Jacek Pałasiński: Drugi obieg (310)13 min czytania

()

28.05.2022

1.

Drugi Obieg przy sobocie wedrze się do domeny Bogdana Misia i upuści sobie nieco żółci. Ale nie jak zwykle na szajkę; przynajmniej nie całkowicie.

Ludzie, żeby we współczesnym świecie żyć, muszą się przemieszczać. A wygląda na to, że różnorakie siły sprzysięgły się, by im to utrudnić.

Jedna z tych sił to nieudolni projektanci. Stosunkowo niedawno wybudowano na Północnych peryferiach Warszawy tzw. „Most Kurii”, czyli most Marii Curie de domo Skłodowska. Nazwa się nie przyjęła i raczej mówi się o nim „Most Północny”. Jak zwał, tak zwał. Most krzyżuje się z aktualnym przebiegiem trasy S-7 Gdańsk-Warszawa. Od Łomianek w kierunku centrum jedzie się zupełnie niewystarczającą dwupasmówką, w ustawicznym korku. Na wysokości Mostu Północnego „eska” zmienia się w trzypasmową Wisłostradę.

Zaprojektowano trzy pasy ruchu, betonowa bariera ogranicza go do jednego na jednej z bardziej ruchliwych tras dojazdowych do Warszawy. To trwa od lat i najwyraźniej nikomu z odpowiedzialnych za drogi to nie przeszkadza. Oczywiście na tym pasie po prawej przeważnie stoi radiowóz i szuka pretekstu, komu by tu dokopać mandatem. A pomyśleć, że płacimy im za to, żeby nas chronili i ułatwiali nam życie…

Jakiś geniusz między dwupasmówką „eski” a trzypasmową Wisłostradą ustawił betonowe zapory przeciwczołgowe, zwężając „eskę” do jednego pasa. Bo tam jest wyjazd z bardzo mało uczęszczanego zjazdu z mostu na Wisłostradę. Więc ów geniusz od zapory przeciwczołgowej uznał, że furda „eska”, furda dojeżdżający z Północy mieszkańcy Łomianek i okolic, dajmy dwa zawsze puste pasma zjazdowi, a na „esce” niech stoi wielokilometrowa kolejka, niech ludzie ciepią, niech ich samochody bez sensu zużywają drogie paliwo i zanieczyszczają środowisko.

To samo miejsce z lotu ptaka. Po środku widoczna idiotyczna bariera.

Co by się stało bez tej bariery? Nic! Sygnalizacja pozioma wyraźnie wskazuje tym niewielu, którzy opuszczają most ślimakiem, którędy mają jechać. Ale geniusz uznał, że zjeżdżający ze ślimaka mogą wyjechać ze swoich pasów i przytulić się bokiem do samochodów jadących prosto „eską”.

Są przecież ograniczenia prędkości, są sygnalizacje poziome, pionowe…

Ten skandal trwa latami, nikt nie kazał się odpowiedzialnym za komunikację popukać w głowę, nikt nie wytoczył projektantom procesu za głupie rozwiązanie węzła komunikacyjnego. A tam powinna być ustawiona wielka tablica pamiątkowa z nazwiskami osób za ten skandal odpowiedzialnych.

2.

Kolejni geniusze projektowali zjazd z Południowej Obwodnicy Warszawy (POW) na S7/S8. Każdy, kto jechał tam w przed i popołudniowych godzinach szczytu widział wielokilometrowe korki TIR-ów i uwięzionych między nimi nieszczęśników w samochodach osobowych. Godzinka stania – jak w banku. I znowu: cierpienie, zużyte paliwo, zanieczyszczenie. Autor, autor!

Na Goole maps zjazd z POW na S7/S8 o dziwo jest bez korka. Zdjęcie jest bardzo stare.
Oddanej ponad rok temu części POW od Puławskiej do S17 jeszcze nie ma, więc nie można sprawdzić, jak długi stoi tam korek.

3.

A próbowaliście w któryś piątek po południu zjechać z POW na S17 „Lubelską”? Wczoraj D.O. naliczył tam 12 kilometrów korka. A oddali to rok temu! I na dodatek, na samym zjeździe, między pasami ruchu, stoi milion pachołków, a między nimi wielka, niebezpieczna wieża przeciwczołgowa w czerwono-białe pasy. OK, fragment od tego skrzyżowania w kierunku Zakrętu i Warszawy nie jest jeszcze oddany do użytku, ale tam już jest w zupełności wystarczające ograniczenie prędkości; ta wieża w paski jest po prostu niebezpieczna!

4.

Ale to wszystko pikuś w porównaniu z „usprawnieniem Trzaskowskiego”, tj. złośliwym zwężeniem Marszałkowskiej przed skrzyżowaniem z Królewską. Tam były trzy pasy, z czego skrajny lewy służył do skrętu w lewo, w Królewską. I tam raczej nigdy nie było korków. Po „usprawnieniu Trzaskowskiego” polegającym na eliminacji skrajnego, lewego pasa, korki są stale. Cierpienie, zużycie paliwa, zanieczyszczenie.

Złośliwie i głupio przerobione skrzyżowanie Marszałkowskiej z Królewską, miejsce cierpień wielu Warszawiaków. „Usprawnienia Trzaskowskiego”.

Ale o ile poprzednie wynikały z głupoty, braku wyobraźni, to wynika z pobudek ideologicznych. OK, otworzą się niebiosa i D.O. zostanie wdeptany w ziemię przez sporą część Czytelników, ale trudno, nie dla poklasku to robimy.

To jest ideologia ekstremistycznej organizacji pn. „Miasto jest Nasze”. Wychodząc z najsłuszniejszych w świecie motywacji ekologicznych, organizacja ta dąży to tego, byśmy poruszali się pieszo lub na rowerach. Ewentualnie komunikacją zbiorową. Cudnie. Tylko, że nas do tego ZMUSZA. W imię słusznej ideologii. D.O. przypomina, że i różne inne ideologie też uważały się za słuszne i „dla naszego dobra” ZMUSZAŁY nas do pewnych zachowań. I „miasto jest ich” przeoczyło, że, żeby z Żoliborza do Wilanowa dojść piechotą na 9 rano, trzeba wyjść około 4 rano. Żeby dojechać rowerem – około 7 rano, ale dojedziesz albo spocony jak koń kieratowy, albo przemarznięty, albo przemoczony… D.O. jeździł rowerem do pracy (ale nie kiedy padał deszcz lub śnieg) i mógł pracować tylko dlatego, że wtedy był w robocie do dyspozycji prysznic. A ile prania z tego było!

Gdyby chciał dojechać środkami zbiorowej komunikacji, zajęłoby mu to baaardzo dużo czasu, z pewnością dłużej niż rowerem i musiałby się sporo nachodzić piechotą. Też by zmókł, zmarzł, zgrzał się i złapał nieokreśloną ilość chorób zakaźnym.

Na dodatek, dzisiaj D.O. postarzał się i ledwo łazi, po operacji kręgosłupa nie powinien wsiadać na rower a dojazd miejską komunikacją do studia, w którym robi wywiady – jak obliczył – zajęłoby mu godzinę i 10 minut w jedną i godzinę i 25 minut w druga stronę (bo wraca w godzinach szczytu). Samochodem – 20-25 minut. Zostaje mu samochód, ale robią mu na złość i zwężają, zakazują, stawiają słupki, żeby nie mógł kupić kawałka chleba, likwidują parkingi, każą za nie płacić krocie i rozpuszczają za nich stójkowych, czerpiących satysfakcję z prześladowania współobywateli…

Samochód, drodzy ideolodzy z „Miasto jest wasze”, czy wam się to podoba, czy nie, pozostanie jeszcze na długo z ludzkością. Może nie będzie spalinowy, raczej nie będzie elektryczny w dzisiejszym rozumieniu, bo to bardzo nieekologiczne, wbrew temu, co sądzicie, ale będzie środkiem, którym istoty ludzkie będą się przemieszczać, gdzie chcą i kiedy chcą.

Dlatego też walka z nim jest przejawem jakiejś waszej ukrytej frustracji, chęci zemsty, chęci dominacji nad innymi, Majakowskiego przekonania, że jednostka zerem a kolektyw wszystkim.

Jeśli się do tego szaleństwa przyłączają władze miast, jeśli zamiast stawiać złote mosty temu, co NA PEWNO będzie preferowanym środkiem komunikacji ogromnej większości ludzi, to jest pora te władze zmienić.

One mają wam SŁUŻYĆ, drodzy obywatele, a nie ZMUSZAĆ was do zachowań, jakie wam nie odpowiadają: zwężając ulice, nie budując parkingów, bezkolizyjnych skrzyżowań, tras przelotowych.

5.

No i do uprzykrzania życia dołączają się jeszcze różne gangi, jak ten, które zarządza warszawskim lotniskiem. To fatalnie zaprojektowane lotnisko gang doprowadził do absurdu, obstawiając wszystkie ulice parterowej strefy przylotów miliardem plastikowych, biało-czerwonych zapór przeciwczołgowych, wyłącznie w celu uniemożliwienia komukolwiek zabrania do samochodu przylatującej bliskiej osoby, w celu zmuszenia skorzystania z niewygodnych i niebezpiecznych parkingów za 12 złotych za godzinę, przy czym minuta też jest godziną. W tę gangsterską aferę włącza się policja, polując na samochody, które przystają gdzieś w okolicy lotniska w oczekiwaniu na telefon od przylatującego: „już jestem, podjeżdżaj”. Ulubionym miejscem polowań policjantów jest nieodległy i zazwyczaj pusty parking dla autobusów, czyli wydzielony pas szosy wzdłuż torowiska dla cystern z paliwem lotniczym. Na samym lotnisku przylatujący pasażerowie wysiadają w …hali odlotów. Potem odbywają kilometrowy spacer, trafiają na niebezpiecznie wąskie przejście, które w przypadku zbiorowej paniki stanie się miejscem śmierci wielu ludzi, ruchome schody w dół potem oczekiwanie na bagaż, potem – z dwóch dostępnych bramek wyjściowych do miasta panowie i panie nielubiący się przepracowywać, trzymają otwartą tylko jedną, co w przypadku pożaru (możliwego w obecności napędzanych silnikami pasów transportowych, w które regularnie dostają się oderwane fragmenty bagaży) będzie miejscem kolejnej tragedii.

Ulubione  · 8 godz.  · 




Dzieło gangu lotniskowego. Widzieliście coś bardziej absurdalnego? Lata to trwa, a kiedy jeszcze barier nie było można się było na chwolę zatrzymać, załadować pasażera, nikomu to nie przeszkadzało, nie stanowiło zagrożenia. Taki gangsterski reket i tyle.
Przyzwolenie na torturowanie obywateli jest w Polsce powszechne.

I kiedy się już uda wyjść bez utraty zdrowia i życia, trafia się na mafię taksówkową. Ale o niej może przy innej okazji.

6.

Na osłodę – to, co czeka właściciela samochodu po opuszczeniu miasta (które jest ich, nie wasze).

7.

Nie żyje kardynał Angelo Sodano.

Więcej o tym, którego uważano za „szatana na szczytach Watykanu” ze starych proroctw, w jutrzejszym wydaniu D.O.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.