ks. Wierzbickiego”.
8. D.O. podejrzewa, że nie podważali fundamentów nauki Kościoła były ksiądz i b. zakonnica, którzy po przejściu do stanu laickiego, zajęli się czymś przyjemniejszym, tj. torturowaniem dzieci. Adoptowali ich garstkę i „bili dzieci po głowie tłuczkiem do mięsa, zmuszali do klęczenia w kącie przez wiele godzin z podniesionymi rękami, głodzili, przywiązywali do krzesła, krępowali w nocy rajstopami, żeby nie mogły się ruszać, poniżali, grozili wywiezieniem i porzuceniem w lesie” (https://tvn24.pl/…/kalisz-wyrok-dla-bylego-ksiedza-i…). Okazało się, że w wyniku znęcania się dwoje dzieci ma trwałe blizny na ciele.

„Za opiekę nad dziećmi z orzeczeniem o niepełnosprawności otrzymywali znacznie wyższe uposażenie, po kilka tysięcy złotych na dziecko”.
A skoro dzieci była czwóreczka, no to pobożne małżeństwo jakoś, grosz do grosza, wiązali koniec z końcem
W pierwszej instancji państwo księżo-zakonnicowstwo zostali skazani na 5 lat więzienia, ale w drugiej instancji sąd obniżył im wyrok do trzech lat, ponieważ znęcali się nad dziećmi „bez szczególnego okrucieństwa”. Albowiem – orzekł sąd – bicie dzieci po głowie tłuczkiem do mięsa, zmuszanie do klęczenia w kącie przez wiele godzin z podniesionymi rękami, głodzenie, przywiązywanie do krzesła, krępowanie w nocy rajstopami, żeby nie mogły się ruszać, poniżanie, grożenie wywiezieniem i porzuceniem w lesie, jest okrucieństwem zwykłym, a nie szczególnym.
I za zwykłe okrucieństwo należą się tylko trzy lata, czyli tyle, ile za posiadanie 1.5 grama marihuany, czy za łamanie przepisów drogowych, bez wyrządzania żadnej szkody.
9. Przedłużając o sześć lat termin obowiązywania koncesji na wydobywanie węgla brunatnego w kopalni Turów bez przeprowadzania oceny oddziaływania na środowisko, Polska naruszyła prawo UE – wynika z opinii rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Priita Pikamäe (https://tvn24.pl/…/spor-o-turow-jest-opinia-rzecznika…). „Żaden sędzia z Luksemburga, żaden brukselski urzędnik nie może nam dyktować warunków” – powiedziała Pacynka Kłamliwa von Nawylocie w Wielkiej Dziurze w Ziemi, zwanej Turowem.

10. „Choć dogadaliśmy się z Czechami w kwestii Turowa, licznik unijnych kar bije. Musimy zapłacić” – pisze „Wyborcza.pl” (https://wyborcza.pl/7,75399,28070211,nawet-jesli-dogadamy…). Dziś ta kara dla Polski wynosi 68 mln euro i należności tej nie może anulować ugoda z Czechami.

11. „Polskie elektrownie” (cokolwiek to jest), nie dość, że zdzierają z was bezczelnie pieniądze, że dość, że trują was, wasze dzieci i wnuki, to jeszcze bezczelnie kłamią (https://warszawa.wyborcza.pl/…/7,54420,28067924…). „Opłata klimatyczna Unii Europejskiej” jest aktem najwyższej troski o ciebie, Czytelniku, o twoje dzieci i wnuki. I nie trafia do Brukseli, ale trafia w ręce szajki, której psim obowiązkiem jest zainwestowanie tych pieniędzy w czystą energię, która nie będzie szkodzić ci, Czytelniku, twoim dzieciom ani wnukom. Szajka, ponieważ jest szajką, sprzeniewierza te pieniądze i zamiast w czystą energię, inwestuje je w niszczenie Polski, igranie ze zdrowiem Polaków i – szczególnie obficie – w propagandę, która przestępstwa szajki ma wybielić i okłamać cię, Czytelniku, że ich przestępstwa są popełniane dla twojego dobra.

To nie „polityka klimatyczna UE”, czy śmierdzące i trujące elektrownie pisowskie, są winne wysokich cen energii, ale szajka i jej przestępcza działalność. Naprawdę jesteś taki głupi, żeby w te kłamstwa uwierzyć?
12. Niemieccy naukowcy będą hodować świnie do przeszczepów ludzkiego serca (https://www.theguardian.com/…/german-researchers-to…). Plan oparty jest na prostszej wersji zmodyfikowanego w USA zwierzęcia użytego w zeszłym miesiącu do pierwszej na świecie transplantacji świńskiego serca do człowieka
Eckhard Wolf, naukowiec z Ludwig-Maximilians University (LMU) w Monachium, powiedział, że jego zespół dążył do przygotowania nowego gatunku, zmodyfikowanego z rasy Auckland Island, które będą gotowe do prób przeszczepu przed 2025 rokiem.

Podczas pierwszej tego typu operacji zespół z University of Maryland Medicine w zeszłym miesiącu przeszczepił śmiertelnie choremu mężczyźnie serce świni, poddanej 10 modyfikacjom generycznym. Lekarze twierdzą, że pacjent reaguje dobrze, chociaż nadal istnieje ryzyko infekcji, odrzucenia narządu lub wysokiego ciśnienia krwi.
„Nasza koncepcja to zastosowanie prostszego modelu, a mianowicie pięciu modyfikacji genetycznych”, powiedział Wolf.
Wolf, który od 20 lat prowadzi badania nad przeszczepami ze zwierzęcia na człowieka – znanymi jako ksenoprzeszczepy – powiedział, że jego zespół będzie wykorzystywał wciąż nieefektywną technologię klonowania, aby wygenerować tylko „zwierzęta założycielskie”, z których miałyby powstać przyszłe genetycznie identyczne pokolenia.
Pierwsze takie pokolenie powinno urodzić się w tym roku, a ich serca zostaną przetestowane na pawianach, zanim za dwa lub trzy lata zespół będzie ubiegał się o zgodę na badania kliniczne na człowieku – powiedział Wolf.
Jacek Pałasiński
