19.03.2022

Toczę osobistą wojnę z Władimirem Putinem od prawie 20 lat. Doprowadziło to do tego, że zostałem uwięziony w Rosji na dziesięć lat, a następnie wydalony z ostrzeżeniem, że czeka mnie dożywocie, jeśli kiedykolwiek wrócę. Czy znam człowieka, który mi to wszystko zrobił? Myślę, że tak. Dlatego z rozpaczą patrzę na defetystyczne podejście zachodnich przywódców, takich jak Joe Biden, Emmanuel Macron i Naftali Bennett.
Trudno mi ocenić, jak ich działania są postrzegane przez ich elektoraty. Wiem jednak dobrze, jak są postrzegani przez pana Putina, siedzącego na końcu swojego długiego stołu. Lecą do Moskwy, dzwonią do niego, proszą o zatrzymanie, ale zapewniają go, że nie będą się wtrącać i nie chcą, aby postrzegał pewne ruchy jako prowokację. Prezydent postrzega to wszystko jako słabość, a to jest niezwykle niebezpieczne.
Częścią problemu jest to, że obecni przywódcy krajów zachodnich nigdy nie mieli do czynienia z bandytami. Ich doświadczenie i wykształcenie odnoszą się do interakcji między mężami stanu. Zasadą zachowania tych ludzi jest to, że obie strony ustępują sobie nawzajem w interesie swojego elektoratu lub poddanych. Wojna jest dla nich zła, a użycie siły jest ostatecznością.
Inaczej jest w przypadku Władimira Putina. Wychowywał się w KGB, organizacji, która opierała się na sile i lekceważeniu prawa. Podczas pracy w ratuszu w Petersburgu na początku 1990 roku był odpowiedzialny za nieformalne interakcje organów ścigania z gangsterami. Petersburg w tym czasie był postrzegany w Rosji tak, jak Chicago było widziane podczas prohibicji. […]
Czasy się zmieniły, ale jego sposoby rozwiązywania problemów pozostały. Niektóre rozmowy między jego powiernikami a znanymi przestępcami, upublicznione po dochodzeniu hiszpańskich prokuratorów, pomagają nam zrozumieć, w jaki sposób zabójstwo Aleksandra Litwinienki i otrucie Aleksieja Nawalnego i Skripalów nastąpiło na skinienie prowodyra. […]
Nawet po ponad 20 latach u władzy, po zdobyciu wizerunku silnego człowieka i pewności siebie, bandyta zawsze pozostanie bandytą pod względem percepcji wśród otaczających go osób. To drastyczny błąd, gdy jest postrzegany jako normalny mąż stanu. Zagraniczni partnerzy Rosji nie rozumieją, kim naprawdę jest.
Mam duże doświadczenie w kontaktach z bandytami. Po spędzeniu dziesięciu lat w rosyjskich więzieniach mogę powiedzieć, że najbardziej niebezpieczną rzeczą jest pokazanie im jakiejkolwiek słabości lub niepewności. Każdy krok w kierunku ich żądań bez wyraźnej demonstracji siły, będzie postrzegany jako słabość. Zgodnie z ich logiką, jeśli kraje zachodnie mówią, że nie zrezygnują z Ukrainy, a mimo to robią dokładnie to, oznacza to, że są słabe. A to sprawia, że Putin będzie patrzył na innych sąsiadów, takich jak Estonia, Łotwa, Litwa i Polska, którzy również wcześniej byli częścią imperium rosyjskiego.
Musicie zrozumieć, że Putin w swojej głowie od dawna jest w stanie wojny nie z Ukrainą, ale z Ameryką. A teraz Ameryka i NATO wydają się wycofywać. Nie jest jedynym bandytą, który postrzega sytuację w ten sposób. Inni bandyci również obserwują i czekają na swoją kolej, gdy upokorzenie Ameryki odbija się echem na całym świecie. Naddniestrze się porusza, Bałkany znów są niespokojne, Iran atakuje amerykańskie bazy. W pewnym momencie Ameryka i NATO podejmą działania odwetowe, ale do tego momentu będą dręczone przez wrony i sępy w różnych częściach świata, a Putin nie zda sobie od razu sprawy, że odepchnięcie jest poważne. Nawyk bezkarności wśród bandytów nie ustępuje tak szybko. A to oznacza, że gorsza wojna, jeszcze większa, jest prawdopodobna.[…]
Teraz wojna na Ukrainie przyćmiewa wszelkie kłopoty związane z dekadą upadku gospodarczego. Jeśli pozwoli mu się przejąć Ukrainę, gospodarka będzie nadal załamywać się w wyniku korupcji i sankcji. Potok trumien powróci do Rosji, ponieważ wojny partyzanckiej nie da się powstrzymać. Nastrój ludności będzie się nadal pogarszał. A w 2024 roku odbędą się wybory.
Jakie może być rozwiązanie Putina? Będzie to kolejna „operacja specjalna”. Mołdawia jest zbyt mała, więc prawdopodobnie znajdzie się w krajach bałtyckich lub w Polsce. […]
Jeśli chodzi o broń nuklearną, rosyjski prezydent ma psychozę maniakalną. Ma obsesję na punkcie bycia postacią historyczną, taką jak Stalin. Umieścił ogromny posąg księcia Włodzimierza, twórcy Rosji, przy bramie Kremla. Ale nie ma myśli samobójczych, bo inaczej nie siedziałby na drugim końcu 20-metrowego stołu od swoich kumpli. Użyje broni nuklearnej tylko wtedy, gdy uwierzy, że nie będzie odpowiedzi. […]
Nie chcę, aby mój kraj stanął twarzą w twarz z NATO w globalnym konflikcie, ale próba rozmowy z bandytą bez pokazania mu swojej siły prowadzi właśnie do tego punktu.
