26.02.2022
Trzeci dzień wojny. Ukraina stawia opór. Nadzieja.
Motto
„Pośród wielu przyjaciół psy zająca zjadły”.

1. „Nie potrzebujemy słów pociechy ani klepania po plecach, potrzebujemy amunicji”. Trochę poszło. Oby wykorzystali jej jak najwięcej.
2. D.O. ma zbyt małą wiedzę historyczną, by powiedzieć, czy 1 września 1939 roku jacyś Niemcy protestowali na ulicach swoich miast przeciwko inwazji na Polskę.
Ale wie jedno: tysiące Rosjan, którzy 24 lutego 2022 r. protestowali na ulicach Sankt Petersburga, Moskwy i innych miast zasługują na najwyższy szacunek i podziw. D.O. im je bez wahania.

Dekabrystów, „przyjaciół Moskali” do dziś mamy we wdzięcznej pamięci.
Miejmy i tych, bo te protesty wymagały bohaterstwa.
3. Coś się zmieniło w narracji szajki. Na lepsze. Na przejściach granicznych z Ukrainą otwarto ośrodki przyjęć, gotowe są miejsca, w których uchodźcom zza Buga będzie udzielana wszelka pomoc, są miejsca noclegowe, są miejsca w szkołach dla dzieci… Przedstawiciele samorządów mówią o „setkach tysięcy takich miejsc… Nagle uchodźcy stali się nie roznoszącymi choroby, zboczonymi yebakami krów, ale „naszymi braćmi Ukraińcami”.

Dobrze. Nie można było tak od razu?
D.O. nie jest naiwny i nie wierzy w nawrócenie moralne ludzi wszelkiej moralności pozbawionych, ale wita te słowa i – zwłaszcza – te inicjatywy z zadowoleniem i wdzięcznością.
4. Padają też słowa o „solidarności Zachodu”. Ale na ulicach wiosek i miast polskich nadal wiszą wielkie, drogie billboardy, kłamliwie atakujące Unię Europejską za podwyżki cen prądu.

D.O. czeka na kolejne, które równie kłamliwie zaatakują także NATO.
Szajko, ty wiarygodności nie odzyskasz już nigdy, ale jeśli chcesz pochwał, każ pozrywać to g.no, które stawia cię w jednym rzędzie z Putinem.
5. Rozwiązał się worek z dobrymi słowami i dobrymi uczynkami, skierowanymi do Ukraińców. Dobrze.
Wśród wszystkich tych zbożnych dzieł D.O. chciałby z emfazą podkreślić wartość pracy wszystkich tych, którzy wyłapują w necie dezinformację. Jak nieoceniona Anna Mierzyńska z Oko.press (https://oko.press/polskie-antyukrainskie-upiory…/).
Nie takie, jak pisowski prezes Orlenu, jeden z hojnych fundatorów wspomnianej billboardowej kampanii antyunijnej, który najpierw odnalazł „zorganizowane grupy dezinformacyjne” w liczbie 9 czy 10, a potem wprowadził limity tankowania na podległych sobie stacjach. No, fakt: lider Agrounii jest „zorganizowaną grupą dezinformacyjną”, bo to on i jego głupota lub działalność agenturalna spowodowała kolejki na stacjach benzynowych.
Acha: tylko jelenie tankują na Orlenie!
6. Szanowni Czytelnicy!
Najbardziej patriotyczną rzeczą, jaką może zrobić już dziś każdy Europejczyk, w tym każdy Polak, jest stanięcie na głowie, by jak najszybciej móc pozyskiwać energię ze źródeł odnawialnych. Nie wiadomo, czy bomba atomowa pogrąży Rosję. Koniec zapotrzebowania na rosyjskie paliwa pogrąży ją bez wątpienia.
A teraz, Czytelniku, odpowiedz sobie na pytanie: rząd którego to kraju zakazał budowy farm wiatrowych? Który to rząd właśnie wycofał się z dotacji na panele fotowoltaiczne i odmówił kupowania (po i tak zaniżonej cenie!) nadwyżek energetycznych, przez nie wyprodukowanych?
Rząd którego to kraju sprowadza tysiące ton węgla z Rosji, głównie z okupowanego Donbasu, zasilając kasy Kremla?
Rząd którego kraju sprawił, że rozliczenia z Gazpromem odbywają się obecnie po bieżących cenach rynkowych, a nie wynegocjowanych średnich długoterminowych, sprawiając, że sprowadzany z Rosji gaz jest o wiele droższy? I który rząd zrzucił za te podwyżki odpowiedzialność na Unię Europejską?
P.S. Polka, Olga Malinkiewicz właśnie zaczyna produkować perowskity (https://wyborcza.biz/…/7,179190,28036443,zapomnij-o…). To może być przełom w pozyskiwaniu czystej energii. Nie dajcie szajce jej zadeptać.

7. Prezydent Syrii Baszar al-Asad w telefonicznej rozmowie z Władimirem Putinem chwalił rosyjską inwazję na Ukrainę i potępił towarzyszącą jej „histerię” państw zachodnich.
Podobnie radni pisu z Olsztyna: odmówili potępienia inwazji rosyjskiej na Ukrainę (https://natemat.pl/399045,olsztyn-radni-PiS-nie-potepili…)

Trump, ulubieniec szajki, uważa Putin za geniusza.
Jego sekretarz stanu, hołubiony przez szajkę Mike Pompeo, powiedział, że Putin to „niezwykle utalentowany mąż stanu”, który ma wiele do zaoferowania światu.
8. Jak zwykle znakomity esej Timothy’ego Gartona Asha we wczorajszym „Guardianie” (https://www.theguardian.com/…/russia-invasion-ukraine…). Oto pobieżne jego tłumaczenie:

Inwazja Rosji na Ukrainę na zawsze zmieni oblicze Europy
Skutki 24 lutego będą widoczne dopiero po latach, ale Zachód może jeszcze wiele zrobić, aby pomóc Ukraińcom
Dlaczego zawsze popełniamy ten sam błąd? Och, to tylko kłopoty na Bałkanach – mówimy – a zamach w Sarajewie wywołał pierwszą Wojnę Światową. Och, zagrożenie ze strony Adolfa Hitlera dla Czechosłowacji to tylko „kłótnia w odległym kraju, między ludźmi, o których nic nie wiemy” – a potem trafiamy do drugiej Wojny Światowej. Och, przejęcie odległej Polski przez Józefa Stalina po 1945 roku to nie nasza sprawa – i wkrótce mamy zimną wojnę. Teraz zrobiliśmy to ponownie, nie budząc się, dopóki nie było za późno, na pełne implikacji zajęcie Krymu przez Władimira Putina w 2014 roku. I w czwartek, 24 lutego 2022 r., znów tu stoimy, odziani tylko w strzępy utraconych złudzeń.
W takich momentach potrzebujemy odwagi i stanowczości, ale także mądrości. Obejmuje to ostrożność w używaniu słów. To nie jest trzecia Wojna Światowa. Jest to jednak już coś znacznie poważniejszego niż sowieckie inwazje na Węgry w 1956 i Czechosłowację w 1968. Pięć wojen w byłej Jugosławii w latach 90. było strasznych, ale międzynarodowe zagrożenia, które z nich wynikały, nie były na taką skalę. W 1956 r. w Budapeszcie byli odważni bojownicy ruchu oporu, ale dziś na Ukrainie mamy całe niezależne, suwerenne państwo z dużą armią i ludźmi, którzy deklarują, że są zdeterminowani, by stawić opór. Jeśli nie stawią oporu na dużą skalę, będzie to zawód. Jeśli tak się stanie, może to być największa wojna w Europie od 1945 roku.
Przeciw nim stacjonuje przytłaczająca siła jednej z najsilniejszych potęg militarnych na świecie, z dobrze wyszkolonymi i wyposażonymi siłami konwencjonalnymi oraz około 6000 sztuk broni jądrowej. Rosja jest obecnie największym na świecie państwem zbójeckim. Dowodzi nim prezydent, który, sądząc po histerycznych tyradach z tego tygodnia, opuścił sferę racjonalnej kalkulacji – jak prędzej czy później robią wszyscy odosobnieni dyktatorzy. Żeby było jasne: kiedy wypowiadając wojnę w czwartek rano, groził każdemu „kto próbuje stanąć nam na drodze” „konsekwencjami, jakich nigdy nie doświadczyliście w waszej historii”: groził nam wojną nuklearną.
Nadejdzie czas, aby zastanowić się nad wszystkimi naszymi błędami z przeszłości. Gdybyśmy od 2014 roku poważnie podeszli do budowania zdolności Ukrainy do samoobrony, zmniejszyli zależność energetyczną Europy od Rosji, oczyścili ścieki z rosyjskich brudnych pieniędzy krążących po Londynie i nałożyli więcej sankcji na reżim Putina, moglibyśmy być w lepszym miejscu. Ale musimy zacząć od tego, w którym jesteśmy.
We wczesnej mgle wojny, która dopiero się zaczyna, widzę cztery rzeczy, które Europa i reszta Zachodu muszą zrobić. Po pierwsze, musimy zagwarantować obronę każdego centymetra terytorium NATO, zwłaszcza na jego wschodnich granicach z Rosją, Białorusią i Ukrainą, przed wszelkimi możliwymi formami ataku, w tym cybernetycznymi i hybrydowymi. Przez 70 lat bezpieczeństwo krajów Europy Zachodniej, w tym Wielkiej Brytanii, zależało od wiarygodności obietnicy „jeden za wszystkich i wszystkich za jednego” zawartej w Artykule 5 traktatu NATO. Czy ci się to podoba, czy nie, wieloletnie bezpieczeństwo Londynu jest teraz nierozerwalnie związane z bezpieczeństwem estońskiego miasta Narva; Berlin z Białymstokiem w Polsce; Rzymu z Cluj-Napoca w Rumunii.
Po drugie, musimy zaoferować Ukraińcom wszelkie możliwe wsparcie, z wyjątkiem przekroczenia progu, który sprowadziłby Zachód do bezpośredniej wojny z Rosją. Ci Ukraińcy, którzy zdecydują się zostać i stawić opór, będą walczyć środkami wojskowymi i cywilnymi w obronie wolności swojego kraju, ponieważ mają do tego wszelkie możliwe prawa oraz sumienia, a my zrobilibyśmy to dla naszych własnych krajów. Nieuchronnie ograniczony zakres naszej reakcji doprowadzi do gorzkiego rozczarowania wśród nich. E-maile od ukraińskich przyjaciół mówią na przykład o tym, że zachód powinien narzucić strefę zakazu lotów, odmawiając ukraińskiej przestrzeni powietrznej rosyjskim samolotom. Ale NATO tego nie zrobi. Jak Czesi w 1938, jak Polacy w 1945, jak Węgrzy w 1956, Ukraińcy powiedzą: „Wy, nasi Europejczycy, opuściliście nas”.
Ale wciąż są rzeczy, które możemy zrobić. Możemy nadal dostarczać broń, łączność i inny sprzęt tym, którzy całkowicie zgodnie z prawem stawiają opór siłom zbrojnym. Równie ważne w perspektywie średnioterminowej, że możemy pomóc tym, którzy będą używać wypróbowanych technik cywilnego oporu przeciwko rosyjskiej okupacji i każdej próbie narzucenia marionetkowego rządu. Musimy także być gotowi do pomocy wielu Ukraińcom, którzy uciekną na zachód.
Po trzecie, sankcje, które nakładamy na Rosję, powinny wykraczać poza to, co już zostało przygotowane. Oprócz kompleksowych działań gospodarczych powinno dojść do wypędzeń Rosjan w jakikolwiek sposób związanych z reżimem Putina. Putin, ze swoją szkatułką wojenną o wartości ponad 600 miliardów dolarów i ręką na kurku z gazem do Europy, przygotował się na to, więc sankcje potrzebują czasu, by przynieść pełny skutek.
W końcu to sami Rosjanie odwrócą się i powiedzą: „Dosyć. Nie w naszym imieniu”. Wielu z nich, w tym noblista Dmitrij Muratow, już wyraża swoje przerażenie tą wojną. Podobnie, ukraińska dziennikarka Nataliya Gumanyuk pisała poruszająco o rosyjskiej dziennikarce płaczącej z nią przez telefon, gdy wjeżdżały rosyjskie czołgi. To przerażenie wzrośnie tylko wtedy, gdy ciała młodych Rosjan wrócą w workach na zwłoki – i kiedy zaczną działać pełne sankcje gospodarcze i ekonomiczne, wpływ na reputację stanie się widoczny w Rosji. Rosjanie będą pierwszą i ostatnią ofiarą Władimira Putina.
To prowadzi mnie do ostatniego, ważnego punktu: musimy być przygotowani na długą walkę. Upłyną lata, prawdopodobnie dziesięciolecia, zanim wszystkie konsekwencje 24 lutego się zrealizują. Na krótką metę perspektywy dla Ukrainy są rozpaczliwie ponure. Ale myślę w tej chwili o cudownym tytule książki o rewolucji węgierskiej 1956: „Victory of a Defeat”, „Zwycięstwo porażki”. Prawie wszyscy na Zachodzie obudzili się teraz ze świadomością, że Ukraina jest krajem europejskim, który jest atakowany i rozczłonkowywany przez dyktatora. Dzisiejszy Kijów to miasto pełne dziennikarzy z całego świata. To doświadczenie na zawsze ukształtuje ich poglądy na Ukrainę. W latach naszych postzimnowojennych złudzeń zapomnieliśmy, że tak narody wpisują się na mentalną mapę Europy: krwią, potem i łzami.
Timothy Garton Ash
Jacek Pałasiński
