05.02.2022
TAK, CZY NIE: RÓŻNICA
1. Byliście, P.T. Czytelnicy na dworze (na polu, jeśli jesteście z Krakowa)?
Wyglądaliście przez okno?
Widzieliście, jak jest pędzą ciemnoszare chmurzyska, czuliście, jak siąpi, jak wieje?
Powiedzcie: czy w taką pogodę można się zakochać?
2. Zaraz wrócimy do zakochania, teraz chwilę o kochaniu.

Statystyki dowodzą, że taka pogoda mu sprzyja. Zimno, szaro i śnieg z deszczem – to idealna pogoda na ampleksy. Są na to niezbite dowody: takie małe, czerwone, krzyczące. Najwięcej z nich rodzi się 26 września. No, a żeby urodzić się we wrześniu, to weź teraz, Czytelniku, i policz na palcach, kiedy wrześniowe dzieci były poczęte?
Rekordowa liczba dzieci zostaje poczęta 2 stycznia. A badacze brytyjscy wyliczyli, że najczęściej 2 stycznia o godzinie 22:36. A najmniej dzieci rodzi się w miesiącach zimowych, zwłaszcza w styczniu i lutym. Z czego wynika, że najmniejszą aktywność cielesno-miłosną przejawiamy w czerwcu i lipcu.
A zatem przełom grudnia i stycznia sprzyja związkom karnalnym. Dlaczego?
Diabli wiedzą, D.O. nie wie.
Może ty wiesz, Czytelni-czko/ku?
Naukowcy z prężnego (nomen omen) Uniwersytetu Pustyni Negev im. Ben Guriona twierdzą, że męskie nasienie ma najlepszą jakość zimą. D.O. nie wie, jak się mierzy jakość nasienia, podejrzewa, że może liczbą żywych plemników. W każdym razie wraz z nadejściem wiosennego ciepełka, liczba plemników maleje, ustalono na gorącej pustyni Negev.
Hm… No, może rzeczywiście tu chodzi o plemniki, a nie o naszą skłonność do oddawania się uciechom cielesnym?…
Co tobie, Czytelniku/czko, mówi twoje własne doświadczenie? Odnotowałeś/aś jakąś prawidłowość w tej kwestii? Są jakieś szczególne miesiące, kiedy chucie rosną?
D.O. gdzieś wyczytał, że kiedy wybrany plemnik trafia w jajeczko, rozbłyska światło. Nie na tyle silne, żeby wydostało się na zewnątrz i można było np. szukać dzięki niemu kluczy po ciemku, ale zawsze.
3. Ustaliliśmy zatem, że na potęgę uprawiamy miłosne role w taką właśnie pogodę, jak ta dzisiaj. Uprawiasz, Czytelni-czko/ku?

No, ale zakochanie, a kochanie to dwie różne rzeczy. Dlatego pytanie: czy w taką pogodę można się zakochać? – pozostaje otwarte. Jak to było, jak to jest u ciebie, Czytelniku/czko?
Zróbmy eksperyment. Zamknij, Czytelniku/czko oczy i wywołaj obraz twoich zakochań. Czyż nie kojarzą ci się z listowia zielenią, rozkwitem kwiecia, bzu lub czeremchy zapachem?
A może przeciwnie: zakochanie twoje poraziło cię w słocie, lub wręcz w śnieżnej zamieci?
D.O. bardzo ciekaw jest odpowiedzi.
4. A w ogóle, przypominasz sobie, Czytelniku/czko swoje pierwsze zakochania? Jeszcze te sprzed pokwitania, jeszcze czysto platoniczne, wyzute z cielesności?

Skup się: kim był obiekt twojego zadurzenia? Nauczyciel/ka? Tych odrzuć; w jakim twoim rówieśniku/czce się zakochałeś/aś? Za co go/ją pokochałeś/aś? O czym marzyłeś/aś? Patrzeniu w oczy? Trzymaniu za ręce? Przytuleniu? O wspólnocie duchowej, wzajemnym zdradzaniu tajemnic, charakterystycznych dla jego/jej płci? A może, mimo młodego wieku, miałeś/aś myśli, których nie wypada wyznać? O podporządkowaniu sobie obiektu uczuć, zniewoleniu, by stał/a się posłuszna twej woli i gotowa zaspokajać twoje ciekawości?
No i czy dzisiaj, z perspektywy lat i dekad, myśląc o obiekcie swoich pierwszych uczuć, gotowy/a byłbyś/abyś znów zadurzyć się w podobnym, fascynującym stworku?
5. A kiedy dojrzałaś/eś: w kim się zakochałaś/eś? Zakochałabyś/łbyś się w kimś takim ponownie? Czy raczej myślisz: „co za gówniarzerka”! Znów zamknij oczy i pomyśl: co cię w nim/jej pociągało? O czym marzyłaś/eś myśląc o obiekcie swej ówczesnej miłości?

6. Czy wspominasz czasem osoby, które odrzuciłaś/eś? Zdarza ci się przy tym walić głową w ścianę?
7. I te pierwsze, drżące randki: „co o mnie pomyśli”? „Jak wypaść najlepiej”? „Od kogo pożyczyć ubranie, buty, jak się uczesać, co zrobić z rękami, o czym mówić, żeby nie wyjść na idiotę/kę?

8. I pierwsze dotyki. Muśnięcie dłoni, które wywołuje drżenie ciała, fale gorąca, róż na policzkach i inne bardziej jeszcze agresywne reakcje organizmu? Pamiętasz je jeszcze? Pierwsze pogłaskanie po twarzy, po włosach… I bum-bum-bum – walące serce i piekące policzki? Pierwsze przytulenie w tańcu i niespodziewane, zawstydzające reakcje w ukrytych częściach ciała? Pierwszy pocałunek, niezdarny, sztuczny i wymuszony, żeby robić tak, jak koledzy i koleżanki mówiły, żeby się nie zbłaźnić, nie wyjść na początkującego, żeby sprawić wrażenie luzu, kiedy wszystko w człowieku jest spięte w paroksyzmie…
Gdzie to było? W lasku? Parku? W hallu kinowym? Na jakiejś zabawie, w korytarzu, kiedy nikt nie patrzył? A może właśnie chciałaś/eś, żeby wszyscy patrzyli, widzieli i wiedzieli?
Myślałaś/eś, że to już na zawsze, że nie będzie żadnej innej, żadnego innego? Czy to była tylko przygoda z czczej ciekawości?
9. A potem był ten pierwszy raz, którego się nie zapomina. Obce dłonie sięgające miejsc niedostępnych, eksplozje nieznanych uczuć, wyzucie z prywatności, zdumienie odmiennością, rozkosze i strach przed bólem?

Oboje tego chcieliście, czy dałaś się przekonać? A może – uwiodłaś i stało się to z twojej woli, choć on wierzył, że to on był sprawcą?
Jak poszło? W miłosnym uniesieniu, woli złączenia, we wzajemnym oddaniu, zapomnieniu o sobie i reszcie świata, czy sztywno, głupio i rozczarowująco: to miało być to? O czym tyle słyszałam/em, o czym tyle myślałam/em, czego pożądałam/em?
10. A kiedy był ten pierwszy raz, kiedy było naprawdę przyjemnie? Nie z nieco zwierzęcego doskoku, ale z rozmysłem, z przekonaniem, z chęcią, z wolą brania i dawania rozkoszy, bez napięcia, tylko z pożądaniem, celebrowanym powoli, długo, świadomie?
Masz dalej zamknięte oczy?

Widzisz tę scenę? Odtwarzasz tamte emocje?
Tęsknisz to tamtych chwil, kiedy twoim ciałem wstrząsało ledwie muśnięcie, a dziś nie daje się tego odtworzyć nawet za pomocą kuchennego miksera?
11. No i co: kiedy to było? Kiedy niebo było ołowiane, a kurzawy deszczu ze śniegiem oblepiały ci twarz i szyję?
Czy jednak do zakochania, do przeżywania miłosnych rozkoszy potrzebne jest ciepło, potrzebne są kolory i dźwięki odmienne od walenia kropel w blaszane parapety?

12. No i wreszcie: jesteś zakochana, jesteś zakochany? Pożądasz miłosnych rozkoszy, gotów jesteś dać rozkosz, choć to bardziej dziś złożone niż wtedy, kiedy zakochiwałaś/eś się po raz pierwszy?

Jak często zdarza ci się zastanawiać, co to jest prawdziwa miłość? I jak się ma do miłosnego odurzenia? Jak długo trzeba żyć wspólnie, jak wiele wybaczyć, by móc bez wahania odpowiedzieć: „tak, żadnych wątpliwości, to jest, to musi być miłość, bo jeśli to nie jest miłością, to co nią jest, choć nie ma już między nami fizycznej atrakcji, tak, jak kiedyś”?
13. Wmawiali ci, źli durnie, od maleńkości, że to coś złego, że to traumatyczne, że brzemienne skutki. Dziś, po latach, jak sądzisz: miłość warta jest takich skutków ubocznych?

Żyjmy, ma Lesbio, żyjmy i kochajmy,
A na zgryźliwych staruszków gderanie,
O moja Lesbio, nic a nic nie dbajmy.
Słońce dziś zajdzie, jutro znowu wstanie:
Nas, gdy przeminą krótkie dni istnienia,
Czeka noc wieczna, sen bez przebudzenia.
Więc daj całunków tysiąc, sto tysięcy,
I znowu tysiąc i tak coraz więcej,
Aż pocałunków ten hojny szafunek
Przejdzie pojęcie i zmyli rachunek.
Zazdrośnik, widząc bezlik całowania,
Urzec nie zdoła naszego kochania!
Katullus (Gaius Valerius Catullus), Żyjmy!
Przekład: JAN CZUBEK
… i ty niedawno byłaś w moim domu
i śpiewałaś, teraz ja czynię to samo.
Mów do mnie jeszcze, chodź bliżej,
ofiaruj mi swoją piękność.
Zbyt krótko byliśmy razem, wyznaję,
teraz już szybko odeślij te dziewczęta
i niech bogowie podarują nam tę noc.
Safona, Jego miłosna prośba
Przełożył Nikos Chadzinikolau
Minęła noc w bezsennym czuwaniu.
O wielkiej miłości śpiewałyśmy,
o twej ukochanej
i jej fiołkowych piersiach.
Lecz wstań z łóżka
i idź do swoich przyjaciół,
a my znów tej nocy
ledwo zmrużymy oka jak słowik.
Safona, Minęła noc w bezsennym czuwaniu
Przełożył Nikos Chadzinikolau
Spójnie serc wiernych nie znają przeszkody;
Nie jest już miłość miłością, jeżeli,
Widząc przemianę, chce z nią iść w zawody,
Jeśli z burzącym chęć burzenia dzieli:
Miłość jest wieżą, której nic nie szkodzi —
Nie wstrząśnie wichr nią żaden u wybrzeży;
Gwiazdą przewodnią dla zbłąkanej łodzi —
Sternik wysokość, nie jej wartość mierzy.
Nie błaznem Czasu jest miłość, choć po nią,
Po róże lic jej, sięga jego kosa.
Niech sobie chwile i tygodnie gonią,
To trwa, aż grób li zgotują niebiosa.
Jeśli to myłka, nie pisałbym przecie
I chyba nikt tu nie kochał na świecie.
William Szekspir, Sonet 116
tłum. Jan Kasprowicz
Zszedłem w dół, podając ci ramię, przynajmniej z miliona schodów
i teraz, kiedy cię nie ma jest pustka na każdym stopniu.
Nawet tak była krótka nasza długa podróż.
Moja trwa dotąd, ani już nie potrzebuję
zbiegów okoliczności, rezerwacji,
pułapek, szyderstwa tych, którzy wierzą,
że rzeczywistość jest tym, co widzisz.
Zszedłem miliony schodów, podając ci ramię,
nie dlatego, że czworgiem oczu może widać więcej.
Z tobą z nich zszedłem, bo wiedziałem, że spośród nas dwojga
jedynymi prawdziwymi źrenicami, choć jakże zachmurzonymi,
były twoje.
Eugenio Montale, Zszedłem z tobą z miliona schodów
Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne,
czy to poważne, czy to pożyteczne –
co świat ma z dwojga ludzi,
którzy nie widzą świata?
Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi,
pierwsi lepsi z miliona, ale przekonani,
że tak stać się musiało – w nagrodę za co?
za nic;
światło pada znikąd –
dlaczego właśnie na tych, a nie na innych?
Czy to obraża sprawiedliwość? Tak.
Czy to narusza troskliwie piętrzone zasady,
strącą ze szczytu morał? Narusza i strąca.
Spójrzcie na tych szczęśliwych:
gdyby się chociaż maskowali trochę,
udawali zgnębienie krzepiąc tym przyjaciół!
Słuchajcie, jak się śmieją – obraźliwie.
Jakim językiem mówią – zrozumiałym na pozór.
A te ich ceremonie, ceregiele,
wymyślne obowiązki względem siebie –
wygląda to na zmowę za plecami ludzkości!
Trudno nawet przewidzieć, do czego by doszło,
gdyby ich przykład dał się naśladować.
Na co liczyć by mogły religie, poezje,
o czym by pamiętano, czego zaniechano.
Miłość szczęśliwa. Czy to jest konieczne?
Takt i rozsądek każą milczeć o niej
jako skandalu z wysokich sfer Życia.
Wspaniale dziatki rodzą się bez jej pomocy.
Przenigdy nie zdolałaby zaludnić ziemi,
zdarza się przecież rzadko.
Niech ludzie nie znający miłości szczęśliwej
twierdzą, że nigdy nie ma miłości szczęśliwej.
Z tą wiarą lżej im będzie i żyć, i umierać.
Wisława Szymborska, Miłość szczęśliwa
Jacek Pałasiński
