Andrzej Lewandowski: Katarzyny6 min czytania

03.08.2022

ECHA WYDARZEŃ: Dawno, „sto lat temu” współpracowałem z TVP – wybierając „sportowca miesiąca”. Czytelnicy i telewidzowie zgłaszali pomysł, na wizji odbywała się elekcja…

Przypomniało mi się, bo finiszujący lipiec też jakby postawił fanowi sportu pytanie: KTO? Jedno z góry było pewne. Że płeć piękna, bo… Jak śpiewał mistrz Jan: „Brunetki, blondynki, ja wszystkie was, dziewczynki” i tak dalej.

Została tylko kwestia „podium”. Dwukrotna wicemistrzyni świata w marszu sportowym, pani Katarzyna Zdziebło, czy kolarka szosowa – też Katarzyna, Niewiadoma. Pierwsza dała popis klasy oraz hartu, druga – zajęła trzecie miejsce w damskim Tour de France, co też jest – choć na ciut inny sposób – osiągnięciem światowym.

Jasne, że w podziale plebiscytowym wygra chód, bo świat to przecież świat, ale Tour też ma być oklaskany. A tak czy owak – KATARZYNA!

Maszerowaniem pani Kasi zachwycałem się w poprzednim wpisie. Czas oddać pokłon drugiej z Katarzyn. Trzecie miejsce w Tourze to – historycznie rozważając – powtórka dawnego sięgnięcia Zenona Jaskuły.

Oczywiście porównanie jest uproszczone. Męski Tour ma dużo dłuższą tradycję, damski – to wciąż „junior”. Także kasowo, emancypacja jest… teoretyczna. Zwycięstwo etapowe w rywalizacji kolarzy wyceniane jest na 11 000 euro, natomiast u kolarek to 4000 euro. Są jakieś wpływy etapowe, ale np. w porównaniu z futbolem – „groszowe”.

Miejsce pani Kasi na podium to podobno 10.000 euro. Wyobraźni nie rozpala, głowy nie urywa… Ale ważne, że TO się wydarzyło! Tak się wchodzi do jądra historii sportu kolarskiego, choć przecież i wcześniej pani Kasia siła osiągnęła.

Urodzona 29 września 1994 w Limanowej ma długi rejestr zdobyczy począwszy od kategorii młodzieżowych.

Ładne to były pokazy sportu. Kto widział – przyzna. Te 70 km na godzinę po serpentynach jawiło się jako „małodamskie”. I te kraksy, które niosły ból oraz „szlify”. I finisze – tak czasem twarde jakby płeć brzydka walczyła o życie. I ta taktyka. Żeby przynajmniej zachować, co już zdobyte. Bez zagadki dla kibica czy komentatora: kiedy Pogacar ruszy do kontrataku albo, czy klej trzymający lidera – z Danii – przy konkurencie będzie do końca mocny, a asekuracja lepsza, I nic układu nie zmieni.

Wśród pań widziałem mniej wyraźne znaki zapytania, nie tak jasny podział na przodowników i pomocników, za to dużo wdzięku, przy przeogromnej jednak zaciętości. Pani Katarzyna dała sporo zasług do powyższych komplementów. Tak – cicho, ale skutecznie…

Ma kolarstwo wreszcie sukces. Wolałbym, by reprezentowanie PZKol zbiegło się z przynależnością do polskiej grupy zawodowej, ale nie wybrzydzam. Nasze męskie tuzy też są od dawna podobnie powiązane. Z tym jednak, że pracują na korzyść innych liderów, muszą strugać osobiste ambicje, a pani Kasia była numerem jeden… Taką ma wymowę owo miejsce na podium. Pojawiło się coś w rodzaju zachęty dla panów?

Może ten sukces, wespół z procentami langowego Tour de Pologne (właśnie trwa oraz błyszczy) i siecią wyścigów młodzieżowych, o których czytam złożą się na nową jakość. Nową, na wzór starej… Za przykładem pani Kasi…

Dalej śladem sportowo – damskim. Sprawdziła się na warszawskim korcie teza, że najtrudniej zagrać rolę proroka we własnym kraju. I częściowo sprawdziła, że u siebie to nawet ściany sprzyjają. Częściowo – bo trybuny sprzyjały Idze Świątek, ale turniej przegrała. Walczyła twardo, lecz rady nie dała. Francuzka górą – w pojedynku i turnieju. W Wimbledonie – też Francuzka, czyżby…?

Dam spokój teoriom, „po prostu” przypomniało się, co było wiadomo. 1. Że nr 45 w rankingu nie musi być gorszy na korcie od numeru

1. Tak równy jest poziom, a prawda, iż się kiedyś miało nr 4 przypomina o ogromnym doświadczeniu i różnych możliwościach w wyborze taktyki.

2. Liderka z Raszyna jest już wspaniałą zawodniczką, ale wciąż w fazie doskonalenia w sztuce. „Pod wozem” – przecież rzadkie, nie oznacza trwałej zmiany obrazu. Raczej kolejne lekcje do odrobienia; i klasówki jako sprawdziany jak idzie „nauka”.

Jakie detale? Nie udaję, że wiem; choć prawie każdy jest dziś trenerem Panny Igi. Ja odbieram takie pojedynki jak fascynujący obraz, fachowcy niech ten włos na czworo dzielą… Jak np. dostojny wyga zawodu i tenisa – red. Czesio Ludwiczak. Dał mi na FB słowny dowód, że nie tylko widział i podziwiał – jak ja, ale też WIEDZIAŁ

Pan Robert pożegnał Bayern – dobrym słowem wspomnień i markowym szampanem. Z podpisem na pudełkach. Nasze media nie były „naszymi’, gdyby tego detalicznie nie opisały… Nie byłyby też sobą, gdyby nie recenzowały każdego kroku w koszulce Barcy. I każdego spapranego zagrania oraz czarnej wróżby. Poczekam – ocenię.

W nowy zespół oraz jego wewnętrzną logikę trzeba się wpasować. To już ryzyko. Często reklamowane mecze gwiazd z zespołem vis a vis, wybranym np. w plebiscycie wykazywały, że gwiazdy jasno nie zaświeciły… Czyli… Czyli, wnoszę o mądrość i wstrzemięźliwość. Uda się albo – nie na miarę prognoz. ON gra, ON ryzykuje…

Zawsze możliwa jest sytuacja jak obraz wizyty pierwszego polskiego mistrza olimpijskiego w boksie u najsławniejszego wówczas ortopedy. Lekarz – jak tak rękę wyginam – boli? Bokser: Nie boli? Lekarz; A teraz? – Nie boli… To, kiedy boli? – Jak biję, panie profesorze! – To po cholerę pan bijesz…???

Na koniec coś z felietonistyki około – sportowej.

Pan Szymon Ziółkowski (kiedyś młociarz – mistrz olimpijski; podczas mistrzostw świata 2001 – 83,38), teraz trener Pawła Fajdka – 5 mistrzostw świata, zamieścił na FB fotkę talerza z posiłku w spalskim COS. Porcję określił jako „szpitalną”, co sugeruje, że miał szczęście nie być w szpitalu. Ale fakt, coś takiego dla stukilogramowych pewnie dżentelmenów, tak trenujących, w ośrodku szkolenia olimpijskiego…

Nie rozwijam, czytam dyskurs. Ze w czasach zgrzebnych polskich stołów, sportowcy trafiali na zgrupowaniach do zupełnie innego świata! Także stoły wyglądały jak w filmie… Dziś – gdy ponoć, tak czytam, a zamieścił słowa eksposeł, dzienna stawka żywieniowa w COS to 100 złotych, a na talerzu biednie…

Tu przechodzę, w puencie do felietonu. Pada pytanie, co będzie jak pan Fajdek przed mistrzostwami Europy za bardzo zeszczupleje… I zdanie – żart: „Schudnie, będzie w rezerwie do sztafety…”

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego “Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
 

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo