Jacek Pałasiński: Drugi obieg (498)15 min czytania

()

27.11.2022

1.

Pod tym domem stały inne na tym zboczu, ale zbocza już nie ma i domów też.

Tragedia na Ischii, ulubionej wyspie D.O. Był tam kilka razy i ma stamtąd rozkoszne wspomnienia. Zawsze, nad każdym wyjazdem, krajowym, a zwłaszcza zagranicznym, jak czarna chmura, wisi dramatyczna szczupłość budżetu. Różne piękne miejsca mu się z tym kojarzą, ale z Ischią nie. Nie dlatego, żeby D.O. czuł się podczas pobytów tam zamożny, ale piękno tej wyspy i pogoda ducha, w którą ona go wprowadza przyćmiewają troski materialne.

2.

Był tam ostatni raz w 2019, w listopadzie, choć pewnie tydzień wcześniej.

Sporo samochodów lawina błotna porwała na górze i wlokła kilkaset metrów aż do morza.

Specjalnie z hotelu w samym porcie Ischii pojechał na drugą stronę, do Casamicciola, zobaczyć pozostałości po osunięciu się ziemi, a którym zginęła nastolatka i wiele domów zostało przysypanych i całkowicie zrujnowanych.

Byłby wrzucił fotki, ale kiedyś nieporozumienie ze znienawidzonym „One Drive” sprawiło, że D.O. wysłał w kosmos kilka tysięcy swoich zdjęć z różnych pięknych zakątków świata.

A Ischia taka piękna… Tam, nad tym porcikiem jest Casamicciola.

Wczoraj rano, kiedy usłyszał, że w Casamicciola znów obsunęła się na domy masa błota, w którą zamieniło się zbocze góry, ukuło go w serce.

Kiedy D.O. to pisze, jest jednak ofiara śmiertelna, cudzoziemka niesprecyzowanej jeszcze narodowości i 10 osób zaginionych.

Do tragedii doszło nieco na prawo od tego zaznaczonego hotelu.

Wyciągnięto z ruin domów kilkanaście osób pogrążonych i unieruchomionych w gęstym błocie, których przed południem uznawano za zaginione.

Miejsce, w którym doszło do tragedii, e centrum fotografii, spłynęło w dół to zielone.

D.O. napisałby, że trzyma kciuki, ale nie wierzy w skuteczność żadnych zaklęć, gestów i innych zabobonów.

3.

Więc tylko przypomni fragment krótkiego felietoniku z Ischii, napisany 3 lata temu:

Większości tych domów już nie ma, zostały pożarte przez osuwającą się górę.

Po pierwsze: Michele. Jest kelnerem. Stoi przed portową knajpką i zagaduje przechodzących. Zaprasza do środka. Dla każdego ma dobre słowo. Kiedyś pracował trochę we włoskiej restauracji w Kitzbühel, więc zna parę słów po niemiecku. I robi z nich pożytek. Potrafi dogadać się z Anglikami: „Fisch und patate, fanstastico” – mówi – gut, sehr gut”, przynosi tacę z połowem dnia: „Das ist rombo, local fisch, fantastico, buono”. I po chwili Anglicy jedzą swoją fish with potatos. „Ristorante karaszo, dobro pożałowat, sehr gut fisch, fantastico!” – namawia dwie pretensjonalne Rosjanki – „Vino oder vodka?”. I zadowolone Rosjanki po chwili jęczą na widok wjeżdżającego na stół rybiego giganta. Ale spałaszują do ostatniego kawałka. Różni się trafiają, ale Michele do koleżanki, też serwującej do stołów złego słowa na żadnego klienta nie powie. Klient to skarb. Trzeciego dnia jesteśmy już dobrymi znajomymi, on do mnie mówi: „dottore, to samo, co zwykle?”, ja do niego po imieniu: inaczej on czułby się nieswojo. Na pożegnanie wylewnie podaje rękę.

Po drugie Assunta. Musi mieć ponad 80-tkę. Jest cała poskręcana, przygarbiona, chodzi o kuli, każdy krok to dla niej wyczyn. Miasteczko Forio ze swoim białym kościółkiem del Soccorso leży po drugiej stronie wyspy, 300-metrowa Via Avvocato Francesco Regine to główna promenada handlowa. Mniej więcej po środku Assunta ma sklepik. Codziennie rano o 9 Assunta podnosi żaluzje, zbiera się, jak do rozbiegu, podnosi chorą nogę nad wysoki próg, wspiera się na kuli i wchodzi do swojego małego królestwa, po czym, jedna po drugiej, wynosi na dwór kolejne swoje ubogie merkancje i zaraz wraca po następne. Po obu stronach wejścia, do ściany przyczepione są napięte sznurki, Assunta cierpliwie, z wielkim wysiłkiem, przypina do nich – a to jakieś plastikowe kółeczko do pływania dla dzieci, pewnie jeszcze z lat 60., a to jakąś torbę, z plastiku albo z płótna. Wśród tych wszystkich towarów nie ma chyba niczego, co mogłoby wzbudzić czyjekolwiek zainteresowanie, miejscowego, czy przyjezdnego, ale Assunta, co dzień rano ma po co podnosić swoje ciało z łóżka. „Buongiorno Assunta” – mówią jej przechodnie, a ona z całą powagą odpowiada „buongiorno”. Kiedy umrze, całe Forio pójdzie na jej pogrzeb.

Po trzecie Abdulaziz. Nosi w obu rękach po kilka krzykliwie kolorowych koralików z drewna. Przechodzi, jak codziennie, wzdłuż portowego nabrzeża, tam, gdzie na 300 metrach jest dosłownie knajpa przy knajpie. Ale jest połowa listopada, połowa z nich jest zamknięta, a w pozostałych siedzą tylko kucharz i kelnerzy, bez większej nadziei, że pojawi się jakiś klient. Kilka hoteli jest jeszcze otwartych, na ulicach widać jeszcze bardzo starych Anglików lub Niemców, pojedynczo lub parami, kuśtykających od kąpieli błotnej do masażu. Młoda para Rosjan, kilka dość wsiowo ubranych Polek… Mało knajpiane towarzystwo, wolą jeść w swoich hotelach, oferuje im się posiłki za półdarmo, byle tylko pracownicy hoteli mieli cokolwiek do roboty, by można im było płacić pensje. Abdulaziz może być Arabem lub nawet Afrykaninem, jest na tyle stary, że zbielał. Wygląda dość żałośnie. Wie, że ci nieliczni starcy w portowych knajpeczkach nie połaszczą się na jego koraliki. Podchodzi do witryn, patrzy smętnie, doświadczonym okiem ocenia i nawet nie wchodzi, nie proponuje. Idzie dalej, do kolejnej knajpki, ale cała jego postawa wyraża niewiarę. Dociągnie do czerwca, kiedy wyspa znów rozebrzmieje gwarem młodych głosów? „Compra signore, co to jest dla ciebie 5 euro, signorina, powiedz mu, że ci się podobają”…

Po czwarte Addolorata. Ma pewnie tyle lat, co Assunta. Na rogu Via Alfredo De Luca i Via Enea w mieście Ischia jest pomalowany na biało murek, wyrasta z niego płot. Na tym murku Addoloorata pieczołowicie co rano ustawia biedne torebki plastikowe: w jednej jest kiść nieco przywiędłych winogron, w drugiej dwa pomidory, w trzeciej kilka cytryn, które tutaj rosną wszędzie. W czwartej gałązka rozmarynu, w piątej gałązka z liśćmi bazylii… Może Addolorata zebrała te bogactwa u siebie w ogródku, może zebrała coś na bazarze. Dookoła eleganckie sklepy, chcące dorównać tym ekskluzywnym, z Via Vittoria Colonna. Stanąłem nieco z dala, udając, że coś tam kręcę, poczekałem, aż się zrosnę z krajobrazem, a potem patrzyłem na Addoloratę, zastanawiając się, czy mam w kieszeni kilka monet. „Podejdę i coś kupię” – pomyślałem, ale w tym momencie przez tym bieda-straganem zatrzymała się 5-osobowa grupa Brytyjczyków w średnim wieku: każde niosło plecak, pewnie wracali z pieszej wycieczki na pobliską górę, z której, ponoć Neapol widać jak na dłoni. Z całą powagą zaczęli wybierać towar, a Addolorata z całą powagą ich obsługiwała. Pogadali, pogadali, coś tam kupili za dwie małe monetki i poszli. Przestałem filmować, odwróciłem i powlokłem między butiki z Via Vittoria Colonna, myśląc, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki. Oczywiście, jeśli ktoś zdecyduje się ją wyciągnąć.

4.

Wołodymyr Zełenski miał jakąś ważną sprawę do Krzywomordego, więc wezwał go do Kijowa.

Hmmm… Przekona się, że Krzywomordy nie jest rozwiązaniem żadnego problemu; sam jest problemem.

https://wyborcza.pl/…/7,121681,29181423,wielki-glod-w…
„W uroczysku nad Dnieprem, gdzie mieszkał i Chruszczow, pierwsze wille dla partyjnych elit wzniesiono tuż po Wielkim Głodzie. Powstały wtedy trzy rezydencje w stylu „stalinowskiego neoklasycyzmu” … We wnętrzach znajdowały się m.in. sale balowe i kinowe, przestronne łazienki i garderoby. A kim był szczęściarz, który w 1935 r. pierwszy zamieszkał w Meżyhirji? Aleksandr Babionyszew, historyk i badacz sowieckiej demografii, nazywa go ‘najstraszniejszym aktorem’ Hołodomoru i pierwszym w Ukrainie realizatorem poleceń Stalina. To Polak, Podlasianin, Stanisław Kosior”

D.O. dowiedział się przy tej okazji, że istnieje jakiś „trójkąt lubelski”. Miał powstać w lipcu 2020 jeszcze za czasów „nieobecnego ministra” Czaputowicza.

No i premierzy tego „trójkąta” Denys Szmyhal, Mateusz Morawiecki i Ingrida Simonyte podpisali wczoraj „komunikat” o …niczym.

Garść ogólnikowych, nic nieznaczących słów wsparcia i żadnych konkretów: „podkreślono istotny wkład Trójkąta Lubelskiego w konsolidację wsparcia międzynarodowego dla Ukrainy oraz przeciwdziałania agresywnej polityce Rosji”.

Hmmm…

Ponieważ również wczoraj szef sztabu prezydenta Ukrainy Andrij Jermak mówił, że „Rosja zapłaci i za Hołodomor i za obecną próbę zamrożenia Ukraińców” D.O. coś tak spekuluje, że być może prawdziwym celem tego spotkania była prośba do rządów Polski i Litwy o przekonanie sojuszników zachodnich, by nie sprzeciwiali się dłużej ukraińskim atakom na terytorium Rosji. Może o takie „wsparcie” chodzi?

D.O. popiera w tej kwestii całkowicie zdanie Anne Applebaum, która już parę miesięcy temu sugerowała, że należy zdjąć Ukrainie ten żelazny kaganiec. Jeśli te łotry ze swojego terytorium bombardują miasta i miasteczka ukraińskie, to nie powinno im to ujść bezkarnie.

Ale to oczywiście tylko taka luźna hipoteza, bo przesłanek do snucia mocniejszych jest rzeczywiście niewiele.

5.

D.O. uważa, że Ławrowowi należy się jakaś nagroda dla wybitnych satyryków. „Naród ukraiński zostanie uwolniony od neonazistowskich władców i zasłuży na życie w dobrym sąsiedztwie, przyjaźni, dobrobycie u boku swoich słowiańskich braci” – powiedział rosyjski minister spraw zagranicznych programie dokumentalnym wyemitowanym na kanale Rossija 24.

A jego białoruski koleżka i wspólnik w przestępstwie kojfną nagle, w Kijowie mówią, że został otruty. Na zdarowie, gospodin Ławrow!

6.

Co za triumf! Polska drużyna pokonała 2:0 wielokrotnego mistrza świata, tradycyjnie bardzo silną drużynę Arabii Saudyjskiej w dwa dni po tym, jak władze tego kraju wykonały wyroki śmierci na 17 mężczyznach.

Natomiast po zwycięstwie Arabii nad Argentyną, książę koronny, morderca Kgasoggiego Mohhamed bin Salman podarował po Rolls-Roycie Phantomie każdemu zawodnikowi z drużyn, nawet rezerwowym. Rolls Royce Phanton to luksusowy samochód, który pod maską kryje 48-zaworowy silnik V12 z bezpośrednim wtryskiem benzyny, który generuje 460 KM (338 kW) mocy maksymalnej i 720 Nm maksymalnego momentu obrotowego. 26 sztuk tych samochodów to wydatek około 13 milionów funtów.

Jednocześnie, tatuś mordercy, nadal jeszcze formalnie król, cierpiący na ostrą demencję Salman bin Abdelaziz, wydał dekret królewski ustanawiający dzień po meczu świętem narodowym. W komunikacie prasowym podano jednak, że inicjatywę zasugerował… jego syn – morderca.

Zwycięstwo Saudów odbyło się kosztem Leo Messiego, który za grube pieniądze był …ambasadorem saudyjskiej turystyki.

7.

Zagadkowe zaginięcie w Zermatt byłego dowódcy Papieskiej Gwardii Szwajcarskiej, Daniela Anriga. Mężczyzna, który opuścił Watykan w 2015 roku, po 6 latach służby, został najpierw komendantem policji lotniska w Zurychu, następnie dowódcą policji kantonalnej w kantonie Glarus, skąd przeniósł się do znanego szwajcarskiego kurortu narciarskiego, gdzie pełnił funkcję gminnego sekretarza. Gmina zawiadomiła policję, która wszczęła poszukiwania. Włamała się do mieszkania zaginionego, ale tam wszystko było ułożone i na swoim miejscu. Zagadka trwa.

Były dowódca Papieskiej Gwardii Szwajcarskiej Daniel Anrig nie pojawił się w pracy. Miasto wezwało policję. https://www.lenouvelliste.ch/…/zermatt-le-secretaire…

Szwajcaria, tajemnica zniknięcia byłego dowódcy gwardii papieskiej https://www.repubblica.it/…/svizzera_scomparso_ex…/…

Jakaś zła passa: 4 maja 1998 r. zamordowany został w swoim watykańskim mieszkaniu inny dowódca gwardii szwajcarskiej Alois Estermann. Według błyskawicznie przeprowadzonego w Watykanie śledztwa, Estermann i jego żona Gladys Meza Romero zostali zabici przez młodego gwardzistę Cédrica Tornaya, który następnie popełnił samobójstwo. Świadkowie wyraźnie słyszeli 5 strzałów. Mszę pogrzebową za duszę Estermanna odprawił kard Angelo Sodano, zwany „jego purpurowa eminencja” albo po prostu „szatanem na szczytach Watykanu”.

D.O. donosił wówczas każdego dnia szczegóły tego pasjonującego kryminału i do dziś nie jest przekonany, że to, co ogłosił rzecznik Watykanu Joaquin Navarro-Valls to taka stuprocentowa prawda. Przede wszystkim Navarro ni z gruszki, ni z pietruszki pojawił się na miejscu zbrodni jako jeden z pierwszych z ewidentnym zadaniem przygotowania możliwej do strawienia i wiarygodnej wersji wydarzeń. Sugerowano, że Tornay był zakochany w żonie Estermanna, a kiedy został odrzucony, popełnił zbrodnię. Tam się szeptało – bo cóż było robić z powodu całkowitej nieprzejrzystości śledztwa, do którego nie dopuszczono policji i śledczych włoskich – że jeśli już, to Tornay miał historię z samym Estermannem… Ale w oficjalnej wersji Navarro podał, że Tornay zemścił się na Estermannie i jego żonie za to, że nie został mianowany na wyższe stanowisko, które ponoć ofiara mu obiecywała. Z tym że Estermann został mianowany komendantem gwardii szwajcarskiej kilka godzin przed śmiercią i raczej miał inne rzeczy na głowie niż nominacje. Przedtem był p.o. komendanta bez prawa do nominacji…

No a słynny dziennikarz Sandro Provvisionato i słynny sędzia Ferdinando Imposimato (prowadził śledztwo w sprawie zamachu na JPII) napisali w swojej książce – śledztwie „Atak na papieża”, że Estermann był szpiegiem Stasi i odegrał zasadniczą rolę właśnie w zamachu na papieża, jak i w porwaniu Emanueli Orlandi. Przez kilka lat odbywał regularne podróże do Argentyny, gdzie miał się podobno spotykać z przedstawicielami licznej wspólnoty niemieckiej. Sam Marcus „Misza” Wolf, legendarny szef Stasi miał potwierdzić, że zrekrutował Estermanna w 1979 r., który, po upadku DDR, bezpośrednio przeszedł na służbę KGB. Gladys Meza Romero miała być agentką służb wenezuelskich. Mieli zostać odkryci przez wywiad włoski lub watykański, z czego Estermann miał zwierzyć się rosyjskiemu oficerowi prowadzącemu, który kazał natychmiast zabić go specgrupie interwencyjnej, a Tornay miał przypadkiem znaleźć się na miejscu egzekucji…

Ciekawe, nie? Se non è vero, è ben trovato w każdym razie. Acha: Estermann był członkiem Opus Dei.

W listopadzie 2011 r. prawnik matki Tornaya napisał list otwarty do papieża Benedykta XVI z prośbą, o dokumenty sprawy, podając w wątpliwość oficjalną wersję. Prośba nie została spełniona, mimo ponowienia próby z papieżem Franciszkiem w 2019 r.

No, a w ogóle, to w Szwajcarii źle się nie żyje, robota była i jest, żołd gwardzisty szwajcarskiego jest śmiesznie niski, a służba dość ciężka, więc albo się gwardzistą zostaje, bo ma się wielkie bary i wielkie wiary, albo poszukuje się męskiego towarzystwa, którego nie widać zza wysokich murów stolicy katolicyzmu…

A ponadto

Co to jest? – zapytasz, Czytelniku. A to fizys Mohammada bin Salmana skomponowany nad Rijadem z setek świecących dronów. https://sport.sky.it/…/arabia-saudita-rolls-royce…
Podobno na tę chorobę należy podać 40 zastrzyków w brzuch

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.