17.12.2022

Nie wiem, kto był sędzią/sędziną, nie wiem jak dokładnie brzmiało orzeczenie wraz z jego motywacją. Jarosław Kaczyński wygrał sprawę przeciwko Waldemarowi Kuczyńskiemu ws. wpisów na Twitterze, w których Kuczyński obarczał Lecha Kaczyńskiego odpowiedzialnością za katastrofę smoleńską. Poinformował o tym PAP pełnomocnik prezesa Kaczyńskiego Adrian Salus. Najbardziej ucieszna jest podana przez owegoż Salusa ustna motywacja orzeczenia, w której osoba sędziowska miała powiedzieć, że „Pozwany naruszył dobra osobiste w postaci kultu pamięci osoby zmarłej”.
Nie wiem, jaka była linia obrony, czy byli powołani jacyś eksperci. Podobno sąd określił działania pozwanego jak „bezprawne, niemające żadnego oparcia w faktach, w szczególności w ustaleniach jakichkolwiek organów powołanych do zbadania przyczyn Katastrofy Smoleńskiej”.
Kultowego prezydenta winą za śmierć 96 osób, w tym jego własną, obarczają setki osób, które mają jakąkolwiek wiedzę o zasadach bezpieczeństwa w lotnictwie. Wypowiadały się w tej sprawie dziesiątki pilotów lotnictwa cywilnego, zgadzając się co do tego, że kapitan samolotu znajdował się pod niedopuszczalną presją. Czy zatem osoby będące laikami w kwestii bezpieczeństwa lotów (jak Waldemar Kuczyński, ja i kilka milionów Polaków przekonanych, że przyczyną katastrofy była głupota i niedopuszczalne naciski, a nie żadne działania wrogich sił), mają prawo do takich opinii na podstawie dostępnych informacji, podanych przez komisje ekspertów?
Czy odpowiedzialność kultowego prezydenta za ten dramat jest poszlakowa, czy dowiedziona? Wiemy, że na kilka minut przed katastrofą kapitan samolotu dostał informację „że prezydent nie podjął jeszcze decyzji”, co dla ekspertów oznacza, że prezydent wszedł w wyłączne kompetencje kapitana.
Nie możemy wiedzieć, jak na kapitana samolotu wpłynęła wiedza o awanturach Lecha Kaczyńskiego z innym kapitanem samolotu, kiedy leciał do Gruzji, nie możemy wiedzieć, czy silniej oddziaływała tu presja dowódcy wojsk lotniczych, wiemy z całą pewnością, że kapitan nie miał szans na całkowicie samodzielne podjęcie decyzji o rezygnacji z próby lądowania w fatalnych warunkach atmosferycznych.
W historii ludzkości głupota jest bardzo często powodem tragedii i nie ma to wiele wspólnego z kultem zmarłych. Ustalenie odpowiedzialności za naruszenie zasad bezpieczeństwa lotu jest w tym przypadku tylko intuicyjnie proste, ponieważ mimo wszystko mamy tu więcej niewiadomych niż wiadomych.
Sędzia prawdopodobnie mógł oddalić pozew stwierdzając, że podobną opinię wyraziły publicznie setki innych osób, w tym wielu z wiedzą ekspercką. Mógł oczywiście podjąć próbę zbadania sprawy na sali sądowej, ale to wymagałoby pracy dobrego adwokata i dopuszczenia rzeczoznawców. A wreszcie sędzia (lub sędzina) mógł zignorować dowody, że zasady bezpieczeństwa lotów zostały naruszone i orzec, że zostały naruszone dobra kultu zmarłego
Waldemar na swojej stronie FB napisał:
Widzę w sieci, że sędzia przyznał rację Kaczyńskiemu, w sporze ze mną o współsprawczą rolę Lecha Kaczyńskiego w doprowadzeniu do katastrofy smoleńskiej. Oczywiście nie zgadzam się z orzeczeniem. Uważam je za próbę nałożenia mi plastra na usta. Nie uda się to. Walka o prawdę trwa.
Chwilowo sąd nakazał Kuczyńskiemu po trzykroć zaprzeć się swoich słów. Osobiście ciekaw byłbym dyskusji wśród prawników na temat dylematu sędziego.

Andrzej Koraszewski
Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny.
Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”. Więcej w Wikipedii.

Sąd nad opinią jednoznaczną w świetle faktów zbadanych przez rzetelną komisję badającą katastrofę samootu. Przecież wyrok sądowy zaprzeczający oczywistości jest sam w sobie czymś absurdalnym. Mam nadzieję, że uda się to orzeczenie sądu skutecznie zmienić w trybie odwołania.
Sprawa tego skandalicznego wyroku omawiana jest także w innym miejscu: https://www.youtube.com/watch?v=q6m0D5qzfBg
To taka nasza tradycja
W pewnej wsi gdzie cala społeczność wiedziała i widziała ze Józio jak sie napije lubi ale to cholernie lubi szaleć po okolicy przy pomocy samochodu Golf.
I pewnego dnia napity Józio nie wyrobił sie na zakręcie palnął w drzewo na poboczu i „odszedł odwiedzać Dom Ojca”
Po Joziu pozostał wrak i ślady materialne w postaci oddartej do dziś widocznej korze na drzewie.
Dla miejscowego Policjanta sprawa jasna i prosta .Zabił się po pijaku
Dzis rodzina twierdzi co innego.
Joziu co prawda za kołnierz nie wylewał ale w tamtym feralnym dniu nie pił”albowiem miał przystąpić do komunii w kościele do którego jechał /vide zona Błasika/
Po drugie nie ma wraku a slad na drzewie to jest bo go dziki obzarły
Joziu zginął z powodu zamachu bo mu os zmrożono no i dachował
A kto twierdzi inaczej stanie do sądu a ten ni chybi orzeknie „naruszył dobra osobiste w postaci kultu pamięci osoby zmarłej”.
Z nawiązki wybuduje się na rozstajnych drogach pomnik zmarłemu.No chyba ze na cmentarzu większy niz juz jest
Transmisje z rozprawy i ogłoszenia wyroku łatwo znaleźć na Video-KOD. Widać tam dokładnie, jak tendencyjne pytania zadaje neosędzia. W trakcie ogłaszania wyroku sprawnie schował się za monitorem, a to znaczy że czuje pismo nosem.
Poważnie biorąć. Był czas, aby niezależna (tu największy znak zapytania) prokuratura skierowala do sądu akt oskarżenia. Brak chęci (czyjej?) do rozwiązania wyrokiem tej sprawy dał nam prawdziwą katastrofę. Nie pojawiła się też medialna analiza okoliczności tego zaniechania, z prokuratorem Seremetem w roli głównej. Kolejny dowód słabości instytucji naszego kraju.