Jacek Pałasiński: Drugi obieg (268)8 min czytania

()

16.04.2022

1.

Obraz zawierający żywność, talerz, wewnątrz, odmianyOpis wygenerowany automatycznie
חג פסח שמח; Pesach Sameach! Szczęśliwej Paschy!

Sprawa jest taka, że w tym roku życzenia „Wesołych Świąt” są zupełnie nie na miejscu. Wesołe to one na pewno nie będą. Trzeba, drodzy Czytelnicy, wymyślić jakiś bardziej przystający do sytuacji zwrot.

2.

Którąkolwiek z poważniejszych gazet się otworzy, jakikolwiek rozsądny komentarz się przeczyta, data 9 maja budzi grozę.

9 maja Rosja obchodzi dzień zwycięstwa.

Co prawda Niemcy skapitulowały przed Aliantami 8 maja 1945 r., ale przy podpisywaniu aktu nie było specwysłannika Stalina, więc specjalnie dla niego i dla rosyjskich fotografów i filmowców tę ceremonię powtórzono. I na skutek tej sowieckiej, ale jakże rosyjskiej machlojki to 9, nie 8 maja. To pokazuje, że zmieniają się w Rosji reżimy, zmieniają carowie, sekretarze i prezydenci, ale potiomkinowska propaganda jak była, tak jest niezwykle ważnym filarem władzy. Pozory to dla Rosji wszystko. Pozory trzeba zachować za wszelką cenę, inaczej władza sczeźnie, a kiedy sczeźnie władza, to może sczeznąć cała Rosja.

3.

Kiedy się okazało, że nie uda się „z marszu” zająć Kijowa i całej Ukrainy, po zmianie naczelnego dowódcy i przetasowaniach w hierarchiach, Rosja postanowiła skupić się na zdobyciu całego Donbasu i korytarza lądowego na Krym, do czego potrzebne było zdobycie bombardowanego właściwie nieprzerwanie od 2014 r. Mariupola.

I wtedy Putin dał rozkaz: to ma się stać przed 9 maja.

Po rozpadzie ZSRR wielkie sowieckie defilady z ulubionym zajęciem Rosjan: rzucaniem na bruk przed mauzoleum Lenina zdobycznych sztandarów – znacznie zeskromniały. Aż do cudownego wyniesienia na szczyty władzy KGB-isty Putina. Od 2005 zaczęło być jeszcze wspanialej niż za Breżniewa. A w 2010 r., po raz pierwszy od 1612 r., po placu Czerwonym maszerowały też oddziały Wojska Polskiego, tuż za oddziałami z republik b. ZSRR.

4.

Stało się oczywiste, że Putin chce z trybuny Stalina ogłosić kolejne zwycięstwo. Przyjąć wykrzyczane meldunki od dowódców: „towarzyszu (?) prezydencie, meldujemy wykonanie zadania, ukraiński wróg został pokonany” – i buch! – sztandarem o bruk. Moskiewskie szwaczki będą znów miały sporo roboty z wyszywaniem wrażych sztandarów, by u stóp Putina zebrała się ich spora kupka.

Zważywszy dotychczasowy przebieg wojny i nieskuteczność taktyk z czasów II Wojny Światowej, zastosowanie artylerii, po której następuje szarża czołgów, może okazać się ponownie nieskuteczne. Co wtedy zrobią dowódcy agresora?

I tu wracamy do owych komentarzy: panuje dość powszechna obawa, że użyje taktycznej broni jądrowej.

Taktyczna broń jądrowa to nic innego jak bomba, a właściwie bombka atomowa. Bomba, ale niewielkich rozmiarów. Niszczy wszystko na stosunkowo ograniczonym terenie.

5.

D.O. uważa to jednak za mało prawdopodobne. Gdzie miałyby takie bomby uderzyć? W Donbas? W Mariupol? W Charków? Donbas będzie Rosji życiowo potrzebny: to jednak ogromne zagłębie surowcowo-przemysłowe. Ryzykować skażenie terenu, na którym będą chcieli odbudować jakieś w miarę normalne życie po ewentualnym zwycięstwie? Hm… To samo Mariupol: bardzo jest im potrzebny ten korytarz lądowy na Krym, a przecież nie będą przejeżdżać przez strefy napromieniowane. Na Zachód od Krymu? Też nie, bo tam się znajdują jedyne źródła wody pitnej, zaopatrujące półwysep. Stosunkowo najbardziej narażony jest Charków, ale przecież to była nieformalna stolica rosyjskojęzycznej Ukrainy, którą Putin chciał „wyzwalać”, wielki ośrodek kulturalny i uniwersytecki.

Jeśli Putin nadal tkwi w zamiarze podziału Ukrainy i pozostawienie kadłubowego państwa w dawnej Galicji, to być może uderzy tam i pozostawi jakieś miasto całkowicie zniszczone, żeby Ukraińcom i światu przypominało, co się przydarzy, tym, którzy nie będą chcieli się ugiąć woli Kremla.

No ale Putin nie wie, czy takie uderzenie nie byłoby dla Amerykanów druga Lusitanią, drugim Pearl Harbour.

W opinii D.O. byłoby. NATO przestałoby się ograniczać do roli zewnętrznego obserwatora i dostarczyciela broni, ale odpowiedziałoby co najmniej symetrycznie. Świadome, że żarty się skończyły i że następna będzie Warszawa, Tallin i Wilno. A potem Berlin, a potem — kto wie?

Za demonstracyjnym uderzeniem rosyjską bronią jądrową, prawie na pewno poszłoby demonstracyjne uderzenie Zachodu w podobnej wielkości miasto rosyjskie.

I co dalej wtedy? Wojna jądrowa full scale? Jeśli Rosjanie mają wywiad i jeśli jego raporty i analizy szaleniec z Kremla uwzględnia, to nie pójdzie na to: świat będzie zdewastowany, ale Rosji już nie będzie. A to, co pozostanie w środkowej Syberii, będzie chińskie. A jeśliby nawet szaleniec na to się zdecydował, to jednak ktoś go wtedy powstrzyma, świadom konsekwencji.

6.

To oczywiście gdybanie, oparte na logice i na doświadczeniach z przeszłości.

Ale nie ulega wątpliwości, że skoro Putinowi ten 9 maja się wymsknął, to niedotrzymanie tego terminu będzie jego kompromitacją, być może ostatnią kompromitacją. Utrzymanie się na szczytach władzy, utrzymanie tej ekipy, stanie się piekielnie trudne.

I to są źródła optymizmu D.O.

7.

Kolejne źródło optymizmu to spryt Ukraińców i ich determinacja. Takie amatorskie gdybanie D.O. oni z pewnością przeprowadzili już dawno na poziomie profesjonalnym i sztabowym. Apele Zełenskiego i innych przywódców, których świat się nauczył rozpoznawać, z pewnością mają oparcie w rzeczywistości: Ukraińcom potrzebna jest broń, skuteczna i specyficzna, zważywszy rosyjską dominację w powietrzu i przewagę artyleryjską. Ale D.O. sądzi, a raczej ma nadzieje, że jest w tym też element „podpuchy”. O donbaskich planach Rosji wiedzą od dawna, wiedzieli, nim wojna się rozpoczęła i z pewnością się do obrony przygotowywali. Putin i jego generałowie mogą mieć kolejną przykrą niespodziankę. Taką jak z rossijskim wojennym korablem.

8.

Atak artyleryjski na wszystkie wsie i miasta frontowe już się zaczął. To dziwne. Bo atak siłami pancernymi powinien nastąpić niebawem, być może w Wielkanoc katolicką. Bo prawosławna jest tydzień później, 24 kwietnia. Może liczą, że skoro my, pogardzane, zachodnie pasibrzuchy, zajęci będziemy biesiadą przy jajeczkach i lukrowanych babach, to nie będzie nam się chciało reagować, protestować, oglądać okropnych rzeczy przy jedzeniu. A parę dni później z pewnością będą już inne tematy do rozmowy i oburzania się. No a na Wielkanoc z Cyrylem przynajmniej już część żołnierzy będzie mogła dostać przepustkę…

9.

Tak czy owak, właśnie rozpoczął się najokrutniejszy i najniebezpieczniejszy okres tej wojny.

D.O. namawia P.T. Czytelników, by przy świątecznych stołach wspomnieli o Ukraińcach. Bo może tego nigdy nie wypowiedzieliście na głos, ale w głębi duszy przecież wiecie: oni walczą za nas.

10.

A koro już jesteśmy przy wspominaniu przy świątecznym stole:

  • Wspomnijmy zmarłych i zabitych przez ludzi w polskich mundurach na granicy z Białorusią (https://tvn24.pl/…/suwalki-kryzys-na-granicy-polsko…).
  • Wspomnijmy wolontariuszy, którzy im pomagali i dzisiaj, z powodu swojego człowieczeństwa, ryzykują długoletnim więzieniem (https://wyborcza.pl/…/7,124059,28336460,policjanci…).
  • Wspomnijmy dobrych ludzi z organizacji pozarządowych, czyniących dobro innym ludziom, gdyż wkrótce będą oni prześladowani nie gorzej niż hitlerowskich Niemczech i putinowskiej Rosji (https://tvn24.pl/…/organizacje-pozarzadowe-solidarna…; https://wyborcza.pl/7,75398,28340502,solidarna-polska…).
  • Wspomnijmy o ludziach, którzy nie wykazują fanatyzmu religijnego, którzy nie nienawidzą równie mocno, co p. Jędraszewski & co, bo niebawem będą paleni na stosie, zgodnie z najlepszą tradycją katolicką (https://tvn24.pl/…/zaostrzenie-kar-za-obraze-uczuc…).
  • Wspomnijmy o polskich oficerach pomordowanych przez Rosjan w Katyniu, bo nikt o nich nie wspomina, przysłoniętych dniem, w którym Jarosław Kaczyński prawdopodobnie zabił swego brata i 95 innych osób. Wspomnijmy ich także dlatego, że Rosjanie chcą zniszczyć ich cmentarz (https://www.rmf24.pl/…/news-rosjanie-zagrozili…).
  • Wspomnijmy Ukraińców wśród nas; tych nowych, którzy uciekli przed wojną i tych starych, którzy już od lat budują nam domy, organizują nam transport i sprzedaż, opiekują się zniedołężniałymi i chorymi naszymi matkami i ojcami (https://biqdata.wyborcza.pl/…/7,159116,28317083,juz-3-5…).
  • Wspomnijmy tych Ukraińców, którzy z tęsknoty za domem, za rodziną, przyjaciółmi, za dawnym życiem, wracają do swojego kraju: jest ich 30 tysięcy dziennie. Jadą, a nie wiedzą, co ich z ręki Rosjan czeka i czy Zachodowi można wierzyć, a jeśli tak, to jak długo? (https://www.onet.pl/…/kazdego-dnia-30…/fjp5xp7,79cfc278).
  • Wspomnijmy wreszcie nas: tych, którzy, zmęczeni jak zwierzęta, stali na granicach, na stacjach kolejowych, w ośrodkach przyjęć, by tę potworność, jaką jest konieczność opuszczenia swojego domu Ukraińcom uczynić mniej potworną. Tych, którzy, choć im się nie przelewa, przy każdych zakupach brali coś nie dla siebie i wrzucali do pojemników z napisem „dla Ukrainy”.
  • Wspomnijmy wszystkich ludzi dobrej woli, nie bacząc na ich płeć, na kolor ich skóry, wyznanie czy jego brak, orientację polityczną czy seksualną, na wzrost i na tuszę, na ich ubiór, na miejsce zamieszkania.
Obraz zawierający talerz, stół, wewnątrz, naczynieOpis wygenerowany automatycznie
Nadziei!

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.