12.12.2022
Objeżdżając Polskę ze swym spektaklem kabaretowym Jarosław Kaczyński co rusz nawiązuje do dawno przebrzmiałych stereotypów, haseł już od lat nieaktualnych, do obrazu świata, który widziano ostatnio mniej więcej 100 lat temu.
.
Ze szczególnym upodobaniem atakuje Niemców i Niemcy nie zauważając, że od tak mocno dzielących nas konfliktów minęło 80 lat, a w tym czasie bodaj pierwszy raz w historii Niemcy stały się naszym wyjątkowym sojusznikiem. „Pojeździł” nawet po pani Merkel, mimo że była ona pierwszym tak przyjaznym nam kanclerzem w historii Niemiec. Wyjątkowym, bo bezwarunkowo przyjaznym i to nie w sferze deklaracji, ale przede wszystkim decyzji.
Kaczyński wręcz namawiał (choć starał się to zagmatwać, by nie ponosić odpowiedzialności – jak zwykle) do rezygnacji z usług niemieckich przedsiębiorstw operujących na terenie Polski.
Rząd korzysta wprawdzie z niemieckich samochodów zamiast z elektrycznych naszej produkcji, którą obiecywał uruchomić Pinokio, ale i tak wszystko, co niemieckie jest złe, a Lewandowski powinien grać w Legii.
Nawoływanie do konfliktu narodowego na poziomie pojedynczego człowieka to polityka godna człowieka niespełna rozumu lub zdrajcy. Nie jestem fachowcem, więc nie podejmuję się wskazywać, które określenie pasuje tu lepiej. Chciałbym tylko wspomnieć, że w naszej historii tego rodzaju nawoływań mieliśmy aż nadto i tylko szkoda, że nie uczy się o nich dzieci na lekcjach historii. Powinno się uczyć wraz ze stosownymi wyjaśnieniami.
Poszukując w celach rozrywkowych starych kartek świątecznych odkopałem nieco ulotek wydawanych (głównie przed II wojną) przez rozmaite organizacje, namawiające, by przy okazji bożonarodzeniowych zakupów zrezygnować z usług sklepów żydowskich. Argumenty były różne, mniej lub bardziej prymitywne i słabo uzasadnione, ale były.
Nie wiem, czy autorzy tych ulotek zdawali sobie sprawę, że podobne próby podejmowane były w Polsce od kilkuset lat i – jak widać – bez powodzenia. Po co więc powtarzać to co od setek lat się nie udaje?
Czytając niektóre pisemka antysemickie ze zdumieniem dostrzegałem, że ich autorzy (deklarujący się jako patrioci – cokolwiek to znaczy) nie mają pojęcia o własnej historii.
Przeklinali po stokroć Kazimierza Wielkiego, który „za cenę przespania się z Esterką sprowadził rzesze starozakonnych” na nasza zgubę.
Ciekawe – co by powiedzieli, gdyby im wyjaśnić, że Żydzi pojawili się u nas dużo wcześniej. Są w muzeach (czy patrioci chodzą do muzeów, czy mają zakaz?) denary Bolesława Chrobrego z napisami w języku hebrajskim. Są i inne, np. pisane cyrylicą. Oznacza to tylko jedno – sprowadzano fachowców (w tym wypadku mincerzy) nie przejmując się jakim językiem władają ponieważ wartość pieniądza zawarta była w samej monecie bez względu na jej szatę graficzną.
Książęta piastowscy Śląska sprowadzali żydowskich kupców i rzemieślników. Czasem wywoływało to odruchy niechęci miejscowych i nie bez powodu. Do dziś ten mechanizm tak działa, że chcąc zachęcić kogoś – np. obce przedsiębiorstwo – do wejścia na nasz rynek, daje się takiemu komuś/firmie pewne udogodnienia. Mniejsze podatki przez czas jakiś, ułatwienia prawne itp. Tak dzieje się na całym świecie i na całym świecie miejscowi czasem marudzą na ten proceder, ale co robić – ekonomii się nie oszuka. Nie inaczej postępowali piastowscy władcy w Polsce. Nie było w tym więc żadnego „oszustwa” czy „podstępu”, ale zwykła praktyka ekonomiczna funkcjonująca do dziś.
W późniejszych wiekach działy się rzeczy równie „normalne”, jeśli chodzi o walkę ekonomiczną, ale mniej korzystne dla kraju. Tylko, że ich autorami była … polska szlachta. Przykład: Żydzi mieli pewne ułatwienia, ale i utrudnienia. Nie mogli np. nabywać dóbr ziemskich, nie przyjmowano ich do cechów itp. Szlachta polska wprowadziła więc w życie „wynalazek” w postaci osad partaczy (od pars – partis, część wydzielona) na ziemiach własnych w pobliżu miasta, by osadzeni tam kupcy i rzemieślnicy żydowscy (choć nie tylko) konkurowali z ich miejskimi odpowiednikami. Konkurować skutecznie dało się tylko w jeden sposób – obniżając koszty. Za tym zaś, niestety, szło obniżenie jakości wyrobów.
Z czasem ta praktyka zanikła, ale pamięć o niej pozostała. No, prawie pozostała, bo tylko ta jej część, która mówiła o konkurencji jaką żydowscy kupcy i rzemieślnicy stanowili dla pozostałych.
Już pod koniec XIX wieku słychać było nawoływania, by „prawdziwy Polak” zaopatrywał się tylko w polskich sklepach. I tu ciekawostka – pomimo, iż te nawoływania nigdy nie przyniosły spodziewanego skutku, za czasów II RP jeszcze się wzmogły.
Pozorny brak logiki każe domyślać się, że w tych wszystkich przypadkach nie ostateczny skutek był celem nadrzędnym. Było nim raczej budowanie swojej „pozycji społecznej” przez ludzi niemających niczego do zaoferowania, a chcących zająć jakieś miejsce w społeczeństwie z polityką włącznie. To ten cel kazał zapominać o naszej prawdziwej historii, o przyczynach i skutkach pewnych zjawisk itd. Całą pseudohistoryczna narracja służyła tylko jednemu celowi.
Ponieważ dziś widzimy słabiutkie jeszcze wprawdzie, ale coraz częstsze sięganie po to zużyte już narzędzie, wypada zastanowić się, czy nie zachodzi tu ta sama przyczyna. Jest potrzeba – jest narzędzie – oczekujemy na skutek.
Na jakimś targu staroci nabyłem kilka lat temu ciekawostkę. Popielniczkę z metalu z wizerunkiem świni zjadającej Żyda. Żyd jest tak niestrawny, że nawet świnia nie może go pochłonąć i natychmiast po połknięciu wydala.

Przedmiot ten jest kapitalnym przykładem skutku jaki można odnieść przenosząc pseudoideologię w obszar produkcyjny.
Popielniczka jest bardzo, ale to bardzo kiepskiej jakości.
Jakoś mnie to nie zaskakuje.
Jaki skutek będą miały działania pana prezesa? Założę się, że dokładnie taki sam.
Jerzy Łukaszewski










Jestem podobnego zdania. Kabaret w wykonaniu marnego aktora JK w dodatku z publicznością typu „dowożeńcy” jest marny nawet jak na niski poziom licznych kabaretów w Polsce. Gdyby brednie wygadywane tam przez ciamkającego konusa były przemyślanym rodzajem tekstów satyrycznych, możnabyłoby od biedy zrozumieć. Tumczasem te bzdury tenże konus opowiada poważnie. Dowożeńcy w swojej wyuczonej roli klakierów w odpowiednich chwilach wyją, w innych klaszczą, ejszcze w innych rechoczą i obwoźny cyrk bżdur i bredni jedzie dalej. Ponieważ to działa odwrotnie to główny aktor widowiska eskaluje napięcie – ostatnnio mówił o zniszczeniu ludzi, czyli przeciwników politycznych. Efekt będzie podobny jak zwalczanie Zydów w Polsce przedwojennej. W ogóle dochodze coraz bardziej do wniosku, że JK, jak wskazuje Pan Krzysztof Łoziński, jest w wielu kwestiach nieukiem. KOlejne jego wystapienia wskazują, że obszary nieuctwa sa znacznie rozleglejsze niż sądziliśmy.
Najbardziej smutne jest to, że kolejne wrzutki prezesa są podpowiadane przez pisowskich socjologów prowadzących stałe badania za pieniądze nas wszystkich bo są to państwowe pieniądze a więc bardzo duze. Temat podaje sztab a wykonanie to pochodna od osobowości aktora.
To taki teatr polityczny, wstyd, że jak dotąd, skuteczny. To się musi skończyć kryterium ulicznym, już trenuje…
Określenie „… pisowskich socjologów…” jest ciekawym pojęciem. Jeżeli tacy rzeczywiście istnieją i podpowiadają JK co ma mówić na spotkaniach z ciągle tą samą publicznością (wożoną z miejsca na miejsce) to szczerze wątpię, żeby onże kogokolwiek słuchał. Z żadnych badań nie mogą wynikać brednie, które JK przytacza na spotkaniach. Do prostych ludzi, wyznawców pisowskich, te brednie zupełnie nie docierają. NIeco bardziej rozgarniętą publikę muszą albo rozśmieszać, albo zatrważać. Żaden socjolog (poza partyjnymi głupkami) nie może podpowiadać rzeczy przeciwskutecznych. Chyba, że to są „pisowscy socjologowie”, a więc kategoria wymykająca się wszelkim kryteriom.
J.Kaczyński i Jego otoczenie, nadwyraz ostentacyjnie religijne, powołują się często na naukę społeczną JPII. Ta nauka od zawsze nie przeszkadza im judzić przeciw mniejszościom z Żydami na czele. JPII nie znał „swoich Poddanych”? Nie chciał znać, bo miał ważniejsze cele niż wychowanie doskonałego człowieka?
Jako żyd z żydów i polaków patrzę na to wszystko diachronicznie i panoramicznie. Więc jako drobne dziecko chodziłem do przedszkola do Tworek (obecnie Pruszków Wschodni). Kawał tego muru był rozwalony, zagrodzony siatką drucianą i tam właśnie było nasze przedszkole.
Więc mieliśmy bliski kontakt z dziwnymi ludźmi, co nam pokazywali przez siatkę różne rzeczy, albo mówili, też na ogół bez sensu. Więc na lata został mi lęk przed wariatami, bo z nimi nie istnieje żaden kontakt.
I tam właśnie powinien od dawna wylądować K., Bo on przecież już jest na etapie Gnoma, co w 1970 kazał strzelać do proletariackich dyktatorów kraju. Nie łapał, że to musi go wywalić. Mam słabą tylko nadzieję, że uda się jakoś zdetronizować beztrybowego króla i jego zgraję finansowych wampirków, zanim on pozwoli sobie do nas postrzelać pobożnym, narodowym… obrońcom czego ?
Ta popielniczka. Chyba ze ZNALu, Cynk+Aluminium. Nazywaliśmy to szajsmetalem. Ale odlewy,
bywały też znacznie lepszej jakości i pokrywano je warstewką brązu, więc udawały właśnie brąz, patynowany oczywiście.. Szły jako masówa, np. ten ukradziony Jarnuszkiewiczowi „Mały Powstaniec” z rozpylaczem, co stoi na Podwalu Starego Miasta.
Masz rację, to właśnie taki szajsmetal. Możliwe, że po pokryciu warstwą brązu prezentowałby się lepiej, ale niedoskonałość samej formy, niedoszlifowane szczegóły itd. nie pozwalają na zbyt wiele. Szajs to szajs.