07.06.2022

Goście, którzy w dniu święta weteranów przyszli do nas na piknik, zapytali mnie jak się czuję po sercowych przygodach. — Fizycznie dobrze, odpowiedziałem, ale wojna ukraińska i ostatnie dwie masakry dokonane przez osiemnastolatków półautomatyczną bronią kupioną legalnie w sklepach czynią mnie moralnie przegranym.
Po przeżyciu koszmaru drugiej wojny światowej mojej głowie dziecka wydawało się, że świat odzwyczai się teraz od zabijania. Wojny, które śledziłem jako dorosły, działy się w odległych krajach, co trochę uciszało sumienie. Przebudziło mnie rosyjskie zajęcie Krymu. Okiem filmowca próbowałem je zbagatelizować. Tak pisałem w roku 2014:
Polityczny dyletant, naiwny optymista, wciąż stawiam na swoim: w 21. wieku przekonują nas najlepiej obrazy, a „Krym cumuje w rosyjskim porcie”, zaliczam do osiągnięć światowej kinematografii politycznej na równi z takimi obrazami jak „Mur berliński”, „Inwazja Iraku”, „Tahrir Square”, „Majdan”, jak też głośnym filmem tego samego reżysera Putina: „Olimpiada w Soczi”. Oglądając tę olimpiadę, podziwiałem energię ludzkiego ciała nigdy tak niefotografowaną na tle śniegu, ale także doskonalą rosyjską organizację i przywiązanie do własnej kultury; nic nie mam przeciwko takiej propagandzie. Żyjemy w świecie faktów dokonanych, które przyswajamy sobie za pośrednictwem obrazów i często połykamy je jak gorzkie pigułki. Pasjonuje mnie młoda ukraińska demokracja, ale nie widzę scenariusza, w którym Kijów, słusznie wystrzegający się zbrojnej konfrontacji, mógłby teraz odpowiedzieć na ten bezkrwawy kryminał w reżyserii Putina. Gdy za kilka lat będziemy oglądać z Majdanu obraz „Ukraina wchodzi do Europy”, poprawią się nam humory, a epizod krymski pójdzie w zapomnienie i okaże się, że zabranie Krymu nic nie pomogło; Rosja Putina będzie w stanie kryzysu. Czuję, że będzie coś do sfilmowania na Placu Czerwonym.
Odpowiedział mi z Kopenhagi mój polski i duński przyjaciel, natan gurfinkiel:
Marianie, zazdroszczę ci pogody ducha, z jaką odbierasz świat i bardzo dobrze, że masz takie spojrzenie, bo dzięki niemu emanuje od ciebie ciepło, które tak zawsze urzekało wszystkich dookoła. Moja filmografia byłaby zupełnie inna: Biafra, Budapeszt, Praga, Wschodni Berlin, rzeź Chińczyków w Indonezji po obaleniu Sukarno, masakra na Zanzibarze, Ruanda/Burundi etc., etc. – ale ja jestem dziennikarskim rzemieślnikiem, artysta nie musi mieć politycznej busoli na podorędziu, nie narzekaj więc na dyletantyzm w tej materii, twoje spojrzenie wydaje mi się wielką zaletą, bo gdybyś czegoś takiego nie miał, wszystko, co byś nakręcił przypominałoby „Mondo Cane” Jacopettiego – zapomniany światowy hit kina dokumentalnego z lat 60, nakręcony chyba specjalnie dla masochistów.
Inwazja Rosji na Ukrainę odebrała mi filmową wyobraźnię. Stałem się znów uczestnikiem, dzieckiem wojny obejmowanym w schronie przez matkę, wsłuchanym w dźwięki nadlatujących samolotów i wybuchy armatnich pocisków. Jestem wśród ludzi o znanych mi twarzach: Ukraińcy to my. Rosjanie to Niemcy. W twarzy Putina doszukuję się rysów Hitlera. Szukam podobieństwa ich wielkich kłamstw. Hitler: Wschodnią Europę musimy wyzwolić od Żydów!. Drang nach Osten! Putin: Ukraińców wyzwolimy od faszyzmu! Dawaj na Zapad! Wojna telewizyjna bez scenariusza i reżysera. Przelew krwi, którego nikt nie potrafi wstrzymać.
— Pomóżcie mi znaleźć w tym szczyptę optymizmu — apeluję do gości naszego pikniku w dniu święta weteranów. Najstarszy Wilek, który też jest dzieckiem Holocaustu, mówi: — Przyjrzyj się Ukraińcom. To oni wyznaczają światu nową cenę wolności. Pocieszmy się tym.

Marian Marzyński
Polski i amerykański dziennikarz, reżyser filmowy i scenarzysta. Ur. 12 kwietnia 1937, zmarł 4.04.2023. Mieszka stale w USA. Album autobiograficzny Mariana Marzyńskiego KINO-Ja. ŻYCIE W KADRACH FILMOWYCH jest do nabycia w księgarni internetowej UNIVERSITAS i w sklepach taniej książki.
Witryna Marzyńskiego LIFE ON MARZ

