TRZY CZWARTE OBIEGU
09.07.2022
1.
No i masz… To, co było wzorem dla świata – włoskie autostrady – wzorem już nie jest. Cena za to, że byli pierwsi. Niektóre mają już 60 lat, a ta pierwsza w Europie, najstarsza – Roma – Ostia – wręcz prawie 90. Próbują modernizować (jak zwykle w pełnym sezonie turystycznym!), ale chyba funduszy brak. Nie ma komu zredagować projektów dofinansowania z Unii, nie ma wolnych pieniędzy, które każdy beneficjent musi dorzucić do unijnych ze swoich.

Wyjazd z równiutkiej, doskonałej autostrady słoweńskiej Maribor-Lublana-Koper do Triestu to szok. Potem nie lepiej. Triest – Wenecja – ciągłe przewężenia. Wenecja – Bologna – dramat: roboty praktyczne na wszystkich mostach i wiaduktach (ale i tak, po Genui wjeżdża się na nie z obawą, że się mogą zawalić), jakość nawierzchni – kiepska. Najgorzej jest na A1, znanej jako „Autostrada del Sole”: asfalt (skądinąd wspaniały patent włoski: drenujący, deszczówka wsiąka i nie ma obawy o aquaplaning) – popękany, byle jak połatany, przy brzegach strach jechać. Ale najgorzej jest na GRA, (Grande Raccordo Autostradale – wielkiej obwodnicy Rzymu)… Od czasu przeprowadzki D.O. 17 lat temu chyba w ogóle nieremontowana. Dziura na dziurze, a teoretycznie tam można jechać 130 km/h. W wielu z dziur można zostawić zawieszenie.

Przydrożne restauracje – niegdyś symbol tajniej i szybkiej jakości kulinarnej – teraz jak z Trzeciego Świata, strach zajeżdżać! Państwowy, potem dziko sprywatyzowany Autogrill, niegdyś wszechobecny, dziś jest rzadkością. Ale odkąd kupiła go finansująca partię postkomunistyczną rodzina Benetton, pogorszył się bardzo. Ale pazerni potomkowie założyciela kupili sobie też autostrady i kazali oszczędzać. To dlatego zawalił się prawdopodobnie wiadukt w Genui. Właśnie w Rzymie rozpoczął się proces oskarżonych o doprowadzenie do tej katastrofy. Założymy się, że żaden z familii Benetton nie pójdzie siedzieć?

Ale rodzina większość akcji w autostradach już zmuszona byłą się pozbyć.
Ruch 5 Gwiazd nienawidzi postkomunistów z Partii Demokratycznej. Benetton finansował PD, więc R5*, który w 2018 r. zdobył w wyborach większość relatywną, rozpętał wielką kampanię przeciw familii i zmusił ją do sprzedaży akcji. Państwo po korzystnym wyroku mogło przejąć tę znoszącą złote jaja kurę za darmo (od granicy do Rzymu prawie 100 euro za osobówkę, a są ich miliony!), ale zapłacił Benettonom niesamowite pieniądze odkupując ich akcje.

D.O. po raz pierwszy jechał stosunkowo niedawno otwartym odcinkiem A1 Bologna – Firenze, zwanym „Variante di valico” – „Wariantem przełęczy”. Wielkie dzieło inżynierii, nie ma dwóch słów, bardzo długie tunele, ale nawierzchnia równiutka wcale nie jest, rozczarowanie…

Stara trasa, pełna bardzo ostrych zakrętów, również w niezliczonych tunelach, nazwana została „wariantem panoramicznym”, choć, jako żywo, na tym odcinku, który D.O. przemierzał dziesiątki razy, rozglądać się nie można, bo to grozi śmiercią.

2.
I wiecie, co?
Rozglądaliście się kiedyś po budowach „esek” i autostrad w Polsce? Widzieliście, jakie firmy je budują? No tak: włoskie!
Włosi zaprojektowali i zbudowali, często za pieniądze unijne, mnóstwo odcinków najpiękniejszych i najlepszych autostrad w Europie. Te w Polsce i Słowenii na przykład.
A zmordowane, stare autostrady włoskie leżą odłogiem lub prawie. Dlaczego?
Polityka, drodzy Czytelnicy, polityka.
Tradycyjnie niewydolna, skłócona i rozdrobniona polityka. To, co łączy wszystkie włoskie partie, lewicy, prawicy i centrum, to traktowanie państwa jak dojnej krowy. Państwo służy głównie do tego: żeby je politycy okradali. Na różne sposoby. Jednym z ulubionych, jest przegłosowanie przez organy wybieralne każdego z 20 regionów – mają ogromną autonomię – szeroko zakrojonych prac publicznych. Że regiony nie mają na to pieniędzy? „Państwo” da! I często daje. A że ich nie ma, to się zadłuża. Stąd 160% deficytu w stosunku do PKB. Potem jest zawsze to samo. Istnieją fantastycznie opłacani specjaliści od okradania państwa. Od robienia zawyżonych kosztorysów, żeby nadwyżka została do podziału między polityków. Od kosztorysów, opiewających na 100, ale prace zatrzymują się w połowie i firma budująca żąda kolejnych stu. „Pozwijcie nas” mówią bezczelnie, wiedząc, że proces cywilny trwa średnio 13 lat, a wyrok zapadnie, kiedy firma już prawie na pewno nie będzie istnieć. „Materiały podrożały, siła robocza podrożała albo daje drugie sto, albo schodzimy z budowy”.
Próbowali tej sztuczki również w Polsce, ale na szczęście, w większości przypadków zostali przegnani. A prace idą naprzód, mimo drastycznych podwyżek materiałów budowlanych. Kraje niedorozwinięte, takie, jak Polska, nie mają wielu firm budowlanych, zdolnych zaprojektować i zrealizować tej wielkości dzieła inżynierii, muszą korzystać z zagranicznych. A we Włoszech bezrobocie jest stale powyżej 20%, dzięki Południu, gdzie 45% ludzi under 35 nie ma pracy i źródeł utrzymania. Głód jest nie tylko najlepszą przyprawą do potraw, jest też doskonałym bodźcem do pracy. Dobrej pracy.
Oczywiście tymi, którzy się pocą, których wieczorem bolą nogi, ręce i krzyże, są najbiedniejsi. W Polsce to przeważnie Ukraińcy.
Zapamiętajcie: za każdym dobrobytem kryje się czyjaś niewolnicza praca.
Przyzwyczailiśmy się do tego i owych współczesnych niewolników nie dostrzegamy. D.O. dostrzega. Cierpi, ale kijem Wisły nie zawróci.
3.
„Il potere logora” – mówi włoskie przysłowie. „Władza zużywa”. To dosłownie. Ale chodzi o to, że władza demoralizuje.
Ten wielki cynik, genialny, znienawidzony polityk, bez którego żaden rząd przez całe dekady nie mógł się obyć, siedmiokrotny premier Włoch Giulio Andreotti przerobił to powiedzenie na „Il potere logora chi non ce l’ha”: władza demoralizuje tych, którzy jej nie mają. Też racja.
No i właśnie.
NIKT NIE NAUCZA ETYKI WŁADZY.
Francja miała – początkowo w Grenoble, a potem i w innych miastach – Krajowe Szkoły Administracji (École Nationale d’Administration). Szczerze mówiąc, D.O. nie wie, czy studenci tych szkół mieli lekcje z etyki władzy. Może który z P.T. Czytelników zechce go oświecić. Ale nawet jeśli mieli, to wielu z absolwentów z pewnością na tych lekcjach nie uważało, sądząc z liczby afer, w jakie zamieszanych było wielu polityków po ENA. Ale to już nieważne: Emmanuel Macron rzucił ENA na pożarcie populistom: „tam się wychowuje elity, żeby lepiej wykorzystywały biedną klasę robotniczą”! Ale pewnie pod zmienioną nazwą część z tych szkół pozostanie. Zobaczymy.
W każdym razie radykalny D.O. uważa, że to powinna być żelazna bariera, taka, przynajmniej, jak na granicy z Białorusią, bariera, która oddziela aspirantów-polityków od wszelkich stanowisk publicznych. Bez szkoły administracji nie masz czego szukać ani w partiach politycznych, ani na żadnym ze szczebli administracji publicznej. Co mogą zrobić amatorzy – możemy codziennie oglądać w telewizji: zrujnować kraj i społeczeństwo w 7 lat, położyć podstawy gospodarki, doprowadzić ją do recesji w okresie odnowionego boomu, zrujnować jedną z najsilniejszych walut w Europie (poza euro) – to mogą zrobić tylko ignoranci bez żadnej wiedzy. Oni szkodzą ludziom i państwu.
Ale cała gałąź wiedzy o administracji substancji społecznej i państwowej, psu się zda na budę, jeśli w szkołach administracji głównym przedmiotem nauczania będzie etyka władzy. Możesz mieć najwyższe oceny z poszczególnych przedmiotów, ale jeśli cię nie nauczą, że nie wolno źle traktować współpracowników, że nie wolno wykorzystywać w żaden sposób (w tym seksualnie) ludzi sobie podległych, jeśli nie nauczą cię, że rozdawnictwo pieniędzy nie jest niczym innym, jak demoralizacją, ale jednocześnie, że NIKT nie powinien zostawać z tyłu, a na tych najbardziej zagrożonych i najsłabszych powinna się skupić twoja praca – idź łatać stare autostrady włoskie. Nie zabieraj się za rządzenie ludźmi, nie zabieraj się za rozporządzanie ludzkimi, nie twoimi pieniędzmi.
4.
D.O. zjechał z GRA – obwodnicy Rzymu – w Via della Magliana. Magliana mogłaby być spokojnie wzięta, za ulicę z Mariupola: wygląda, jak zbombardowana. Wybrał Maglianę, bo coś mu się ochapiało, że 30 lat temu w jednej tamtejszej knajpce dobrze i niedrogo zjadł. Była! Długi bufet z wyborem cudownych warzyw z grilla, z pieca, z patelni: raj! Można dużo i bez grzechu! Ale były też dwa rodzaje pasty, przecier z białych warzyw, ze trzy rodzaje zabitych i pokrojonych zwierząt.

Wspaniały punkt odniesienia w biednej dzielnicy. Najedzeni i zadowoleni, D.O. z Żoną skonstatowali, że w fast foodzie zapłaciliby więcej, a potem to odchorowali.
Więc co się D.O. wcześniej ponarzekał, to mu przeszło. Zwłaszcza po kawie. No stają na głowie dobrzy Włosi i Polacy w Polsce, mają kawę dobrą, nawet bardzo dobrą, ale w tym proletariackim, jakże rzymskim lokalu… Jest w tym jakieś misterium: może woda, a może po prostu z dziada pradziada potrafią dobrze dobierać mieszanki (kawy jednogatunkowe nigdy nie będą tak smaczne, jak blendy), tak dobrze prażyć, tak dobrze zmielić, tak dobrać wielkość dziurek w filtrach, tak dobrze dobrać temperaturę wody… Nic nie poradzę, drodzy Znajomi, którzy w Polsce stajecie na głowie, żeby dobrej włoskiej kawie dorównać…
I już te wszystkie przerażające dziury w nawierzchniach rzymskich ulic im D.O. darował…
Oni właśnie tak łowią dusze, belzebuby jedne! Mają narzędzia, którymi potrafią racjonalnego przybysza z Północy skłonić do rezygnacji z rozumu na rzecz zmysłów.
5.
– Muszę skorzystać, gdzie mam iść? – pytam uprzejmego pana, który od wejścia wskazuje dostępne stoliki, a potem, przy wyjściu inkasuje należność.
– Prosto, do Piazza Meucci, a potem w lewo, odpowiada wodzirej, a D.O. odruchowo rusza we wskazanym kierunku. Po dwóch krokach dociera do niego.
– Łotrze, prawie połknąłem, jak pingwin!
Gość wybucha zaraźliwym śmiechem, obejmuje mnie, przeprasza:
– Scusi, nie mogłem sobie odmówić! I śmiejemy się razem. Nawet powściągliwa Żona się ze mnie śmieje.
Korzystam, a wychodząc pokazuje mu rogi. Wybucha śmiechem. Kiedy wrócę na pewno mnie rozpozna i zrobi kolejnego psikusa. Już jesteśmy dobrzy kumple.
6.
W bloku, w którym D.O. w Rzymie mieszkał ostatnio, był lokalik, do którego do dziś wzdycha. Niewielki, ale jadło się znakomicie. A najznakomitsze było to, że codziennie były do wyboru dwa zestawy: pasta taka i owaka – jako pierwsze (czasami była też zupa, ale nie w polskim rozumieniu, przeważnie to była gęsta fasola z dodatkiem drobnej pastiny i przypraw), kawałem mięsa z warzywem jako drugie i szklanka wina. Wszystko za 10 euro, wszystko obficie. Były trzy takie w najbliższej okolicy: zestawy po 10 euro, co na tutejsze stosunki jest bardzo mało. Oczywiście klientela proletariacko-emerycka, czyli nasza ulubiona. A to wszystko w modnej okolicy Via del Pigneto, rozsławionej przez Pier Paolo Pasoliniego w jednym z ostatnich jego filmów. D.O. z pewnością tam pojedzie, żeby sprawdzić, czy jeszcze istnieje.
7.
No to teraz trochę się będzie aklimatyzować. Były tylko 33 stopnie, ale wilgotne, lepkie, nie takie, jak w Polsce. Nawet wietrzyk – pozostałość po wichurze z ubiegłej nocy – nie przynosił ulgi. Wnuk oszalał, nie odklejał się od ukochanej babci, koty przyjęły do wiadomości, że przybyły dwa duże, dwunożne koty. Liczymy, że mają pamięć, jak słonie i że nas po tylu latach poznały, jako koty nieszkodliwe.
Zaczęło się.

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
