09.03.2022

ECHA WYDARZEŃ: Były wykrzykniki, był serial znaków zapytania, zostały dwa pytajniki: Szwedzi czy Czesi? W futbolowych barażach „o Katar”…
FIFA zachowuje się trochę jak nasza władza rządowo-zdrowotna. Która w publicznym malowaniu obrazu covidowego odkłada pędzel na weekend, dając przez to szansę optymizmowi, a gdy „weekendowo wypocznie”, statystykami optymizm przepędza. Albo jak ta kura – z przenośni – która dłużej znosi jajko, gdy kanciaste…
Teraz, po bólach przeddecyzyjnych wiadomo: Rodacy zagrają w umownym półfinale barażu; 29 marca, ze zwycięzcą gry Szwecja-Czechy.
Nareszcie – koniec, kropka… Mam nadzieję, choć tego nie wyczytałem, że była wcześniej decyzja tzw. arbitrażu, do którego się Rosjanie odwołali, gdy otrzymali wieść, że tym razem (Ukraina) ich w grze nie ma… Odwołanie musiało zostać odrzucone, jeśli decyzja jest, a zegar działa, i nic się już zmienić nie może…
Czytam gdzieś jeszcze, że Szwedzi wnosili, by nikt nie awansował tzw. walkowerem (co się stało), ale by dolosowano kogoś w miejsce zawieszonego; i ja ich trochę rozumiem, bo – jeśli np. pokonają Czechów wolą grać z przeciwnikiem równie podmęczonym (a jeszcze ewentualne kontuzje) niż ze świeżutkim… Ale decyzja jest, jaka jest. I dobrze, że wreszcie jest. Polski protest plus poparcie międzynarodowe wygrały z układami, zależnościami w świecie sportu rządzącymi itd.
Jest wszystko sprowadzone znów „do boiska” – wygrać, przegrać; awansować, ma… A co wcześniej – że polskie granie w eliminacji było średniutkiej marki – ta ocena i pogląd wciąż obowiązują…
Do FIFY – i fifopodobnych jeszcze wrócę. Uwertura wyszła jak należy! W sferze ocen oraz postaw osobistych jest jak być powinno. Z Rosjanami TERAZ nie zagramy; wszystko jedno – gdzie, jakie nazwy oraz rytuał. RESZTA – na boisku… I „reszta” właśnie będzie.
29 marca, na Stadionie Śląskim. Ongiś prawdziwie piłkarsko „narodowy”, teraz cudeńko lekkoatletyczne…
Z nawiązaniem – myślach – do tamtych dni? Kiedy to grywał Lubański (ta noga w gipsie, jako pamiątka po Macfarlandzie), do drogi drużyny Górskiego ku mistrzostwu; gdy w TV zapowiadała mecze pani Krysia Loska- uważana za symbol szczęścia dla futbolistów…
Trąciłem strunę nostalgii, ale też „Śląskim” przywołałem rzeczywistość. Lekka atletyka. Ostatnio halowe mistrzostwa w Toruniu.
Hala – wspaniałość, taka landrynka. Porządek, barwa, Europa. Sport – na nadzwyczajnym poziomie. Rekordy, życiówki, walka. Nawet komentatorzy TV nie zepsuli. Bardzo się wciąż starają, by grać solówki, a sportowcom zostawić orkiestralne muzykowanie, ale jednak oko, nie ucho wzięło górę…
Obiecuję: następny wpis – o lekkiej. Ciekawie tam, jaskółki świeżości wciąż latają. Jeśli red. Maciek Petruczenko na FB tak się zachwyca… On nie z tych, których można brać na plewy i łatwe emocje. Raczej podobny do poprzedników- Głuszka, Sieniarskego, Dobrowolnego, Skindera, Samulskiego – wiedza i własne zdanie. „Honorowy naczelny Przeglądu Sportowego” – jak się w sieci przedstawia. Nie znałem takiej funkcji, ale niech będzie (jeśli nadana koleżeńsko bardziej nawet zaszczytna od nominacji), a do powiedzenia ma tyle, co dawniejsi mistrzowie zawodu…
Wracam na kilka zdań do FIFY i fifopodobnych oraz przeróżnych decyzyjnych zawijasów. Pieniądze, dotacje, reklamodawcy, którzy czasem za sprawą wkładu przeistaczają się we współdecydentów. Inny układ zależności, a z tego pewnie i różne klucze wyborcze. Bywa i wytrychy. Zależności wedle tego, o czym powyżej. Czasem jeszcze pewnie zegareczek „na pamiątkę” wartości ogromnej, jakaś forma „gościnności”, a potem… ja – tobie, to i – ty mnie… Albo rozwód… Na poziomie zależności osobistych, ale też zbiorowych. Zresztą- komu i po co tłumaczę? Bez okularów normę widać… Za oknem znajdę odbicie także w rodzimym sporcie. Bądź grzeczny, nie podskakuj, to ty dostaniesz, a i firmie będzie dobrze. Szczegóły? Są, ale to jednak inna opowieść. Zostanę przy nitce międzynarodowej…
Rzadko, ale nie na miarę problemu coś spod stołu wyjdzie. Nie do końca wiadomo, dlaczego komuś dano prawo gospodarzenia złotodajnej imprezie, a obiektywnie godniejsi musieli się z tym pogodzić. Sama piłka się dwakroć tak potoczyła, przykłady świeżutkie. Katar – też z pytajnikiem. A poziom aż „olimpijski”. Kiedy miano czcić stulecie narodzin ruchu, a wśród kandydatów znalazły się Ateny, wydało się oczywiste kto wygra głosowanie…
Wygrała… nie tzw. kolebka; mówiono, że Coca-Cola sprezentowała igrzyska Atlancie… Na układy nie ma rady, mawiali już dziadowie, a cóż dopiero teraz…
Nawiasem – gdyby nie sprzyjający układ – piłkarskie EURO byłoby w Polsce? Wątpię, bez sojuszu z Ukrainą i mocną jej wtedy wśród lobbujących oraz głosujących pozycją? A tak – został nam Narodowy, kilka innych obiektów na miarę wymagań współczesnej cywilizacji. Zostały dobre wspomnienia. Tylko tęsknota za światowym graniem jest jakby po staremu. A właściwie – większa, bo ramy takie złote…

Andrzej Lewandowski
Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.
Więcej w Wikipedii
