02.11.2022
Jeżeli notoryczny kłamca mówi, że kłamie – to mówi prawdę, czy kłamie?
To takie stare zabawki logiczne, ale niech posłużą one do spojrzenia na rzeczywiste problemy, tu i teraz, w Polsce rządzonej od siedmiu lat przez PiS Jarosława Kaczyńskiego i jego obecnego premiera Mateusza Morawieckiego. Od siedmiu lat systematycznie, stale, postępuje proces demontażu wymiaru sprawiedliwości poczynając od Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, Krajowej Rady Sądownictwa, Prokuratury Krajowej i wszystkich instytucji prawnych powodujących, że Polska przestała być postrzegana jako państwo prawa. Prawem jest wola prezesa rządzącej partii i to on stanowi prawo w Polsce (a przynajmniej on chciałby, aby tak było).
Patrząc na trendy i rosnące problemy związane z kryzysem ekonomicznym po pandemii, energetycznym — spowodowanym wojną Rosji z Ukrainą, załamaniem się światowych rynków walutowych, widząc całą nieudolność polskiego rządu z jego premierem i wicepremierami, patrząc na przerażająco niski poziom kompetencji ministrów i wiceministrów można zakładać przegraną partii rządzącej w wyborach parlamentarnych w przyszłym roku. Wprawdzie nadal aktualny jest scenariusz, w którym PiS wybory wprawdzie przegrywa ale władzy nie oddaje, robiąc kolejne sztuczki prawne i dysponując wszystkimi środkami i służbami, które będzie mogła użyć, uzasadniając to najbardziej nawet absurdalnymi argumentami.
Kolejne wystąpienia prezesa w różnych miastach na spotkaniach ze swoim elektoratem, na których prezes wypowiada najbardziej absurdalne zdania o rzeczywistości, sprzeczne nawet ze zdrowym rozsądkiem, a nie tylko ze specjalistyczną wiedzą, przyzwyczajają nas do tego, że powiedzieć może on wszystko bez żadnych konsekwencji.
Ten strumień świadomości najważniejszego polityka w państwie dowodzi, że jesteśmy pod panowaniem człowieka niezrównoważonego psychicznie, zadufanego i przeświadczonego o własnej mądrości czy wręcz genialności w rozumieniu wyzwań współczesnego świata. To najgorszy z możliwych scenariuszy dla Polski: władza w ręku szaleńca, otoczonego przez ludzi, dla których najważniejszą sprawą jest trwanie w obozie beneficjentów.
To nie spójność ideowa, nie poczucie misji w realizacji wielkich celów politycznych czy cywilizacyjnych trzyma tych ludzi przy prezesie. To zwykła kalkulacja korzyści, rachunek zysków i strat powoduje, że robią to, co robią nawet wtedy, gdy widzą, że jest to działanie na szkodę Polski, że uczestniczą w procesie zdrady stanu.
Warto zastanowić się jak z tego wyjść – zakładając, że uda się przejąć władzę po PiS.
Obecnie w przewadze są ci, którzy mówią, że proces naprawy państwa musi zostać przeprowadzony zgodnie z obowiązującym prawem, że nie wolno robić tego, co robił PiS, stale demolując polskie prawo i wymiar sprawiedliwości.
To bardzo szlachetne i piękne, ale obawiam się, że konsekwentne i pełne zastosowanie tej zasady w praktyce bezpośrednio po przejęciu władzy może skutkować tym, że nie uda się nowej ekipie przetrwać w tych pierwszych miesiącach z wielkim bagażem problemów w wymiarze nie tylko prawnym, ale i ekonomicznym. Państwo polskie po PiS to przede wszystkim ogromny problem w wymiarze materialnym, wielkości inflacji powodującej upadłości przedsiębiorstw i wzrost bezrobocia, konieczności spłacania gigantycznego zadłużenia, potrzeba wzmocnienia wartości złotego i odblokowania inwestycji, wyjście z zapaści na rynku budownictwa.
Rozwiązywanie tych problemów musi być priorytetem. Jeżeli nie nastąpi tu odczuwalna zmiana, to PiS, który przecież nie zniknie, może odzyskać władzę w przyspieszonych wyborach.
System prawny po PiS to grzęzawisko. Trzymając się wszystkich przepisów, przestrzegając ściśle prawa stworzonego i wprowadzonego przez Jarosława Kaczyńskiego i jego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę nie da się wyjść na twardy grunt.
Potrzebne będą rozwiązania rewolucyjne, takie, jakie mają miejsce zawsze wtedy, gdy dzieją się dzieje – przypomnę, że wielka rewolucja francuska, ta od „Wolność, Równość, Braterstwo” chciała nawet wprowadzić nowy kalendarz – bo to miały być nowe czasy.
Ile przestrzegania prawa wprowadzonego przez notorycznych szkodników łamiących wszelkie normy prawa i Konstytucji a ile rewolucyjnych zmian zmierzających do przywrócenia Polsce statusu państwa prawa to zadanie dla naszych najlepszych profesorów prawa, tych, którzy w tym trudnym czasie wykazali się niezłomnością charakteru i nie poszli na służbę państwa PiS.
Jak będzie – zobaczymy…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Moim zdaniem dylemat czy naprawiac państwo wolno i mozolnie czy szybko i efektywnie nie istnieje. Wiadomo, że trzeba będzie naprawiać je szybko i efektywnie. Donald Tusk w molejnych spotkaniach z wyborcami deklaruje, że powołał specjalny zespół ekspertów, którego zadaniem jest zaprojektowanie zmian po rządach pisowskich. Z tego co mówi deklaruje, że naprawa potrwa sto dni – tzn. odkręcenie wszelkich bezprawnych działań pisowskich. MIejmy nadzieję, że to się zmaterializuje.
*
Co do tego czy pisowcy oddadzą władzę zdaje mi się, że nie będą mieli innej możliwości. Ich posłowie, kiedy notowania spadną poniżej 30% co juz powoli następuje, będą próbowali się „przesiąść” do dzisiejszej opozycji, a wtedy powołanie rządu technicznego, który zorganizuje uczciwe wybory będzie na wyciągnięcie ręki. I tej wersji sie trzymajmy.
Tak, to prawda, zapowiedź 100 dni to zapowiedź takiego mix rewolucji i ewolucji w dzialaniach naprawczych praworządności popsutej przez PiS. Diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach – ile tego a ile tego, zobaczymy