9 min czytaniaJS: Rzeczpospolita parobczańska

16.06.2022

Zdanie odrębne

Jako samozwańczy wajdelota przewiduję, że pani Aneta Wybieralska zrobi karierę literacką. Co ja piszę; już robi, wydała cztery książki, a wnosząc ze zdjęcia, jest osobą młodą, czyli z przyszłością. Nie znam jeszcze żadnej, ale namiętnie czytam jej recenzje filmowe, zaczynające się od słów: „Fajny film wczoraj widziałam…” Urzekło mnie omówienie jednego z odcinków serialu Ranczo, które zatytułowała Etos parobka. Pomysł i wykonanie nadzwyczajne, a błahy pretekst stał się asumptem do świetnego tekstu, w którym parobek zabija sztukę. Ponieważ teza jest uzasadniona autorytetem, czyli Gombrowiczem, spróbujmy temat nieco pociągnąć …

Rdzeniem terminu „parobek” jest cząstka, sylaba (zgłoska) –rob-; ta sama co w słowach: robić, robota, robienie, robótka, robotnik, robotnica, rozróba, wyrób/wyroby, wyrobnik, przeróbka i wielu innych słów, w których funkcjonuje. Podobny rdzeń można znaleźć w językach słowiańskich, np. poroba w czeskim znaczy niewolnictwo, a staropolski i rosyjski rab to niewolnik.

Nasz parobek to „stały lub sezonowy robotnik najemny, pracujący w folwarku lub gospodarstwie bogatego chłopa, lub też służący w karczmie, lub majątku dworskim” – czytamy w Wikipedii. Pisał to zapewne jakiś utytułowany językoznawca, skoro w jednym – nie specjalnie złożonym – zdaniu aż cztery razy użył spójnika lub… Z „definicji” wynika, że parobek to pojęcie historyczne; nie ma przecież folwarków, bogatych chłopów, karczem czy majątków dworskich. Definiujący z niezrozumiałych względów pominął majątki kościelne, choć te były i są nadal, a nawet powiększają swój areał …

A co z parobkiem rodzaju żeńskiego? Przecież kobiety wiejskie też najmowały się do prac – na roli, w obejściu, na plebanii etc. Jeśli były niezamężne, nazywano je dziewkami (dworskie, służebne, łaziebne itp.). Parobek dziewka to para „wolnych najmitów”, by nawiązać do tytułu wzruszającego wiersza Konopnickiej. Dziewka (nie mylić z dziwką!) również wyszła z zużycia; zastąpiła ją „kobieta pracująca, co żadnej pracy się nie boi”, albo „kobieta do dziecka”, „baba ze straganu”, „Ukrainka do sprzątania” itp. Aby być w zgodzie z feminizmem, proponuję wprowadzić słowo „parobka”; będzie to parobek rodzaju żeńskiego, podobnie jak: chłopka, fryzjerka, profesorka, polityczka itp. Skoro – według Wybieralskiej – „parobek kształtuje wszystkie dziedziny życia”, nie można pomijać wkładu kobiet…

Parobek, czyli najmita jest więc płci obojga tudzież różnych zawodów vel profesji (stolarz, murarz, piekarz, krawiec, informatyk, lekarz etc.), wymyka się rozmaitym stopniom i typom wykształcenia (zawodowe, średnie wyższe; humanistyczne, techniczne), stanom (duchowny, świecki) wreszcie tytułom i stopniom (robotnik niewykwalifikowany, technik, inżynier, doktor, doktor hab., profesor, proboszcz, biskup, a nawet kardynał!). Parobek/najmita jako rzeczownik odczasownikowy występuje w trzech stronach: czynnej – wy/najmuję, biernej – jestem wy/najęty[1] i zwrotnej – wy/najmuję się. Quartum non datur, czyli nie ma czwartej możliwości.

Wprawdzie poetka czyni parobka wolnym, jest to jednak wolność negatywna, czyli „od” – zagonu, chałupy, dzieci, inwentarza… Wol­ny, bo nic mu nie cię­ży na świe­cie… Jest on również wolny „do” – może: iść albo spo­czy­wać, […] kląć. Może osza­leć i pła­kać, i śpie­wać. Może też kosić trawę i zboże… Jest wol­ny jak pta­cy […] chce – nie­chaj żyje, a chce – niech umie­ra! Czy się uto­pi, czy chwy­ci się pra­cy… – a to jest wolność pozytywna.

Parobek Wybieralskiej nie podpada pod wyrafinowaną dystynkcję: „od” – „do”; on wykracza ponad takie sofistyczne podziały. Jest to parobek wyjątkowy, rodzimy, polski, który – z jednej strony wyrósł na naszej glebie pszenno-buraczanej, a więc niesie ze sobą cały bagaż parobczańskiej tradycji; z drugiej – korzysta z najwyższych osiągnięć techniki. Dzięki Internetowi jest nie tylko odbiorcą najgorszych treści, jakie oferuje to medium, ale również ich twórcą. W social-mediach daje upust przypisanej mu cesze gatunkowej, czyli nienawiści – z angielska zwanej hejtem. Wyżywa się w niej jak artysta w tworzonym dziele. W hejcie wznosi się na wyżyny niedostępne ludziom pióra i innych sztuk wyzwolonych; przeszedł nawet swego twórcę Gombrowicza tak jak Pinokio – Gepettę. Jednak kiedy włoski lalkarz martwił się, że jego drewniany pajac kłamie, polski pisarz biłby brawo, obserwując aktywność swego idola we wszystkim, co on robi. Gdyby żył…, ale nie doczekał – jak ten Jaś ze smutnego wiersza.

„Parobek” to kategoria egzystencjalno-społeczna, typ człowieka charakterystyczny dla narodów i plemion, które długo pozostawały w okowach feudalizmu, tudzież opierały się na gospodarce folwarcznej; u nas – dzięki PGR-om – dotrwała ona początków XXI wieku. Dowodem powyższej tezy jest niedawna recepcja książki prof. Adama Leszczyńskiego pt. Ludowa historia Polski[2], za którą jeden wybitny historyk nazwał autora zdrajcą!

Uczony wywód p. Wybieralskiej (tudzież luźne uwagi niżej podpisanego) są niczym wobec wypowiedzi parobka/parobki – w słowie i piśmie, jakie funkcjonują w przestrzeni medialnej[3], a więc są powszechnie dostępne. Każde ich słowo to fakt (od łac. facio, czyli  robić, czynić, działać). Na koniec więc kilka faktów, czyli wytworów – najpierw umysłu, a potem ust albo pióra – rodzimego parobczaństwa.

Typ ten lubi rozrywkę, szczególnie kabaret, więc telewizja bez przerwy nadaje programy, podczas których widz zaśmiewa się „od ucha, do ucha” (gdyby nie miał uszu, śmiałby się dokoła głowy!). Aktem założycielskim narodowego kabaretu okazała się scenka rodzajowa w wykonaniu dwu panów. „Cała Polska z was się śmieje” – krzyczał starszy; „komuniści i złodzieje!” – dokrzykiwał z boku młodszy, a potem były brawa i nieopisana radość. Podobnie w sejmie, kiedy jedna pani, jak na straganie, wołała ze złością: „Te pieniądze nam się należały!”, a tłum (poselski) też bił brawa, wstając z ław. Popis ekonomicznego wykształcenia dała (dwa dni temu) ministra, która obwieściła tryumfalnie: „Naszą odpowiedzią na inflację jest czternasta emerytura”. Jej kolega od edukacji i wychowania zawyrokował: „Gdyby nie sądownictwo, Polska byłaby krajem praworządnym”. Można tak w nieskończoność – cytować, odnotowywać…

Aktorzy (dawniej mówiono komedianci) tego widowiska nie prezentują wysokiego poziomu. Przyswoili sobie kilka gestów: nadymanie się, robienie groźnej miny, marszczenie brwi, półobroty wokół własnej osi, nakręcanie się emocjonalne, podnoszenie głosu, wysuwanie dolnej wargi, uwypuklanie policzków przy pomocy języka, granie na nosie, pokazywanie środkowego palca, ruchy rąk do góry i na boki, zarządzanie ciszą, wrzaski i pohukiwania, buczenie, mówienie plecami, inwektywy, pomówienia, mijanie się z prawdą (premier), popisy niekompetencji (prezes banku) etc.

Jednym z wypróbowanych „środków wyrazu” parobka jest puszczanie oka oraz opowiadanie żartów. Jeśli publika nie reaguje, wtedy zaśmiewa się sam żartowniś. Jeden z nich przypomniał ostatnio plakat skierowany do ówczesnego premiera Donalda Tuska: „Panie premierze, czy chciałby pan, żeby cewnik zakładała panu 67-letnia pielęgniarka?” Tym razem sala buchnęła śmiechem, bo przecież lepiej, aby tę czynność robiła osoba młoda, a polskie pielęgniarki w większości są w wieku przedemerytalnym…

Mylą się socjologowie, którzy twierdzą, że parobek, który nagle stał się panem, automatycznie przestaje być parobkiem. Wprawdzie zanegował go w sobie, ale nie usunął ze swej natury. Jego wewnętrzny „parobek” podlega dialektyce, czyli ruchowi myśli, który najlepiej ilustruje świeży przykład z poczty w Pacanowie, gdzie „minister w kancelarii” wysłuchuje żalów pracownicy najemnej – na drożyznę, inflację i wysokie raty. Zbulwersowany zachowaniem urzędniczki, radzi jej wejść do polityki (tam są pieniądze!), po czym dzwoni do swego partyjnego kolegi, by kobietę zwolnił z pracy. Przecież Polska rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatnio … Przypadek z Pacanowa zdaje się wskazywać, że aktualny minister w przeszłości miał inny status mentalno-egzystencjalny; był na kolanach, bito go po dupie i głowie, upokarzano, więc kiedy nadarza się okazja, „rekompensuje sobie własną niemoc i ograniczenia”– zgodnie z prawem resentymentu[4].

Gdyby umysł parobka był przeciętny, Gombrowicz nie poświęciłby mu ani linijki tekstu. Wnikliwy obserwator polskiej rzeczywistości w prostej głowie swego bohatera znalazł pokłady niewyczerpanych możliwości i przebogatych treści; jedną z nich jest zdolność niemyślenia. Nie jest to zupełny brak rozumu, lecz rezonowanie tego, co się słyszy – na zasadzie „uderz w stół…”. Najlepiej robi to perukarz z Radomia, który kiedyś dopytywał o personalia Katarzyny (carycy) oraz optował za miejscowym lotniskiem (skąd podobno bliżej do Włoch). Poseł rezonuje podwójnie – to, co słyszy „w kierownictwie partii” oraz to, co odbiera z „szeregów”. Z obu kierunków dotarło doń, że „Niemcy zaczynają się zbroić”, więc on (Polak) „nie czuje się komfortowo”. Dla podobnych powodów „wspiera rząd w walce z Unią, która chce zlikwidować państwo polskie”, zaś wynegocjowane „kamienie milowe” traktuje jako „zbiór pobożnych/ antypobożnych życzeń” […] „worek kamieni (które) na plecy chcą nam założyć”. Kamień to słowo-klucz, uruchamiający szeroki kontekst: kamienista droga, kamienie pod nogami, sypane kamieni w szprychy itp.

Syndrom parobka, na którego etos zwróciła uwagę Aneta Wybieralska ma stare korzenie: gospodarcze, literackie, społeczne, polityczne i tak dalej… Trzeba go wiązać z Rejową Krótką rozprawą między trzema osobami, Panem, Wójtem, a Plebanem… (1543), dla której jest tłem, zapleczem, backgroundem – jak się teraz mawia. Na zdrowy rozum nic się w Polsce nie zmieniło od tamtych czasów. Mamy pana (na Nowogrodzkiej), wójta (z Pcimia) i plebana (z Torunia).

Zaś fakt, że parobek jest przedmiotem rozpraw bardziej lub mniej poważnych dowodzi, że stać nas ciągle na odrobinę samowiedzy, czyli wiedzy o nas samych.

J S

Aneta Wybieralska: Etos parobka
  1. U progu III Rzeczpospolitej, w dobie „powszechnej prywatyzacji” jeden z profesorów najstarszej w Polsce uczelni „przekształcił” państwową własną (duży zakład przemysłowy) we własność prywatną. Zrobił to według prawa, które przestało obowiązywać. Przypadek opisał miejscowa gazeta, w artykule pt. „Profesor zwyczajnie wynajęty”.
  2. Warszawa 2020.

  3. Na marginesie: fakt medialny to „informacja rozpowszechniana w prasie lub mediach elektronicznych, niezgodna z prawdą, ale mająca wpływ na opinię publiczną”. (Wikipedia)
  4. Teorię resentymentu sformułował Fryderyk Nietzsche, którego babka była Polką. .
Print Friendly, PDF & Email