30.07.2022
1.
Zacznijmy tak: opłaca się być dobrymi i życzliwymi ludźmi, opłaca się zostawić po sobie dobre wspomnienie.
W piątek D.O. wraz z Dziećmi i Wnukami odbył nostalgiczną podróż do pierwszego „prawdziwego” miejsca zamieszkania we Włoszech. Już kiedyś o tym pisał, więc pokrótce:
Kiedy włoskie związki zawodowe przestały się interesować komitetem Solidarności i jego członkami, kiedy konflikty wewnętrzne – jak to między Polakami – osiągnęły poziom nie do zniesienia, kiedy przyjaciele przyłączyli się do nagonek ewidentnie ubeckich, zostaliśmy w obcym kraju sami i z niczym. Dosłownie z niczym. Mieszkania, w których byliśmy goszczeni z Dziećmi (3 i 5 lat), zostały nam wypowiedziane. Zaczęliśmy szukać czegoś bardzo, bardzo taniego, a im dalej od Rzymu, tym taniej. W końcu znaleźliśmy 70-metrowe poddasze okazałej willi letniskowej w odległym od Rzymu o 80 kilometrów miasteczku Vallinfreda.

Byliśmy bardzo biedni, byliśmy pierwszymi cudzoziemcami, którzy w tym miasteczku – wówczas 270 dusz –zamieszkali. W domu nie było ogrzewania; jedynym źródłem ciepła był malutki kominek, który ogrzewał w promieniu 1 metra od ognia. Ale nie mieliśmy czym palić, a D.O. zachorował na zapalenie oskrzeli. Dopiero co zapisane do miejscowej, maleńkiej szkoły Dzieci opowiedziały kolegom z klasy o tym, że tata chory, a w domu zimno, dzieci opowiedziały to swoim rodzicom i jeszcze tego samego popołudnia zaczęła się mała pielgrzymka do naszego mieszkanka z rzeczami do jedzenia i ofertami pomocy.

Vallinfreda leży na wysokości 850 m npm i zimą jest tam rzeczywiście zimno i śnieżnie. A przynajmniej było przed gwałtownym ociepleniem planety. Ktoś nam poradził, żeby kupić piecyk – kozę: rzeczywiście dawała więcej ciepła, była w stanie ogrzać mini salonik i wyodrębnioną w niej kuchnię. Ale sypialiśmy ubrani w zimowe stroje, modląc się, żeby temperatura w sypialniach nie spadła poniżej 12 stopni, bo wtedy i zimowe stroje nie wystarczały.

Najpierw kradliśmy chrust w leżącym w dolinie lasku, potem sąsiedzi z Vallinfredy pozwolili nam zbierać chrust czy odpady z własnych wycinek. Z czasem zaczęliśmy kupować porąbane drewno opałowe – a to na kredyt, a to na raty. Odkryliśmy też, że istnieje genialny wynalazek: rura od kozy, która zaczyna się jako jedna rura, rozwidla się w cztery rury, by na górze połączyć się znowu w jedno. To oddawało całe ciepło ze spalanego drewna, na tyle, że rura u góry była zimna, nim wbiła się w komin.

Innymi słowy, Vallinfreda przyjęła nas po bratersku. Nigdy nie odmawiano nam kredytu w miejscowych sklepikach, ludzie z ufnością pożyczali nam pieniądze, które my zawsze – często stając na głowie – oddawaliśmy. Vallinfreda uratowała nam życie, przywróciła wiarę w ludzi. Poznaliśmy prawie wszystkich mieszkańców, nim, 5 lat później, przeprowadziliśmy się znacznie bliżej Rzymu. Nasze dzieci myślą o niej z rzewnością, śni im się do dzisiaj. Tam zaczęły na dobre chodzić do szkoły, nauczyły się czytać i pisać i wszystkiego tego, czego można było nauczyć się w 5 klasach szkoły podstawowej.
2.
No i teraz, gdy po 4 latach – pandemia, rozjazdy, zobowiązania – znów spotkaliśmy się wszyscy razem we Włoszech, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do Vallinfredy.
Minęło 40 lat. Ale mnóstwo ludzi nas poznało. Wyszli, wybiegli do nas z taką życzliwością, że byliśmy wzruszeni i oszołomieni. Opowiadali na wyścigi o tym, kto umarł, a kto żyje i jak się ma, dowiedzieliśmy się o żonach, mężach i dzieciach malutkich kolegów ze szkoły naszych dzieci. Opowiadali o chorobach, przykrościach, o trwaniu mimo przeciwności, o polityce, o zmianie klimatu. Planowaliśmy być tam pół godzinki, żeby się przejść po miasteczku, zobaczyć czy i jak zmieniły się stare kąty, tak dobrze nam znane, tak przyswojone, że mogliśmy chodzić i jeździć samochodem po tych serpentynach z zamkniętymi oczami. Byliśmy prawie cztery godziny: my nie chcieliśmy odjeżdżać, bo się poczuliśmy wśród swoich, oni nie chcieli nas puścić z tego samego powodu.
3.

I tylko jedna przykrość nas spotkała. Pojechaliśmy – oczywiście – do okazałej willi, której poddasze było przez 5 lat naszym domem. To straszne, ale jest w ruinie, w rozsypce. Po śmierci starszych państwa C., którzy nam poddasze wynajmowali, ich dzieci miały ten ich ukochany dom w nosie. Przestali tam bywać. Miejscowi mówią, że dom został zarekwirowany za długi, teraz należy prawdopodobnie do banku. Został już razy wystawiony na licytację, ale nikt się nie zgłosił. Będzie druga, ze znacznie obniżoną ceną. Ale tymczasem całość jest już warta, tyle, co teren, czyli prawie nic. Dom wymaga generalnego remontu. Jak każdy niezamieszkany dom, dom opuszczony, niekochany, dom, oplatany coraz gęstszą roślinnością, dom, na którego pięknych niegdyś tarasach leżą porozwalane, przegniłe meble i materace.

Widok nadal jest piękny: szeroka dolina z rozrzuconymi tam i sam miasteczkami, jak zwykle na szczytach wzgórz, by stamtąd bronić się przeciwko częstym inwazjom Saracenów.
Ten widok przez kilka lat, przez małe okienka poddasza, zastępował nam telewizor.

I nigdy się nie znudził.

4.
Oto dlaczego warto być dobrym i pozostawiać po sobie dobre wspomnienia.
Oto piękno, oto kolory życia dobrych ludzi.
Coś, czego szajka nigdy nie zazna.
Nie bądź w szajce. Nie głosuj na szajkę. Bądź dobry. Bądź kochany.
5.
A co poza tym?
Nic, wszystko po staremu:
W dniu, w którym parlament obalał rząd Mario Draghiego, bez wielkiej przesady – rząd ocalenia narodowego, Silvio Berlusconi, między jednym knuciem a drugim, zadzwonił był do ambasadora Rosji we Włoszech Siergieja Riazowa. Długo rozmawiali.

https://www.repubblica.it/…/berlusconi_russia…/…
Po rozmowie Silvio Berlusconi wyznał: „Wreszcie wytłumaczył mi prawdę o wojnie. Ukraina chciała zaatakować Rosję”.
Jak więc P.T. Czytelnicy wiedzą jest coś, co łączy Włochy z Polską. To coś, to idiotyzm. Idiotyzm czołowych polityków.
Tu uprasza się dodać w imieniu własnym i D.O. epitet, najchętniej powszechnie uznany za.
6.
To z kontrolowanych przez Wagnerowców portów libijskiej Cyrenajki płyną w ilościach niespotykanych od r. 2015 barki i pontony pełne imigrantów. Po przybyciu na doprowadzoną na skraj wytrzymałości wyspę Lampedusę zeznają, że przez Wagnerowców zostali zmuszeni do wypłynięcia w morze pod groźbą kałasznikowów, Wypływają w szczególności z dwóch obszarów – wybrzeży w pobliżu portów Derna i Tobruk – które były w ciągu ostatnich dwóch latach były „uśpione”.

https://www.repubblica.it/…/migranti_elezioni…/…
Najpierw Turcja używała imigrantów jako bomby (demograficznej) zrzuconej na Europę. Rosja puknęła się w głowę: „dlaczego myśmy na to nie wpadli”? I Kreml chciał zrzucić na Europę kolejną ludzką bombę, przez Białoruś.
Teraz używa do tego celu Libii, a zwłaszcza obszarów, które były kontrolowane przez generała Haftara. By walczyć z islamistami ze wschodniej części kraju, świecki generał Haftar zwrócił się o pomoc do Egiptu, do bezlitosnego dla Bractwa Muzułmańskiego generała – prezydenta al-Sisiego, który, choć kończył szkołę oficerską w USA, oddał kraj w strefę wpływów Kremla. Czyli powrócił do stanu z czasów Nassera. Ubezwłasnowolniony generał Haftar był zmuszony otworzyć szeroko wrota Rosji, a ta wysłała do Benghazi i Tobruku najemników z Grupy Wagnera. Którzy mają kontrolować libijską ropę i gaz, by nie dostały się na Zachód i destabilizować Unię Europejską za pomocą imigrantów.
Wagnerowcy w rozbijaniu Unii Europejskiej i podstaw niepodległości jej państw członkowskich są prawie tak skuteczni, jak szajka Ciula Rozmamłanego.
7.
Enrico Borghi, zastępca przewodniczącego Partii Demokratycznej (postkomunistycznej) i członek Copasir (Comitato Parlamentare per la Sicurezza della Repubblica) powiedział w wywiadzie: „Moskwa próbuje wpłynąć na wybory we Włoszech, nie rozumiem tej zaskakującej obojętności partii politycznych”.

I zaapelował: „Proszę Agcom (Autorità per le Garanzie nelle Comunicazioni, odpowiednik KRRiTV, tylko nie tak upolityczniona i nie służąca partiom politycznym za maczugę) i portale społecznościowe o nadzwyczajny wysiłek. Musicie bardzo ściśle kontrolować media w celu uniknięcia nadużyć rosyjskiej dezinformacji. Nasza suwerenność i demokracja są zagrożone”.
https://www.repubblica.it/…/borghi_pd_mosca…/…
Czy zauważyłeś, Czytelniku, żeby KRRiTV, czy jakikolwiek polityk z szajki, pochylił głowę nad oczywistą obecnością rosyjskiej narracji, dezinformacji i dywersji w polskich i polskojęzycznych mediach?
Nie? Nie zauważyłeś? Nie martw się, nie zauważyłeś, bo żadnego zainteresowania nie było! Stopień spenetrowania struktur nieszczęsnej Polski w szponach szajki jest zatrważający. Kremlowscy trolle są wszechobecni. Gdzie najbardziej? Oczywiście w reżimowych gadzinówkach!
Ale, że w gadzinówkach, to nic: oni są …polskim rządem!
8.
Rzetelna zazwyczaj „La Stampa” donosi, że władze rosyjskie zapytały poufnie Matteo Salviniego, czy jego ministrowie obalą rząd Mario Draghiego. Taka informacja znalazła się ponoć w tajnym raporcie służb specjalnych.

Było konkretne zainteresowanie Rosji możliwą destabilizacją Włoch i rządu Draghiego w czasie, gdy Liga i R5* przeprowadzały ofensywę przeciwko premierowi. W artykule La Stampy Jacopo Iacoboni rekonstruuje wielokrotne kontakty Ligi z rosyjskimi dyplomatami i politykami w końcu czerwca, w samym środku kryzysu politycznego, który doprowadził do dymisji Mario Draghiego. To Oleg Kostiukow, zastępca szefa departamentu politycznego ambasady rosyjskiej w Rzymie, miał skontaktować się z emisariuszem Matteo Salviniego, doradcą ds. stosunków międzynarodowych lidera Ligi Antonio Capuano, i zapytać go, czy ministrowie Ligi zamierzają ustąpić z rządu, powodując jego upadek. Ten sam Kostiukow, który kupił bilety lotnicze dla Matteo Salviniego: Miał lecieć do Moskwy z „mediacją”. Dzięki mediom „misja” nie doszła do skutku, a Salvini powiedział, że bilety ambasadzie rosyjskiej zwrócił.

Nie pierwszy raz pojawiają się wątpliwości co do nieprzejrzystych stosunków Salviniego z Kremlem. Czy za włoskim kryzysem politycznym mogło stać bezpośrednie zaangażowanie Rosji? – zapytuje „La Stampa”. Prawdopodobne, bo rząd Mario Draghiego jednoznacznie wspierał Ukrainę po rosyjskiej inwazji.

A czy destabilizacja i ekonomiczna rujnacja Polski, to też realizacja planów, opracowanych na Kremlu?
9.
A więc siły polityczne rzuciły się w sukurs zagrożonemu państwu, postanawiając oczyścić swoje szeregi i swoje media z rosyjskich agentów wpływu?
Oczywiście, że nie!
Bo najpierw calcio. Czyli futbol. Bóg futbol. Wiceprzewodniczący Senatu, „odwieczny” faszysta Ignazio La Russa prowadził obrady szacownego gremium z rozpostartym prze sobą na stole prezydialnym dziennikiem „La Gazzetta dello Sport”.
Po co – zapytają czytelnicy – skoro teraz nie gra Serie A? Ani B, ani C?
No nie gra, ale sezon transferów jest w całej pełni i chyba nie chcielibyście, P.T. Czytelnicy, żeby wiceprzewodniczący Senatu i filar zbliżających się rządów skrajnej prawicy (prawie 60% poparcia w sumie, według sondaży) wszedł w następny sezon rozgrywek bez wiedzy na temat składów poszczególnych drużyn?!
10.
Z kolei amerykańskie media żyją aresztowaniem dwojga prawdopodobnych szpiegów rosyjskich, którzy mieszkali od lat na Hawajach. Przybrali fałszywą tożsamość dwojga dzieci, zmarłych w 1967 r. w Teksasie.
Bobby Edward Fort miał trzy miesiące, kiedy zmarł z powodu uduszenia w szpitalu w Teksasie. Był październik ’67. Julie Lyn Montague miała trzy tygodnie, kiedy zmarła w tym samym szpitalu trzy miesiące później. Połączeni niesławnym losem zostali pochowani na cmentarzach oddalonych od siebie o 20 kilometrów, ale nie spoczęli w spokoju. Szpiegowska historia sprawiła, że zmartwychwstali, dorośli, spotkali się, pobrali i prowadzili spokojne życie w bungalowie na przedmieściach Honolulu na Hawajach. FBI, które oszustwo odkryło i parę aresztowało, jest przekonane, że byli to rosyjscy szpiedzy, którzy przez lata byli informatorami KGB i FSB. Mężczyzna pod fałszywym nazwiskiem dostał się do US Coast Guard, wchodząc w posiadanie wielu tajnych informacji na temat systemów obrony morskiej USA, a potem pracował z klauzulą dopuszczenia do informacji niejawnych jako inżynier zajmujący się awioniką samolotów bojowych.

11.
Morderca Dżamala Khashoggiego, książę koronny Arabii Saudyjskiej Mohammad bin Salman, zwany pieszczotliwie „MBS”, przybył do Francji za zaproszenie prezydenta Macrona. MBS miał dobry gust, by zamieszkać w swoim pałacu Louveciennes w pobliżu Wersalu, wybudowanym 10 lat temu przez …Emada Khashoggiego, kuzyna dziennikarza zabitego w 2018 roku. Pałac Louveciennes podobno splendorem swoim przewyższa Wersal Ludwika XIV.

I, proszę sobie wyobrazić, że znaleźli się wstrętni dziennikarze, którym ta koincydencja się nie spodobała.
12.
Na ich miejscu D.O. unikałby odwiedzin w ambasadach Arabii Saudyjskiej.
Wracając do Włoch: Paola Egonu, słynna siatkarka włoska – rodzice pochodzą z Nigerii – ma szczególne upodobanie do obywateli i obywatelek Polski. Najpoważniejsze gazety piszą, że ta grająca w lidze tureckiej sportsmenka ma chyba narzeczonego. Jest nim siatkarz z Polski, 27-letni pan Michał Filip, także grający w lidze tureckiej.

News byłby taki sobie, gdyby nie fakt, że pani Egonu, również gwiazda odważnego i kpiarskiego telewizyjnego programu informacyjno-śledczego, w 2018 r. wyznała Corriere della Sera, że jest zaręczona z kobietą, również siatkarką, również z Polski, panią Katarzyną Skorupą, która bardzo miło pocieszała nigeryjsko-włoską gwiazdę po przegranym finale Mistrzostw świata.
Pan Michał jako pierwszy zamieścił ich romantyczne zdjęcie w portalu społecznościowym, po czym zrobiła to również pani Paola.
https://www.repubblica.it/…/paola_egonu_fidanzato…/…
13.
Nie tylko pan Filip i Pani Skorupa przebili się do mediów włoskich. Dostąpiła też tego zaszczytu Polska Akademia Nauk, która uznała koty za „obcy gatunek inwazyjny”.
https://www.repubblica.it/…/gatti_specie_invasiva…/…
Gdzieś tam w środku można przeczytać, że naukowcy z PAN mówią, że nie oznacza to otwarcia sezonu polowań na koty, no ale przecież zbitka: „kot = inwazja” w głowach prawdziwych patriotów się wytworzyła i D.O. by się nie zdziwił, gdyby zagrały dubeltówki, wymierzone w kiciusie.

Wszak „chłop żywemu nie przepuści, jak się żywe napatoczy, nie pożyje se, a juści”.


Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
