Andrzej Lewandowski: Słowo w przerwie4 min czytania

24.11.2022

ECHA WYDARZEŃ:

Jest przerwa. Z tyłu – remis z Meksykiem, przed – niewiadoma gry z Arabią Saudyjską. Przed turniejem stałoby pytanie: ile, jak wysoko wygramy? Teraz … W końcu ONI pokonali wielką Argentynę… Piłką zaprezentowali rasową, duch był wielki…

Jesteśmy w tańcu słów – między ocenami, prognozami.

Słucham, czytam i widzę: chcieliśmy spektaklu na światową miarę, to go mamy. Ukształtowano misterium, to teraz ma ono swoje życie. Rozumiem, uczestniczę, ale myślę, że jest to „życie” ponad normalność.

Jeśli każdy z panów „wielkiej trójki” deklaruje optymistyczny stan ducha wobec spraw futbolowych, bywa, że i modlitwę, i coś z troski by jajko śniadaniowe było dobrze ugotowano, to… Nie dziwota, że co ważne, ale jednak normalne zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością… Tu złośliwostka – mamy jakby dwa resorty, sportu – oddzielnie od ministerstwa futbolu…

Oceny po Meksyku odbieram różne. Od słów maksymalnego zawodu, przez tradycyjne „nic się nie stało”; od walenia po oczach do pocieszania, wezwań do wyrozumiałości i tak dalej.

A ja to widzę w podsumowaniu boiskowej przeszłości tak: Przewaga pijaru nad logiką; w słowach optymizm i odwaga, w graniu i decyzjach nastrój „byle z tyłu mieć zero”, to może „z przodu” coś jednak wyskoczy…

No i siły poszły, na to „z tyłu”, pracowicie plan realizowano, a „z przodu” nie przyfarciło, jak mówią młodzi na moim podwórku. Mogło, ale kapitan nie obrócił „11” w gola, więc jest na swój sposób winien, bo mogliśmy jednak wygrać przegrywany – z obrazu – mecz… A patrząc po dniu na fakty, widać, że nie w rzeczywiście nieco sknoconym „wapnie” problem, lecz w nastroju.

„Nie pokazujecie, że chcecie wygrać”– oceniają zagraniczni fachowcy cytowani na rodzimych łamach. A to już ocena właśnie przewagi pijaru oraz urzędowego optymizmu nad kształtowaniem ducha rywalizacji na poziomie starań o coś więcej niż pracowite trwanie w grze zachowawczej.

Jak to mówiono w latach sztubackich? „Bujać – to my, ale – nie nas”… A tu nawet komentatorzy, których podziwiam, bo wiedzą i widzą wszystko – dali się podpuścić. Znają detale z najgłębszej historii i teorii, radzą gdzie, jak i kim obsadzić „szóstkę”, kto jest prawdziwą „dziewiątką”, a kto udawaną; kto się wyspecjalizował w podaniach „za plecy”, i jak programowo ustawić „wahadło”– a jakoś omijają stan ducha. I potem te szachy fachowego prognozowania tak nam się rozbiegają z obrazem.

Nie krytykuję, dzielę się wrażeniem; widzę staranność w dbaniu o wiedzę, rozumiem dobrożyczeniowe myślenie, ale… Każdy kolejny trener natychmiast zostaje uznany za mentora, ma „wybrańców”, jego plany dostają pieczęć mądrości, jego słowa są na swój sposób święte, a co wymyśli oraz opowie nie podlega krytyce… Ostatnie jest u nas regułą, obejmuje wiele selekcjonerskich nazwisk. Kolejno… a gdzie ci panowie dziś, po powrocie do rzeczywistości np. klubowej?

Dalej – czytam oceny i myślę sobie. Prawda, nie udał się kapitanowi ten karny. Chyba nie trema go zjadła, bo on to robi „z automatu”, lecz zły wybór. Ale nie on pierwszy, któremu się nie udało, nie róbmy z niego antybohatera meczu. Raczej bramkarz staje się bohaterem, bo piłkę odbił… Wciąż pamiętam pana Janka z Wembley i tytuły w gazetach. Że „zatrzymał Anglię”. Która wtedy na boisku bardzo starała się o zwycięstwo, a pan Janek w bramce dokonywał cudów. Czy teraz nie było czegoś na kształt tamtego obrazu?

Tu dołączam do refleksji podpytanie: A kto, jeśli nie kapitan spowodował swoim zachowaniem w polu karnym, że było „wapno”? Było więcej akcji blisko bramki meksykańskiej? Potrzeba więcej palców niż jednej ręki?

Dalej: z elektronicznych dociekań wynika, że kapitan najwięcej podań dostał… od bramkarza, nie od kolegów z pola. Czyli – teoretyczne żądło odłączone od „osy”. Więc albo wykonanie planu ułożonego przez trenera, jako rzekomo klucz do skutecznego grania – złe, albo – plan do luftu…

Grają dalej. Mam nadzieję, że inaczej. Znaczy – równie pracowicie – w obronie, lecz z bardziej widocznymi staraniami by „z przodu” było widać pragnienie zwycięstwa. To, czego w obrazie meczu z Meksykiem mi zbrakło.

Słowem – pędzel do malowania obrazu ma po nowe barwy zacząć sięgać… Panie trenerze – selekcjonerze i panowie piłkarze. Litry potu – takie same, ale wrażenie inne.

Pokazać, że się bardzo chce zwyciężyć… Nie gadaniem, lecz odwagą i graniem

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego “Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
 

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo