09.06.2022

Są klimaty polityczne i moralne. Sprzyjające nacjom bądź nie. Przywykliśmy uważać, że moralność nie tańczy z polityką w jednej parze i nawet gdy się spotykają na oficjalnych forach, to, klepiąc się po bańdziochach i na siebie przyjaźnie warcząc, zapewniają się o wzajemnej miłości. Z boku można by odnieść wrażenie, iż dmuchają w jedną trąbkę życzliwości. Lecz jest to wrażenie mylne i obliczone na uspokojenie publiki zapatrzonej w dające nadzieję gesty swoich przywódców.
*
Obrodziły nam turbulencje o różnym umaszczeniu i nie ma co się łudzić, że mamy czas na kunktatorstwo. Tego, cośmy spieprzyli, przespali, zostawili na święty nigdy, zatrzymać nie można i wiedzą o tym nawet ostatnie tumany; udowadnianie, że społeczne nastroje popsuły się nam po kokardę, ma co najmniej niewidoczny sens. Lecz politycy deklarują chęć zmierzenia się z problemem zagrożeń, a deklaracje te składają w imieniu swoich państw. Ma to pocieszyć ludzi, którym świat wali się na potęgę.
*
Moralność jest siostrunią braciszka Kutwy. Tenże Kutwa trzyma kasę, a jako że jest ekonomicznym doradcą polityka, zanim wyrazi zgodę na uszczuplenie trzosa, to każdego tynfa trzy razy ogląda pod światło. Bada, przelicza i kalkuluje, czy posunięcie dyplomaty odpowiada finansowym możliwościom worka z mamoną.
Z tej przyczyny każdy kraj ma własną koncepcję wychodzenia z matni. Jeden obiecuje ile wlezie, sieje przyrzeczeniami, zapewnia na bum-cyk-cyk i przysięga bez opamiętania, nie licząc się z konsekwencją swoich deklaracji. Drugi rozważa, cedzi, zastanawia się nad każdą wypowiedzią. Pierwszy ma opinię rozrzutnego optymisty, drugi, choć też popełnia decyzyjne błędy, to są one mniejsze.
*
Dziwna i ciekawa jest ewolucja znaczeń słów. Ciekawa, bo fascynujące jest podążanie ich drogą. Odkrywanie ścieżek wiodących od pierwotnego, do obecnego ich rozumienia. Dziwna, bo miast przeobrażać się w stronę szlachetniejszą, zmierza w stronę troglodycką. Na przykład zaśniedziałe wyrażenie rycerz określające człowieka doszczętnie prawego, człowieka szlachetnego, na którym mogło się polegać, którego słowo, to nie był dym; ludzie tej proweniencji wyginęli.
Lecz nie tylko słowa zmieniają znaczenia. Obyczaje podobnie, gdyż te, które brzmią swojsko w uszach zgreda, są nie do zaakceptowania przez pokolenie jego wnuków. Trzeba więc zastanowić się, czy myśląc o niepodległości, zgred i wnuk myślą podobnie.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
