Jacek Pałasiński: Drugi obieg (381)16 min czytania

()

31.07.2022

1.

Kiedy trafia się wolny moment jeździmy z rozkoszą po Rzymie, przypominając sobie „nasze” miejsca sprzed lat. Maleńkie mieszkanko bez ogrzewania na piątym piętrze domu przy Via Cesare Baronio w dzielnicy Appio Latino (między Appia Antica a Appia Nuova), nieco dalej w kierunku lotniska Ciampino, znajdujemy lokal nieistniejącego już dealera dopiero wchodzących na rynek samochodów Hyundai, skąd wyjechała służbowa lantra D.O. w dalekim r. 1994 (w Polsce ten model nazywał się bodaj „elantra”)…

Przejeżdżaliśmy też koło bazyliki tytularnej biskupów Rzymu, czyli świętego Jana na Lateranie… Nie wszyscy wiedzą, że to nie Watykan jest oficjalną siedzibą biskupów Rzymu, czyli papieży, ale właśnie bazylika świętego Jana. Ale już się utarło, że papieże rezydują nad grobem świętego Piotra (i nie będziemy się teraz spierać o to, czy Piotr był kiedykolwiek w Rzymie, czy nie), a na Lateranie ich wikariusze.

Mało kto też docenia w Polsce rolę wikariusza generalnego papieża na diecezję rzymską, a jest to rola bardzo istotna i w hierarchii Kościoła włoskiego ci wikariusze mają szczególną pozycję. Nie doceniła tego także telewizja, dla której D.O. pracował: wywiad z kard. Camillo Ruinim, ówczesnym wikariuszem generalnym, przeprowadzony w niedostępnym zazwyczaj jego biurze w kompleksie bazyliki laterańskiej w dniu otwarcia procesu beatyfikacyjnego JPII, D.O. uważał za scoop, bo nikt inny go nie miał, a nie poszedł na antenę, bo nikt nie wiedział, że ten „wikary” jest tak potężną figurą w Kościele włoskim i powszechnym…

Tak, że, gdy przejeżdżał koło obelisku na samym środku Piazza San Giovanni in Laterano, zebrało się D.O. na wspominki.

2.

Także wydarzeń z 28 lipca 1993, czyli sprzed… oj, Boziu, Boziu… 29 lat.

Dzień niezapomniany. Z domu z okolic Tivoli na wschód od Rzymu, D.O. pojechał na odległe o 45 kilometrów lotnisko Fiumicino. Miał wsiąść do samolotu do Lizbony, bo w Lizbonie odbywał się jakiś ważny szczyt – pamięć zawodzi – premierów lub ministrów Spraw Zagranicznych EWG, gdzie miano rozmawiać o … wtedy słowa „rozszerzenie” jeszcze nikt nie wypowiadał, mówiło się co najwyżej, o jakimś możliwym partnerstwie krajów dopiero co wyzwolonych spod uścisku sowieckiego, lecz jeszcze pełnych rosyjskich sołdatów i wszelkiego rodzaju broni, w tym atomowej…

Dziś zwrot „Unia Europejska” jest niemal zabroniony w mediach, bo nudzi, spada oglądalność i słuchalność, ale wtedy, D.O. doskonale pamięta, słowa „EWG”, „Wspólnota”, „Zachód” wreszcie, wywoływały dreszcz podniecenia, wyznaczały horyzont nieśmiałych nadziei, ku któremu ruszali dopiero polscy śmiałkowie, postaci historyczne na miarę tysiąclecia, prawdziwi bohaterowie… A może don Kichoci, bo ich marsz ku odległemu horyzontowi przypominał wtedy szarżę Don Quijote’a na wiatraki.

D.O. przyglądał się tym don Kichotom z bliska, podziwiał ich i wielbił. A na wiadomości, które D.O. wtedy nadawał, Polacy chyba naprawdę czekali. Bo było ciężko, ale była nadzieja.

3.

I oto owego 28 lipca 1993 r. D.O. stawił się na lotnisku Fiumicino, podszedł do check-inu i tam skonstatował, że nie ma ze sobą biletu. Zostawił go na stole w odległym o 45 kilometrów domu. Pani za ladą widziała D.O. w komputerze, widziała imię, nazwisko, numer biletu i w ogóle, wszystko, wszystko, ale wtedy były takie czasy, że bez papierowego wydruku biletu, na pokład wejść nie było można. Prośby o ponowne wydrukowanie biletu też spełzły na niczym. Nie można było też przebukować biletu niewykorzystanego z winy pasażera.

Proszę sobie wyobrazić przygnębienie wracającego z lotniska D.O.: nie dość, że nie poleciał, to jeszcze jego własne pieniądze, wyłożone na bilet, poszły się bujać w obłokach. Z wściekłości na siebie, z depresji, w którą natychmiast popadł, D.O. nie mógł zasnąć. Gapił się bezmyślnie w telewizor, kiedy nagle, kilka minut po północy, usłyszał, że przed bazyliką świętego Jana Laterańskiego wybuchła bomba. Pięć minut potem – że kolejna wybuchła przed stojącym przy Forum Romanum kościołem San Giorgio al Velabro. A dosłownie minutę później, że trzecia bomba wybuchła pod ławeczką przy Via Palestro w Mediolanie, zabijając śpiącego na niej Marokańczyka. Gwoli prawdy ta mediolańska wybuchła jako pierwsza, ale nie znano jeszcze przyczyn wybuchu i dopiero po zamachach w Rzymie powiązano to w jedną całość.

Na placyku, na tyłach Bazyliki św. Jana na Lateranie, stoi dziś wojskowy jeep z uzbrojonymi żołnierzami, na wypadek, gdyby ktoś chciał powtórzyć wyczyn mafii z roku 1993.

D.O. zaryzykował karierę i zadzwonił krótko przed wpół do pierwszej w nocy do redaktora naczelnego, Dariusza Fikusa, pytając, czy jeśli przyślę korespondencję za 20 minut to jeszcze zmieści się do numeru. Nie był zły, kazał zrobić miejsce, w raszyńskiej drukarni poprzestawiano gotowe już szpalty i gazeta wyszła jako jedyna z wiadomościami o serii wybuchów we Włoszech. O sprowokowanie których oskarżono mafię sycylijską, usiłującą w ten sposób dać znać państwu, żeby się od niej odczepiło, inaczej…

Dodajmy jeszcze, że dwa miesiące wcześniej, w nocy z 26 na 27 maja 1993 eksplozja samochodu – bomby na Via dei Georgofili we Florencji przy bocznym skrzydle Galerii Uffizi, uszkodziła wiele przechowywanych w Galerii arcydzieł i zabiła 5 przypadkowych osób. Groźba była więc poważna.

4.

Tak, tak… To wszystko przemknęło przez głowę D.O. w tych kilkunastu sekundach, jakie zajął mu przejazd koło miejsca eksplozji sprzed 29 lat. Jak to jeden widok może uruchomić w zwojach mózgowych dawno zapomniane flesze.

Potem, oddalając się, D.O. myślał sobie tak: tego dnia, w tych godzinach, tamte wydarzenia były dla D.O. najważniejsze. Dla Włoch też były sensacją i szokiem. Informacja o tych zamachach ukazała się w polskiej gazecie. Była już dla polskiego czytelnika niewiele więcej niż ciekawostką, niektórzy nie zwrócili na nią w ogóle uwagi. Minęło niewiele w końcu lat i zapomnieli o niej z pewnością wszyscy czytelnicy tamtej korespondencji. Zapomnieli Włosi. Zapomniał nawet D.O. Dopiero przejazd przez plac św. Jana Laterańskiego ożywił mu tamte wydarzenia, przywołał wspomnienie ofiar.

Nie żyje tuż zleceniodawca tamtych zamachów Totó Riina, na szczęście zmarł w więzieniu w wielkich męczarniach, na paskudnego raka.

I co?

I dzisiaj już nic.

5.

Papież powrócił z Kanady do Rzymu. W samolocie powiedział dziennikarzom, że podróż po Kanadzie umocniła go w przekonaniu, że musi „zwolnić”. A być może, pewnego dnia, zrezygnować. „Dymisje to już dzisiaj normalna rzecz” – powiedział. Ale wykluczył podejmowanie jakichś dramatycznych decyzji w najbliższym czasie.

Wiadomość o tym, że papież bierze pod uwagę możliwość rezygnacji ze swej funkcji obiegła świat, od „Guardiana” …

To oczywiście przykuło uwagę mediów z całego świata, które dały tej wiadomości mniej lub bardziej sensacjonalistyczne tytuły.

Ze znacznie mniejszym zainteresowaniem spotkały się dość istotne, choć dające się na różnorakie sposoby interpretować słowa papieża na spotkaniu z biskupami, księżmi i zakonnikami w katedrze Notre-Dame w Quebecu.

Powiedział mianowicie: „Sekularyzacja jest dobra i uzasadniona” (https://www.katholisch.de/…/40389-papst-franziskus…).

A to już stwierdzenie znacznie bardziej sensacyjne niż dywagacje o „zwolnieniu” i możliwej rezygnacji w nieokreślonej przyszłości. Słowa te przytacza nie jakaś gazeta żerująca na sensacjach, ale katolicki portal „Katolisch.de”.

A ponieważ jest to pismo poważne, to nie zrobiło z tego stwierdzenia krzykliwego tytułu, tylko bezbłędnie rozpoznało w nich cytat sprzed 60 lat, cytat z papieża Pawła VI, który powiedział „sekularyzacja jest prawidłowym, uzasadnionym procesem, który nigdy nie jest sprzeczny z wiarą i religią”.

„Bóg chce, aby ludzie byli »niewolnikami, ale dziećmi« – powiedział Franciszek. „On nie chce decydować za nas i nie chce nas uciskać swą świętą mocą w świecie rządzonym prawami religijnymi”. Ludzie są raczej stworzeni wolni i zgodnie z wolą Bożą powinni być „osobami dorosłymi i odpowiedzialnymi w życiu iw społeczeństwie”.

Jak dotąd pięknie. Ale…

Najciekawsza jest relacja „Katilisch.de ze spotkania papieża z duchowieństwem w katedrze w Quebecu: „Sekularyzacja jest dobra i uzasadniona”.

„Czymś zupełnie innym – kontynuował swoje wystąpienie – jest sekularyzm”, czyli „sposób życia, który całkowicie oddziela nas od naszego przywiązania do Stwórcy, jakby Bóg stał się 'zbędny i destrukcyjny’, a pojawiły się 'nowe formy ateizmu’, które właśnie to głoszą. Chrześcijanie, a zwłaszcza liderzy kościelni, muszą sprzeciwiać się takiemu rozwojowi wypadków”.

No. I mały smarkaczyk Zbynio i jego ładni chłoptasie już się takiemu rozwojowi wypadków przeciwstawiają.

A przecież i w seminariach uczą, że „kto myśli jasno, wyraża się jasno”.

Papież Franciszek bywa kłębkiem sprzeczności. Czasami mówi rzeczy wywołujące entuzjazm, sprawia wrażenie, że przywraca chrześcijaństwu jego jasne i dobre oblicze, a czasami jego retoryka bardzo przypomina czarnosocińską.

6.

Rosjanin z przyciętą brodą i wzorzystą koszulką pojawił się w marcu na żywo na YouTube grupy politycznej z Florydy, mniej niż trzy tygodnie po tym, jak jego kraj najechał na Ukrainę, i fałszywie twierdził, że to, co się stało, nie było inwazją. (https://www.nytimes.com/…/russian-indictment-florida.html)

„Chciałbym zwrócić się do wolnych ludzi na całym świecie, aby powiedzieć wam, że zachodnia propaganda kłamie, kiedy mówią, że Rosja najechała Ukrainę” – powiedział przez tłumacza.

Nazywał się Aleksandr Wiktorowicz Ionow i określał siebie jako „działacza na rzecz praw człowieka”.

Ale władze federalne twierdzą, że pracował dla rządu rosyjskiego, organizując wieloletnią kampanię wpływu, aby wykorzystać amerykańskie grupy polityczne do szerzenia rosyjskiej propagandy i ingerowania w amerykańskie wybory. W piątek Departament Sprawiedliwości ujawnił, że oskarżył Ionova o spisek mający na celu zmuszenie obywateli amerykańskich do działania jako nielegalni agenci rosyjskiego rządu.

32-letni Ionov, który mieszka w Moskwie i nie jest aresztowany, jest oskarżony o rekrutację trzech grup politycznych na Florydzie, w Georgii i Kalifornii od grudnia 2014 roku do marca br., zapewniając im wsparcie finansowe i nakłaniając do publikowania rosyjskiej propagandy. W piątek Departament Skarbu nałożył na niego sankcje.

W 2016 r. Ionov zapłacił grupie z Sankt Petersburga za organizację w czterech miastach marszu protestacyjnego, wspierającego „Petycję w sprawie zbrodni ludobójstwa przeciwko Czarnym w Stanach Zjednoczonych”, którą wcześniej, pod jego kierunkiem grupa przedstawiła ONZ.

Rosyjski rząd od dawna próbuje siać podziały w USA, zwłaszcza podczas kampanii prezydenckiej w 2016 roku. Rosjanie byli znani z wykorzystywania grup marginalnych w celu wprowadzenia dezinformacji do systemu medialnego.

Federalni śledczy opisali Ionova jako założyciela i prezydenta Ruchu Antyglobalistycznego w Rosji i powiedzieli, że jest on finansowany przez rząd rosyjski. Powiedzieli, że współpracował z co najmniej trzema rosyjskimi urzędnikami i pozostawał we współpracy z FSB.

Ionov jest również oskarżony o kierowanie niezidentyfikowaną grupą polityczną w Sacramento, która naciskała na secesję Kalifornii od Stanów Zjednoczonych. Akt oskarżenia mówi, że pomógł sfinansować protest w Kapitolu Stanu w 2018 roku i zachęcał przywódcę grupy, by spróbował dostać się do biura gubernatora.

Kolejne oskarżenie dotyczy kierowania niezidentyfikowaną grupą polityczną w Atlancie, której Ionov płacił za podróże do San Francisco w tym roku, aby protestowała w siedzibie firmy mediów społecznościowych, ograniczającej prorosyjskie posty dotyczące inwazji na Ukrainę. Ionov dostarczył nawet projekty transparentów protestacyjnych.

Po tym, jak Rosja zaatakowała Ukrainę w lutym, Ionov powiedział swoim współpracownikom z rosyjskiego wywiadu, że poprosił grupę petersburską o wsparcie Rosji w „wojnie informacyjnej rozpętanej” przez Zachód.

7.

Z najnowszych rozrywek ludu rosyjskiego:

– Długo się zastanawiali, co zrobić z bohaterskimi obrońcami Azovstalu z Mariupola, aż wreszcie wybrali metodę stosunkowo mało kosztowną: posłali kilka starych rakiet na obóz jeniecki, w którym byli oni przetrzymywani i zabili kilkudziesięcioro z nich i ranili wielu innych (https://wyborcza.pl/7,75399,28740239,atak-na-oboz…). Są dowody, że to był atak z premedytacją. Może ktoś kiedyś za to odpowie, ale do tego celu Rosja musi przegrać rozpętaną przez siebie wojnę. Żywie Ukraina!

– Obok gwałcenia wszystkiego, co się rusza, w tym maleńkich dzieci, najnowsza rozrywka żołdactwa rosyjskiego to wsadzać kobietom lufę w miejsca intymne i pociągać za spust. (https://www.wysokieobcasy.pl/…/7,163229,28719832…)

– Doskonale bawią się również, kastrując bez znieczulenia ani opatrunków pojmanych żołnierzy ukraińskich. (https://natemat.pl/428440,rosyjski-zolnierz-kastruje…)

8.

À propos: D.O. chciałby się zwierzyć, że go szlag jasny trafia, kiedy czyta „wyważone” tytuły, zwłaszcza mediów włoskich i francuskich, które „nie chcą przesądzać”, po czyjej stronie leży odpowiedzialność za masakrę ukraińskich jeńców wojennych. „Moskwa i Kijów wymieniają się oskarżeniami”, „Kijów i Moskwa oskarżają się wzajemnie”.

Francuskie „wyważone” tytuły artykułów o masakrze jeńców ukraińskich, obrońców Azovstalu w Mariupolu.

I z głębi serca wyrywa się D.O. równocześnie „ma vaffanculo” oraz „va te faire foutre”.

A to równie „wyważone” tytuły artykułów włoskich.

9.

A jakie są ulubione rozrywki Polaków, ze szczególnym uwzględnieniem elektoratu szajki, zwanego suwerenem? Dewastowanie cmentarzy żydowskich i niemieckich w poszukiwaniu skarbów, złotych zębów czy czegoś w tym rodzaju. (https://lodz.wyborcza.pl/…/7,35136,28737109,polamane…)

A tu artykuł o suwerenie, niszczącym żydowskie cmentarze w poszukiwaniu „skarbów”. Chociaż nie, może to byli wykształceni naukowcy z polskojęzycznych uczelni na żołdzie Unii Europejskiej, zboczeńcy, głosujący na P.O.?

D.O. zjeździł chyba wszystkie miasteczka Prus Wschodnich, znajdujących się obecnie w granicach Polski i widział wiele rozkopanych mogił. Rozkopanych całkiem świeżo, pewnie po raz kolejny, bo może poprzednie hieny coś przeoczyły, choćby mosiężne rączki od trumien, czy krzyże: można je sprzedać na złomowisku, może starczy na ulubiony napój Rosjan i Polaków? Zdjęcia takich rozkopanych grobów i porozbijanych nagrobków D.O. wrzucał na Facebooka.

Paweł Wroński się bardzo zgrabnie wyzłośliwia.
D.O. od dawna powtarza, że Kaczyński, Terlecki czy Pęk powinni się jak najczęściej wypowiadać publicznie! To znakomita gwarancja wygranej opozycji!

10.

A jakie są ulubione rozrywki francuskiego strażaka? Podpalanie.

Jak poinformowały francuskie władze, strażak z południa Francji jest odpowiedzialny za serię pożarów, które wywołał w poszukiwaniu adrenaliny. (https://www.lejdd.fr/…/incendie-dans-lherault-les-aveux…)

Historia strażaka – piromana zszokowała Francję, zdewastowaną falą pożarów podczas ubiegłotygodniowych upałów. Trzeba było ewakuować tysiące ludzi.

Prokurator Montpellier Fabrice Belargent powiedział, że aresztowany mężczyzna przyznał się do podpaleń 26 maja, 21 lipca, a ostatnio w nocy z 26 na 27 lipca.

Kto spowodował gigantyczne pożary we Francji?
Oczywiście strażak.

„Pytany o motywy, oświadczył, że zrobił to, aby sprowokować interwencję straży pożarnej, by wyrwać się z opresyjnego środowiska rodzinnego i ze względu na ekscytację, jaką wywołały akcje gaśnicze” – powiedział Belargent.

„Nazywał to adrenaliną – to jego własne słowa” – powiedział prokurator. „Powiedział też, że potrzebuje uznania społecznego”.

Mężczyzna po trzydziestce, którego nazwiska nie wymieniono, pracuje na pełny etat jako leśnik, a zapobieganie pożarom jest jednym z jego głównych obowiązków.

11.

À propos upałów. Socjalistyczny premier Hiszpanii Pedro Sanchez, dwa razy w ciągu 48 godzin apelował do polityków i urzędników, by w czasie upałów nie nosili krawatów i, w ogóle, ubierali się bardziej casual, bo to pozwala oszczędzić na klimatyzacji, a klimatyzacja przy tak wysokich temperaturach to jedna z najpoważniejszych pozycji w bilansie energetycznym kraju.

Zdjęcie krawata pomaga walczyć z ociepleniem klimatycznym – zdaniem premiera Hiszpanii Pedro Sancheza

Idea się spodobała, ale nie wszystkim. Zwłaszcza opozycja była bezlitosna.

„Hiszpanie zdecydowali, żeby zrobić wszystko, co się da, żeby zwiększyć globalne ocieplenie i zmusić Sancheza do zdjęcia koszuli” – ironizuje El Mundo Today (https://www.elmundotoday.com/…/los-espanoles-deciden…/)

Szef Partii Ludowej Bendodo: „Sanchezowi koszula nie sięga do szyi, dlatego nie nosi krawata”!

Koordynator generalny opozycyjnej Partii Ludowej, Elias Bendodo powiedział „nie ma krawata, który przykryłby 11-procentową inflację”, dodając „Sanchezowi koszula nie sięga do szyi”. (https://www.elperiodicomediterraneo.com/…/pp-idea…) – relacjonuje „El Periodico Mediterraneo”.

D.O. oczywiście popiera wszystkie ograniczania ocieplenia klimatycznego. Od dłuższego czasu chodzi bez krawata. Niestety, dalej jest mu gorąco i chętnie przytula się do klimatyzatora.

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.