Zdanie odrębne
25.09.2022

Od 24 lutego w Ukrainie toczy się wojna rzeczywista; pochłonęła dziesiątki tysięcy ofiar w ludziach, wypędziła miliony z ogromnych regionów, kosztuje miliardy w sprzęcie, zachwiała rynkiem surowców energetycznych i żywności, sprzyja globalnej inflacji, wywraca świat powiązań i sojuszy…
Nasz „umiłowany przywódca” pozazdrościł wojny Ukraińcom i – korzystając z sytuacji – postanowił wydać symboliczną wojnę Niemcom. Zrobił to uroczyście, na zamku królewskim, przedkładając kilkusetstronicowy Raport o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej, w czasie drugiej wojny światowej 1939-1945.
Choć (w tej wojnie) „droga będzie długa, to jesteśmy przeświadczeni, że któregoś dnia odniesiemy sukces” – oznajmił. Nie może być inaczej, ponieważ plany wojenne przez 5 lat przygotowywało 33 specjalistów, a cyfry w przedziale 1 – 10, mają ważne znaczenie. Kabała – dla przykładu – przypisuje im odpowiednie figury ze sfery religijnej, która w naszym państwie wiąże się z historią, polityką, a przede wszystkim ekonomią, z jej najważniejszym frontem – finansami. Wszak celem są reparacje za II wojnę światową, oszacowane na 6 bln 200 mld zł; czyli szóstka, dwójka i jedenaście zer… Znowu kabała!
Raport gotowy już w roku 2019, dopiero teraz stał się polityczną amunicją. „Wódz” czekał na moment ataku, kiedy rozszalała się inflacja, rosną ceny energii, paliw, żywności; nawet octu… Skoro coraz droższy jest chleb, a woda w kranie i w kaloryferach może być zimna — postanowił urządzić nam igrzyska. Jeździ więc od miasta do miasta, „śmieszy, tumani, przestrasza”… Zapomniał, że w starożytnym Rzymie jedno zwykle towarzyszyło drugiemu; tymczasem on je rozdzielił, co może się okazać politycznym błędem.
Niekoronowany król wie doskonale, że nie ma szans na szóstkę, dwójkę i jedenaście zer… „To będzie duża operacja. Liczę, że z czasem powinna przynieść rezultaty, chociaż zdaję sobie sprawę, że to jest dłuższy czas, być może nawet całe pokolenie minie. Ja mogę tego nie dożyć, ale kiedyś trzeba zacząć”. Robi jednak wszystko, by z reparacji urządzić antyniemiecki spektakl, a niewiele — by je uzyskać; wszak duże pieniądze negocjuje się w ciszy, a nagłaśnia dopiero wyniki długich, poufnych rozmów. Do takich operacji trzeba dyplomacji, a nie pokrzykiwania i moralnego nadymania się.
Jednak „nasza” wojna została ogłoszona z hukiem, a „narodowe media” niczym trąbki i werble codziennie zagrzewają do walki; nie po to, by mobilizować zastępy rodaków, lecz by je demobilizować, zobojętnić i zniechęcić. Nachalność wojennej propagandy szybko powoduje głuchotę, a ogłoszenie wojny symbolicznej w czasie, kiedy za miedzą toczy się rzeczywista wojna, jest graniem na rozbicie Europy w sytuacji, kiedy należałoby ją scalać.
Wojna w Ukrainie ma oczywisty wymiar cywilizacyjny; ścierają się w niej dwa światy: rosyjski i zachodni albo cywilizacja łacińska i turańska, jak głoszą „znawcy” teorii Feliksa Konecznego[1]. O tym, kto w tym starciu po której jest stronie, świadczą dwie wypowiedzi. Pierwsza – „naczelnika” państwa na konferencji w Karpaczu, gdzie wspominał swoją wizytę w Wiedniu, przed trzydziestu laty, kiedy „na własne oczy” zobaczył to, o czym „konkretnie” nie chce mówić… Ale abstrakcyjnie już chce, ponieważ na Zachodzie panuje „antykultura” i „nowy totalitaryzm”. Żadnego z tych groźnych pojęć nie objaśnia, bo ważniejsza jest insynuacja i pomówienie zmian „które zaszły w Europie już od Oświecenia”. Zapewne nie odwiedzał wiedeńskich kościołów, muzeów czy pałaców, tylko lupanary, skoro zostało mu wrażenie tak przykre, że je wypiera z pamięci …
Druga wypowiedź to fragment wywiadu byłego doradcy prezydenta Rosji: „Społeczeństwo zachodnie to bardzo wyjątkowe zjawisko w dziejach świata. Wyrosło w Europie, rozszerzyło się na takie miejsca, jak Ameryka Północna, Izrael, Australia czy Nowa Zelandia. Ale to jest wciąż zjawisko jedyne w swoim rodzaju, które nie występuje w innych częściach świata. Kierowanie się etyką, oparcie gospodarki i stosunków międzynarodowych na zasadach, to unikalny wkład cywilizacji zachodniej. Nie podzielają tego cywilizacje istniejące w innych częściach świata. Dlatego też trudno oczekiwać, że inne kraje, którym brakuje takich standardów etycznych i prawnych, pójdą w ślad za Europą”.
Zestawienie tych dwu głosów – z Karpacza i portalu Onet pozwala łacno, czyli bez trudu zorientować się, jaki krąg cywilizacyjny jest bliski „przywódcy” państwa polskiego i jaki podziwia Rosjanin, który uwolnił się od Putina.
Symboliczna wojna z Niemcami dowodzi, że prezes nie jest już w stanie utworzyć frontu krajowego. Dotychczasowe albo się wyczerpały (uchodźcy z Afryki, polskie kobiety, „tęczowa zaraza”, TVN, geje, lesbijki), albo zostały źle rozpoznane (granica z Białorusią, zatruta Odra, inflacja, brak węgla). Wojna z Niemcem, poza świadomością, że zostanie przegrana, ma dwa cele bezpośrednie; pierwszy to Tusk. Wiedząc, że za życia nie poradzi sobie z Niemcami, Kaczyński chce wyeliminować najgroźniejszego wroga osobistego. A to jest w stanie zrobić.
Ostrzał tego celu trwa od lat – przy pomocy wszelkiej broni, czyli słowa żywego, pisanego oraz obrazu. Każdy przedstawiciel władzy, bez względu na szczebel, wyciera sobie Tuskiem mordę/gębę; zapluwa się, a nawet krztusi. Dostaje przy tym rumieńców, trzęsą mu się ręce, potrafi nawet się zacukać – byle wstrzelić się w ofiarę; bo taki jest rozkaz… Bo tego człowieka trzeba poddać anihilacji[2] (po polsku – unicestwić). Nie wolno tolerować kogoś, „kto jest nadzieją polskiej niewoli i polskiego podporządkowania pod but niemiecki. […] nadzieją tych […], którzy bardzo źle życzą Polsce”. Wszak „przez lata Rosja miała w Polsce swojego człowieka w Warszawie, Donalda Tuska, […]. No, a już z całą pewnością był to człowiek reprezentujący interesy Niemiec, tu w Warszawie, w Polsce”.
Słowa tego typu mają „wstrząsnąć świadomością Polaków” zwłaszcza, że Tusk to wcielony diabeł, który „ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni”, a diabła – jako uosobienie zła – trzeba zniszczyć za wszelką cenę! W przeciwnym razie on zniszczy naszą demokrację; ba, naszą wolność!
Drogim celem bezpośrednim jest aktualny kanclerz Niemiec Olaf Scholz, z którego nasz „przywódca” od jakiegoś czasu kpi, ironizuje, a nawet szydzi, porównując jego niemoc z osiągnięciami byłej kanclerz (to nic, że kiedyś nazwał ją agentką Stasi)… Na wiecu we Wrocławiu mówił: „To nie jest starcie z Unią Europejską, to starcie z Niemcami. To Niemcy w tej chwili chcą przeprowadzić zjednoczenie Europy. Chcą, żeby powstało jedno państwo pod ich wodzą”. Potem padły słowa o nowym kanclerzu: „Trzeba dziękować Scholzowi, że nie jest tak sprawnym politykiem, jak jego poprzedniczka”. Mówca dał do zrozumienia, że teraz trzeba się uśmiechnąć, a kiedy osiągnął efekt w postaci braw za „dobry dowcip”, dorzucił słowa o pani Merkel: „bo ona rzeczywiście swój fach znała”. I znowu dostał brawa…
Systematyczne dyskredytowanie polityka najmocniejszego państwa w Unii, w aktualnej sytuacji Europy i świata można uznać za szaleństwo. Jednak kiedy popatrzeć chłodno, widać w tym cel pośredni wojny z Niemcami, za to najważniejszy. To wojna z Unią, którą zakończy wyprowadzanie Polski z tej wspólnoty. Wszak nie walczymy z UE, tylko z Niemcami! Chcemy w niej zostać, ale Niemcy nam przeszkadzają, a na to nie możemy się zgodzić…
Wstrzeliwanie się (w Tuska i Scholza) to element starej taktyki wojennej, która pozwala korygować poprzedni strzał i dzięki temu uzyskać lepszą celność. Ludziom się to podoba; celne strzały „wodza” nagradzają gromkimi brawami, jakaś „anonimowa” kobieta z ostatnich rzędów krzyknęła nawet: „Jarek, kocham cię!”. Wtedy sala daje się ponieść deklarowanemu uczuciu, które nakręca naszego przywódcę; jest mu potrzebne jak rybie woda …
Nie należy jednak zapominać, że to wojownik żądny prawdziwej krwi. Dopóki jej nie poczuje, na chwilę zadowoli się: brakiem żywności, zdegradowanym pieniądzem, zimnem w domach (i kościołach), a przede wszystkim wyprowadzeniem Polski ze wspólnoty, która gwarantowała jej względną stabilność ekonomiczną, prawną, polityczną, sojuszniczą… Dla niego bowiem ważniejsza jest nie Polska rzeczywista, tylko urojona w głowie pełnej dawno przebrzmiałych idei tudzież złych emocji. Skutkiem wojny z Unią będzie nasze osamotnienie jako państwa, ale to już znamy z historii… Przecież na tym budujemy naszą wyjątkowość oraz prometejski (albo mesjański) wizerunek.
J S

Precyzyjna, poparta argumentami analiza destrukcji już nie tylko państwa, ale jego podstaw. Jarosław Kaczyński przejdzie do historii (oby jak najszybciej) jako najbardziej odrażający polityk przełomu XX /XXI wieku. Ten szkic jest dobrym przyczynkiem do przyszłej monografii.
Jeżeli się powie ,,ludowi” że nam się coś należy, z wystarczająco dużym przekonaniem, jeśli na dodatek jest to spora suma i płatnikiem mają być Niemcy, zaprzysiężony od stuleci śmiertelny wróg, którego chyba tylko w Polsce tak nazywają, to można już czuć się posiadaczem tych pieniędzy i mieć ogromne poczucie krzywdy, że ,,oni” ich nie dają.
To kolejna – niestety – akcja ,,władzy”, która bazuje na prymitywnych uczuciach chciwości, wzmacniając je i legitymizując
Wszak Niemcy to Deutschland, nawet Rosjanie mówią Giermańcy.
Słowa nie oddadzą skali zła, kolejne jej poziomy są odkrywane na terenie Ukrainy.,Wojna wciąż trwa, a cena jaką płacą Ukraińcy za walkę o wolność jest ogromna.
Po ogłoszeniu mobilizacji w Rosji, młodzi Rosjanie próbują wyjechać na Zachód. Czytam, że niektórzy przedsiębiorcy już ogłaszają, ze nie będą ich zatrudniać.
Do Polski, jeszcze przed putinowską wojną, przyjechało wielu ludzi ze Wschodniej Ukrainy.na paszportach rosyjskich.Wschód Ukrainy to speyficzny region, z niskim poczuciem tożsamości narodowej. Do czasu tegorocznej napaści Rosji było im obojętne w jakim języku mówią i jaki paszport leży u nich w szufladzie.Teraz to się zmieniło.
U nas inflacja, kryzys energetyczny, katastrofa ekologiczna, setki pisowskich afer, a zupełnie bezużyteczni dla kraju ludzie (idioci) mają się wyśmienicie i toczą urojone wojny.Byle nie okazało się, że będzie to wojna trzynastoletnia, albo , co gorsze, stuletnia.
Podoba mi się sposób, w jaki Pan pisze o naszym „Naczelniku” i „Wodzu” („Ein Volk, ein Reich, ein Katschor”). Właśnie tak: „śmieszy, tumani, przestrasza” – ale najbardziej śmieszy. Niektórzy chcą widzieć w nim „politycznego geniusza”, złowrogiego, ale jednak geniusza, Miltonowskiego Szatana. A tymczasem to postać pasująca raczej do Kabaretu Starszych Panów niż do tragedii Sofoklesa. Trochę jak „mały indyk” z powiastki E. T. A. Hoffmanna. W Wiedniu chyba rzeczywiście chadzał wyłącznie po porno-shopach, na Bruegla zabrakło biedakowi czasu.
Nasz narodowy stand-uper jeździ po kraju ze swoim show; sypie dowcipami i świetnie się bawi. Przy tak olbrzymiej inflacji i braku środków na potrzeby kulturalne bezpłatne kabarety prezesa pozostają jedyną alternatywą… Lepiej zorientowani straszą, że zimą będzie rozgrzewał tłumy zastępując węgiel. Żarty na bok. Jeżeli kabaretowe występy mają być odpowiedzią władzy na największy kryzys od lat, to jest naprawdę źle. Jak zauważa JS do igrzysk potrzeba chleba, a tego coraz mniej można kupić za złotówki. Pieniędzy nie brakuje z powodu rozdawnictwa rządzących i ich nieudolności, ale z winy Brukseli i Niemiec; tłumaczą wyborcom „eksperci”. W Polsce dzieje się źle, a byłoby przecież cudownie gdyby antypolscy politycy z Brukseli wypłacili miliardy. A byłoby jeszcze cudowniej gdyby źli Niemcy zapłacili reparacje. Nie straszna nam też wojna. Nie zważając na realne zagrożenie rządzący psują i tak nadszarpnięte relacje z sojusznikami. Samowystarczalny prezes, próbuje przenieść swą samotność na życie międzynarodowe, wzmacniając tym samym wroga. W takiej rzeczywistości pozostają już tylko ustawiani widzowie, śmiejący się i klaszczący na sygnał prowadzącego. Niestety codzienność wygląda inaczej, ale jak widać nie wszyscy muszą funkcjonować w realnym świecie. Możemy się pośmiać, nie musimy znać się na rządzeniu państwem, w razie problemów przegłosujemy ustawę i oddamy swe obowiązki samorządom, a jak będą nieposłuszni postraszymy wprowadzeniem komisarza. Nie każdemu taki humor odpowiada.
Muszę przyznać, że nie rozumiem tych aluzji do kabały. Był taki autor o pięknym nazwisku Pająk, który sugerował, że Kaczyńscy to narzędzia żydowskiej władzy nad światem. Mam nadzieję, że JS nie idzie w tym kierunku.
Poza ową kabałą zrozumiałem – pochlebiam sobie – wszystko i zgadzam się prawie ze wszystkim. JS pięknie szkicuje całościową sytuację z głównym reżyserem i autorem, prezesem Kaczyńskim, w centrum. Atak na Niemcy w powiązaniu z atakiem na Tuska. Cel oczywisty – wygranie wyborów przez wskazanie wroga. To że kłóci się to z polską racją stanu to w tym przypadku sprawa drugorzędna. Bo sprawa pierwszorzędna to władza lub ideologia.
W ten sposób wkraczamy w „kaczyńskologię”, czyli próbujemy odgadnąć, co nim tak na-prawdę kieruje. Osobiście sądzę, że to splot nierozerwalny, czyli władza i ideologia. A ideo-logia to wizja Polski czystej (poza odszczepieńcami i zdrajcami) otoczonej przez wrogie morze ze Wschodu i Zachodu: zaborcza Rosja i „zgniły”, lubieżny i laicki Zachód. Czysta wyspa. Stąd doktryna dwóch wrogów. Może w ten sposób powoływać się na Piłsudskiego, no i na narodowy stereotyp, że „jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem”. I na sali oklaski… A gdzie przyjaciele? Daleko, za rzeczywistymi morzami i oceanami. W konse-kwencji znów Polska – jak słusznie JS zauważył – może być osamotniona. „Ogłoszenie wojny symbolicznej w czasie, kiedy za miedzą toczy się rzeczywista wojna, jest graniem na rozbicie Europy w sytuacji, kiedy należałoby ją scalać”. Nie wiem natomiast, czy JS ma rację (w ramach „kaczyńskologii”), że on jest też żądny krwi. To – na szczęście, jak na razie – nie jest krwawy tyran. Krwawy tyran zleciłby po prostu zorganizować zamach na Tuska (tak Putin likwidował swoich przeciwników).
Podsumowując. Mam wrażenie, że jak będzie dobrze (czyli PiS straci władzę), to nasze do-ciekania związane z Kaczyńskim, okażą się niewiele warte. Czar pryśnie. Mały autokrata zo-stanie odczarowany. Jeśli będzie źle, to tekst JS urośnie do rangi sybilijskiego proroctwa. Do-brze życzę Polsce, więc źle życzę tym naszym dociekaniom „kaczyńskologicznym”.
Mój inteligentny (tzn. wnikliwy) komentator nie rozumie „aluzji do kabały”, więc wyjaśniam. Posłużyłem się tym pojęciem sensu largo, jako „nauką mistyczno-filozoficzną”, wszak taką doktryną jest kaczyzm, który wprzągł do swego rydwanu Kościół kat. oraz filozofów, zaś jej twórca wykreował się na „zbawcę narodu” – ciągle jeszcze przed emeryturą. Jest ro również „nauka praktyczna”, pozwalająca „realnie poznać, nie umysłowo i teoretycznie, a w praktyce, za pomocą swoich zmysłów, wszelkie światy (…) oraz prawa w nich obowiązujące”. Aspirant takiej doktryny nie tylko nabywa umiejętności urządzenia się w polskim świecie, ale też wie, na czym polega jego „końcowe naprawienie”. Przykładów użycia liczb jest aż nadto: „piątka dla zwierząt”, czy takaż „piątka Morawieckiego”… Zamiłowanie do kabalistycznego „wyjaśniania” przejąłem od mego nieżyjącego kolegi-filozofa, który w ten sposób interpretował imiona własne: Karol Wojtyła, a zaraz potem: Jan Paweł II. I tak mi już zostało…