02.12.2022

ECHA WYDARZEŃ:
Jest w obiegu określenie „petrodolary”, mogą więc też być „piłkodolary”. Argumenty za kilkanaście zdań…
Futbolowe mistrzostwa trwają, i podniecają. Oko oraz wyobraźnię. Są sensacje, mimo że do mety daleko. Nie ma już Niemców, Belgów, Duńczyków… Meksyk – w domu… Hiszpanie – są, ale mieli kłopot… Są „za to” Japończycy, którzy dokonują cudów: przegrywając – wygrywają…
Nie myślę upraszczać, biorąc się np. do relacji – przegrywanie Europy (podobno zmęczonej sezonem) z „nieEuropą”. Bo przecież widać jak na dłoni, że duża część „tych spoza” w gruncie rzeczy rozwija talenty grając w klubach naszego kontynentu, więc…
Granice są na mapach, styl i sposób grania już od granic nie zależą…
Druga myśl. Mecze, te dotychczas najważniejsze ,rozstrzygają się nie w pierwszej, a w drugiej połowie. Pierwsza, jak np. w przypadku Niemców czy Hiszpanów ma zdecydowanego faworyta. Nie – kto, a ile strzeli… A potem… Cudowne przepoczwarzenia w czasie przerwy. Nie tylko regulowanie oddechu, lecz szukanie klucza. I często się znajduje – Japończycy tego przykładem.
My wśród tych, którzy „są w grze”. Nie tak jak tylu faworyzowanych w prognozach.
Teraz pucharowo przeciw Francuzom. W jednym z fejsowych wpisów znalazłem celną chyba tezę: „Francja – musi, Polska – może”…
Może? Zobaczymy w niedzielę. Jaka będzie strategia na mecz? Nie wtrącam się do składu, nie znam ani osoby, ani myśli trenera. A co czytam – raczej mnoży rozterki. Bo jedni twierdzą, że ów „od zawsze” wolał grę na „zero z tyłu” niż starania o gole. Ale inni są zdania, że siłą są nie jakieś osobiste przyzwyczajenia, lecz zimna kalkulacja – dobra ocena „armii” i wyznaczanie jej zadań możliwych do realizacji. Jak kiedyś w kolarstwie – „na cudzym tyłku do raju”. Znaczy – nie pchaj się do prowadzenia, niech rywal traci siły, a ty dasz mu popalić na ostatnich metrach… Nawiasem, po dziś świeże. Może i właśnie w przełożeniu na piłkę… I na sposób myślenia oraz działania autora koncepcji grania?
Czyli – to „jak przeciw Francji” jest i dla mnie zagadką przed gwizdkiem… „Musi” – bo broni sławy; „może” – bo jeśli taka Japonia mogła być pierwsza w grupie, grając w niej z Niemcami i Hiszpanami, to jakieś wzorce opłacalności wytrwałego ataku są… Jeśli zostały rezerwy – w nogach, płucach, głowach… To tylko z bliska widać, nie zza telewizora. Nawet jeśli się w nim mądrzą…
Wobec tylu znaków zapytania – zdanie polemiki w ocenie dokonań. Z tezą, a taką też znajduję, byśmy się odczepili od stylu grania, a zostali przy eksplozji radości z awansu. „Bo piłka to nie łyżwy figurowe, nie ma »premii za program«. Przypominam, że jest, bo o wyniku decyduje suma ocen za program, ale też za jego wykonanie… To dopiero tak ulubiona przez komentatorów „jakość”.
Teraz o kasie. Sieć sypie doniesieniami, fiskus zapewne się raduje, bo chyba jest jakiś podatek od wzbogacenia. A piłka to coraz bardziej wartki strumień szansy robienia milionera ze sportowo uzdolnionego chłoptasia, jeśli tylko dobrze się na piłkarskim szlaku porusza, zaś „dorosłych przy piłce” system przekształci z milionerów w miliarderów.
Co konstatuje bez złośliwości, lecz po prostu dla przypomnienia, że „jest ruch sportowy”–jako zjawisko społeczne przez budżet państwa programowane i współdotowane, i … jest futbol – jako …
Tu niech każdy sobie wstawi zamiast kropek własną refleksję.
Z sieci:
Polacy już po awansie na mundial, pokonując w marcowym finale baraży Szwecję, zapewnili PZPN bonus od FIFA w wysokości 10,5 mln dolarów (ok. 47 mln złotych). Związek podzielił się premią z piłkarzami. Przypadło im ponad 11 mln złotych, które rozdysponowali zgodnie z systemem opracowanym przez reprezentantów. W skrócie: im więcej zawodnik grał, tym więcej zarabiał. – Podział był taki, że 70 procent kwoty stanowiły mecze eliminacyjne, a 30 baraż – mówił przed mundialem eurosport.pl rzecznik prasowy PZPN i reprezentacji Jakub Kwiatkowski. Wysokość premii negocjował sam prezes Kolejne premie, również liczone w milionach złotych, są już do podniesienia z muraw katarskich stadionów. I od środowego wieczoru już wiemy, że Biało – Czerwoni te pieniądze podniosą. Przegrali z Argentyną 0:2, ale szczęśliwie wyszli z grupy C. Dzięki temu na mistrzostwach świata w Katarze PZPN zarobił już łącznie 14,5 mln dol. (10,5 mln za awans po barażu + 4 mln za awans do fazy pucharowej), czyli w przeliczeniu ok. 65 mln zł. Oczywiście to kwota łączna, do podziału z piłkarzami, co zostało uregulowane odpowiednio wcześniej. – FIFA za wyjście z grupy płaci 4 mln dol. (ok. 18 mln zł), nie ma premii za poszczególne mecze.
Z tej puli do piłkarzy trafi około połowy – zapowiadał w rozmowie z eurosport.pl Łukasz Wachowski, sekretarz generalny PZPN. Wysokość premii z radą drużyny osobiście negocjował prezes związku Cezary Kulesza. – W miarę szybko udało się osiągnąć porozumienie. Mamy wypracowany model, z którego korzystamy, jeśli chodzi o premie – zaznacza Kulesza. Nieoficjalnie mówi się o kwocie rzędu 40 proc. nagród od FIFA. Za samo wyjście z grupy wychodzi więc około 7,5 mln zł.
Okazję na wypracowanie wyższych premii Biało – Czerwoni będą mieli w niedzielę, gdy w 1/8 finału zagrają z Francją. Awans do ćwierćfinału FIFA wycenia na kolejne 4 mln dol…
I to są właśnie te tytułowe piłkodolary.
Że też natura nie dała człowiekowi choć części takiego talentu… Do kopania…
A w niedzielę – z Francją, 1/8 finału; wygrywający – przy pełni szczęścia; przegrywający – do domu…

Andrzej Lewandowski
Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.
Więcej w Wikipedii

Jest to jeden z felietonów, w których brakuje mi oceny między „świetnym”, a „dobrym”.
Nie zaryzykuję – „świetny”, bo nie oglądam piłki nożnej, i temat mistrzostw świata jest mi kompletnie obcy.
Ale do meczu z Argentyną zaglądałem w przerwach między frejmami snookera. Wrażenie z gry Polaków – okropne!