Krzysztof J. Konsztowicz: „CHOPOKI – IDYMY”, czyli GWIZDEK W SEJMIE…8 min czytania

()

21.05.2022

Kto słucha muzyki ludowej, ten z pewnością zauważył, że nasi górale nie tylko mają wspaniałe wyczucie rytmu, ale także potrafią bardzo dobrze i mocno gwizdać na palcach w rytm swoich barwnych tańców. W dawnych czasach ten mocny gwizd miał też inne praktyczne zastosowania związane z rytmem innego od muzykowania rodzaju zajęcia. Kiedy na przykład górale szli „na zbój” i już złupili, co było do złupienia, to chwilę potem, czy w obawie przed wojskiem, czy inną odsieczą, znikali równie szybko, jak przybyli. Znikali, kiedy ich przywódca ten mocny gwizd na palcach często wspierał okrzykiem „chopoki – idymy”, co potwierdzą także wybrane produkcje filmowe…

8 min czytania

Można postawić tezę zapewne wartą niejednego doktoratu, że mocny gwizd chyba na równi z rogiem czy trąbką odegrał w historii niemniejszą rolę niż komendy głosowe, które często w zgiełku i zamieszaniu mogą być słabiej odbieranie, a nie daj Boże, opacznie interpretowane, szczególnie w sytuacji potrzeby zwarcia szeregów wokół wodza herbowego. Słynnym przykładem może być opuszczenie pola jednej z bitew przez członków potężnego średniowiecznego klanu Home na tę właśnie komendę głosową, którą odebrano jako – „do domu”. No to odwrócili się i poszli… Od czasu tej sromotnej porażki nazwiska członków zacnego szkockiego rodu do dzisiaj nie wymawia się już tak jak każdy inny dom (po naszemu „hołm”), lecz dla odróżnienia – „hjum” …

Kolejnym znakomitym przykładem zastosowania gwizdu i jego wyższości nad przekazem ustnym może być tak zwany gwizdek bosmański, znany ze swej użyteczności w żegludze już gdzieś od XV wieku, a ponoć i wcześniej. Nie tylko służył do wykonania tak zwanego świstu trapowego dla uhonorowania oficera przekraczającego burtę statku czy okrętu, ale także do wydawania komend załodze pokładowej w sytuacjach, gdzie głos nie miał szans przebicia. Komu udało się przeżyć sztorm o sile 10 stopni w skali Beauforta lub więcej na morzu czy oceanie, ten wie, o czym mowa. Przy potędze huku fal i wycia wiatru ludzki głos po prostu nie istnieje. Co innego przenikliwy gwizdek bosmański, ten przeszywa każdy hałas i łomot…

O co więc tu chodzi, ktoś się słusznie zaniepokoi? …

Oczywiście — wiadomo, że chodzi o pieniądze — z całym szacunkiem…

Dokładnie mówiąc o pieniądze i politykę, bo te dwa w Polsce często idą w parze.

I tak na początku zawsze jest groźba, bo oto w naszym parlamencie według art. 24 regulaminu Izby (tej niższej) jest tak, że „Marszałek Sejmu zarządza obniżenie uposażenia poselskiego o 1/30 za każdy dzień nieusprawiedliwionej nieobecności na posiedzeniu Sejmu lub za niewzięcie w danym dniu udziału w więcej niż 1/5 głosowań”.

Problem wygląda na dość chroniczny, bo warto przypomnieć, że ta partia o skrócie PiS trzymająca władzę, intensywnie eksploatuje kraj już od siedmiu lat. Nie od wczoraj, ale od siedmiu lat dla realizacji swoich partyjno–prywatnych celów notorycznie oszukuje i dlatego skrót jej nazwy często w wolnym tłumaczeniu sprawdza się jako „Podłość i Szulernia”.

Z szulerem podobno nie siada się do stołu… Ale co z tego – i tak nie mamy pańskiego płaszcza… Ile to już razy wykiwano opozycję (i ciemny lud) wrzutkami niespodziewanych nocnych głosowań w sejmie. Spoza programu, często na bakier z prawem (czytaj – konstytucją), ale za to zawsze ze sprawiedliwym zyskiem dla partii. Kto dziś pamięta, ile było takich asumpcji i reasumpcji? Naczelny cynik tej opcji, marszałek R. Terlecki oficjalnie kiedyś zapowiadał z kwaśnym uśmiechem, że jak trzeba będzie, to znowu „zaskoczymy opozycję” … I tak zaskakują raz po raz, od siedmiu lat. Rodzi się pytanie – czy zaskakują ot tak sobie, kiedy chcą, czy opozycja daje się zaskakiwać, byle tylko tam tkwić i utrzymać te swoje przychody poselskie i diety?

Czyżby w tych oszukanych i przegranych głosowaniach nigdy nie chodziło o dobro kraju i jego obywateli, a tylko chodzi o tę dietę dzienną pojedynczego posła, byle tam siedział?… Od siedmiu lat ta pasywnie reaktywna opozycja — po kolejnym oszustwie PiS — tylko reaguje lamentem, ubolewaniem, zżyma się i pomstuje w resztkach niezagrabionych mediów. I dalej nic nie robi, by być, choć o te pół kroku do przodu.

Więc na te pół kroku ja tu zgłaszam taki pomysł z gwizdkiem.

Inspirującym przykładem dobrze rozumianej postawy parlamentarnej może być masowe wyjście dyplomatów z sali obrad 49. sesji Rady Praw Człowieka ONZ w dniu 1 marca 2022 r., już na samym początku przemówienia ulubieńca większości tych dyplomatów a w szczególności podatników zauralskich, niejakiego S. Ławrowa. Kto obserwował to sprawne i szybkie wyjście z sali obrad ONZ (sprawdź na YouTube), mógł mieć podobne skojarzenia do moich na temat skuteczności zastosowania gwizdka bosmańskiego w dużo przecież mniejszej sali tej niższej izby naszego parlamentu.

Wystarczy bowiem w naszym sejmie powołać Starszego Bosmana Opozycji (o mocnym zadęciu) i historia kraju może potoczyć się zupełnie innymi torami. Ponieważ w polskim parlamencie jazgot jest często iście bazarowy, to istnieje spora obawa, że hasło odwrotu podane głosem przez wybranego herolda opozycji, na przykład takie krótkie zbójnickie – „chopoki idymy” – mogłoby być niedosłyszane przez wszystkich jej członków (o ile nie przebywają w toalecie…). Zatem, gdyby ta opozycja potrafiła się umówić tak, że w momencie próby kolejnego oszustwa PiS — jako przykład choćby ta ostatnia wrzuta głosowania składu neo-KRS spoza programu w ubiegłym tygodniu (pozycja nr 70 w czwartek 12.05, o godz. 17:24:50) — natychmiast rozlega się mocny sygnał gwizdka bosmańskiego. To mogą być nawet trzy gwizdy jak środkowa litera O międzynarodowego sygnału SOS (save our souls) w alfabecie Morse’a. OUR – to nasze, nasza sprawa, nasza krajowa, nasza obywatelska, wyższa racja…

I wtedy wszystkie posłanki i wszyscy posłowie opozycji szybko wstają i sprawnie wychodzą z sali. Na pierwszy gwizdek opozycja ocknie się i wstaje, na drugi wychodzi, a na trzeci – już cisza, bo się nie naliczą… I co dalej? Nic — nie ma tego głosowania, nie ma wrzuty i nie ma kolejnego oszustwa. Ale za to – może być kolejne zwycięstwo demokracji przedstawicielskiej, nawet w tej kulawej postaci ordynacji proporcjonalnej.

Oczywiście – będą kary od marszałka za zakłócenie spokoju, za nieobecność i wszystkie inne możliwe opłaty, ale tu też damy radę… Za minutę czy dwie można wrócić na miejsce, bo już o 17:59:35 zaczynamy głosować punkt 73 programu. No, chyba że nie chcemy niejakiego Glapińskiego, to znowu trzeba wyjść na chwilkę na ten numer programu. Czasem trzeba będzie trochę pobiegać w te i nazad, bo w tej maszynce do głosowania zwanej sejmem na jedno popołudnie zaplanowanych jest 78 głosowań w czasie 108 minut, (ze średnią poniżej 1,5 minuty na sprawę) co niejednemu przytomnemu i przyzwoitemu obywatelowi może kojarzyć się z urąganiem zdrowemu rozsądkowi, ale tu tak mamy:

Głosowania w dniu 12–05–2022 r. na 54. posiedzeniu Sejmu – Sejm Rzeczypospolitej Polskiej

Żeby posłankom i posłom opozycji nie było żal tych utraconych 30. części dochodów miesięcznych (skądinąd już opłacanych przez podatników za aktywność sejmową), z powodu nieobecności oraz wszystkich innych dodatkowych kar wierzę, że tych wielkodusznych podatników będzie także stać na jeszcze dalej posuniętą kompensację demokratyczną, czyli na realizację kolejnego prostego pomysłu na ulepszenie niewydolnego systemu.

Wystarczy bowiem, żeby na przykład stworzony do takich właśnie celów Komitet Obrony Demokracji powołał sekcję prawdziwego KPO. To skądinąd znany skrót, ale tu będzie działał inaczej – to będzie podsekcja o nazwie Komitet Pomocy Opozycji. Ten komitet przy pomocy tak sprawnych portali, jak „zrzutka.pl” lub podobne może łatwo zorganizować zbiórkę kaski wśród popierających obywateli na pokrycie apanaży utraconych przez posłanki i posłów opozycji w wyniku zachowania ich postawy obywatelskiej, czyli nieobecności na oszukanych głosowaniach.

To wcale nie są żarty.

Piszę to dlatego, że głęboko wierzę w moc sprawczą Studia Opinii. Przecież to było niedawno, gdy po jednym z artykułów p. Krzysztofa Łozińskiego w SO, powołano tenże KOD, czyli Komitet Obrony Demokracji, będący dzisiaj istotną siłą obywatelską. Więc nie powinno być większego kłopotu, by w ramach KOD jeszcze powołać taki nowy, lepszy KPO. Ja sam deklaruję pierwsze 100 zł z mojej 13. czy tam 14. emerytury na zakup odpowiednio donośnego gwizdka bosmańskiego, choćby na Allegro. Wprawdzie w swoich licznych tekstach w SO p. Zbigniew Szczypiński skądinąd słusznie przekonuje, że wystarczy wprowadzić Sztuczną Inteligencję (SI) żeby wszystko było uczciwiej i lepiej, to jednak jest obawa, że takie rozwiązanie może zająć sporo czasu. Na razie zatem ja obstaję przy zastosowaniu w sejmie tańszego i prostszego rozwiązania w postaci gwizdka bosmańskiego …

Ta szybka innowacja może być szczególnie przydatna już niebawem, bo partyjni oszuści zachęceni przykładem ich niedościgłego wzorca i mistrza manipulacji — niejakiego Orbana Victora — już coś przebąkują o majstrowaniu przy ordynacji wyborczej.

Uwaga!

To jest zbyt poważne, bo jak przestrzega stare przysłowie „nie można dawać małpie zegarka do zabawy”.

Ale to odrębny temat…

Krzysztof J. Konsztowicz

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.