czyli bajania Bronisława Łagowskiego
01.05.2022
Zacznę od tego, że Bronisław Łagowski jest wybitnym filozofem, znawcą polskiej myśli i niezwykle przenikliwym publicystą. Ceniłem sobie zwłaszcza jego teksty publikowane jeszcze w czasach PRL-u pod pseudonimem Jan Demboróg na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Ale i w ostatnich latach chętnie czytałem jego publicystyczne i zwykle ostre teksty w tygodniku „Przegląd”, w których nie bez racji zwracał uwagę na często irracjonalną rusofobię polskich publicystów i polityków. Przypominał w tym zresztą niedawno zmarłego wybitnego znawcę myśli rosyjskiej Andrzeja Walickiego.
Z tym większym zdumieniem przeczytałem na łamach tygodniowego dodatku PlusaMinusa dziennika Rzeczpospolita rozmowę z Łagowskim, której tematem jest rozpętana 24 lutego przez Putina wojna na Ukrainie. Zdumienie i prawdziwa przykrość, jakiej doznałem czytając wypowiedzi Łagowskiego mocno kontrastują z rozsądnymi i wyważonymi opiniami znanego polityka Pawła Kowala.
Oto wybór co „celniejszych” objawień profesorskich, jakimi Bronisław Łagowski obdarzył czytelników tego poczytnego dodatku.
Są one na tyle dziwaczne, że nie będę nawet próbował ich rozumieć, czy tłumaczyć jak je rozumiem. Po prostu pozwolę mówić Łagowskiemu i pozostawię czytelnikom osąd. Najpierw na pytanie dziennikarki Elizy Olczyk dotyczące samej wojny odpowiada jako „realista i racjonalista” (tak go tytułuje Olczyk) tak:
Ta wojna jest nie tylko wielkim nieszczęściem, jak wszystkie wojny, ale jest też niesamowicie dziwna i niespodziewana. Wszyscy przyzwyczaili się do pokojowego rozwiązywania problemów, a tymczasem argumenty w postaci rakiet i bomb znowu okazały się pożądane. Zastanawiam się też, do jakiego myślenia skłania Polaków obecna wojna, bo widzę dużo lekkomyślności w podejściu do tego, co się dzieje.
A więc postawę polskiego społeczeństwa, pełną życzliwości i otwarcia wobec uciekinierów z Ukrainy budzącą zdumienie na całym świecie (zwłaszcza jeśli je zestawić z ksenofobicznym zachowaniem wobec uchodźców na granicy białoruskiej) dla filozofa jest wyrazem „lekkomyślności”.
Jeszcze ostrzej Łagowski ocenia polski rząd, który od czasu kryzysu ukraińskiego jest dość powszechnie oceniany przez wspólnotę europejską pozytywnie (po raz pierwszy od 2015 roku!). Jednak dla filozofa to oczywiście żaden powód do radości, wprost przeciwnie. Oto jego zdaniem: „
Polski rząd przyjął postawę czynnego uczestnika wojny, zatem zupełnie nieostrożną, i w tej postawie ciągle tkwi. […]. Natomiast udział naszego państwa w wojnie – wysyłanie broni, udostępnianie terytorium – to nie są rzeczy, które powinno się robić z wielką łatwością i bez namysłu.
Panu Profesorowi nie podoba się też pomoc, jakiej Polska udziela Ukrainie i nie widzi żadnego związku niepodległości naszego wschodniego sąsiada z naszym własnym losem:
Mówi się, że tym interesem jest niepodległość Ukrainy, bo bez niepodległej Ukrainy nie ma niepodległej Polski. To jest absolutnie fałszywe postawienie sprawy, bo przecież nasza niepodległość byłaby zależna od bardzo niepewnego warunku, jakim jest niepodległość Ukrainy. Ale nawet gdybyśmy uznali, że Polska nie ma innego wyjścia, jak związać swój los z losem Ukrainy, należałoby zapytać, co zrobiła, żeby nie dopuścić do obecnej wojny. Nie widziałem ze strony polskiego rządu działań dyplomatycznych, zmierzających do zapobieżenia najgorszemu scenariuszowi w sprawach Ukrainy”.
No cóż, można i tak, trudno jednak takie opinie uznać za racjonale i realistyczne. A za takie z całą pewnością uznaje je filozof Łagowski. Co więcej, przyjmuje, ciekaw jestem jak dalece świadomie, ale jeśli nieświadomie to tym gorzej dla racjonalisty, stanowisko Putina. Jak wiadomo już od swego słynnego eseju opublikowanego przez Krym w lipcu 2021 Putin odmawia Ukrainie prawa do niezależności od Rosji, a obecną władzę oskarża o nacjonalizm. Tak samo uważa Łagowski:
Moim zdaniem Polska nie powinna była ułatwiać objęcia władzy elementom skrajnie prawicowym, nacjonalistycznym w Ukrainie. A przemiana wewnętrzna Ukrainy spowodowana była silnymi, właściwie decydującymi, działaniami tych ugrupowań nacjonalistycznych, które były bardzo bojowe i szukające pretekstu do wojny.
Jednak szczyt osobliwości osiąga krakowski filozof, gdy zarzuca Putinowi … naiwność:
On nie wziął pod uwagę, jak głęboko sięgnęły wpływy banderowców. Uważał, że ta ideologia jest powierzchownym stanem umysłów mniejszości Ukraińców. I gdy ta mniejszość zostanie odsunięta od władzy, to większość odetchnie z ulgą. Tymczasem Ukraińcy zaczęli uważać się za naród wybrany. I dlatego domagają się od Zachodu rozmaitych świadczeń – moralnych, politycznych i materialnych.
Właściwie na tym można zakończyć prezentacje osobliwości Bronisława Łagowskiego. Tak jak Grzegorz Przebinda nie tak dawno w wywiadzie dla krakowskiego dodatku „Gazety Wyborczej” wyraził się o innej profesorce Uniwersytetu Jagiellońskiego Annie Raźny, można powiedzieć, że Putin ma w Polsce swojego człowieka, na którego z całą pewnością może liczyć: to Bronisław Łagowski.


