04.06.2022
Ważne rocznice dla Polski i dla D.O.
1.
Sobota, więc trzeba zacząć od wiadomości lekkich, łatwych i przyjemnych. Ta będzie nawet śmieszna: Korea Północna przejęła rotacyjne przywództwo Konferencji Rozbrojeniowej, najważniejszego forum rozbrojenia nuklearnego w ONZ (https://www.bbc.com/news/world-asia-61679432).
Tak, to jest ta sama Korea Północna, która na początku tego roku przeprowadziła testy międzykontynentalnej rakiety balistycznej, zakazanej przez Radę Bezpieczeństwa ONZ.
Tak, to jest ta sama Korea Północna, która w zeszłym tygodniu wystrzeliła kilka pocisków rakietowych tuż po wizycie prezydenta Joe Bidena w Korei Południowej i Japonii.
Tak, to jest ta sama Korea Północna, na którą ONZ nałożyła surowe sankcje za złamanie zakazu przeprowadzania testów broni balistycznej i jądrowej.

Konferencja Rozbrojeniowa – odbywająca się trzy razy w roku w siedzibie ONZ w Genewie – jest jedynym na świecie stałym, wielostronnym organem, negocjującym porozumienia dotyczące broni i broni jądrowej. Jej celem jest zakończenie wyścigu zbrojeń nuklearnych i zapobieżenie wojnie jądrowej. Jednak od 1996 roku nie udało się uzyskać żadnych godnych uwagi sukcesów.
Aż do wczoraj.
2.
I, żeby było jeszcze śmieszniej, Wyborcza (https://wyborcza.pl/7,75399,28534425,rosyjscy…) cytuje:
Olga Holeckaja mówi:
„Metodycznie niszczymy dostarczaną do Ukrainy broń, ale Stany Zjednoczone wysyłają jej tak dużo, że musimy wyciągnąć pewne globalne wnioski. Może to czas, by przyznać, że specjalna operacja Rosji w Ukrainie dobiegła końca, w pewnym sensie, i że rozpoczęła się prawdziwa wojna: III wojna światowa. Jesteśmy zmuszeni przeprowadzić demilitaryzację nie tylko Ukrainy, ale całego NATO”.
Zabawne, nieprawdaż?
Potem mówi deputowany do Dumy Oleg Terleckowoj:
„Jeśli Polska rozpocznie jakąkolwiek interwencję, powinna pamiętać, że obecne granice Polski są gwarantowane porozumieniami po II wojnie. Jeśli oni wyjdą poza te granice, anulują wszelkie powojenne porozumienia, a tam Polska dużo zyskała. Wtedy za polskie granice nikt już nie da złamanego grosza”.
Co racja to racja. Perfidny Stalin dokonał rozbioru Niemiec, a zniewolona przezeń Polska stała się jego wspólnikiem. Stalina nie ma, zniewolenie jest, ale tylko wewnętrzne, faszystowskie, a granice są, gdzie je Stalin wyznaczył.
3.
Dla sobotniej rozrywki 3 pytania:
– Czy istnieje tajny rząd światowy? Odpowiedź: Jeśli istnieje to nazywa się Klubem Bilderberg i właśnie rozpoczął swoje doroczne, 68 już spotkanie, tym razem w Waszyngtonie.
Drugie pytanie: kto był najbardziej wpływowym politykiem polskim od czasów Jana III Sobieskiego? Odpowiedź: Józef Hieronim Retinger. Nie słyszeli państwo? No to, czego nas uczą w szkołach?
Pytanie trzecie: jaki jest związek między dwoma pierwszymi? Odpowiedź: Józef Retinger założył w 1954 r. Klub Bilderberg i był jego prezesem aż do śmierci w r. 1960. Nazwa wwodzi się od hotelu w holenderskim kąpielisku Oosterbeek, w którym odbyło się pierwsze spotkanie Klubu.
Po kolei: Józef Retinger, osierocony w dzieciństwie, został wychowankiem Władysława Zamojskiego, Studiował na Sorbonie. Był literaturoznawcą, wolnomularzem, fenomenalnym politologiem i przyjacielem Józefa Conrada Korzeniowskiego. W 1917 r., podczas rewolucji meksykańskiej był doradcą prezydenta i pomysłodawcą powstania do niedawna rządzącej Meksykiem Partii Narodowo-Rewolucyjnej. Jako doradca gen. Władysława Sikorskiego miał decydującą rolę w doprowadzeniu do podpisania układu Sikorski-Majski. Został zrzucony na teren okupowanej Polski jako emisariusz rządu londyńskiego, przewiózł wiele milionów $ dla państwa podziemnego. Starał się stworzyć rząd koalicyjny z udziałem PPR-u, możliwy do przyjęcia przez Stalina po konferencji w Teheranie, za co oddział likwidacyjny AK usiłował go zgładzić. Po wojnie był orędownikiem zjednoczenia Europy. Mówi się, że zalążek EWG został stworzony właśnie na posiedzeniu założonej przez Retigera Grupy Bilderberg, że tam zapadła decyzja o utworzeniu euro i o zjednoczeniu Niemiec. Ale to tylko plotki.
Retinger miał wolny wstęp na Downing Street 10 oraz do Białego Domu. Jego główną troską było zacieśnienie więzów Europy ze Stanami Zjednoczonymi, co jest leitmotivem spotkań grupy aż do dziś. W 1958 był nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla
W 67 dotychczasowych spotkaniach grupy Bilderberg brało udział zawsze 130-150 osób. Jakich? Cóż: najpotężniejszych polityków świata, bankierów i przedsiębiorców. Od 1959 r. stałym gościem był Zbigniew Brzeziński, niewiele później dołączył Henry Kissinger, potem prezesi Banku Światowego, politycy i miliarderzy, tacy jak Hillary Rodham Clinton, Tony Blair, Melinda Gates, sekretarze generalni NATO, liderzy Unii Europejskiej, czołowi politycy amerykańscy i do tego prawdziwa armia bankierów i prezesów największych firm zachodniego świata.
W tym roku w Waszyngtonie też będzie ponad 130 osób, m.in. przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel, premierka Finlandii Sanna Marin, premier Holandii Mark Rutte, komisarz UE ds. sprawiedliwości Didier Reynders, sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Białego Domu Jake Sullivan, dyrektor CIA William Burns, zastępca sekretarza skarbu USA Adewale Adeyemo, ambasador Ukrainy w Waszyngtonie Oksana Markarowa, szef holenderskiego MSZ Wopke Hoekstra, prezes firmy Pfizer Albert Bourla, dyrektor generalny Ryanaira Michael O’Leary, były dyrektor generalny, prezes Google’a Eric Schmidt.
Polskę reprezentować będą b. minister Obrony i Spraw Zagranicznych, europoseł Radosław Sikorski i prezes Polskiej Rady Biznesu Wojciech Kostrzewa, niegdyś wiceprezes TVN-u. Dla Sikorskiego to już któryś raz; bywał tam również ze swoją małżonką, jedną z najbardziej wpływowych dziennikarek świata Anne Appelbaum.

D.O. ma wielki szacunek dla mądrych ludzi, którym wysokie poczucie etyki nakazuje iść po d prąd, zboczyć z mainstreamu, wyjść poza sztampowe „Politically correct”. Godność ludzką można podeptać na wiele sposobów, a Sieć, pajęcza sieć o zasięgu globalnym (world wide web) wywraca na nice najważniejsze zdobycze cywilizacji w dziedzinie ludzkiego prawa do opinii, do wolnej myśli, a nawet do błędu. Współczesne stosy nie potrzebują ognia, by spopielić istotę ludzką.
https://wyborcza.pl/…/7,124059,28385136,anne-applebaum…
W przeszłości Polskę reprezentowali też m.in. Jacek Rostowski, Andrzej Olechowski, Aleksander Kwaśniewski, Hanna Suchocka; prezes Polskiej Rady Biznesu Jacek Szwajcowski i prezes Banku Handlowego Sławomir Sikora.
Oczywiście Grupa Bilderberg jest wrogiem nr 1 wszystkich miłośników teorii spiskowych.
Część opisujących Grupę Bilderberg poszukiwaczy sensacji uważa, że jest ona kontynuatorką dzieła „Czarnych gwelfów”, co D.O. wydaje się pozbawione sensu, gdyż po wygnaniu gibelinów, to biali gwelfowie byli we Florencji zwolennikami postępu, a czarni – najbardziej zatwardziałymi konserwatystami. Inni sądzą, że Bilderberg to nic innego, jak kontynuacja działalności Zakonu Iluminatów bawarskich, którzy pragnęli nieść ludziom oświatę, ograniczając złowrogie ich zdaniem wpływy jezuitów. Obie te teorie są pozbawione sensu, prawdopodobnie ukute przez tych, którzy zazdroszczą, że nie zostali na spotkania Klubu Bilderberg zaproszeni.
4.
Kolejny śmieszny news:
Po tym, jak nazwał saudyjskiego następcę tronu Mohammeda bin Salmana „pariasem”, przypisując mu oczywistą odpowiedzialność za zabójstwo dziennikarza Jamala Khashoggiego, Joe Biden uda się na spotkanie z nim na dwór saudyjski.

No to będzie na Zachodzie ropy w bród. To skąd te podwyżki?
D.O. wie, ale nie powie.
Podróż najprawdopodobniej odbędzie się pod koniec czerwca, zbiegając się z zaplanowaną już wizytą Bidena w Izraelu.
Cóż: Arabia Saudyjska jest pierwszym producentem ropy na świecie. Wszelkie rezerwy ustąpiły już w pierwszych dniach wojny w Ukrainie, kiedy, baryłka podskoczyła z 70 do 120$ i po tym, jak donosił Wall Street Journal, Mohammed bin Salman odmówił odpowiedzi na telefon od Bidena, który chciał poprosić o zwiększenie wydobycia ropy przez Rijad w celu zrekompensowania embarga na ropę rosyjską.
MBS rzucił Bidenowi otwarte wyzwanie, udzielając długiego wywiadu magazynowi „The Atlantic”. „Jesteśmy krajem rozwijającym się. Mamy zasoby i pieniądze do wydania. Ameryka powinna zastanowić się, jakie są jej interesy w kontaktach ze swoimi sojusznikami. Nie mamy problemu z przejściem na inne rynki, przede wszystkim na chiński” – powiedział wtedy książę. No i Ameryka już wie, jakie są jej priorytety: „róbcie co chcecie, mordujcie kogo chcecie, bylebyście tylko sprzedawali ropę nam, a nie Chińczykom”.
Polityka, ladies and gentlemen!
MBS dokonał wielu istotnych i pozytywnych reform państwa, ale nie można zapominać, że w saudyjskich więzieniach przebywają setki aktywistów, ekonomistów i dziennikarzy. Mało kto pamięta, jak w 2017 roku setki książąt i wyższych urzędników państwowych zostało aresztowanych i zmuszonych do oddania większości swojego majątku pod zarzutem korupcji. Niektórzy z nich nadal są przetrzymywani, jak Mohammed bin Nayef, prawowity, pierwszy książę koronny, którego jednak zmumifikowany król Salman wydziedziczył na rzecz MBS właśnie. Jak MBS tego dokonał, zapewne nie dowiemy się za jego życia. A bin Nayef przez lata był postrzegany jako „człowiek Waszyngtonu w Rijadzie”. MBS już nie.
Dodatkowo ta podróż Bidena do Canossy, pardon, do Rijadu, może mieć poważne konsekwencje regionalne: Arabia S. zawsze była przeciwna porozumieniom Abrahamowym, tj. tych, które doprowadziły do porozumień pokojowych Izraela ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Bahrajnem.
Biden będzie chciał zatem zmiękczyć stanowisko MBS, ale może osiągnąć wręcz przeciwny efekt: osłabienia nowych partnerów Izraela.
5.
À propos paliw. Teraz potencjalnie najważniejsza wiadomość roku, może dekady, a może nawet stulecia: japońska firma związana z koncernem Toyota rozwiązała problem magazynowania wodoru, który stanowi doskonałe paliwo do wszelkiego rodzaju pojazdów i, po oddaniu całej swojej dawki energii, pozostawia w atmosferze wyłącznie… parę wodną (https://wyborcza.biz/…/7,177150,28537278,toyota-ma-swoj…).
D.O. wielokrotnie pisał, że obecna koncepcja „samochodu elektrycznego” to ślepy zaułek. Wielką nadzieją obrońców środowiska, do których D.O. entuzjastycznie przystał lata temu, był więc samochód napędzany pierwiastkiem najbardziej rozpowszechnionym we wszechświecie. Z tym tylko zastrzeżeniem, że nigdy nie występuje sam, tylko przyklejony do jakichś innych pierwiastków. By uzyskać wodór na paliwo samochodowe, trzeba po pierwsze oddzielić go od tych innych pierwiastków, a następnie skompresować pod wielkim ciśnieniem.
I to była granica, która wydawała się nie do przezwyciężenia. Zwłaszcza, że oba te procesy – rozdzielania i kompresowania – wymagały ze swej strony sporego wkładu energii. Ale po podliczeniu całości i tak wodorowe ogniwo paliwowe (fuel cell) byłoby tańsze od paliw kopalnianych.
A teraz Toyota znalazła coś w rodzaju świętego Graala. Mianowicie butlę gazową.
„Już była!” – zakrzykną Czytelnicy. No tak, ale nie z wodorem i nie pod takim ciśnieniem! Ta japońska jest jak bateria, jaką wkładamy do latarki. Kiedy się wyczerpie, wyjmujemy starą, wkładamy nową. No a tę specyficzną butlę ze skompresowanym, upłynnionym wodorem wkładalibyśmy w odpowiednią dziurę w samochodzie i samochód dzięki niej by jechał. Kiedy butla się wyczepię, zajeżdżamy na stację wodorową (bo nie benzynową!), wyjmujemy wyczerpaną butlę, wkładamy świeżo nabitą nową i jedziemy dalej. 30 sekund i po kłopocie. Nie trzeba stać 15 godzin przed kolumienką elektryczną, żeby naładować baterię litowo-jonową, jak dzisiaj.
Lepiej?
Dla D.O. lepiej. I dla planety lepiej.
Zła wiadomość jest taka, że na razie butla Toyoty wystarcza do napędzenia kuchenki mikrofalowej przez 4 godziny. No a kuchenką daleko się nie zajedzie, najwyżej do sufitu i z powrotem.
Ale jesteśmy coraz bliżej samochodu na wodór, zwłaszcza, że Toyota intensywnie pracuje nad systemem masowej produkcji i dystrybucji swojego wynalazku. Forza Toyota!
6.
À propos: proszę przeczytać w Guardianie (https://www.theguardian.com/…/car-tyres-produce-more…), o tym, że z samochodowych opon wychodzi znacznie więcej cząsteczek stałych niż z wydechów silników spalinowych. No i ich produkcja też jest nieszczególnie ekologiczna. A widzieliście kiedyś manifestację przeciwników opon?

„Testy wykazały, że zużycie opon wytwarza prawie 2000 razy więcej zanieczyszczeń niż ze spalin nowoczesnych samochodów. Cząsteczki opon zanieczyszczają powietrze, wodę i glebę oraz zawierają szeroką gamę toksycznych związków organicznych, w tym znanych substancji rakotwórczych, twierdzą analitycy, sugerując, że zanieczyszczenie opon może szybko stać się głównym problemem dla organów regulacyjnych.
Zanieczyszczenie powietrza jest przyczyną milionów przedwczesnych zgonów rocznie na całym świecie. Wymóg posiadania lepszych filtrów oznacza, że emisje cząstek stałych z rur wydechowych w krajach rozwiniętych są teraz znacznie niższe w nowych samochodach, a te w Europie są znacznie niższe od dopuszczalnego limitu. Jednak rosnąca masa samochodów oznacza, że w miarę zużywania się na drodze opony wyrzucają więcej cząstek”.
Może jakiś Michelin lub Pirelli wynajdą coś równie genialnego, jak Toyota z butlą wodorową?
7.
To już nie będzie takie śmieszne ani optymistyczne. Kiedy ty, Czytelniku, będziesz grillował dziś śląską, w obozie koncentracyjnym w Lesznowoli pod Warszawą, uchodźcy, którym udało się przedostać przez granicę z Białorusią wejdą w 32 dzień strajku głodowego. Protestują przeciwko przetrzymywaniu ich w obozie koncentracyjnym, chociaż nie popełnili żadnego przestępstwa. Niektórzy z nich są na tyle chorzy, że pobyt w tym obozie koncentracyjnym zagraża ich życiu. Przetrzymywani w polskim obozie koncentracyjnym ludzie najprawdopodobniej WSZYSCY zasługują na status uchodźcy politycznego, a Konwencje Genewskie, których Polska jest sygnatariuszem ZOBOWIĄZUJĄ rząd polski do udzielenia im azylu, a nie zamykania w obozie koncentracyjnym.
Że co? Że D.O. za wiele razy użył określenia „obóz koncentracyjny”?
No tak. To jest doskonały powód do oburzenia.
Przeczytaj artykuł: https://bialystok.wyborcza.pl/…/7,35241,28540226,31…
A potem przeczytajcie pożegnalny artykuł Tomasza Lisa, rozstającego się z Newsweekiem.

Był za łagodny, bo o tej tragedii, o tej plamie na honorze wszystkich Polaków media w ogóle nie piszą. A za to o Deepie i Heard – a hajże!!! – na czołówkach przez wiele dni. O tej dziwnie ubierającej się niemieckiej rodzinie, zamieszkującej w Londynie (a ostatnio również w Kanadzie) – równie dużo.
Takie są hierarchie wartości polskich mediów, nawet tych, którzy nie robią… no wiesz, Czytelniku czego – szajce.
8.
Obozy koncentracyjne stawiają nas w jednym szeregu z Chinami. Oni też jakoś ładniej nazywają swoje obozy koncentracyjne, w których więżą i torturują ok. 1.5 miliona Ujgurów, prawowitych mieszkańców Turkiestanu Wschodniego, który Chińscy okupanci przezwali „Prowincją Północną” – Sinciangiem. Nazywają je „obozami reedukacyjnymi”. Bo nawet chiński ludobójca nie nazwałby „ośrodkiem przyjęć dla cudzoziemców” placówki, otoczonej żelaznym płotem, zwieńczonym zabójczym drutem kolczastym, do którego nie dopuszcza się lekarzy-specjalistów, ani pozarządowych organizacji opiekuńczych. Ani, oczywiście, dziennikarzy, co samo w sobie jest skandalicznym złamaniem prawa.
Ciekawe, kiedy nasi jedynie słuszni zaczną sprzedawać organy zabitych więźniów. Żeby zabitych: kiedy pobrano im organy, niektórzy jeszcze żyli! „Badanie przeprowadzone przez dwóch badaczy izraelskich i australijskich dowodzi, że większość przeszczepów odbywa się dzięki więźniom z celi śmierci. I, przynajmniej do 2015 roku, w kilku przypadkach chirurdzy podjęli działania przed śmiercią mózgową więźnia” – donoszą media, m.in. „The Times” (https://www.thetimes.co.uk/…/chinese-surgeons-removed…)
9.
Minęło 100 dni wojny w Ukrainie. Absolutnie okrutnej wojny, jaką tylko Rosja, pod dowolną nazwą, potrafi prowadzić. Bandyckiej, morderczej, niszczycielskiej, która „defies comprehension” – jak napisał CNN.
Zaczynamy, świat zaczyna się oswajać z tą nieprzerwaną ludzką jatką.
Dlatego ten sam CNN w setny dzień tej wojny daje komentarz pod tytułem „Po 100 dniach wojny Putin liczy na obojętność świata”.

Ukraińcy już nie kokietują. Teraz błagają o przyspieszenie dostaw zachodniej broni. „Przegrywamy, Rosjan jest za dużo” – mówią żołnierze w Donbasie i nie tylko.
Więc teraz przyszłość Ukrainy i świata zależy najbardziej od dwóch rzeczy: od szybkich dostaw broni dla armii ukraińskiej, by mogła powstrzymać macerowanie ludzi, miast i ziemi uprawnej i od tego, czy nasze serca nie staną się obojętne.

Takiego wała, morderco!
Jeśli jednej z tych rzeczy zabraknie, cały świat czeka czarna przyszłość, potworna przyszłość.
Co nie jest takie śmieszne, za co D.O. przeprasza.

Bądźcie, proszę, pomagajcie jak możecie!

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
