Jacek Pałasiński: Drugi obieg (409)12 min czytania

()

29.08.2022

1.

No tak…

Bye, bye Mario, uśmiechnięty portierze naszego rzymskiego domu, zawsze gotowy do pomocy. Przepracowałeś lata całe w banku, na wczesnej emeryturze chciałeś być nadal użyteczny. O takich ludziach w Rzymie mówią „un pezzo di pane” – „kawałek chleba”. Mimo że codziennie woziłeś żonę na radioterapię, podwórze i klatki schodowe były zawsze lśniące, i każdy, kto wchodził i wychodził mógł liczyć na dobre słowo. Bez ciebie, walka z łamiącymi się zawiasami od deski sedesowej zakończyłaby się porażką.

Bye, bye Mini Minorze, 13-letnim owocu mezaliansu jakiejś jamniczki z podwórkowym kundelkiem, który nie odstępowałaś Mario na krok na spacerach. Trudno będzie zapomnieć twój wzrok, kiedy unosiłeś łepek, by z miłością popatrzeć na swojego dwunogiego towarzysza.

Niech wam się dobrze wiedzie!

2.

Pan Bezdomny w cukierni na rogu

Bye, bye Bezdomny Panie w nowych, czystych koszulkach polo i wózku zakupowym, który stawiałeś koło stolika cukierni na rogu. Zawsze czekało tam na ciebie cappuccino i cornetto, które my, ludzie Północy nazywamy croissantem. W upały – butelka zimnej wody. Znikłeś, kiedy na trzy tygodnie opadły żaluzje cukierni, której właściciele wyjechali – jak większość Rzymian – na wakacje. D.O. myślał o tobie, przejeżdżając codziennie koło tego miejsca. Ale cię nie było. Na szczęście parę dni temu cukiernia znów się otworzyła i na szczęście, ty pojawiłeś się, milczący, zamyślony, przy tym samym stoliku ze swoim zwykłym zestawem łakoci i swoim wózkiem na zakupy.

D.O. nie rozgryzł twojej tajemnicy, nie dowiedział się, gdzie śpisz, gdzie ubierają cię w modne, leciutko tylko przenoszone koszulki polo.

Niech ci się dobrze wiedzie!

3.

Bye, bye, Egipcjanie ze sklepu z warzywami, bye, bye sprzedawczynie z małego supermarketu; bye, bye, sąsiedzi, którzy nie podnosiliście już ze zdziwieniem oczu na nasz widok, wchodzących do eleganckiej kamienicy.

4.

Bye, bye, Corrado, Paolo i Angelo z “Rigatoni Democratici” na Zatybrzu. Aż strach pomyśleć, ile kilogramów pyszności wtrząchnęliśmy przy waszych stolikach, zawsze z najlepszymi kąskami, takimi dla przyjaciół. Będziecie się dalej uwijać wśród tłumu klientów, jak w ukropie, ale już bez nas. Będziemy tęsknić za uśmiechami, którymi zawsze nas witaliście w progu.

Niech Wam się dobrze wiedzie!

5.

Wejście do Stampa Estera, dwa kroki od Fontanny di Trevi

Bye, bye kochani Koledzy ze Stampa Estera, Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej, towarzysze cudownych przygód i wspólnej ciężkiej pracy. Wy, którzy jeszcze pamiętacie pełne potu i łez czasy prawdziwego dziennikarstwa, czasy pełne glorii, czasy, w których ten zawód dawał dużo satysfakcji. To naprawdę se ne vrati?

Bar w Stampa Estera, gdzie D.O. spędził najpiękniejsze chwile swojego zawodowego życia, wśród Przyjaciół – prawdziwych dziennikarzy

Po sierpniowej przerwie siedziba znów będzie otwarta, znów będzie można przyjść i pracować, mając do dyspozycji wszystkie ważniejsze agencje prasowe i dużo kanałów informacyjnych z całego świata. Pobiegłbym tam na skrzydłach, ale… Na pracę D.O. już nikt nie czeka… No i pora ruszyć w drogę powrotną.

Niech wam się dobrze wiedzie!

6.

Bye, bye Rossend. D.O. tak już ma, że lgnie do ludzi z charakterem, ale i z życiorysem, którym można by dziś obdzielić z tuzin media workerów. Ale pod warunkiem, że mają w sobie tę szczyptę wariactwa, która czyni ich niepowtarzalnymi. O, właśnie napisałeś mi whatsappa radząc używać moringi, ziela obniżającego skutecznie poziom cukru i dodającego jednocześnie wigoru. No pewnie, że D.O. posłucha: Rossend zna się na tym, jaki mało kto, to wyrocznia nawet dla naukowców od żywności. Czuje niedosyt kontaktów z tobą, kto wie, może kiedyś?…

Rossend

Niech ci się dobrze wiedzie!

7.

Bye, bye Alfred, drogi Przyjacielu, bye, bye Helle, czarodziejko, drugie wcielenie twojej rodaczki Babette, bye, bye wasza piękna rodzino, która przyjmujesz nas, jak swoich. Wczoraj znowu, Helle, uraczyłaś nas twoimi magicznymi eliksirami, tajemniczymi miksturami z ingrediencji pozornie nie pasujących, a tworzących tak delikatny i zrównoważony amalgamat, że… wyszliśmy objedzeni jak bąki, bo jak można było zrezygnować z czegoś tak wyjątkowego? O twoim życiu i pracy, Alfredo, duńska gazeta zrobiła 7-odcinkowy serial na całą stronę. D.O. ma co roku 365-odcinkowy serial, zatytułowany „Wdzięczność”.

Alfred z żoną Helle (u szczytu stołu) i ich rodzina

Niech wam się dobrze wiedzie!

A to dzieło Helle: pasticcio di ricotta z kawałkami pecorino senese i sosem pomidorowym z dodatkiem „czosnku pocałunkowego” – strzeżonej pilnie odmiany czosnku bez aliny, co sprawia, że człowiek po jego spożyciu nie cuchnie i może iść się całować. Re-we-lacja!

8.

Bye, bye, Córeczko, bye, bye londyński Wnuku, którzy przemierzyliście pół Europy, żeby się z nami spotkać, żeby być znowu, na dobre i na złe, Rodziną. 10 dni jak to mało!

Niech wam się dobrze wiedzie!

9.

Bye, Bye, Synku, Smyczku kochany, super menadżerze i burżuju doskonały. Używaliśmy twojej gościnności przez prawie dwa miesiące, starając się nie pozostawić niczego nie ma swoim miejscu, w twoim włoskim, wypieszczonym mieszkaniu. Bye, bye, rzymski Wnuku, mały geniuszu o niesamowitej wiedzy i panowaniu nad językiem, doskonałym i precyzyjnym, którego powinien ci, siedmiolatku, zazdrościć każdy telewizyjny prezenter, każdy polityk.

Bye, bye, szary Garibaldi, bye, bye czarno-biała Lolu. Będziemy tęsknić za waszymi miaukami i waszym mruczeniem!

Niech wam się dobrze wiedzie!

10.

Bye, bye, Rzymie. Pokazałeś nam teraz swoją najlepszą twarz. Szpetota twoich peryferii teraz nas nie raziła, nie zaznaliśmy agresji na ulicach, nawet lipcowe góry śmieci nie zakryły twojego bazyliszkowego uroku.

Może kiedyś, znowu…

Dziś jeszcze ostatni rzut oka na ciebie, wśród pakowania bambetli i upychania ich w samochodzie.

Bye, bye Rzymie!

11.

Będziemy jechać myśląc, że to dobrze, że UE zakaże wydawania wiz turystycznych Rosjanom. Spotykaliśmy ich na ulicach Rzymu zaskakująco dużo, butnych i pogodnych, grymaśnych i wierzących w moc swoich portfeli i sprawiających wrażenie, że nikt nie okazał im dezaprobaty za zbrodnie swoich rodaków. Zbrodnie, których są wspólnikami, bo zezwalają na nie, zapewne wierząc w zbrodniczą propagandę jeszcze bardziej niż wyborcy szajki wierzą w kłamstwa Ciula Krzywomordego. Poza tym, jeśli mają tyle pieniędzy, by tu przyjechać, tłoczyć się pod najdroższymi butikami, to muszą być wspólnikami reżimu, bo przyzwoici Rosjanie albo siedzą w koloniach karnych i więzieniach, albo w psychuszkach, albo klepią biedę gdzieś na Zachodzie, na który udało im się uciec przed aresztowaniem.

Zachodniej Europy?

12.

Będziemy jechać, myśląc, jak czują się media-workerzy, którzy od wielu miesięcy, nie bacząc na fakty i jednoznaczne oświadczenia, pisali, że papież poda się do dymisji, bo jedzie do L’Aquili, dokąd uciekł z Watykanu jedyny papież przed Benedyktem XVI, który zrezygnował z urzędu: Celestyn V. Jak się czujecie, workerzy? Pojechał do L’Aquili, wrócił i się nie podał.

Papież Franciszek w nieodbudowanej jeszcze do końca po trzęsieniu ziemi z 6 kwietnia 2009 r. Jakoś nie podał się do dymisji, choć był w mieście, w którym schronił się Celestyn V po rezygnacji w XIII wieku z Tronu Piotrowego

D.O. myśli, że któregoś dnia to zrobi, ale jeszcze nie teraz. Choć pewnie dobrze by zrobił, bo jego autorytet spadł z pieca na łeb. Jeszcze w sobotę, podczas konsystorza, wychwalał Agostino Casarolego, kardynała sekretarza Stanu za czasów Pawła VI i Jana Pawła I i Jana Pawła II, który był autorem osławionej „Ostpolitik”, polityki ściągania spodni spod sutanny wobec Moskwy i jej reżimów satelickich. W nadziei, że totalitarne reżimy okażą się łaskawsze dla kleru i dla katolików. Nie okazały się, ale w prasie komunistycznej Casarolego wychwalano. Ali Agca wskazywał go jako prawdziwego inspiratora zamachu na JPII, który niszczył mu jego Ostpolitik nieprzejednaniem wobec reżimów zza Żelaznej Kurtyny i zza Berlińskiego Muru. I Franciszek stawia go dzisiejszemu światu, zagrożonemu przez Rosje, Chiny, Iran, za wzór…

13.

Będziemy jechać, myśląc o tym faszystowskim wypierdku z Budapesztu, którego przydupasy krasno i dębskie, wymyśliły właśnie, że należy ograniczyć liczbę kobiet przyjmowanych na uniwersytety, bo jest „za dużo kobiet z dyplomami, co stanowi zagrożenie dla mężczyzn i dla wzrostu demograficznego”. „Jeśli kobiety spędzają zbyt dużo czasu na nauce, nie wychodzą za mąż, nie mają dzieci i nie przyczyniają się do rozwoju narodu” – napisano w raporcie orbanowskiego „Obserwatorium”. „Jeśli chłopcy, którzy są bardziej skłonni do przedsiębiorczości i podejmowania ryzyka, nie będą mogli rozwijać się bez ograniczeń [narzuconych im przez kobiety], będą narażeni na »problemy psychiczne i behawioralne«. „Różowa edukacja” może powodować „problemy demograficzne”, ponieważ wykształcone kobiety nie będą w stanie znaleźć podobnie wykształconych małżonków, „co może prowadzić do spadku dzietności”.

Naziole od Orbana jak talibowie w Kabulu: dziewczynki nie powinny się uczyć!

Och, gdyby oni wszyscy w ślady ruskowo wojennogo korabl’a!

14.

Będziemy jechać, myśląc o wojnie na Bałkanach, chwilowo zażegnanej, dzięki ustępstwom władz Albańczyków z Prosztiny. Serbia zgodziła się na zniesienie dokumentu wjazdu-wyjazdu dla posiadaczy dowodu osobistego z Kosowa, a Kosowo zgodziło się nie wprowadzać ich dla posiadaczy serbskich dowodów osobistych. Ci Serbowie, których Albańczycy nie zdołali wygnać z ich ziem, z ich domów, skupieni są teraz w północnej części Kosowa. Albańczycy chcieli anulować ważność ich serbskich dokumentów i zmusić ich do używania kosowskich tablic rejestracyjnych.

Teraz odstąpili od tego pomysłu. I dobrze.

Zażegnana chwilowo wojna na Bałkanach. Była o włos.

Ale – D.O. ma nadzieję, że rozumieją to ostatni ludzie w ministerstwach Spraw Zagranicznych liczących się krajów – Serbia nigdy nie zrezygnuje z Kosowa, które było kolebką ich państwowości, tylko dlatego, że imperium osmańskie i władze albańskie, opętane wizją „Wielkiej Albanii”, sprzyjały imigracji muzułmanów na tereny Serbii, która wyrzec się swojego chrześcijaństwa nie chciała i organizowała powstania antyosmańskie. Nierozwiązane, tylko przyklepane problemy graniczne i etniczne, wcześniej czy później przeradzają się w krwawe konflikty. To dotyczy nie tylko Bałkanów, nie tylko Węgier, w Europie Środkowej podobne problemy, dziś uśpione, przy zmianie władzy politycznej, mogą przerodzić się w wojnę.

15.

Będziemy jechać, myśląc o „upiększeniu” à la russe zabytkowej, starej jak Rzym prawie, bo zbudowanej w III w. pne. Via Aurelia. Przechodzi ona obok Villi Abameleka, którą po II Wojnie Światowej, „na krzywy ryj” zajęli sobie Rosjanie i nie dali się stamtąd wykurzyć, aż łaskawy premier Giulio Andreotti nie przyznał im tytułu własności. To wielohektarowa rezydencja ambasadora rosyjskiego. Kilkanaście lat temu na liczącym setki lat murze o wysokości ponad 4 metrów, Rosjanie ustawili jeszcze płot z żelaznych blach. I nic, nikt nie zaprotestował. Dziś ten przerdzewiały, jak mózg Putina syf jest jednym z koszmarów Rzymu. Ale nie wystarczyło. Na kilka dni przed agresją na Ukrainę, na murze, w odcinku pozbawionym blach, a za to z prętami, podłączonymi pod 220 V, Rosjanie rozciągnęli kilkaset metrów drutu żyletkowego.

Przewidywali, wygląda, znacznie większe protesty, a nawet ataki na rosyjskie obiekty.

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.