Marek Jastrząb: Szkoły twórczego myślenia3 min czytania

()

04.07.2022 
 

Po pierwszym okresie fascynacji literaturą przygodową, westernowymi fabułkami czytanymi z zapartym tchem, postanowiłem, że kiedy już zacznę pisać, będą to utwory w podobnie awanturniczym stylu. Ale wkrótce naszedł dla mnie ogłuszający czas poznawania konstrukcji odległych od monotonii galopad, strzelaniny i bicia wrzaskliwej piany: odkryłem świat hermetyczny i podbarwiony refleksją: POEZJĘ; zdumiewającą krainę niepowierzchownej ciszy i wewnętrznego spokoju. Wiersze miały odtąd wpływać na mój styl zapisywania. Lecz przede wszystkim na sposób ekspresji.

Jednym z pierwszych spostrzeżeń było przeświadczenie, iż pomiędzy poezją a prozą nie ma różnic. Ponieważ dobra proza i dobra poezja stanowią jednię nazywaną dobrą literaturą. A literatura, to nastrój; zapach myśli pozostający po lekturze. Zaś nastrój zwarty w utworze powstaje w wyniku współpracy autora i czytelnika. Zależy od ich wzajemnego wysiłku. Zatem i autor, i czytelnik są twórcami tego samego dzieła; pisarz dostarcza surowy tekst, odbiorca natomiast, uzupełniając go własnymi doświadczeniami i skojarzeniami, nadaje mu indywidualny kształt.

Wiersze są zaledwie rusztowaniem, budulcem, propozycją i zachętą poety skierowaną do uczestniczenia w grze jego wyobraźni. Dopiero czytelnik wypełnia formę wiersza swoją treścią nadając mu niepowtarzalny sens. Z czego wypływa wniosek, że bez udziału adresata nie ma poezji. To zmysłowa podróż po ruchomych obrazach, niestałych pojęciach, kapryśnej względności, to językowy spacer w nieznane: do, ponad i w.

Wydaje mi się tak dzisiaj, ale nie mam żadnej pewności, że moje przekonania będą trafne jutro, gdy poznam nowe wiersze, w których myśli są chwilowymi depozytami ofiarowanymi przez Nieskończoność, opakowaniami wypełniającymi miejsca, w których przebywam.

Ja, czytelnik, nie istnieję, poeta i jego wiersz, nie istnieje także. Jednak żyjemy jako więź: wszędzie na trochę, a nigdy na zawsze. Zwykłe nie jest zwykłe, bo nie ma jednej pewności, bo kres może być początkiem. Rzeczywistość to moje krzywe lustro na huśtawce; zależy nie od nas odrębnych, ale od nas jednoczesnych, od nas wtopionych w te same ulotne rozczarowania, wrażenia i pozory.

Mówię o literaturze w rozumieniu tradycyjnym, a nie o literaturze masowo fabrykowanej przez współczesne zastępy pań i panów Fabrykantów Sztuki, adresowanej do współczesnych kucharek (na marginesie: nie potępiam pisania na zarobek; tyle że zarobek nie może być celem pisania, a tak się niekiedy dzieje coraz częściej).

O ile poprzednio występujące w przyrodzie kucharki lub pensjonarki trudniły się bezkrytyczną lekturą chłamu i nie miały większego wpływu na literaturę, to obecne, uzbrojone w laptopy, komórki i pozostałe błyszczyki, posługując się sentymentalnym i ograniczonym rozumkiem, mają ten wpływ i narzucając go autorom, dyktują, co powinni pisać i o czym chcą czytać.

Konkluzja? Jeśli od literatury normalnej oczekujemy duchowego wzbogacenia, to od obecnej, opartej na „etyce ekonomicznej” możemy spodziewać się tylko zrogowacenia doznań. Twórczość nie jest bezmyślną balangą. Banalizujemy, umniejszamy cudze przeżycia, ponieważ w nich nie uczestniczymy, ponieważ znamy je tylko ze słyszenia, ponieważ tak naprawdę każde, będące nieraz poetycką kwintesencją i uzasadnieniem naszego ja, jest zanadto mgławicowym wyjaśnieniem…

Tu narzuca się znane sformułowanie Edwarda Stachury: wszystko jest poezją (stąd ciągły niedosyt poezji i stałe poszukiwanie nowych wierszy). Wszelako pamiętajmy: jak nie z każdej mąki powstaje chleb, tak nie w każdej prozie mamy poezję; niekiedy głównym składnikiem pieczywka jest zakalec, a zamiast wiersza rodzi się komercyjny gniot.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM