Jacek Pałasiński: Drugi obieg (362)11 min czytania

()

12.07.2022

1.

Więc tak: kefirek tutejszy nie umywa się do polskiego. Potwierdza się, że tylko Polacy i Chorwaci umieją robić pyszny, inne spożywa stęskniony desperat. Ale grzech byłoby narzekać, bo kefirek jest, a za czasów mieszkania tu D.O. nie było i znajomi, oburzeni, szmuglowali mu po jednej butelce z Polski. Przeważnie jednak nim dojechał, był już solidnie skiśnięty.

Jak kefirek, to polski lub chorwacki

2.

D.O. pragnie przeprosić wszystkich P.T. Czytelników, którzy zawierzyli jego dawnym gorącym poleceniom, a może nawet pamiętali, jak nadawał na żywo z wnętrza restauracji „Da Francesco” w Rzymie i poszli tam ostatnio coś zjeść.

Kiedy wyszliśmy zza rogu już D.O. miał złe przeczucia: nie było kolejki, fakt wcześniej nieznany. W środku, niby te same stoły i proste, niewygodne krzesła, ale na stołach, zamiast – jak zawsze przez ostatnie 30 lat – papieru, były serwetki. Wśród personelu nie było ani jednej znanej twarzy, a tamte, znane, dodawały pewności, nie tylko, że będzie autentyczna kuchnia rzymska, ale i że będzie niebiańsko pysznie, choć prosto.

No, a potem przyjechała ona: pizza. Kiedyś staczaliśmy z Kolegami dziennikarzami długie boje słowne, czy jest ona najlepsza na świecie, czy może równe jej pochodzą z dwóch, czy trzech innych miejsc w Rzymie i Neapolu.

To tu już nie chodzimy. Zdjęcie stare, jeszcze z czasów świetności. Choć tam zawsze tłum, nadawał ze środka i D.O. i chyba Kuba Porada (za D.O. poradą)

No i kicha – jakby powiedział pan Wiech. Niedopieczony glut, niezdolny utrzymać nawet cienkiej warstwy mozzarelli, uginający się pod ciężarem rukoli, najprawdopodobniej nie z semoli, tylko ze zwykłej mąki.

Francesco sprzedany, niepowtarzalne doznania kulinarne – to se ne vrati pane Palasinski…

Żal minionych, dobrych czasów.

3.

Nim D.O. ruszył w drogę, kilkoro P.T. Czytelników wspominało, że będzie to podróż pełna wzruszeń, nawet nie podróż: powrót.

No i już jest, ale nie są to dobre wzruszenia, tylko łzawe, żałosne. Raz, że Francesco już nie ten, a dwa, że spacerując po najpiękniejszych, najbardziej znanych miejscach Rzymu D.O. łapał się, że właśnie tam, w każdym z tych miejsc, stał i nadawał. Koledzy z wozu wrocławskiego czy warszawskiego (tak, kiedyś były jeszcze wozy transmisyjne!) robili cuda, żeby wcisnąć się w te wąziutkie uliczki, a potem manewrowali, czasem nawet dobrą godzinę – centymetr w tę, centymetr we w tę – żeby „wbić się” przez jakąś maleńką szparkę między dachami w satelitę Eutelsat 5, 13 stopni est. A kiedy już się wbili…

W tej uliczce, a potem w znacznie ciaśniejszej przecznicy, koło fenomenalnego kościółka Santa Maria della Pace, ustawił się wóz wrocławski, a potem ustawił parabolę tak, że trafiała w satelitę, a ten „odbijał ją z powrotem do Polski. Sygnał, zanim PT. Czytelnicy mogli go obejrzeć, wędrował 36 tysięcy kilometrów w górę, a potem 36 tysięcy kilometrów w dół.

Jakże ja Was oprowadzałem po tym mieście, Drodzy Czytelnicy! Ileż ja wiedzy wam przekazałem, o placach, ulicach, kościołach, muzeach i pałacach! Gdzie to wszystko jest? Gdzie uleciało? Czemu nie pozostało w niczyjej głowie, już nie jako wykład, ale jako ogólne wrażenie?

Nie zachowało się w żadnym archiwum: ot: ulotne „wejście na żywo”, zbiór elektronicznych sygnałów, które ustają, gdy lala w telewizorze przestaje ruszać ustami.

Jakoś tak smutno się zrobiło D.O.

Może by jeszcze wykrzesał z siebie tyle siły (a potrzeba jej zaskakująco wiele, kto tego nie robił, a tylko oglądał – nie zrozumie), żeby to powtórzyć, ale… Jest wojna, jest drożyzna, jest inflacja, jest katastrofa klimatyczna… Kto chciałby słuchać jeszcze raz kilkuminutowego wykładu o kościele San Luigi dei Francesi i znajdującym się w środku obrazie Caravaggia?

4.

Bolszaja domasznaja tiechnika: nauczyliśmy się mówić do ściany, a ściana robi, to, co jej mówimy, żeby robiła i odpowiada na pytania, które jej zadajemy. Syn gadżeciarz.

5.

Z innych nowinek technologicznych, to zostaliśmy wrobieni przez Syna w naprawę cieknącego klimatyzatora. Najpierw panowie nie przyszli, potem przyszli i powiedzieli, że muszą przyjść jeszcze raz, a kiedy – tego chwilowo nie wiedzą, ale zadzwonią i powiedzą. Czekamy na telefon.

6.

Wszedłszy w posiadanie aplikacji, D.O. pojechał elektrycznym scooter-sharingowym skuterem do swojego ukochanego miejsca, tj. do Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej, tuż obok Fontanny di Trevi, gdzie jeszcze jest sporo osób, które go pamiętają. Łezka, a nawet dwie, bo się na jego widok naprawdę ucieszyli. Póki my żyjemy… Niestety słynny, ukochany bar zamknięty, bo covid.

Ukochany bar w ukochanym Stowarzyszeniu Prasy Zagranicznej

D.O. poszedł z dwoma Przyjaciółmi do nieznanej sobie, nowej knajpki, która powstała w miejscu, w którym kiedyś była cudna, stara księgarnia, naprzeciwko Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego. Ach, zanurzył się na chwilę w goliardycznym stylu „starej gwardii dziennikarskiej”, tym międzynarodowym zbiorowisku modeli niepowtarzalnych, piekielnie zdolnych, piekielnie mądrych i piekielnie zrezygnowanych. Starzy jesteśmy, już wiemy, że nasze młodzieńcze sny o naprawie świata się nie ziszczą, głupie, utopijne.

7.

Podczas obiadu zadzwonił z Chorwacji Tomek Ś. Z wiadomością, że umarła Aneta Łuczka, prawniczka TVN-u, cudowna istota, dobra, jak kawałek chleba z masłem, pracoholiczka, która wszystko musiała zrobić doskonale i przed terminem, wysiadująca w sądach, broniący firmy, w którą wierzyła, przed niezliczonymi zakusami różnej maści sqrvsynów. Miała pokój niedaleko mojego, przystawała czasem, żeby trochę pogadać, zabierała mnie na obiad, albo ja ją… Miłośniczka sycylijskiej, specjalnej oliwy, którą sobie sprowadzam, bo jest jedną z lepszych w świecie. Do zobaczenia Anetko…

Nie znaliście jej, ale uwierzcie na słowo: cudowna dziewczyna.

8.

D.O. wrócił na skuterze, praktycznie pozbawionym resorowania, jakby go ktoś ciągnął po ziemi na desce. Parę razy skuter się wyłączył, aplikacja nie dawała znaku życia, ale restartował i jakoś dojechał. Ale kiedy próbował zakończyć swój z nim związek, „an error occured” i aplikacja nie chciała ponowić operacji. Wyglądało, że będę musiał zań płacić do końca życia. Nacisnął więc przycisk „contact us” i połączył się z …Hiszpanią. Tam bot powiedział „por castellano empuje uno, for English press two”. D.O. nacisnął „two”, odezwał się pan po hiszpańsku i powiedział, że angielskiego nie zna. Na szczęście D.O. znał hiszpański wystarczająco dobrze, by wytłumaczyć, o co chodzi. I już po 6 minutach pan z Hiszpanii odłączył go od felernego skutera.

Della Palma: lodziarnia ze 150 rodzajami lodów. Pysznych! Stąd też, że środka, D.O. nadawał na żywo.

9.

Niezrażony, D.O. ponownie wziął elektryczny skuter i na końcu drogi, zaledwie dwukrotnie przerywanej z powodu oszalałego systemu, spędził upojnie trzy kwadranse, znów usiłując rozstać się z wypożyczonym skuterem. Rozstanie poszło gładko, tylko system nie był łaskaw otworzyć bagażnika, by schować dołączone do skutera kaski. Aplikacja się zawiesiła i za żadne skarby nie chciała restartować. Po trzech kwadransach udało się w końcu D.O. ponownie wypożyczyć ten sam skuter (którego przez trzy kwadranse aplikacja nie widziała), otworzyć bagażnik, schować kaski i pójść w miasto. W powrotnej drodze już inny skuter tej samej firmy Acciona postanowił zepsuć się na środku skrzyżowania. Zapaliła się lampka „awaria silnika” i szlus. Spychać coś, co jest stale na biegu to nie jest zajęcie dla staruszków. Ale się udało. Rozstanie – wydaje się – poszło gładko, ale skuter się nie wyłączył, światła dalej świeciły, a na display’u frontowym fikuśnie skakały sobie różne cyferki. D.O. liczy, że z tego nie będzie nieszczęścia i procesu o skradziony skuter lub przynajmniej kaski. Oby się nie przeliczył. A ponieważ cała sprawa jest niewiele tańsza od taksówki, D.O. uważa swoją przygodę ze skuterami elektrycznymi firmy Acciona za zamkniętą.

10.

Bestialstwo Rosjan w Ukrainie już nie jest newsem nr 1. Cztery pierwsze newsy w poważnej „Repubblice” są o separacji Frencesco Tottiego i Ilari Blasi. Jeśli P.T. Czytelnicy nie wiedzą, kim są ci państwo, to dobrze, znaczy, że mają wystarczająco dużo rozumu, by tego nie wiedzieć. Znacznie wyżej niż ostrzał artyleryjski, śmierci, tortury i gwałty są (przewidywalne) kłopoty rosyjskiego McDonald’sa, czyli „Smacznie i kropka”. Kanapki są zapleśniałe, a frytek brak, bo jak z Polski pyra nie przyjedzie, to w Rosji kartoszek niet.

11.

Wyżej niż wojna jest również wstrząsająca wiadomość, o tym, że dzik pogryzł jakąś panią, opalającą się na plaży w Sturla pod Genuą. Pani Rosaria Padoan Falcone, 57 lat, słyszała, że w takich sytuacjach należy siedzieć bez ruchu, więc siedziała, ale locha podeszła i ugryzła ją w ramię. W szpitalu nie bardzo wiedzieli, co z tym robić, bo psy, koty i lisy mają obcykane, ale ugryzień przez dzika do tej pory nie odnotowano. Medycy zapytali pani Rosarii, czy chce zastrzyk przeciw wściekliźnie, ale ani pani Rosaria, ani medycy nie wiedzieli, czy dziki wściekliznę przenoszą.

D.O. też nie wie.

12.

Tymczasem pisma specjalistyczne odnotowały, że na rosyjską pierwszą linię wyjechały czołgi T-62, te same, które w 1968 r. pojawiły się na ulicach Pragi, te same, które z pewną łatwością Izrael niszczył podczas wojny 1967 r., co Syryjczyków i Egipcjan dziwiło, bo Moskwa zapewniała ich, że jest to czołg niezniszczalny. Czołgi przyjechały z Osetii i zostały rozlokowane na linii frontu wokół Chersonia i Mikołaiwa, gdzie spodziewana jest potężna kontrofensywa ukraińska: „milion żołnierzy, by odbić Południe” – brzmiał rozkaz prezydenta Zełenskiego.

13.

Zdecydowana większość – 64% – sympatyków Partii Demokratycznej w USA nie chce, by Joe Biden był kandydatem na prezydenta w 2024 roku – donosi New York Times (https://www.nytimes.com/…/biden-approval-polling-2024.html).

Demokraci nie chcą Bidena. A D.O. uważa, że jest bardzo w porządku, chociaż przyszło mu rządzić w wyjątkowo trudnych czasach.

Ponad 75% zarejestrowanych wyborców uważa, że USA „idą w złym kierunku” z pesymizmem, który „obejmuje każdy zakątek kraju, każdy przedział wiekowy i grupę rasową, miasta, przedmieścia i obszary wiejskie, a także obie partie polityczne”.

A z Białego Domu napływają sygnały, że jeśli Demokraci przegrają jesienne prawybory, Biden nawet nie wysunie swojej kandydatury.

Oj przydałby się ktoś młody, energiczny, pełen idei, w rodzaju Baracka Obamy czy Johna F. Kennedy’ego.

D.O., sam staruszek, ma już po dziurki w nosie polityków w jego wieku lub starszych.

Co do licha dziej się z pokoleniami naszych dzieci i naszych wnuków?! Ma volete finalmente tirare fuori i coglioni, per favore? Przegnać staruchów i zacząć rządzić samemu, byle rozsądnie?

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.