12.04.2022

Rozdarty pomiędzy lekturą księgi „Kapitał i ideologia” Thomasa Piketty’ego a kinoteatrem Antoniego Macierewicza, przewodniczącego komisji smoleńskiej od lat „badającej” katastrofę samolotu prezydenckiego w Smoleńsku w dniu 10 kwietnia 2010 roku – wybieram Antoniego M. Bardziej sensacyjny i śmieszniejszy.
To, co pokazał nasz były minister obrony narodowej i wiceprzewodniczący partii Prawo i Sprawiedliwość przekroczyło wszystkie dotychczas odnotowane poziomy bezczelności i cynizmu stale obecnego w polskiej polityce lat ostatnich. Antoni Macierewicz, wyciągnięty przez prezesa wszystkich prezesów z ostatnich rzędów ław sejmowych, błyszczał zadowoleniem w świetle kamer, ze swadą udzielał reprymendy pytającym dziennikarzom „wrażych” stacji TVN, z lekkością opowiadał o skomplikowanych procesach fizyki ciała stałego i dynamiki związanej z falą wybuchową, jego zdaniem, miała miejsce na pokładzie samolotu.
Antoni Macierewicz stwierdził, że jego komisja unieważniła już dawno raport komisji ds. wypadków lotniczych, która pod przewodnictwem Macieja Laska, doktora inżyniera, specjalizującego się w mechanice lotu, oceniła przyczynę katastrofy smoleńskiej jako następstwo nieprzestrzegania procedur i wielu zaniedbań tak po polskiej, jak i rosyjskiej stronie w przygotowaniu i kontroli feralnego lotu.
Teraz ma obowiązywać prawo Antoniego Macierewicza, wybitnego znawcy lotniczych katastrof, ministra obrony narodowej w polskim rządzie, który doprowadził do zapaści w polskich siłach zbrojnych, z którą walczy obecny minister Błaszczak. Antoni Macierewicz z właściwą sobie lekkością odesłał wszystkich zainteresowanych do zapoznania się z raportem swojej komisji i 10 tysiącami stron dokumentów z nim związanych.
Nie warto wchodzić w dyskusję z tym człowiekiem. Każda taka dyskusja buduje powagę jego funkcji kapłana religii smoleńskiej, którą wymyślił prezes, grając na współczuciu wobec niego jako tego, kto stracił brata bliźniaka. W ramach tej religii budowany był kościół smoleński z jego miesięcznicami, z kolejnymi zapowiedziami przez wiele lat tej celebry, że prawda jest tuż, tuż, że już za chwilę…
To się zużyło, nawet prezes stracił przekonanie, że to był zamach dokonany przez Putina, który razem z Tuskiem zamordował „najlepszego prezydenta w historii Polski”. Macierewicz stracił pozycję kapłana religii smoleńskiej, znikł ze sceny, nawet o komisji przestano mówić; co nie znaczy, że członkowie przestali brać pieniądze za swoją „pracę”.
Dopiero teraz, w czasie okrutnej wojny na Ukrainie, w trakcie której cały świat zobaczył kim jest Putin i poznał skalę jego zbrodni – prezes doszedł do wniosku, że będzie łatwiej ludziom w Polsce uwierzyć w zamach (na świecie pewnie nie, ale teatr Antoniego to teatr krajowy). Najważniejsze, że można będzie oskarżyć Tuska, przecież telewizja Kurskiego od lat budowała jego wizerunek jako folksdojcza i zdrajcy, co to na molo w Sopocie ustalał z Putinem swoje zbrodnicze plany.
Nie wchodząc w żadne polemiki z Antonim Macierewiczem – bo nie warto – wiem jedno: ta kampania ma doprowadzić do sformułowania przez prokuraturę aktu oskarżenia Donalda Tuska o zbrodnię i zdradę stanu, wymiar sprawiedliwości ministra Ziobry ma zaś przy pomocy „swoich” sędziów skazać go na 25 lat więzienia.
Tylko wtedy prezes wszystkich prezesów poczuje ulgę. To wtedy można będzie zakończyć żałobę i zamknąć kościół smoleński. Wcześniej nie.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
