27.08.2022
1.
Kolejny fantastyczny materiał Bellingcata we współpracy z kilkoma czołowymi mediami europejskimi, w tym Der Spieglem i la Repubblicą. Ale jedynie oryginalne źródło, Bellingcat (https://www.bellingcat.com/…/socialite-widow-jeweller…/) nie umieszcza tego za paywallem. D.O. pozwolił sobie ten materiał przetłumaczyć z minimalnymi skrótami. Wychodzi z tego smakowita spy-story, w sam raz na koniec lata. Znającym angielski polecamy oryginał, nieznającym też, ze względu na obecność bogatych ilustracji i dowodów fotograficznych.

Artykuł podpisał Christo Grozjew, fenomenalny bułgarski dziennikarz śledczy.
2.
I jedna uwaga D.O.: w Polsce rosyjskie „śpiochy” nawet nie fatygują się ukrywać. Po pierwsze są na najwyższych stanowiskach państwowych, swoją przynależnością – jeśli nie organizacyjną, to mentalną do Kremla chwalą się publicznie w gadzinówkach i ociekającej jadem wiadomej rozgłośni i telewizji.
Polacy zaś nie potrafią, lub raczej nie chcą, pozbyć się tej rosyjskiej agentury.
Polska ma wiele problemów, gospodarczych, społecznych, politycznych. Ale bodaj największym jest niesamowita wprost penetracja Prywiślańskiego Kraju przez moskiewską agenturę.
Ale bajki o „patriotyzmie” Polaków dalej mają wzięcie.
3.
Wstęp:
To wspólne śledztwo przez Bellingcat, Der Spiegel, The Insider i La Repubblica było prowadzone przez 10 miesięcy. Opiera się na danych z otwartych źródeł, publicznie dostępnych archiwów, danych USC z Peru, wycieku rosyjskich baz danych i wywiadów z osobami, które niczego nie podejrzewając zaprzyjaźniły się z rosyjską szpieżycą. Większość ludzi zgodziła się na ujawnienie nazwisk, mimo że początkowo obawiała się publicznego wypowiadania się o osobie, którą teraz postrzegają jako szpiega GRU. Jednak niektórzy z tych, którzy przemówili, zrobili to tylko pod warunkiem zachowania anonimowości z powodu tych obaw.
4.
Towarzyska wdowa, jubilerka, szpieżyca: jak agentka GRU oczarowała swoją drogę do kręgów NATO we Włoszech
25 sierpnia 2022

Trzy minuty przed północą 14 września 2018 r. zaczął dzwonić telefon komórkowy Andrieja Awierjanowa. Mimo późnej pory telefony mówią, że generał dywizji Awierjanow, dowódca tajnej jednostki operacyjnej GRU 29155, nadal przebywał w swoim gabinecie w sztabie rosyjskiego wywiadu wojskowego przy Choroszewskoje Szosse 76 w Moskwie.

Wcześniej tego samego dnia Bellingcat i jego rosyjski partner śledczy, The Insider, opublikowali śledztwo w sprawie przykrywkowych tożsamości „Rusłana Boszirowa” i „Aleksandra Pietrowa”, dwóch tajnych szpiegów GRU zamieszanych w otrucie „noviczokiem” Sergieja i Julii Skripalów w Salisbury w Anglii.
Dochodzenie wysadziło w powietrze rażącą dziurę w rzemiośle GRU: przez prawie dziesięć lat rosyjska agencja wywiadu wojskowego dostarczała swoim szpiegom kolejno ponumerowane paszporty, umożliwiając dziennikarzom śledczym, którzy pozyskiwali dane często wyciekające na rosyjski czarny rynek, wykrywanie innych szpiegów po prostu śledząc takie partie liczb.
W ciągu kilku godzin po publikacji Bellingcata Awerjanow otrzymał kilka telefonów od swojego najwyższego szefa – szefa GRU Igora Kostiukowa. Podobnie sam Awerjanow skontaktował się z wieloma swoimi podwładnymi, którzy podróżowali z takimi paszportami – w tym z dwoma szpiegami zaangażowanymi w nieudany zamach stanu w Czarnogórze w 2016 roku.
Dzwoniący o północy był szefem Departamentu 5 GRU, czyli tzw. programu nielegalnego – mało znanego departamentu, który umieszczał wojskowych szpiegów na całym świecie pod fałszywymi tożsamościami. Dwaj funkcjonariusze GRU rozmawiali przez nieco ponad dwie minuty.
Uwaga dotycząca metadanych rejestru połączeń
W 2019 roku w trakcie badania zatrucia Skripala uzyskaliśmy metadane z zapisów rozmów gen. dyw. Andrieja Awierjanowa. Dane te, obejmujące okres od połowy 2017 r. do końca 2019 r., rzucają światło na rozległą sieć szpiegów prowadzoną przez rosyjski wywiad wojskowy. Dane połączeń zawierają lokalizację, czas i dane strony dzwoniącej, ale nie zawierają treści komunikacji.
Następnego dnia, 15 września 2018 roku, kobieta o długim, łacińsko brzmiącym imieniu kupiła bilet w jedną stronę z Neapolu we Włoszech do Moskwy. Przez około dekadę ta osoba podróżowała po świecie jako urodzona w Peru kosmopolitka, towarzyska i z własną linią biżuterii. Tego samego wieczoru wylądowała w Moskwie i nie wiadomo, czy od tamtego czasu opuściła Rosję. Poleciała na paszporcie z jednego z zakresów numerów, które Bellingcat wykrył poprzedniego dnia – w rzeczywistości jej paszport różnił się tylko jedną cyfrą od paszportów, na których Boszyrow i szef GRU Pietrow, polecieli do Wielkiej Brytanii zaledwie sześć miesięcy wcześniej.
W paszporcie widniała jako Maria Adela Kuhfeldt Rivera, a jak odkryli Bellingcat i jej partnerzy dochodzeniowi, była nielegalną agentką GRU, którą przyjaciele z biur NATO w Neapolu przez lata uważali za odnoszącą sukcesy projektantkę biżuterii z barwną historią i chaotycznym życiem osobistym.
Stworzenie „Marii Adeli”
W dniu 8 sierpnia 2005 r. Urząd Stanu Cywilnego Okręgu Independencia w Limie w Peru, otrzymał wniosek o wpisanie nowego obywatela Peru do krajowej bazy danych obywateli tego kraju. Kandydatka na obywatelkę oświadczyła, że nazywa się Maria Adela Kuhfeldt Rivera, a jej prawnicy przedstawili akt urodzenia z urzędu stanu cywilnego nadmorskiego miasta Callao. Akt urodzenia datowany był na 1 września 1978 r. i nosił numer 1109 w peruwiańskiej ewidencji urodzeń za ten rok.
Zgodnie z listem z peruwiańskiego rejestru stanu cywilnego, który został zweryfikowany przez Bellingcata, prowadzący sprawę urzędnik stanu cywilnego zawiesił wniosek i zażądał dodatkowych dowodów na faktyczne narodziny Marii Adeli.
19 sierpnia 2005 r. adwokaci „Marii Adeli” złożyli dodatkowy dokument: metrykę chrztu z parafii Cristo Liberador w Callao. Według dokumentu kościelnego mała Maria Adela urodziła się 1 września 1978 r., a chrzest została ochrzczona dwa tygodnie później, 14 września 1978 r.
Urzędnik stanu cywilnego w Limie nie był przekonany i zwrócił się o weryfikację do proboszcza w diecezji Cristo Liberador, Rvd. José Enrique Herrera Quiroga. Na nieszczęście dla oczekującego obywatela ksiądz nie musiał nawet sprawdzać ksiąg kościelnych, aby oświadczyć, że dokument jest fałszywy. Miał zaszczyt być założycielem i pierwszym księdzem tego kościoła, powstałego w 1987 roku, dziewięć lat po rzekomym chrzcie Marii Adeli. Strona internetowa diecezji Cristo Liberador podaje datę jej założenia, co potwierdził przedstawiciel parafii, gdy skontaktował się z nią Bellingcat.
W dniu 22 grudnia 2006 r. w rocznym sprawozdaniu budżetowym dla Kongresu Peru, peruwiańskie Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowało, że jego urząd ds. migracji i naturalizacji wykrył trzy fałszywe wnioski o obywatelstwo w 2005 r., z których jednym jest „Maria Adela”. W raporcie stwierdzono, że tożsamość tej osoby jest nieznana i skierowano sprawę do prokuratora krajowego jako przestępstwo przeciwko bezpieczeństwu publicznemu i wierze.
Drugie podejście: moskiewskie dziecko olimpijskie
Mimo że peruwiańskie obywatelstwo Marii Adeli nie zostało przyznane, jej dowódcy z GRU – prawdopodobnie nieświadomi, że peruwiański rząd upubliczni ten fałszywy start – postanowili wytrwać przy tej tożsamości dla swojego szpiega. Powód ich utrzymywania się nie jest znany.
Cokolwiek to było, „Maria Adela” otrzymała swój pierwszy rosyjski paszport w 2006 roku, używając dokładnie tego samego nazwiska i daty urodzenia. Zgodnie z tożsamością, która została dla niej stworzona, pracowała jako „główny specjalista” na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym i mieszkała pod adresem moskiewskim już w 2010 roku, zgodnie z bazami danych rejestracyjnych. Ci, którzy tam teraz mieszkają, powiedzieli nam, że nigdy o niej nie słyszeli.
Warto zauważyć, że krajowy paszport rosyjski wydany „Marii Adeli” należał do grupy, którą GRU wydało dla paszportów krajowych co najmniej sześciu innych szpiegów GRU, w tym oficera oskarżonego o otrucie bułgarskiego producenta broni Emiliana Gebriewa i innego oficera zaangażowanego w zatrucie Siergieja Skripala. Na podstawie bliskości numerów paszportów i znanej daty wydania innych paszportów możemy oszacować, że „Maria Adela” otrzymała swoje rosyjskie dokumenty tożsamości w listopadzie lub grudniu 2006 roku – tuż przed publicznym spaleniem jej tożsamości przez peruwiańskie Ministerstwo Sprawiedliwości, choć na mało odwiedzanej stronie internetowej.
Opierając się na wywiadach z czterema osobami, z którymi „Maria Adela” zaprzyjaźniła się w następnej dekadzie, opowiedziała spotkanym osobom następującą historię swojego imienia i pochodzenia: była kochanym dzieckiem niemieckiego ojca i peruwiańskiej matki, urodziła się w Callao, Peru. Jej samotna matka wyjechała z małą „Marią Adelą” do Związku Radzieckiego w 1980 roku, aby wziąć udział w igrzyskach olimpijskich w Moskwie. Jednak jej matka otrzymała pilną wiadomość z Peru, która wymagała pilnego powrotu do domu – i pozostawiła małą „Marię Adelę” pod opieką sowieckiej rodziny, z którą najwyraźniej się zaprzyjaźniła.
Jej matka nigdy nie wróciła, a „Maria Adela” dorastała w Rosji, mając trudną relację zarówno z przybraną matką, jak i ojcem, który – jak opowiadała – znęcał się nad nią w dzieciństwie. To ostatnie, jak powiedziała ludziom, z którymi się zaprzyjaźniła, było powodem, dla którego nie chciała mieszkać w Rosji – ani poślubić Rosjanina – i wyjaśniła swoje pragnienie życia i stworzenia rodziny w Europie Zachodniej.
Rzym, Malta, Paryż
Bellingcat nie był w stanie znaleźć danych dotyczących podróży „Marii Adeli” przed październikiem 2011 r. ze względu na niepełną dostępną bazę danych podróży. Jednak rozproszenie postów w mediach społecznościowych pokazujących ją na zdjęciach innych osób umieszcza ją na Malcie i w Rzymie w latach 2009-2011.
Marcelle D’Argy Smith, była redaktorka brytyjskiego wydania magazynu Cosmopolitan, zaprzyjaźniła się z „Marią Adelą”, którą poznała przy drinku na Malcie latem 2010 roku. „Maria Adela” mieszkała na Malcie ze swoim ówczesnym chłopakiem, ale w pewnym momencie przeniosła się do Ostii, niedaleko Rzymu, na zajęcia z gemmologii. D’Argy Smith powiedziała, że Maria bardzo się starała o niemiecki paszport ze względu na swojego niemieckiego ojca, ale proces utknął w martwym punkcie po tym, jak „Maria Adela” nagle straciła zainteresowanie.
Najwcześniejsze międzynarodowe wpisy dotyczące podróży „Marii Adeli” znalezione przez Bellingcat pochodzą z 10 października 2011 r., kiedy to odbyła pierwszą z wielu dwuipółdniowych podróży pociągiem z Moskwy do Paryża przez Białoruś. Paszport, którym podróżowała podczas tej podróży i przez kilka następnych lat, został wydany w sierpniu 2011 roku i miał numer 643258050 – zaledwie kilka numerów od numeru „Siergieja Fiedotowa” , jednego z wyższych oficerów jednostki tajnej 29155 GRU.
Według Marcelle D’Argy Smith, „Maria Adela” początkowo studiowała gemmologię na uniwersytecie w Rzymie, a w lutym 2011 wyjechała do Wielkiej Brytanii na zorganizowaną przez szkołę wycieczkę do różnych firm zajmujących się projektowaniem mody. W październiku 2011 roku „Maria Adela” przeniosła się do Paryża, aby studiować MBA. Włoskie dane imigracyjne uzyskane przez La Repubblica i sprawdzone przez nasz zespół potwierdzają wspomnienia pani D’Argy Smith i pokazują, że „Maria Adela” początkowo podróżowała na krótkoterminowych francuskich wizach, ostatecznie uzyskując wizę studencką we wrześniu 2011 r.
Niedługo po przeprowadzce do Paryża zarejestrowała we Francji własny biżuteryjny znak towarowy pod marką Serein.
Była to prawdopodobnie faza zasiewu długoterminowego planu GRU, aby umieścić nielegalnego szpiega jako samowystarczalną i towarzyską kobietę biznesu. W następnych latach zapewniało to przykrywkę, gdy starała się uzyskać dostęp do najwyższych szczebli Dowództwa Połączonych Sił Sojuszniczych NATO w Neapolu we Włoszech.
Małżeństwo krótkotrwałe
Troje jej znajomych powiedziało naszym reporterom, że w lipcu 2012 roku „Maria Adela” wyszła za mąż za mężczyznę, o którym mówiła znajomym, że jest Włochem. W rzeczywistości, oprócz włoskiego paszportu, jej mąż miał obywatelstwo ekwadorskie i rosyjskie i urodził się w Moskwie z matki Rosjanki i ojca Ekwadorczyka.
Z ujawnionych rosyjskich danych o podróżach i migracjach oraz danych open source ze strony mediów społecznościowych męża wynika, że w kwietniu 2012 r., tuż przed ślubem, uzyskał on rosyjski paszport z ambasady Rosji w Ekwadorze. Po zarejestrowaniu małżeństwa w Rzymie we Włoszech udał się do Moskwy, gdzie we wrześniu 2012 roku uzyskał rosyjski numer identyfikacji podatkowej.
Rok później ponownie wyjechał do Moskwy bez „Marii Adeli”. Zmarł w Moskwie 13 lipca 2013 r. w wieku 30 lat; jako przyczynę śmierci wpisano do aktu zgonu „podwójne zapalenie płuc i toczeń układowy”.
Z danych z przejścia granicznego wynika, że Maria Adela” nie była w Rosji podczas śmierci męża, a do Moskwy przybyła dopiero miesiąc później, 15 sierpnia 2013 roku. Jego bliski przyjaciel, który zgodził się porozmawiać z The Insider pod warunkiem zachowania anonimowości ze względu na obawy o własne bezpieczeństwo, był zaskoczony, gdy dowiedział się, że ożenił się bez mówienia o tym swoim przyjaciołom i domyślił się, że mógł zgodzić się na małżeństwo dla pozoru, aby pomóc komuś uzyskać paszport europejski. Przyjaciel powiedział również Insiderowi, że zdiagnozowano u niego tocznia mniej niż dwa miesiące przed jego nagłą śmiercią. [Toczeń układowy jest chorobą tkanki łącznej o nieznanych przyczynach, która według literatury medycznej jest rzadka wśród młodych mężczyzn].
Wesoła wdowa z Neapolu
Po ślubie na początku 2013 roku „Maria Adela” zarejestrowała we Włoszech własną firmę – Serein Srl, której celem jest produkcja i handel biżuterią oraz artykułami luksusowymi. Jak wynika z pozwolenia na pobyt wydanego przez policję w Neapolu i uzyskanego przez La Repubblica, najpóźniej w październiku 2015 roku przeprowadziła się do Posillipo, eleganckiej dzielnicy nadmorskiej Neapolu, z widokiem na Zatokę Neapolitańską.
To właśnie w Neapolu rozkwitła kariera „Marii Adeli” jako nielegalnego rosyjskiego szpiega. W ciągu następnych trzech lat stała się stałym elementem lokalnej sceny społecznej. Otworzyła butik z biżuterią i przedmiotami luksusowymi, później zamieniając go w modny klub odwiedzany przez miejscowy high-life, a w końcu została sekretarzem organizacji charytatywnej, w której uczestniczyli także członkowie centrum dowodzenia NATO w Neapolu.
Butik „Maria Adela” oferował markową biżuterię z linii Serein, którą rzekomo sama zaprojektowała. Nieistniejąca już strona internetowa jej firmy opisuje biżuterię Serein jako „stworzoną dla eleganckiej kobiety, która nigdy nie jest przesadna”.
W rzeczywistości, odwrotne wyszukiwanie obrazem pokazuje, że kolorowa biżuteria pod własną marką sprzedawana w butiku „Maria Adela” i reklamowana na stronie internetowej jako „made in Napoli” wydawała się niedrogą biżuterią kupowaną od chińskich hurtowników internetowych.
Nie przeszkodziło to „Marii Adeli” wspiąć się w neapolitańskim społeczeństwie jako towarzyskiej i modnej projektantki biżuterii – znanej towarzysko pod pseudonimem Adela Serein. Według znajomych ona i jej galeria były prezentowane w lokalnych mediach. Lokalny dziennik z tamtego okresu szczegółowo opisywał obecność lokalnych radnych, przedsiębiorców i celebrytów.
Prowadzenie Lions Club
Zasięg społeczny „Marii Adeli” nie ograniczał się jednak do tłumu Neapolu.
W pewnym momencie w 2015 roku „Maria Adela” została sekretarzem – i jednym z najaktywniejszych członków – lokalnej organizacji charytatywnej – Lions Club Napoli Monte Nuovo. To nie był zwykły oddział Lions Club, organizacji obejmującej cały świat, która stara się ulepszać społeczności, w których działa, i rozwijać społeczeństwo obywatelskie. Oddział został założony przez oficera NATO z Neapolu.
Według Oberstleutnanta Thorstena S., niemieckiego oficera Bundeswehry, który w 2015 roku był skarbnikiem tego oddziału Lions Club, członkostwo klubu zmalało w poprzednich latach, a dyrektor największego Lions Club w Neapolu polecił „Maria Adelę” jako sposób na ożywienie członkostwa poprzez dodanie żywych kontaktów międzynarodowych. Oberstleutnant przemawiał pod warunkiem, że cytowano go tylko pierwszym inicjałem swojego nazwiska, czego wymaga się od pracowników Bundeswehry w rozmowach z mediami. Pamięta, że Maria Adela” była bardzo aktywna w próbach ożywienia działalności klubu, uczestniczyła we wszystkich wydarzeniach, a w pewnym momencie w 2018 r. – gdy członkostwo spadło i pojawiła się perspektywa zamknięcia klubu – nawet zgłosiła się na ochotnika, aby zapłacić składki członkowskie. Oberstleutnant Torsten S powiedział, że nigdy nie rozumiał jej motywów.
Trzy związane z NATO znajome „Marii Adeli”, z którymi rozmawiał zespół śledczy, powiedziały, że odgrywając rolę w Lions Club, miała ona kontakt z wieloma pracownikami NATO, zaprzyjaźniła się z wieloma oficerami NATO i miała z nimi częste kontakty społeczne. Jeden z pracowników NATO, który rozmawiał ze śledczymi pod warunkiem zachowania anonimowości, przyznał się do krótkiego romantycznego związku z Marią Adelą. W e-mailu udostępnionym Bellingcat przez Marcelle D’Argy Smith, „Maria Adela” napisała, że pracownik US Navy, którego poznała w Neapolu i który był fotografem, „trochę się w niej podkochiwał”.
Ale nie wszystkie związki, które nawiązała, miały romantyczny charakter. Jedną z osób postrzeganych jako zaprzyjaźnione z „Marią Adelą” była płk Shelia Bryant, ówczesna inspektor generalna US Navy w Europie i Afryce. Pani Bryant, która wyjechała z Neapolu w maju 2018 roku i kandydowała na kongres z ramienia partii demokratycznej, mówi, że historia „Marii Adeli” była dla niej zagmatwana i nieprzekonująca („dlaczego ktokolwiek miałby porzucić swoje dziecko w Związku Radzieckim?”), a jej ciągłe źródło dochodów trudnych do wytłumaczenia („założyła sklep i często przenosiła mieszkania w zamożne części miasta, w których nie było wiarygodnych źródeł dochodów”). Pani Bryant mówi, że ona i jej mąż ograniczali komunikację z „Marią Adelą” do interakcji społecznych, próbując pomóc jej w tym, co wydawało się emocjonalnymi problemami z mężczyznami. Pogląd ten powtórzyła Marcelle D’Argy Smith i jeszcze jeden znajomy „Marii Adeli”, który rozmawiał z Bellingcat pod warunkiem zachowania anonimowości. Pani Bryant mówi, że nie rozmawiali o polityce z „Marią Adelą” i że ona sama miała ograniczony dostęp do wysoce poufnych informacji wojskowych na zasadzie „potrzeby wiedzy”. Jak wspomina, „Maria Adela” nawiązywała kontakty towarzyskie nie tylko z amerykańskimi, ale także belgijskimi, włoskimi i niemieckimi sztabami i oficerami NATO.
Pani Bryant powiedziała, że ona i jej mąż zostali przedstawieni „Marii Adeli” przez żonę kontrahenta rządu USA stacjonującego w Neapolu. Reporterzy wielokrotnie próbowali skontaktować się z tą kobietą, ale po skontaktowaniu się z nią przez Facebooka zablokowała śledczego Bellingcata i odrzuciła telefony od reporterów Der Spiegla.
Inną osobą, którą Oberstleutnant Thorsten S. określił jako bliską „Marii Adeli” – zanim pokłócili się ze sobą w 2018 r. – był administrator systemów danych w centrum dowodzenia NATO w Neapolu. Ta osoba – która nie jest już w NATO – początkowo zgodziła się porozmawiać z Der Spiegel. Jednak, gdy dowiedziała się o temacie śledztwa, nie odpowiadała już na telefony ani wiadomości od Der Spiegel lub Bellingcat.
Chociaż „Maria Adela” z pewnością miała bezpośredni, osobisty dostęp do wielu oficerów marynarki wojennej NATO i USA w Neapolu – i wymieniała wizyty domowe z kilkoma z nich – nie jest jasne, czy kiedykolwiek uzyskała fizyczny dostęp do bazy NATO. Bazując na różnych cyfrowych okruszkach i wspomnieniach znajomych, uczestniczyła jednak w wielu wydarzeniach organizowanych przez wojska NATO lub USA – w tym dorocznych balach NATO, różnych kolacjach zbierających fundusze i dorocznych balach Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych. Zapraszała też do swojego sklepu znajomych z NATO i przynajmniej jedna z nich pamiętała, że kupowała tam przedmioty.
Bahrajn i nie tylko
Wspomnienia pani D’Argy Smith i wpisy w mediach społecznościowych na Facebooku „Maria Adela” oraz na portalu jej firmy pokazują, że od 2013 r. regularnie podróżowała do Bahrajnu pod pretekstem uczestnictwa w corocznym pokazie towarów luksusowych i wystawa biżuterii „Arabia Jubilerska”. Plan podróży z 2013 roku, który podzieliła się z panią D’Agy Smith przez e-mail, pokazuje, że przebywała w Bahrajnie od 17 listopada do 24 listopada tego roku.
Po podróży wysłała e-mail do pani D’Argy Smith, pisząc”
… „W Bahrajnie wszystko poszło dobrze, poza tym, że nic nie sprzedaliśmy… Ale targi były świetne, kocham kraj i ludzi, których poznałam. Po powrocie za pięć dni musiałam lecieć do Moskwy, bo moja mama nie czuła się dobrze. Zostałem tam przez tydzień, a potem wróciłem do Włoch. Teraz pracujemy nad katalogiem i ulepszaniem kawałków. W okolicach Bożego Narodzenia muszę znowu jechać do Moskwy, bo moja mama wciąż nie radzi sobie dobrze”.
W grudniu 2014 r. na koncie FB jej firmy pojawiło się zdjęcie, na którym widać, jak pozornie wręcza spinki do mankietów Serein ówczesnemu premierowi kraju, księciu Khalifie bin Salmanowi Al Khalifie.
Ostatni znany raz, kiedy „Maria Adela” prawdopodobnie podróżowała do Bahrajnu, miał miejsce w 2017 r., na podstawie e-maila wysłanego do Marcelle D’Argy Smith w sierpniu 2017 r., w którym powiedziała, że oczekuje wówczas odnowienia włoskiego pozwolenia na pobyt i zarezerwowała podróż do Bahrajnu i potem do Moskwy w połowie listopada tego roku.
Chociaż zespół śledczy nie był w stanie ustanowić sieci ruchu i komunikacji „Marii Adeli” w Bahrajnie, być może warto zauważyć, że kraj ten jest siedzibą Bazy Aktywności Wsparcia Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych oraz Centralnego Dowództwa Sił Morskich Stanów Zjednoczonych i Piątej Floty Stanów Zjednoczonych. Baza gości ponad 7000 oficerów i żołnierzy USA.
Bahrajn nie był jedynym celem podróży poza Neapolem, do którego „Maria Adela” przyjechała z pozornie biznesowych powodów. Oprócz wyjazdów na wystawy biżuterii czy luksusu – w Szwajcarii i Niemczech, opowiedziała też przynajmniej jednej przyjaciółce, że zaplanowała podróż do Tajlandii. W e-mailu, który wysłała pani D’Argy Smith w czerwcu 2014 r., „Maria Adela” powiedziała, że za kilka tygodni” odwiedzi kraj Azji Południowo-Wschodniej, aby spróbować rozpocząć tam produkcję swojej linii biżuterii. Jednak śledczy nie byli w stanie znaleźć żadnych informacji w otwartym kodzie źródłowym potwierdzających taką podróż.
5.
Pospieszny wyjazd
W 2018 roku fikcyjna „Maria Adela” po raz ostatni przyleciała do Moskwy. Tym razem jednak podróżowała na nowym, trzecim rosyjskim paszporcie. Podobnie jak poprzednie dwa, ten paszport używał numeru z partii przydzielonych przez GRU.
Jej zwykle aktywne życie towarzyskie wyparowało, a żaden ze znajomych, z którymi rozmawiali dziennikarze, nie pamięta, by został przez nią poinformowany o jej planach opuszczenia Włoch na stałe, ani o przyczynach takiej decyzji. Jedyną pamiątką z poprzedniego życia, jaką „Maria Adela” przywiozła ze sobą do domu, jak wynika z zapisów granicznych, był kot. „Maria Adela” miała czarną kotkę Luisę, którą dwoje jej znajomych opisało naszemu zespołowi jako jedyną stabilną rzecz w jej życiu.
Jednak dwa miesiące po jej wyjeździe opublikowała ostatni tajemniczy, ale główny post na swojej stronie na Facebooku. Wspomniała w nim, że chorowała na raka i mówi o odrastających jej włosach „po chemii”.
W rzeczywistości, w czasie, gdy fikcyjna osoba, którą jej zszokowani i zmartwieni przyjaciele znali jako „Maria Adela”, napisała tę wiadomość, prawdziwa kobieta – oficer GRU o imieniu Olga – spędzała czas za kierownicą swojego najnowszego modelu Audi i asystowała w przeprowadzce do nowego, luksusowego apartamentu w ekskluzywnej dzielnicy Moskwy.
Nieco ponad trzy lata po zniknięciu z Neapolu, 4 grudnia 2021 roku „Maria Adela” wysłała jeszcze jedną tajemniczą wiadomość, tym razem w bezpośrednim czacie WhatsApp z Marcelle D’Argy Smith. Wiadomość brzmiała:
„Najdroższa najdroższa Marcelle!
Jest wiele rzeczy, których nie potrafię (i nigdy nie będę w stanie) wyjaśnić!
Ale tęsknię za tobą bardzo i bardzo, bardzo”….
6.
Polowanie na prawdziwą „Marię Adelę”
Bellingcat i jej partnerzy śledczy ustalili widoczną wówczas przynależność „Marii Adeli” do GRU pod koniec 2021 r., opierając się na kilku wskazówkach, które czyniły jej przykrywkę i zachowanie zgodne z modus operandi rosyjskiego wywiadu wojskowego. Po pierwsze, osoba o takim nazwisku i dacie urodzenia nie istniała w żadnej rosyjskiej (aktualnej) bazie danych – w tym w obszernej oficjalnej bazie danych paszportowych – ale jej nazwisko pojawiło się w wycieku danych paszportowych i adresowych z 2007 r., gdzie wcześniej znaleźliśmy listę innych funkcjonariuszy GRU pod ich tożsamościami przykrywkowymi. Wydano jej co najmniej trzy paszporty – jeden krajowy i dwa zagraniczne paszporty podróżne – z zakresów używanych przez wielu innych znanych funkcjonariuszy GRU zatwierdzony oficer GRU, który przez lata mieszkał w USA i Irlandii jako Brazylijczyk z ojcem Niemcem. Chociaż teoretycznie otwierało to możliwość, że „Maria Adela” była nielegalną agentką Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej (ang.: SVR), zakres paszportów pokrywający się oraz widoczne zainteresowanie NATO sprawiły, że przynależność do GRU była znacznie bardziej prawdopodobna.
Jednak nasz zespół przez wiele miesięcy walczył o znalezienie jakiejkolwiek wskazówki co do jej prawdziwej tożsamości. W rosyjskich mediach społecznościowych nie było żadnych zdjęć tej osoby, więc odwrotne wyszukiwanie twarzy nie dało żadnych wyników. Rosyjskie numery telefonów, które zostały wymienione jako kontakty dla jej fałszywej tożsamości w jej dokumentacji dotyczącej „tworzenia tożsamości” z 2007 roku, zostały zarejestrowane na „osobę anonimową” (co było kolejną wskazówką jej powiązania z tajnymi służbami, ponieważ wszystkie numery w Rosji muszą być zarejestrowana na nazwisko osoby fizycznej).
Odwrotne przeszukanie twarzy w obszernej rosyjskiej bazie danych paszportowych doprowadziło do braku dopasowań z przekonującą pewnością podobieństwa twarzy. Jednak wygenerowało setki możliwych rezultatów o niskim wyniku, które nasz zespół zaczął analizować, aby zidentyfikować inne możliwe nałożenia.
Była to dogłębna analiza jednego z tych rezultatów o niskim wyniku, która ostatecznie doprowadziła do identyfikacji prawdziwej osoby stojącej za „Marią Adelą”.
Porównanie dwóch obrazów w narzędziu do rozpoznawania twarzy Microsoft Azure daje wynik negatywny, ale został dokładniej zbadany przez badaczy.
Porównanie dwóch zdjęć „Marii Adeli” w różnym wieku z mediów społecznościowych ze starym zdjęciem paszportowym obywatelki Rosji o nazwisku Olga Kołobowa, urodzonej w 1982 roku, w narzędziu Microsoft Azur, dało niezbyt imponujące wyniki poniżej 35%. Po początkowym odrzuceniu tej osoby jako mało prawdopodobnego podejrzanego reporterzy ponownie przyjęli tę hipotezę ze względu na stary rocznik zdjęcia paszportowego, prawdopodobnie przedstawiający osobę w wieku 14 lub 15 lat.
Rzeczywiście, niewizualna zgodność obu postaci szybko stała się uderzająco intrygująca. Po pierwsze, Olga Kołobowa nie miała żadnego cyfrowego śladu w Moskwie przed 2018 r. W żadnej z dziesiątek wyciekających moskiewskich baz danych nie wykryto ani jednej rejestracji adresu, naruszenia ruchu drogowego ani rejestracji numeru telefonu. Jednak ta osoba miała bardzo aktywną obecność internetową, która rozpoczęła się w listopadzie 2018 r. – mniej więcej wtedy, gdy „Maria Adela” wróciła do Moskwy.
Zaczęły pojawiać się inne okolicznościowe podobieństwa. Bazy danych wykazały, że w listopadzie 2018 roku Olga Kołobowa kupiła swój pierwszy samochód w Rosji: był to nowy model Audi A3 z 2018 roku. Nawiasem mówiąc, Instagram „Marii Adeli” pokazał jej zdjęcie „point of View: za kierownicą Audi w 2016 roku, co sugeruje upodobanie do tego modelu auta.
Następnie odkryliśmy konto w mediach społecznościowych na rosyjskiej platformie Odnoklassniki) (OK) [Nasza Klasa], które w 2019 roku zostało zarejestrowane z imieniem i datą urodzenia Olgi. Oprócz promowania prowojennych treści z grupy „Przyjaciele Putina” była członkiem tylko jednej innej grupy na OK – moskiewskiej kliniki weterynaryjnej, która zajmowała się m.in. kotami.
Korzystając ze starych baz danych, które wyciekły z miast poza Moskwą, ostatecznie udało nam się prześledzić poprzednią internetową obecność Olgi w Rosji do 2005 r., kiedy to w wieku 23 lat zarejestrowała firmę handlującą alkoholem w regionie Krasnodar w Rosji. Śledząc jej ówczesną rejestrację adresu, udało nam się również namierzyć jej ojca. Odkryliśmy, że do czasu przejścia na emeryturę w 2007 roku był kierownikiem Wydziału Wojskowego Uniwersytetu Uralskiego w Jekaterynburgu. Co bardziej intrygujące, strona internetowa jego szkoły chwaliła się, że on, pułkownik sił zbrojnych Rosji, otrzymał liczne odznaczenia i medale „za służbę Ojczyźnie za granicą, m.in. w Angoli, Iraku i Syrii”.
Bazując na ustaleniach z poprzednich śledztw, że szpiedzy GRU są często rekrutowani spośród dzieci wysokich rangą oficerów wojskowych, w tym z doświadczeniem wywiadowczym, dodało to więcej pewności, że „Maria Adela” i Olga były tą samą osobą.
Hipotezę tę potwierdzał również fakt, że Olga Kołobowa stała się właścicielką dwóch mieszkań w Moskwie w czasach, gdy „Maria Adela” przebywała w Rosji. Pierwsza – mała kawalerka w prestiżowej lokalizacji, została zakupiona podczas jednego z wyjazdów „Marii Adeli” do Rosji w kwietniu 2013 roku. Drugi – 100-metrowy apartament w ekskluzywnym kompleksie rezydencyjnym – została nabyta w 2020 r. Jednocześnie przejęte dane o dostawach żywności z YandexFoods pokazały, że Olga zamawiała jedzenie w godzinach pracy na adres, pod którym mieści się rosyjski Fundusz Emerytalny. Przy założeniu, że pracuje jako urzędniczka w Urzędzie Emerytalnym, pochodzenie znacznych środków na zakup tych mieszkań wydawało się bardzo niejasne.
Kierując się tymi wszystkimi wskazówkami, nasz zespół zdołał uzyskać nowe zdjęcie Olgi Kołobowej od informatora z dostępem do rosyjskiej bazy danych z prawami jazdy. To zdjęcie – które wydawało się pochodzić z 2021 roku – dostarczyło przekonującego dopasowania między twarzami „Marii Adeli” i Olgi Kołobowej.
Jednak oprogramowanie do rozpoznawania twarzy, choć przydatne, nie jest wystarczające, aby jednoznacznie udowodnić, że dwie osoby są tą samą osobą w dochodzeniu takim jak to. Reporterzy następnie wyszukali numer telefonu Olgi na WhatsApp i znaleźli solidny dowód na to, że Olga i „Maria Adela” to rzeczywiście ta sama osoba [bo to jest to samo zdjęcie, co w profilu „Adela Serein].
To, obok wszystkich innych nakładek, wystarczyło, by odsłonić prawdziwą tożsamość „Marii Adeli”. Ale co z jej przynależnością do GRU? Było to mocno sugerowane przez to, że numery paszportów znajdowały się w zasięgu innych agentów GRU, południowoamerykańskiej historii, która była wykorzystywana przez co najmniej jednego innego nielegalnego GRU i poprzednie powiązania jej ojca. Postanowiliśmy jednak uzyskać telefoniczne zapisy metadanych dla numeru Olgi Kołobowej, aby sprawdzić, czy można znaleźć jakiekolwiek dalsze potwierdzenie.
23 lutego 2022 r., w rosyjski dzień Obrońców Ojczyzny, powszechnie obchodzony przez wojskowych oficerów, Olga zadzwoniła pod numer znajomy naszemu zespołowi śledczemu. Był to nikt inny, jak ten sam dowódca z Wydziału V GRU, który cztery lata wcześniej dzwonił o północy do gen. Awierjanowa.
Misja zakończona sukcesem czy misja przerwana?
Prawie dziesięcioletnia służba Olgi Kołobowej jako „nielegalnej” jest niezwykła w porównaniu z innymi znanymi przypadkami rosyjskich szpiegów pod głęboką „przykrywką” z kilku powodów. Jednym z nich jest dobrowolne zakończenie delegacji, bez złapania jej przez zagraniczne służby kontrwywiadu. Pozostawia to otwarte pytanie, czy GRU postrzegała jej obecność w Europie jako sukces, czy porażkę. W porównaniu z innymi znanymi rosyjskimi nielegalnymi imigrantami, którzy przez dziesięciolecia mieszkali na Zachodzie i byli w stanie stworzyć tylko marginalnie interesujące sieci kontaktów, siatkę „Marii Adeli” – mieszanie się z oficerami marynarki wojennej NATO i USA, w tym z tymi, którzy mieliby dostęp do zdjęć z bazy lub poufnych akt prawnych i baz danych, wygląda imponująco, przynajmniej na papierze. Podczas swojej misji Kołobowa dużo podróżowała pod pozorem odwiedzania wystaw i przyjaciół w całej Europie, Bahrajnie i potencjalnie Tajlandii. Ta zdolność sama w sobie mogła być użyteczna dla GRU.
Nie ma dowodów na to, że zachodnie służby kontrwywiadu lub własne służby bezpieczeństwa wewnętrznego NATO były świadome obecności rosyjskiego szpiega wojskowego umieszczonego strategicznie blisko Centrum Dowodzenia Połączonych Sił NATO w Europie. Żaden ze znajomych „Marii Adeli”, z którymi rozmawialiśmy – z których wszystkich można było nawiązać z nią za pomocą danych z otwartego źródła – nie został poproszony przez NATO ani organy ścigania na przesłuchanie na temat ich interakcji z Rosjanami.
Insider i Der Spiegel zwrócili się do Olgi Kolobovej o jej komentarze za pośrednictwem Telegramu i poczty elektronicznej. Chociaż wiadomości wysłane do niej na Telegram wyglądały na przeczytane, nie odpowiedziała.
Der Spiegel zwrócił się również do rzecznika NATO o komentarz. Do czasu publikacji biuro NATO nie udzieliło odpowiedzi.
7.
Notabene der Spiegel ma na swojej stronie jeszcze kilka interesujących artykułów, jak ten o rosyjskich „obozach filtracyjnych” (ich nieludzkie funkcjonowanie opisała Krystyna Kurczab-Redlich w książce „Wowa, Wołodia, Władimir”) dla Ukraińców (https://www.spiegel.de/…/russland-ukraine-krieg-us…).
Rosja prowadzi co najmniej 21 „obozów filtracyjnych”
Brak jedzenia, izolacja, zarzuty tortur: Według amerykańskiej grupy badawczej Rosja prowadzi duży system obozowy dla ukraińskich bojowników i cywilów. Byli więźniowie zgłaszają nieludzkie warunki.

Setki tysięcy Ukraińców są wywożone do Rosji wbrew swojej woli. Szacuje się, że od początku wojny do Rosji lub do samozwańczych republik ludowych Doniecka i Ługańska deportowano od 900 tys. do 1,6 mln obywateli Ukrainy. Według własnych oświadczeń, naukowcy z Uniwersytetu Yale zidentyfikowali obecnie co najmniej 21 „obozów filtracyjnych” w samym Doniecku i wokół niego, w których jeńcy wojenni i cywile z Ukrainy są narażeni na poważne naruszenia międzynarodowego prawa humanitarnego. Eksperci opisują procedurę, w której ludzie na terenach objętych konfliktami kontrolowanymi przez jednostki rosyjskie lub prokremlowskie są wyłapywane, rejestrowane i przesłuchiwane. Następnie poszkodowani zostają uwolnieni, uwięzieni lub wywiezieni do Rosji.
Naukowcy powiedzieli, że sprawdzili 21 obozów z co najmniej pięciu niezależnych źródeł. Według raportu poszczególne lokalizacje obozów zostały zidentyfikowane za pomocą zdjęć satelitarnych i ogólnodostępnych informacji. W skład kompleksów wchodziły dawne szkoły i zwykłe więzienia.
Według dyrektora instytutu badawczego Nathaniela Raymonda są dowody na istnienie co najmniej siedmiu innych obozów. Jednak nie zostały one jeszcze potwierdzone. … Jednym ze zidentyfikowanych obozów jest więzienie w Oleniwce. Według raportu pojawiają się doniesienia o przepełnionych celach, ograniczonym lub całkowitym braku dostępu do wody i urządzeń sanitarnych, niedożywieniu, pracy przymusowej i torturach.
Pod koniec lipca w obozie zginęło ponad 50 ukraińskich jeńców wojennych. Wśród nich byli członkowie kontrowersyjnego Pułku Azowskiego, schwytanego w obronie Huty Azowskiej w Mariupolu.
Strona rosyjska i ukraińska obwiniają się wzajemnie o śmierć jeńców wojennych. Podczas gdy Kreml oskarżył Kijów o strzelanie do więzienia z amerykańskiego systemu wyrzutni rakietowych HIMARS, strona ukraińska oskarżyła stronę rosyjską o spowodowanie wybuchów. Eksperci uważają jednak, że uderzenie rakiety HIMARS jest bardzo mało prawdopodobne i odwołują się do zdjęć z wnętrza koszar oraz zdjęć satelitarnych tego obszaru.
Według aktualnego raportu zdjęcia satelitarne pokazują zaburzoną ziemię w pobliżu instytucji, co sugeruje możliwe groby. Jednak te potencjalne groby odnaleziono już 11 kwietnia i 27 lipca, czyli przed śmiercią więźniów. Były więzień w Oleniwce poinformował, że podczas niewoli musiał kopać groby.
8.
To jeszcze jeden materiał z Der Spiegla (https://www.spiegel.de/…/russland-ukraine-news-am…): „Rosja najwyraźniej spala duże ilości gazu; W pobliżu fińskiej granicy widać ogromną pomarańczową poświatę. Według wyliczeń ekspertów Gazprom mógł w ciągu ostatnich dwóch miesięcy spalać gaz o wartości 1000 euro na godzinę.

Według ekspertów Rosja spala duże ilości gazu ziemnego w związku z pełnymi magazynami i drastycznie ograniczonymi dostawami do UE.
Norweska firma konsultingowa Rystad szacuje ilość gazu spalanego w atmosferze na około 0,5% dziennego zapotrzebowania UE. Konsumpcja w ostatnim czasie spadła w UE znacznie w wyniku zmniejszonych dostaw.
Plomień można zobaczyć na zdjęciach satelitarnych w pobliżu Portowaja, gdzie znajduje się stacja kompresorów gazociągu Nord Stream 1, biegnącego przez Morze Bałtyckie do Niemiec. Rosja zmniejszyła przepływ Nord Stream 1 do 20% przepustowości i planuje zamknięcie rurociągu na trzy dni w przyszłym tygodniu. Jest to uzasadniane rzekomymi problemami z konserwacją turbin. Z kolei UE zarzuca Rosji zmniejszanie dostaw gazu jako zemsty za zachodnie sankcje za agresję na Ukrainę.
9.
Media się jednak na coś przydają, czasami potrafią nawet naprostować krzywe ścieżki niemoralności wielkich i zazwyczaj bezkarnych koncernów naftowych. Po rewelacjach „Le Monde” (D.O. o tym pisał), Francuska grupa energetyczna TotalEnergies zrezygnowała z udziałów w spółce produkcyjnej w Rosji. Le Monde zarzucił francuskiemu koncernowi, że zfrancusko-rosyjskiej joint venture dostarczano naftę do rosyjskich myśliwców masakrujących Ukrainę. TotalEnergies sprzeda swoje 49% udziałów w Terneftgaz swojemu rosyjskiemu partnerowi Novatekowi. Decyzja zapadła zaledwie 24 godziny po głupim i traktujących społeczeństwo jak głupich komunikacie Totalenergies, że jak to, że to nieprawda, że oni nie mają udziałów w złożach… Ciekawe, czy rząd prezydenta Macrona wyciągnie jednak poważniejsze konsekwencje wobec tych drani, menedżerów Totala.

10.
Z deszczu pod rynnę. Przyszła premier Wielkiej Brytanii (chyba nic nie jest już w stanie temu zapobiec), obecna (ciągle jeszcze) ministra Spraw Zagranicznych Liz Truss, na pytanie o to, czy prezydent Macron jest przyjacielem, czy wrogiem Zjednoczonego Królestwa odpowiedziała: „nie wiem, jeśli zostanę premierką, będę oceniała po czynach, a nie po słowach”.
Oj, jeszcze – wydaje się – zatęsknimy za Borisem Johnsonem. Bo za Teresą May D.O. tęskni nieustannie.

Proszony o komentarz, przebywający z trzydniową wizytą w Algierii Emmanuel Macron stwierdził: Wielka Brytania pozostaje „przyjaznym narodem” i silnym sojusznikiem „niezależnie od swoich przywódców, a czasami pomimo swoich przywódców i wszelkich drobnych błędów, które mogą popełnić w przemówieniu z pudełka na mydło”. (To „pudełko na mydło”, soap box, to dziś przenośnia polityków, przemawiających w kampanii wyborczej, ale w dawnych czasów oni rzeczywiście stawali na skrzynkach, żeby być lepiej widocznymi dla wianuszka słuchaczy, a że najmocniejsze skrzynki służyły do transportu mydła, nazwa się przykleiła).

11.
D.O. gorąco poleca lekturę artykułu z „Wyborczej”, omawiającego inicjatywę posłanko Lewicy Joanny Scheuring-Wielgus i radnej Warszawy Agaty Diduszko-Zyglewskiej (https://wyborcza.pl/7,75398,28833204,nowa-mapa-pedofilii…).
Obie działaczki od lat badają i nagłaśniają temat pedofilii w Kościele. W 2019 r. wręczyły papieżowi Franciszkowi raport, w którym mowa była nie tylko o sprawcach przestępstw wśród duchownych, ale i o kościelnych hierarchach zatajających informacje na ten temat.
I szczerze mówiąc, D.O. spodziewał się bardziej zdecydowanej reakcji papieża. Ale się nie doczekał. I pewnie już nie doczeka, a jeśli nawet, to wiarygodność Franciszka, po jego wypowiedziach o NATO i Ukrainie jest już chyba bezpowrotnie zniszczona.
D.O. ze wspomnianego artykułu zacytuje tylko: „W 2018 r. mapa kościelnej pedofilii informowała o 286 ofiarach wykorzystywania seksualnego przez księży. W 2022 r. ofiar jest już ponad dwukrotnie więcej: 753. …
W 2019 r. wręczyłyśmy papieżowi Franciszkowi raport, w którym mowa jest nie tylko o sprawcach tych przestępstw, ale też o kościelnych hierarchach zatajających informacje na ten temat – mówiła Joanna Scheuring-Wielgus. Dane na temat 32 hierarchów autorki raportu przekazały do Państwowej Komisji ds. Pedofilii, która skierowały sprawy do prokuratury. Większość została umorzona, sześć jest w toku.
– Teraz złożymy do Komisji kolejnych 15 zawiadomień, dotyczących w sumie 19 biskupów. To m.in. przypadki, gdy biskupi, którzy wiedzieli, że księża w ich diecezjach dokonywali czynów pedofilskich, zamiast interweniować, przenosił ich z parafii do parafii. Są tak samo odpowiedzialni jak ci, którzy gwałcili chłopców i dziewczynki – powiedziała Scheuring-Wielgus. …

… Skala tuszowania pedofilii przez hierarchów jest ogromna. – Polski episkopat liczy 135 osób. Wiemy dziś o 43 hierarchach odpowiedzialnych za milczenie w sprawie pedofilii księży, w tym trzech kardynałów, 17 arcybiskupów i 23 biskupów. To jeden trzecia episkopatu, a mówimy tylko o ustaleniach własnych i dziennikarzy – powiedziała”.
12.
Podobno ksiądz egzorcysta wypędzał szatana z opętanej dziewczyny skarpetką Jana Pawła II (https://natemat.pl/433045,skarpetka-jana-pawla-ii… ).
W miniony czwartek tygodnik „NIE” przypomniał, jak siostra Florenta Kwiatkowska potwierdziła, iż była ona na stopach świętego Jana Pawła II. „Potwierdzam autentyczność skarpetki, którą używał Czcigodny Sługa Boży Jan Paweł II Papież” – czytamy na kartce. Jak się okazało, nie jest to internetowy fake. Co więcej, nie jest to nawet skarpetka, a jej kawałek. Wiąże się z nią jednak dość wyjątkowa historia. …
… Historię w rozmowie z „Gazetą Krakowską” przedstawił ksiądz Maciej Gutmajer.
– Dziewczyna miała wywrócone do góry gałki oczne, jej już w tym ciele nie było. W tamtej chwili był tylko szatan. Od razu rzuciła mi się do gardła. Jednym skokiem – opowiadał. Wówczas pod ręką miał tylko kawałek skarpetki. – Wkładam jej tę relikwię pod głowę i rozlega się wściekły, męski głos: weź tego Janka, weź to białe, zabierz go, śmierdzi! To świętość szatanowi śmierdziała – dodawał ksiądz Gutmajer. Ostatecznie jednak, jak czytamy w „Gazecie Krakowskiej”, szatan w dziewczynie pozostał, choć egzorcysta próbował ją „leczyć” przez pół roku”.

D.O. robił swojego czasu wywiad z najsłynniejszym z egzorcystów watykańskich, księdzem Amorthem, którego można się było rzeczywiście przestraszyć, bo połowę twarzy miał dotkniętą parezą, tworzącą groźny grymas, więc sprawa egzorcyzmów nie jest dlań nowa.
Jedno go jednak nieco dziwi: jakim mianowicie cudem ksiądz Gutmajer miał pod ręką kawałek skarpetki papieża?
D.O. co prawda nie jest egzorcystą, ale zdarza mu się nosić przy sobie różne dziwne rzeczy. Ale chyna nigdy nie przechadzał się z kawałkiem skarpetki i to cudzej.
13.
D.O. wykrakał: nie będzie piwa, nie będzie kiełbasy, inflacja pożarła już nie 500, a 1000+…
Nie będzie pisu?

Nie!
Będzie!
Był, jest i będzie.

I jak zawsze będzie niszczył Polskę i usiłował ją oddać w pacht wrażym mocarstwom.



Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
