22.02.2022
1. Wczoraj, gdy kolumny rosyjskich czołgów wjeżdżały na teren okupowanej wschodniej Ukrainy, świat obchodził Międzynarodowy Dzień Języków Ojczystych.

Taki ktoś, jak D.O. ma w związku z tym Dniem potrójne wzloty sentymentalne.
- pierwszy wzlot – to miłość do polszczyzny
- drugi wzlot – to zdumienie, jak taki potraktowany substancją pikantną system komunikacyjny w ogóle mógł się wykształcić, a potem zostać przez jakąś większą wspólnotę ludzką zaakceptowany
- trzeci wzlot – to żywa złość na tych durniów, którzy, choć urodzili się i do szkół chadzali w Polsce, nie są w stanie nauczyć się poprawnie go używać. Przy czym zasada jest taka, zapewne P.T. Czytelnicy ją wyodrębnili: im kto większym patriotą polskim się ogłasza, tym w gorszej to robi polszczyźnie.
Do w/w wzlotów D.O. dołącza istotne asteryski:
- D.O. ma dwa języki ojczyste. A kto ma dwa języki – ma dwie dusze.
- D.O. posługuje się jeszcze kilkoma innymi, oprócz ojczystych, więc ma pewne porównanie.
2. Do w/w wzlotów i asterysków, D.O. dołącza jeszcze czułość wobec małych języków ojczystych, które bohatersko trwają jak wysepki na wzburzonym oceanie języków większych. Niektóre są pod kloszem państw, inne zmuszone są wegetować w podziemiu, wśród państwowej i społecznej wrogości.
W jednej D.O. ojczyźnie, gdzie został zaadoptowany, państwo podpiera języki i dialekty regionalne i lokalne, by godnie stawiały czoło wichrowi sztucznego języka narodowego.
W drugiej D.O. ojczyźnie, gdzie się urodził, od co najmniej 77 lat na języki odmienne od „oficjalnego” patrzy się z niechęcią, jeśli nie z wrogością, a bywało, że były one prześladowane. Naród, który tak miał za złe germanizację i rusyfikację, postępował dokładnie tak, jak brutalni zaborcy. A ostatnio Przemysław Nowosilcow nakazał zmniejszyć nauczanie języka ojczystego w szkołach mniejszości niemieckiej.
Jak jest po niemiecku „Wóz Drzymały”?
3. Za najstarsze w języku polskim uchodzą dwa zdania:
Pierwsze to „Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai”. To zdanie zostało zapisane w 1270 na karcie 24 tzw. Księgi Henrykowskiej.
Drugie to „Byegaycze, byegaycze! (…) Gorze szą nam stalo!”.To zdanie zostało zapisane między 1455–1480 w „Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego”, Jana Długosza.
To taki test, drogi Czytelniku: znasz język polski?
4. Pierwszy zapis „Bogurodzicy” pochodzi z 1407 r., ale badacze nie wykluczają, że mogła powstać nawet ponad 100 lat wcześniej. Kolejny test: dasz radę przeczytać i zrozumieć język polski, Czytelniku?

Bogurodzica dziewica, Bogiem sławiena Maryja,
U twego syna Gospodzina matko zwolena, Maryja!
Zyszczy nam, spuści nam.
Kyrieleison.
Twego dziela Krzciciela, bożycze,
Usłysz głosy, napełni myśli człowiecze.
Słysz modlitwe, jąż nosimy,
Oddać raczy, jegoż prosimy:
A na świecie zbożny pobyt,
Po żywocie rajski przebyt.
Kyrieleison.
Nas dla wstał z martwych syn boży.
Wierzyż w to, człowiecze zbożny,
Iż przez trud Bog swoj lud
Odjął diablej strożej.
Przydał nam zdrowia wiecznego,
Starostę skował pkielnego,
Śmierć podjął, wspomionął
Człowieka pirwego.
Jenże trudy cirpiał zawiernie,
Jeszcze był nie prześpiał zaśmiernie,
Aliż sam Bog zmartwychwstał.
Adamie, ty boży kmieciu,
Ty siedzisz u Boga [w] wiecu.
Domieściż twe dzieci,
Gdzież krolują anjeli.
Tegoż nas domieściż, Jezu Kryste miły,
Bychom z tobą byli,
Gdzie sie nam radują szwe niebieskie siły.
Była radość, była miłość, było widzenie tworca
Anjelskie bez końca,
Tuć sie nam zwidziało diable potępienie.
Ni śrebrem, ni złotem nas diabłu odkupił,
Swą mocą zastąpił.
Ciebie dla, człowiecze, dał Bog przekłoć sobie
Ręce, nodze obie,
Kry święta szła z boka na zbawienie tobie.
Wierzyż w to, człowiecze, iż Jezu Kryst prawy
Cirpiał za nas rany,
Swą świętą krew przelał za nas krześcijany.
O duszy o grzeszne sam Bog pieczą ima,
Diabłu ją otyma,
Gdzie to sam króluje, k sob[ie] ją przyma.
Maryja dziewice, prośmy synka twego,
Krola niebieskiego,
Haza nas huchowa ote wszego złego.
5. Wygląda na to, że tradycja niegarnięcia się do nauki jest w Polszcze tak długa, jak Polska sama. Albowiem pierwszy słownik języka polskiego napisał Samuel Bogumił Linde, wydany… w 1810 roku. To jakim językiem mówiono przez – ponoć – osiem wieków istnienia Polski, cokolwiek by pod tą nazwą rozumieli tutejsi i obcy. A Samuel Bogusław Linde był … Szwedem! Urodził się w Toruniu jako syn imigranta ze Szwecji, majstra ślusarskiego i rajcy Jana Jacobsena Lindego i Anny Barbary z domu Langenhann.
Nie dość tego: pierwszą Gramatykę Języka Polskiego (Polonicae grammatices institutio) opracował Piotra Stoiński, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Pierre Statorius i był …Francuzem, urodzonym w Thionville. „Grammatices” wydana została w roku 1568. Drugim podręcznikiem polskiego było „Compendium linguae polonicae” Niemca Nicolausa Volckmara (1594), a w 1616 ukazał się podręcznik pt. Schluessel zur Polnischen vnd Teutschen Sprach / Klucz do Polſkiego y Niemieckiego Jezyká. To jeſt: Gruntowna náuká / Jáko śie nie tylko Niemiec Polſkiego: Ale jáko śie y Polak Niemieckiego jezyká / łátwiey y rychley czytáć / rozumieć / mowić y piſáć náuczyć może Niemca Jeremiasa Rotera.
6. Skąd się wziął język polski? W V i IV tysiącleciu p.n.e., między Europą Środkową a Azją Centralną żyły plemiona mówiące językiem praindoeuropejskim.
W czwartym tysiącleciu p.n.e. wskutek wędrówek plemion język praindoeuropejski uległ zróżnicowaniu.
Powstały dialekty, z których rozwinęły się osobne języki, m.in. pragrecki, praitalski, pragermański czy prabałtosłowiański, który później rozpadł się na prabałtycki i prasłowiański.
Prasłowianie rozpoczęli wędrówki na wschód i południe i tak wyodrębniły się języki zachodniosłowiańskie, wschodniosłowiańskie i południowosłowiańskie.
- Zachodniosłowiańskie to: polski, czeski, słowacki, łużycki, kaszubski oraz wymarłe: połabski, pomorski, słowiński;
- wschodniosłowiańskie to: ukraiński, białoruski i rosyjski;
- południowosłowiańskie to: serbski, chorwacki, słoweński, bułgarski, macedoński.
Zanim jeszcze powstały języki zachodniosłowiańskie, już były trzy dialekty – czesko-słowacki, łużycki i lechicki. Dialektem lechickim posługiwało się wiele plemion zamieszkujących tereny Wielkopolski, Śląska, Małopolski i Mazowsza:
- Bobrzanie,
- Dziadoszanie,
- Lędzianie,
- Opolanie,
- Polanie,
- Ślężanie,
- Wiślanie.
Plemiona te zjednoczyli Piastowie. Kluczową rolę w rozwoju polszczyzny odegrało zatem kształtowanie się polskiej państwowości.
(Za: https://polszczyzna.pl/skad-wzial-sie-jezyk-polski/)
7. Ile słów jest w języku polskim?
Standardowy język polski liczy – według różnych szacunków – od 6 tysięcy do 10 tysięcy wyrazów.
„Wielki słownik ortograficzny PWN” pod red. E. Polańskiego ma 150 tysięcy haseł, ale są tam te same słowa, wielokrotnie odmieniane.
Włoski ma kilka klasycznych słowników. Słowniki Devoto Oli i Zingarelli liczą od 110 do 145 tysięcy słów, Słownik De Mauro 260 tysięcy, ale jest wiele terminów technicznych i specjalistycznych, Słownik Battaglia ma 210 tysięcy, ale wyklucza słownictwo naukowe, natomiast najpopularniejszy, Zingarelli, ma 380 tysięcy haseł.
Najwięcej słów ma język szwedzki – 600.000 słów. Potem idą: islandzki i japoński (500.000 słów), litewski, angielski (470.000 słów).
8. Najdłuższe słowo w języku polskim to: Konstantynopolitańczykowianeczka. Oznacza ono „malutką dziewczynkę, mieszkankę Konstantynopola”. To pikuś w porównaniu z najdłuższym słowem świata. Jest nim chemiczna nazwa tytyny, czyli włóknistego białka mięśni poprzecznie prążkowanych u kręgowców. To określenie liczy 189.919 liter i czyta się je średnio 3 godziny i 33 minuty!
Najkrótsze polskie słowo to „i”. Razem z „o”, „u”, „w”, „a” i „z”. Najbardziej „niegramatyczne” to „gżegżółka”. Culture.pl cytuje za księgą Guinnessa najdłuższą nazwę geograficzną. Wzgórze w Nowej Zelandii w języku maoryskim ma 85 liter i oznacza „szczyt wzgórza, gdzie Tamatea, mężczyzna o wielkich kolanach, zdobywca gór, pożeracz ziemi i podróżnik grał na flecie dla swojej ukochanej”. „Drzewomarmeladeskrzynka” Gałczyńskiego, wyśmiewającego się z niemczyzny (D.O. poświęcił kiedyś ładnych parę minut na „Sonnerstadtrundfahrkarten”) to kolejny pikuś.
9. Podobno najtrudniejsze do wymówienia dla cudzoziemców to panabrzechwowe „W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie”. D.O. dorzuci od siebie: „Chociaż żuczek rzecz maluczka mnie urzeka życie żuczka. Czy w Przysusze czy też w Pszczynie życie żuczka rześko płynie”.
Najbardziej polskie słowo to „żółć”. Zgadnij, Czytelniku dlaczego?
10. Są też języki, które nie używają wyrazów, jak język kanaryjskich przemytników, który jest gwizdany. W 2009 roku został wpisany na listę UNESCO jako dziedzictwo niematerialne ludzkości.
Język O!Kung!, nazywany językiem sekelele, jest używany w Angoli i Namibii i posługuje się mlaskami, co skłania D.O. do przekonania, że pewien Świrek Żoliborski by czuł się tam jak u siebie na Żoliborzu.
Nb. D.O. przyjaźnił się z pewnym lordem, którzy po ukończeniu fakultetu języków południowoafrykańskich był zdolny wydawać takie mlaski z dużą wprawą, podobnie, jak dźwięki gardłowe przemieszane, z klaskaniem językiem. Niestety, ów lord stoczył się i został fotografem. Co prawda dla najlepszych magazynów brytyjskich i światowych, ale rodzina nie mogła być zeń zadowolona.
Acha, botswańskie filmy “The Gods Must be Crazy” i „The Gods Must be Crazy II” to dwa najbardziej urocze i śmieszne filmy, jakie D.O. kiedykolwiek widział.
11. No to może D.O. przypomni sobie jeszcze parę mądrości z czasu studiów:
Język to system budowania wypowiedzi, używany w procesie komunikacji.
Żeby doszło do komunikacji musi nastąpić wszystko to, co lingwista Roman Jacobson zawarł w swoim słynnym schemacie.

Musi zatem istnieć przede wszystkim nadawca i odbiorca. Musi być też komunikat, który nadawca nadaje a odbiorca odbiera. Żeby komunikat dotarł od nadawcy do odbiorcy musi istnieć między nimi kontakt, bezpośredni lub za pośrednictwem technologii. No i musi istnieć kod, zrozumiały zarówno dla nadawcy i odbiorcy. Na cały proces komunikacji, jak i na komunikat ma zawsze istotny wpływ kontekst, a nawet konteksty, jeden dla nadawcy, drugi dla odbiorcy, trzeci dla komunikatu.
Język jest typowym kodem akustycznym. Są jeszcze inne, ale dość mądrzenia się na dziś.
12. D.O. jeszcze pamięta, że jego dzieciństwo wypełnione było ludźmi mówiącymi z cudownym, wschodnim zaśpiewem i był nauczony, który jest „lwowski”, a który „wileński”. Ale bardzo mu się nie podobało, kiedy mówiło się o mówiących tak pięknie ludziach z pogardą: „Polak zza Buga”. I jakoś tak się porobiło, że w państwie, w którym 1/3 ludności to imigranci, rozpanoszył się wstrętny rasizm i ksenofobia…
A tej różnorodności – narodowościowej i językowej – Rzeczypospolitej, bardzo D.O. brakuje.
13. Ale jeszcze trochę tej różnorodności zostaje. D.O. nieba by im przychylił.

Ludność Polski (liczącej w 1931 r. 31,9 miliona mieszkańców) była polskojęzyczna (wg deklaracji języka ojczystego) w 68,9 %.
Inne języki używane przez jej obywateli to:
Nb. ukraińskojęzyczni obywatele II RP stanowili blisko 14% (4,4 mln) jej mieszkańców.
Motto
„W antryju na byfyju stoi szolka tyju”*,
„W antrejce na ryczce stały pyry w tytce, przyszła niuda, spucła pyry, a w wymborku myła giry”**,
Ziemniaki, pyry, bulwy, grule, barabole, kartofle.
Na Kaszubach: apfelzyna (pomarańcza), cedelk (kartka), chùtkò (szybko), darżëszcze (droga), grónk (dzban), szãtopiérz (nietoperz);
Na Podlasju: cieper (teraz), czyżyk (chłopczyk), klekotun (bocian), mączka (cukier), poklikać (zawołać), ślozy (łzy), zieziulka (kukułka);
Na Śląsku: bajtel (dziecko), binder (krawat), kusik (całus), szmaterlok (motyl), śtrasbanka (tramwaj);
W Wielkopolsce: bejmy (pieniądze), chabas (mięso), glazejki (rękawiczki), gzik (twarożek), kejter (pies), szneka z glancem (drożdżówka z lukrem);
W Małopolsce: andrut (wafel), bańka (bombka na choinkę), chochla (łyżka wazowa), cwibak (keks), miednica (duża miska), sagan (czajnik), sznycel (kotlet mielony), warzyć (gotować).
(Za: Culture.pl Autor: Janusz R. Kowalczyk)
14. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej,
Art. 27.
W Rzeczypospolitej Polskiej językiem urzędowym jest język polski. Przepis ten nie narusza praw mniejszości narodowych wynikających z ratyfikowanych umów międzynarodowych.
Art. 35.
1. Rzeczpospolita Polska zapewnia obywatelom polskim należącym do mniejszości narodowych i etnicznych wolność zachowania i rozwoju własnego języka, zachowania obyczajów i tradycji oraz rozwoju własnej kultury.
2. Mniejszości narodowe i etniczne mają prawo do tworzenia własnych instytucji edukacyjnych, kulturalnych i instytucji służących ochronie tożsamości religijnej oraz do uczestnictwa w rozstrzyganiu spraw dotyczących ich tożsamości kulturowej.
15. Jakie mamy gwary w Polsce?
Gwarę podhalańską, śląską, poznańską, warszawską, krakowską i podlaską.
Status języka regionalnego ma w Polsce jedynie kaszubski. Ślązacy od dawna domagają się uznania ich mowy za język regionalny, ale przecież, to ukryta opcja niemiecka, więc nici z tego. I, co zabawniejsze, na Śląsku też głosują na Świrka! D.O. nie wie, na kogo głosują w Wilamowicach, ale to mikrojęzyk pochodzenia germańskiego, którym mówi się w tym mieście od pokoleń i też panowie z Warszawy nie chcą go uznać za język mniejszości.
Dziś za „mniejszości narodowe” uznaje się społeczności:
białoruską; czeską; litewską; niemiecką; ormiańską; rosyjską; słowacką; ukraińską; żydowską.
Za mniejszości etniczne uznaje się społeczności:
karaimską; łemkowską; romską; tatarską

http://pl.languagesindanger.eu/…/jezykowa-mozaika-ziem…/
16. Przeciętny Polak czynnie zna (czyli używa w wypowiedziach) nie więcej niż kilkanaście tysięcy słów, natomiast biernie (rozumie, ale nie używa) – ok. 30 tysięcy słów. Wyjątkami są osoby, które mogą biernie znać nawet 100 tysięcy słów. Jednak badania filologów z Uniwersytetu w Białymstoku wykazują, że wystarczy znajomość 1200 najczęściej używanych słów w języku polskim, by móc zacząć się nim posługiwać
17. Mikołaj Rej: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”.
18. Norwid Cyprian Kamil, Język ojczysty:
„Gromem bądźmy pierw niźli grzmotem,
Oto tętnią i rżą konie stepowe;
Górą czyny!…
– a słowa? a myśli? …
– potem!…
Wróg pokalał już i Ojców mowę –
Energumen tak krzyczał do Lirnika
I uderzał w tarcz, aż się wygięła.
Lirnik na to: . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . „Nie miecz, nie tarcz – bronią Języka
Lecz – arcydzieła!
19. Julian Tuwim, Zieleń:
O zieleni można nieskończenie.
Powielając dźwiękiem jej znaczenie,
Można kunsztem udatnych powieleń
Tworzyć światu coraz nowszą zieleń.
Nie dość słowo z widzenia znać. Trzeba
Wiedzieć, jaka wydała je gleba,
Jak zalęgło się, jak rosło, pęczniało,
Nie – jak dźwięczy, ale jak dźwięczało,
Nie – jak brzmi, ale jakim nabrzmieniem
Dojrzewało, zanim się imieniem,
Czyli nazwą, wyrazem, rozpękło.
W dziejach wzrostu słowa – jego piękno.
Więc nie lepo‑ż by nam zieleń ziemi
Opowiedzieć słowiesy staremi!
A poczniemy tę powieść – od spodu,
Od pierwizny, od lęgu, od rodu,
Od rdzennego zrodzenia, od jądra,
Tam gdzie wnętrze, gdzie nutro, gdzie jątra,
Od głębiny, gdzie szeptał w zawięzi
Pierwszy dźwięczek zielonej gałęzi.
Nie wydziwiaj i nie bierz mi za złe,
Że w podsłowia tego świata wlazłem,
Że się ziaren i źródeł dowiercam,
Że pobożny jestem Słowowierca,
Że po mojej ojczyźnie‑polszczyźnie
Z różdżką chodzę, wiedzący, gdzie bryźnie
Strumień prawdy żywiący i żyzny
Z mojej pięknej ojczyzny‑polszczyzny.
Jedni wiosną słuchają słowików,
Innym – panny majowa przynęta,
Dla mnie – dźwięczą słowicze dziewczęta
W młodych pąkach liściastych słowników:
Wieczna młodość w kwitnącej starzyźnie,
Z wiosny w wiosnę i młodsza, i świeższa!
Oto dom mój: cztery ściany wiersza
W mojej pięknej ojczyźnie‑polszczyźnie.
Zjedźmy tedy w dzieciństwo tej mowy,
Jako górnik zjeżdża w szyb węglowy
I latarką rozświetla cmentarze
Leśnych dziejów i drzewnych wydarzeń.
Oto leży hercyńskie cesarstwo,
A niepołomickie na nim warstwą,
Na niepołomickim – białowieska,
Starodrzewna monarchia litewska;
Oto moje inowłodzkie lasy,
Gdy w nich jeszcze Centaur miał popasy,
A nad nimi mateczna, pogańska
Atlantyda jodłowo‑słowiańska;
Oto miazga rozgromionej kniei:
Herculanum dębowe, Pompei,
Nieprzebyte uroczyska ciemne,
Tajne jary i puszcze podziemne,
Jarogniewem niebiosów spalone,
Siekierami błyskawic zwalone,
W tysiącwiecznym ubite moździerzu
W węgiel, który jest z ogniem w przymierzu,
W skamieniały grobowiec przepastny,
Tchnący chłodem zamogilnej astmy,
W diamentowy lodowiec – w milczenie.
Zjedźmy w głąb i obudźmy kamienie,
Wyczarujemy zielenie. Bo górnik,
Spraw umarłych wskrzesiciel, powtórnik,
Mogił świadom i głosów przedwiecza,
Wie, że leśna rzecz jest jak człowiecza,
Że w jednakich głębokościach giną,
Ponikami płyną, aż wypłyną
I wyjawią prawdę człowiekowi
Źródłosłowin blaskiem i śródsłowin;
I zaszumi rozruszony węgiel
Lasem, polem, miodoborem, łęgiem,
I wyszumi z siebie słońca snopy,
Mchy piętrowe, brodate potopy,
I płaz wszelki posłuch rozkazu,
I wyślizną się jaszczury z głazu,
Wiatr się wyrwie i ptaki wyskrzydli,
Jeż z jałowcem się równie naigli,
Aż zwierz grubszy wyruszy: korzenie,
Pnie, konary opuszczą więzienie
I otrząsną się po długim znoju,
Zielem strzelą – i do słowopoju.
Wtedy źródło wzejdzie od korzeni
W trzon pijących gałęzie‑jeleni,
I samica przebudzona, Mowa,
Po swych pierwszych płodownikach wdowa,
Na zielone wyjdzie rykowisko!
I zakapie ze słowiska wyskok,
I pociągnie od końców korzeni
Krew‑zielica, miód żywiczny ziemi,
I – brzask w lesie, zaiskrzy się wszystko:
Grekowisko, żmudzisko, sanskrzysko,
Po ziemi pójdą echa bliźnie
W mojej pięknej ojczyźnie‑polszczyźnie.
Zaziołali na głos bracia braci,
Wszystko krewni i powinowaci,
I zaczęli się wabić, tokować,
Imionami‑echami mianować,
Choć z oddali, to po dziadach z bliska,
Zieleniacy bujnego słowiska,
Z prajednego szczepu, z pra‑praiska.
Do nurtowań, gruntowań się wzięli,
Kto się pierwszy w cel zielisty wzieli,
Kto z zielinek i pozielców wiela
Wydrze ślad najdrzewiejszego ZIELA,
Kto z ziołoci stawów i strumieni
Zielorostek pierwszy wyzieleni,
Kto z zielistków, ziółek i przyziółków
ZIELA zerwie w podsłownym zaułku
I w zieliszczu, w szumnej zielbie świata,
Antenata znajdzie, Zielonata.
Przyłączyły się do nich jaszczurki,
Że tej samej są zieleszczyzny córki,
Że też zielskie – i że przecież one,
Jak te inne zielki, są zielone!
Lecz zielacy trawowici, iści,
Zaszumieli – i większością liści
Więc uchwalił, że im praw nie przyzna,
”Precz” szeleszcząc i „Ziel i zielszczyzna!”
Zapłakały jaszczurki skulone,
Powtarzając: przecież my zielone…
Zapłakały jak płaczki na tryźnie,
W swojej pięknej ojczyźnie‑zielszczyźnie.
Przeszukali milion zieloności,
Nie znaleźli ziela Zieloności,
Bo on, kłączek zieleniście mokry,
Trwał nie w trawie i nie mchem się pokrył,
I nie w liściach, nie w lesie, nie w grządce,
Lecz w zielątce – w zielonawej łątce,
Co w tym wierszu od początku fruwa,
Śród słów krąży, łączy je, rozsnuwa,
Siada na nich, na wylot przeziela,
Dźwięki spaja, przeszczepia, rozdziela
I odleci – i znowu przyfruwa.
Tak nad pracą ziołowieda czuwa
Nakrapiana słońcem łątka trawna…
Nie od dzisiaj. Z pradawien pradawna:
Gdy się jeszcze zioło nie zieliło
Ani zieła na ziemli nie było,
Ani zołte ze żełtem przemiennie
Wspólnym gełtas nie pluskało w Niemnie
(A i dziś – wyjdź za Wilno, na pole,
Na tym polu nie trawa, lecz żole,
Nie zieleni się: żelti murawa,
A żolynas: złotawa otawa),
Jeszcze w Renie nie bulgnęło gulthem
I nie było ni złotem, ni żółtem,
Ani w skarbcach łotewskich zeltsem
(Znaczy: złotem – a słychać go zielcem!),
Jeszcze krętej wikliny zawijas
Nie rozprężył się Prusom w żalias,
Jeszcze Żmudzin, zanim słowo znalazł,
Rdzy wiewiórczej nie nazywał żalas,
Jeszcze zołki‑bylice, przed złakiem,
Słowiańszczyźnie żółciły się złatem,
Jeszcze ZEL kroplą „i” się nie zrosił,
Jeszcze żółcień o złocistość prosił,
Jeszcze żołna (zielony dzięciołek
Chloropicus, pożółtek, od‑ziołek)
Żlutą żluną nad Wełtawą była,
Jeszcze Chloe się nie zieleniła
Ani trawy zielonawy porost
Nie podszepnął Greczynowi: chloros –
A już łątki‑polotki złocone
Ze słowami grywały w zielone,
I przez myśli domyślne, przedśpiewne,
Już ziołoród przeświecał niepewnie.
Tak to było i tak się ziściło,
Taką pieśnią się dozieleniło.
I zielono, zielono w ojczyźnie,
mojej pięknej ojczyźnie‑polszczyźnie!
*(„W przedpokoju na kredensie stoi szklanka herbaty”).
**(„W przedpokoju na stołku stały ziemniaki w papierowej torebce, przyszła świnia, zjadła ziemniaki, a w wiadrze myła nogi”).
Jacek Pałasiński
