Jacek Pałasiński: Drugi obieg (533)24 min czytania

()

03.01.2023

1.

Czy podróże w czasie są możliwe?

Są.

Samolot United lot U858 wyleciał z Seulu 1 stycznia 2023 r. i przyleciał do San Francisco 31 grudnia 2022 r.

Serwis FlightRadar24, który monitoruje loty, zauważył ten fakt i zamieścił na Twitterze zdanie o pasażerach, którzy „przenieśli się w przeszłość”.

2.

„Nowy rok będzie trudniejszy niż rok, który zostawiamy za sobą” – powiedziała dyrektor zarządzająca MFW Kristalina Georgieva w niedzielnym porannym programie informacyjnym CBS Face the Nation on Sunday. „Dlaczego? Ponieważ wszystkie trzy duże gospodarki – USA, UE i Chiny – jednocześnie zwalniają” – dodała.

„Jedna trzecia gospodarek świata w r. 2023 znajdzie się w recesji” – mówi szefowa MFW.
https://www.theguardian.com/…/third-of-world-economy-to…

„Spodziewamy się, że jedna trzecia światowej gospodarki znajdzie się w recesji. Nawet w krajach, które faktycznie nie znajdą się w recesji, setki milionów ludzi odczują tę sytuację jako recesję”.

3.

Wyborcza: „W sobotę, w ostatnim dniu starego roku, Orlen obniżył hurtową cenę benzyny 95 oktanów o ponad 71 gr na litrze, a oleju napędowego o 84 gr”. …

W sobotę litr benzyny 95 powinien kosztować w detalu 5,66 zł (bez narzutu stacji benzynowej), a oleju napędowego 6,54 zł. Tymczasem … litr benzyny 95 kosztował średnio 6,54 zł, a oleju napędowego 7,65 zł.

Rżnęli cię, Czytelniku, a ty łykałeś, jak pelikan.
https://wyborcza.biz/…/7,177151,29318491,rzad-ceny…
I rżną nada w ewidentnej zmowie cenowej, napędzają recesję. A ty nadal łykasz, jak pelikan.
https://wyborcza.biz/…/7,179190,29316518,coz-za… 

Łobuzerka makroekonomiczna, zabawa twoim, Czytelniku, kosztem. Obajtek rżnął cię, Czytelniku, na co najmniej pięć dych na każdym „do pełna”. Jeśli tych pięćdziesiątek masz, Czytelniku, w portfelu tysiąc, to pies drapał. Ale jeśli masz ich pięćdziesiąt, to na twoim miejscu D.O. by się wkurzył. (Na swoim wkurzał się za każdym razem).

W kolejnym artykule: „Analitycy mBanku wyliczyli, że gdyby ceny hurtowe paliw zachowywały się ‘typowo’, to inflacja w listopadzie byłaby niższa i mogłaby wynosić 16,9%, a nie 17,5%. W grudniu zaś mogłaby wynieść ok. 16%”.

Znaczy, drogi Czytelniku, że Orlen nie tylko zdziera z was na stacjach benzynowych, ale także w każdym innym sklepie. Pora rozpędzić to towarzystwo i raz na zawsze odejść od centralnie sterowanej gospodarki socjalistycznej, przyjmując zasady gospodarki rynkowej.

Tak jak Kościół od państwa, należy rozdzielić gospodarkę od polityków.

4.

Według najnowszego raportu Jobpricing Observatory różnica w wynagrodzeniach między mężczyznami a kobietami wynosi we Włoszech ponad 3500 euro. To oznacza, że do 11 lutego kobiety pracują za darmo.

Do 11 lutego kobiety pracują za friko.
https://www.repubblica.it/…/gender_pay_gap…/… 

A w Polsce?

Ktoś to obliczył? Jeśli wiesz coś w tej sprawie, Czytelniku, to napisz to poniżej, proszę!

Tymczasem Unia Europejska wprowadza certyfikat równości. KPO, a dokładniej National Recovery and Resilience Plan, NRRP, zakłada, że firmy otrzymają zniżkę podatkową do 50 tysięcy euro, jeśli poświadczą sprawiedliwe traktowanie pracownic.

Kwestia cywilizacji.

Dzicy kobiety dyskryminują.

5.

Tymczasem człowiek powszechnie znany z pełnego szacunku traktowania kobiet, idol naszej szajki Donald Trump zwierzył się zaprzyjaźnionemu z nim ambasadorowi Włoch podczas przyjęcia noworocznego w Mar-o-Lago, że „gdyby on rządził to wojny by nie było”.

Ach… D.O. wspomina rozmowy z pewnym nia, nia, nia redaktorem, przekonującym, że dla dobra Polski trzeba wspierać tego wybitnego męża stanu i przywódcę świata…

Nb.: wiesz, Czytelniku, co to jest „RINO”? To skrót od „Republicans in name only”. Trump chętnie tak określa sporą część republikańskich kongresmanów, tych bardziej od niego umiarkowanych. Jak to by było po polsku? Hmmm… Trzeba zapytać ślicznych chłopaczków od Zi0br0, jak mówią na brzydkich chłopaczków od Ciula.

6.

Zaczęło się zaklinanie rzeczywistości. Przejęci, pełni pobożności reporterzy w ciasnych planach przeszli z języków ojczystych na kościelną nowomowę, w której dominują pochwały najsłabszego papieża w ciągu ostatnich paru stuleci i opisywanie, jak to lud boży go kochał.

D.O. doktryną kościelną się nie zajmuje, bo jest zbyt wielkim ignorantem, więc nic specjalnego do Josepha Ratzingera nie ma. Mijał się z nim nie raz i nie dwa na placu świętego Piotra, bo do czasu wyboru na tron piotrowy, kard. Ratzinger, skromnie, w czarnej sutannie, z teczką, dwa razy dziennie przemierzał go piechotą: idąc ze swego (skromnego, jak na kardynała) mieszkania przy Piazza della Città Leonina przy Porta di Santa Anna, niedaleko prawego ramienia Kolumnady Berniniego, do gmachu Kongregacji Doktryny Wiary na tyłach lewego ramienia tejże Kolumnady. Można go było zaczepić i porozmawiać. Miał ten ujmujący, jakby pewien zażenowania, uśmiech człowieka nieco zagubionego, nie miał w sobie żadnej agresywności. Lubił koty i Mozarta, lubił historię Kościołów, teologię, lubił uczone dysputy. Chociaż… Czytajcie dalej.

No, tylko uważał (czemu, skoro znał historię Kościoła!?), że jedyny prawdziwy Kościół to katolicki i jedynie katolicy dostąpią zbawienia.

Inni tylko tak mówią, a on tak uważał.

7.

Resztki reporterskiej uczciwości są.

„La Repubblica” publikuje mocny, ale obiektywny i realizstyczny artykuł o frontalnym starciu w Watykanie między zwolennikami papieża Bergoglio, a jego przeciwnikami:

„W Watykanie diabeł działał przeciwko Benedyktowi XVI”
https://www.repubblica.it/…/padre_georg_in_vaticano…/… 

„Porachunki Między „Bergoglianami” a „nie-Bergoglianami”. Aby definitywnie ustanowić równowagę sił w Kościele. Ale także by przygotować się na przyszłe Konklawe. Śmierć papieża emeryta Benedykta XVI to nie tylko kwestia liturgiczna. Przeradza się to w polityczną konfrontację. W centrum której znajduje się panujący papież, a przede wszystkim jego zwolennicy.

Co więcej, w ostatnich latach pontyfikatowi Franciszka towarzyszyło coś więcej niż wewnętrzna niezgoda. Cicha i nigdy niesprzeciwiająca się obecność Ratzingera w pobliżu jego następcy była rodzajem parasola ochronnego przed potencjalną eskalacją. Teraz jednak tarczy Benedykta XVI już nie ma. I w cichych korytarzach Stolicy Apostolskiej coś natychmiast się poruszyło.

Zrozumiały to przedstawicielstwa dyplomatyczne w Watykanie. Które nieformalnie otrzymały precyzyjną wiadomość: pogrzeb Ratzingera odbędzie się 5 stycznia, ale nie przewiduje się żadnych oficjalnych zaproszeń do państw akredytowanych przy Tronie Piotrowym. W tej chwili jedynymi delegacjami, które mogą być obecne zgodnie ze ścisłym protokołem uroczystości, będą delegacje włoska i niemiecka.

Wydaje się, że to drugorzędny aspekt. A jednak zostało to odebrane przez papieskich „krytyków” jako wyraźny sygnał. „Bergoglianie” – nacisk jest w istocie przeniesiony na „najwierniejszych” zwolenników ojca świętego, a nie bezpośrednio na niego – pracują nad organizacją pogrzebu, z której jasno wynika, że panował tylko jeden papież.

Krótko mówiąc: umniejszeniem roli Ratzingera w przekazach wewnątrz i na zewnątrz Kurii. Na tym jednak sygnały się nie kończą. Pierwsze zauważono od razu: na wieść o śmierci papieża-emeryta nie biły dzwony kościołów rzymskich. Ale patriarcha Jerozolimy, Pierbattista Pizzaballa [franciszkanin – D.O.], wydał rozkaz przeciwny.

A ponadto wszystkie przygotowania do pogrzebu zostały tak ustawione, by ograniczyć zasięg tego wydarzenia. Normalna procedura zwykle przewiduje przeniesienie zwłok do Sali Klementyńskiej, a następnie do Bazyliki św. Piotra, a po drodze – ceremonię na placu.

Pierwszy etap został już wykluczony. A jeśli chodzi o trzeci, to trwa próba przeprowadzenia pogrzebu wewnątrz bazyliki, a nie na zewnątrz, na placu.

Nie tylko. Niektórzy współpracownicy Papieża – bez wiedzy samego Franciszka – nalegali, aby ostatnie pożegnanie odbyło się dzisiaj lub jutro. To znaczy w bardzo krótkim czasie. Według „nie-Bergoglian” celem tak ustawionych ceremonii było ograniczenie powagi uroczystości i chęci wiernych do gromadzenia się. Ostatecznie termin 5 stycznia został ustalony dzięki protestom wielu kardynałów i biskupów, którzy obiektywnie nie mogliby dotrzeć do Rzymu z pięciu kontynentów.

Wielu wskazuje palcem na aktywizm świata jezuickiego. I cytują przykład magazynu amerykańskich jezuitów „America”, który na swojej stronie internetowej opisał Ratzingera w światłocieniu artykułem zatytułowanym: „Obrońca ortodoksji określony przez swoją historyczną rezygnację”. Wielu widzi w tym rękę ojca Arturo Sosy, Wenezuelczyka, przełożonego generalnego Towarzystwa Jezusowego.

A „nie-Bergoglianie” zawsze widzą w wyborach dokonywanych w Kurii, w diecezjach i w ruchach świeckich, jako próbę sprawowania ścisłej kontroli. Analiza kwestionowana przez „Bergoglian”, którzy każdą wskazówkę uzasadniają potrzebą „oczyszczenia” Kościoła z negatywnych osadów przeszłości.

Faktem pozostaje, że istnieją co najmniej dwie przeciwstawne półkule. A w tle wielka gra o kolejne konklawe. Które, choć prywatnie, właściwie już się rozpoczęło. Opatrzony datą pusty list z rezygnacją, o którym niedawno mówił Papież, był czymś w rodzaju sygnału do jego rozpoczęcia. Nikt nie myśli, że Franciszek zamierza wykonać ten sam gest co Benedykt XVI, ale nikt tego nie wyklucza. Co więcej, sam Papież sprawia wrażenie, jakby poruszał się z zamiarem zmiany struktury geograficznej uczestników konklawe, które będzie musiało wybrać jego następcę.

Nawet ostatni konsystorz, pod koniec sierpnia, stworzył nowe układy. Przede wszystkim przekroczono pułap 120 kardynałów elektorów, narzucony przez Pawła VI. Jest ich teraz 132. A jeśli popatrzeć na liczby, można zrozumieć, jak bardzo będzie się liczyć skrzydło bergogliańskie, gdy Mistrz celebracji liturgicznych ogłosi „extra omnes” zamykając drzwi Kaplicy Sykstyńskiej. Spośród 132, 83 zostało mianowanych przez obecnego papieża, 38 przez Benedykta XVI, a 11 przez Jana Pawła II. I już są tacy, którzy obstawiają, że „Bergoglianie” postawią na Włocha, by poszerzyć sojusze. I aby powstrzymać pokusę skierowania wzroku wybierających na Azję. Konklawe nie zostało zwołane, ale wydaje się, że już trwa.

8.

Sekretarz Benedykta XVI czuł w Watykanie obecność szatana…

Ta sama „Repubblica” pisze: „W najbliższy czwartek na antenie Rai 3, III programu włoskiej telewizji publicznej, o godzinie 23.40 wyemitowany zostanie specjalny odcinek programu „Wybór”, zatytułowany „Więc Ratzinger zdecydował się zrezygnować”, z pełnym wywiadem z abp.em Georgiem Gänsweinem, nagranym na kilka dni przed śmiercią Benedykta XVI.

„La Repubblica” publikuje fragment:

[…] – Kiedy jego ekscelencja poznał papieża Benedykta?

– Pierwszy raz rozmawiałem z nim w 1995 roku, 10 stycznia, dwadzieścia siedem lat temu, tutaj w Watykanie w Kolegium Krzyżackim. Wyjaśniłem mu, skąd pochodzę, co robiłem, a kiedy usłyszał, że od siedmiu lat jestem na uniwersytecie w Monachium, lody pękły. Moje pierwsze wrażenie jest niezapomniane: silna, ale bardzo naturalna osobowość. Łagodny, ale bardzo, bardzo zdecydowany. (…)

– Potem była pierwsza homilia na początku jego pontyfikatu, kiedy nowy Papież mówi: „módlcie się za mnie, abym nie uciekał ze strachu przed wilkami”. O jakich wilkach on mówił?

– Ktoś zapytał mnie, czy mogę wymienić kilku. ‘Zapytaj samego papieża’ – odpowiedziałem, nie wiem, czy o kimś konkretnym pomyślał, ale nie sądzę. Z pewnością ten obraz oznacza również, że nie jest łatwo być konsekwentnym, iść pod prąd i utrzymać ten kierunek, jeśli wielu ma inne zdanie.

– Ale z tych słów jasno wynika, że miał wrażenie, że nie będzie to papiestwo pokoju, lecz walki: czy tego się spodziewał?

– Każdy, kto wierzy, że może istnieć spokojne papiestwo, moim zdaniem jest w błędzie.

– Ale może nie wyobrażała sobie jego ekscelencja, że ta walka narodzi się w samym Watykanie, ze skandalami seksualnymi, moralnymi i ekonomicznymi. Kryzys był cięższy niż oczekiwał?

– Słowo ‘skandal’ jest z pewnością trochę za mocne, ale prawdą jest, że podczas pontyfikatu było wiele problemów, Vatileaks, potem IOR. Ale oczywiste jest, że, jak powiedziałby papież Franciszek, zły, złośliwy diabeł nie śpi. To jasne, że zawsze stara się dotykać, uderzać tam, gdzie nerwy są odsłonięte i boli bardziej.

– Chce ekscelencja powiedzieć, że przez te lata czuła obecność diabła?

– Tak, czułem rzeczywistości bardzo przeciwne, przeciwne papieżowi Benedyktowi”.

– Vatileaks to ogromny skandal, który rozlał się na cały świat. Z drugiej strony poufne dokumenty skradzione bezpośrednio z biurka papieża przez jego lokaja. Jak to było możliwe?

– Tutaj muszę dokonać małej korekty. Dokumenty nie zostały skradzione z biurka papieża Benedykta, ale z mojego. Niestety zrozumiałem to dużo, dużo później, za późno. Jasno powiedziałem to Benedyktowi, powiedziałem mu ‘Ojcze Święty, odpowiedzialność jest moja, ja ją biorę na siebie. Proszę o przydzielenie mnie do innej pracy, rezygnuję’. ‘Nie, nie – odpowiedział – widzisz, był ktoś, kto nawet zdradził wśród Dwunastu, nazywał się Judasz. Jesteśmy tu małą grupą i trzymamy się razem.

– Widzi jego świątobliwość, są tacy, którzy uważają, że papież abdykował pod naciskiem swoistego szantażu po kradzieży dokumentów. Z drugiej strony znamy dokumenty, które zostały upublicznione, ale nie wiemy, jakie inne dokumenty zostały przeczytane, skradzione, które być może zostały wystawione jako groźba wobec Benedykta. Co można odpowiedzieć na taką hipotezę?

– Całkowicie to wykluczam. Nie było nic innego o istotnej wadze.

– Papież Benedykt został niedawno przesłuchany w sprawie molestowania seksualnego w latach 80., kiedy był arcybiskupem Monachium. Rok temu napisał list, w którym przeprosił za swoje zachowanie, mówiąc, że może powinien się bardziej przyjrzeć, zadać więcej pytań, ale jednocześnie kategorycznie odrzuca oskarżenie o kłamstwo. Czy ma poczucie winy?

– Zaszła pomyłka ze strony jednego z naszych współpracowników, bo musieliśmy przeczytać 8 tysięcy stron dokumentacji, a osoba, która czytała te papiery, powiedziała, że na tym słynnym spotkaniu z 15 stycznia 1980 r. nie było kard. Ratzingera.

– Skąd to kłamstwo?

– Nasz współpracownik pomylił daty, co jest złe. Kiedy powiedziałem ‘Ojcze Święty, tu się myliliśmy’, Benedykt postanowił napisać list osobisty, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że nie odpowiedział osobiście.

– Oczywiście pytanie brzmi, czy te skandale wpłynęły na rezygnację Ratzingera? Wasza ekscelencja mówi ‘nie’, cytuję jego słowa: ‘nie uciekał przed wilkami, po prostu i pokornie przyznał, że nie ma już sił, by utrzymać Kościół Chrystusowy’. Znowu wilki. Pytam ekscelencję: czy papież spotkał te wilki?

-Rozmawiałem o tym kiedyś z papieżem Benedyktem, ‘czy te wszystkie skandale, jak się je nazywa, nie były również powodem rezygnacji? ‘Nie’ – odpowiedział – ‘ta sprawa nie ma wpływu na moją rezygnację. 11 lutego 2013 r. wyjaśniłem przyczyny: brakowało mi sił do rządzenia. Aby dzisiaj przewodzić Kościołowi, potrzebna jest siła, inaczej to się nie uda’.

– Ale Benedykt nadszedł po papieżu takim jak Jan Paweł II, który publicznie przeżywał swoją chorobę i prawie ofiarował cierpienie ciała jako świadectwo swojej wiary, również zgodnie ze swoim papieskim mottem: Totus tuus. Jak Benedykt poradził sobie z takim wyborem swojego poprzednika?

– Powiedział mi kiedyś: ‘nie mogę i nie chcę naśladować w chorobie wzoru Jana Pawła II, bo muszę sobie radzić w życiu, na swój sposób, moimi siłami’. Dlatego papież pozwolił sobie na taki wybór. Który, moim zdaniem, wymaga nie tylko dużej odwagi, ale i wielkiej pokory.

– Ten wybór stawia także teologa Ratzingera przed pytaniem o ludzką pokusę odejścia od boskiego planu, który doprowadził go do tronu Piotrowego: czy człowiek ma prawo to zrobić?

– Człowiek musi podjąć decyzję, która w danym momencie według niego jest słuszna. (…)

To fragmenty wywiadu, jaki przeprowadził b. redaktor naczelny „Repubbliki” Ezio Mauro z sekretarzem trzech papieży arcybiskupem Gänsweinem, człowiekiem, który pozostawał do ostatnich chwil u boku Josefa Ratzingera. O stosunkach ich łączących krążyło po Rzymie wiele plotek.

Ale o tym się nie dowiecie z opisów trwających uroczystości pogrzebowych.

9.

No to może jeszcze, bo nikt tego ci, Czytelniku nie przypomni, a D.O. chciałby odświeżyć ci pamięć. Uwaga, trudne, ale warto:

„Lectio z Ratyzbony, która o mało nie wywołała starcia cywilizacji”.
https://www.repubblica.it/…/la_lectio_di_ratisbona…/… 

„12 września 2006 roku w Auli Magna Uniwersytetu w Regensburgu (czyli Ratyzbonie) Joseph Ratzinger wygłosił swoje lectio magistralis, znane później jako przemówienie w Regensburgu. Ówczesny papież zaczął od potępienia islamu jako religii wewnętrznie „złej i nieludzkiej”, od początku mającej na celu „szerzenie wiary mieczem”, ze względu na wezwanie do dżihadu, które wywodzi się bezpośrednio od Mahometa. Wszyscy rozumieli, że wypowiedź papieża Rzymu, odtąd życzliwie nazywana gafą, miała wywołać reakcje łańcuchowe, które eufemizmem byłoby nazwać incydentami dyplomatycznymi: raczej skutki polityczne o ogromnej wadze, w momencie maksymalnego zasięgu teorii zderzenia cywilizacji po ofensywie terrorystycznej al-Kaidy „przeciwko nowym zachodnim krzyżowcom”, właśnie wtedy, gdy myślące energie umiarkowanego Zachodu robiły wszystko, aby odróżnić historię od propagandy, ideologię fundamentalizmu, współczesny islam z cywilizacją starożytnego islamu, do którego dodano polityczną mistyfikację.

Ale poza katastrofą komunikacyjną, która podsyciła polaryzację przeciwstawnych fundamentalizmów na rozpalonej do czerwoności geopolitycznej szachownicy pierwszych dwóch dekad stulecia, od pierwszych minut tego przemówienia stało się jasne coś jeszcze: że Ratzinger nie był, jak wielu chciało wtedy uważać, fenomenalnym uczonym.

Aby wyrazić ideę „niegodziwości” Mahometa, posłużył się słowami cesarza bizantyjskiego, Manuela II Paleologa, dekontekstualizując je i wywracając – być może nieświadomie – ich prawdziwe znaczenie. To, co komentatorzy uznali później za poważne świadectwo absolutnej niemożności pogodzenia religii chrześcijańskiego Bizancjum z religią jego islamskiego sąsiada, zostało zaczerpnięte z dialogu międzywyznaniowego, a dokładniej z siódmego z co najmniej dwudziestu sześciu dialogów między chrześcijaninem i muzułmaninem. Spór w nich był gatunkiem retorycznym, a z pewnością nie wyrazem ideologicznej nietolerancji. Rozmówcą Manuela II był uczony kierownik medresy: według słów samego Manuela, starszy mężczyzna, który „nie znosił niezgody” i był rzeczywiście eugnomonem, to znaczy nie tylko mądrym, ale „właściwej opinii”. Celem dalekowzrocznego cesarza bizantyjskiego nie było obrażanie ani poniżanie religii swoich pokojowych rozmówców, z którymi spierał się na równych prawach, do tego stopnia, że muzułmanin twierdził, że chce zrozumieć kult chrześcijański, ale nie może znaleźć odpowiednich nauczycieli do wyjaśnienia mu go. Wszystko to miało raczej na celu ujawnienie znacznie mniej tolerancyjnego poglądu na islam, jaki miał kościół rzymski.

Dokładnie w słowach przywołanych przez Ratzingera, Manuel II zacytował dosłownie tłumaczenie łacińskiego traktatu Contra legem Sarracenorum, napisanego pod koniec XIII wieku przez florenckiego dominikanina Ricoldo da Montecroce. Daleki od wyrażania swojej opinii o islamie, Manuel II aluzyjnie relacjonował antyislamskie stanowisko Zachodu i wysyłał polityczne przesłanie do papiestwa katolickiego, nie zapominając, że w 1204 roku to krzyżowcy wypowiedzieli świętą wojnę Bizancjum, niszcząc Konstantynopol mieczem i ogniem oraz spychając duchowieństwo i ludność bizantyńską na stronę Turków.

Kontynuacja przemówienia w Ratyzbonie nie była pocieszająca dla tych, którzy entuzjastycznie popierali wizerunek tego papieża jako głębokiego teologa. Nadal zaczynając od słów Manuela II, Ratzinger spierał się z „muzułmańską” doktryną absolutnej transcendencji boskości i aby ją obalić, posunął się do wywodu na temat Logosu, o którym mowa w prologu Ewangelii św. Jana („na początku był Logos”), który jednak zinterpretował tout court jako „rozum”, z pewnością nawiązując do sokratejskich badań filozoficznych starożytnej Grecji, przypisując św. Janowi racjonalizm współczesnych, aby zaprosić „do tego wielkiego logosu, do tego ogromu rozumu, naszych rozmówców w dialogu kultur”.

„Watykan: bergoglianie i wrogowie: długie porachunki z oczekiwaniu na konklawe”.
https://www.repubblica.it/…/vaticano_chiesa…/… 

Teraz setki tysięcy stron poświęcono interpretacji opalizującego rzeczownika, który pojawia się na początku czwartej i najbardziej filozoficznej ewangelii, w ciągu półtora tysiąca lat spekulacji teologicznych, od ojców kościoła do Reformacji i do dziś. Niezależnie od tego, czy chce się interpretować Logos prologu Janowego, jako zaczerpnięty z judaistycznego aleksandryjskiego arsenału semantycznego, czy z systemu Plotyna, czy jest ostatnim wypływem mądrości Heraklita, czy też pokłosiem rozważań gnostyków, czy jest Słowem jako „słowem, które pozostaje, wypowiedziane w duchu, a nie postrzegane przez dźwięk” – jak z męką przypuszczał Augustyn – czy też Sinn, „znaczenie” (bytu, istnienia), zgodnie z jedną z interpretacji, nad którą zastanawia się Faust Goethego, czy u Borgesa protekcjonalność ponadczasowego „języka, który jest czasem późniejszym”… Faktem jest, że tego dnia w Ratyzbonie, nie tylko ze względu na to, co powiedział o islamie, ale także ze względu na użytek, jaki uczynił z najważniejszej chrześcijańskiej koncepcji filozoficznej, elegancka postać Ratzingera pozbyła się blichtru kulturalnego, wyrafinowanego intelektualisty, którego mimo to, jak sądził, nigdy nie porzucił.

10.

D.O. doda tylko, że po tym wystąpieniu papieża Benedykta, na ulice islamskich miast na całym świecie wyszły setki tysięcy, jeśli nie miliony ludzi z pełnym nienawiści wyciem na ustach. Doszło do niezliczonych aktów przemocy. Zginęło co najmniej kilkadziesiąt osób. Podobne sceny muzułmanie urządzali na ulicach miast zachodnich.

To trwało wiele tygodni i zaszkodziło dialogowi międzyreligijnemu bardziej niż porządna krucjata.

No i jeszcze: Jan Paweł II przywiązywał ogromną wagę do dialogu ekumenicznego, czyli tego wewnątrz różnych obrządków chrześcijaństwa. Odniósł ogromny sukces, ponieważ po 13 latach wysiłków, po 13 latach rozmów i negocjacji ze Związkiem Kościołów Protestanckich, Kościół Katolicki podpisał porozumienie o wspólnocie liturgicznej. Wydawało się, że Schizma Reformy Martina Lutra została przezwyciężona. Ale Jan Paweł II umarł, a wraz z nastaniem Benedykta, wszystko to zostało przekreślone, zostało martwą literą, bo, jak głosił dokument kardynała Josepha Ratzingera „Dominus Iesus” „tylko katolicy mogą dostąpić zbawienia”.

A zatem zmarły papież sprzeniewierzył się chrystusowemu apelowi „Et unum sint” i przy okazji cofnął Kościół o pół tysiąclecia.

11.

Kościół Mormonów został oskarżony o przerobienie w Photoshopie XVII-wiecznego płótna przedstawiającego Najświętszą Marię Pannę. Na zdjęciu przesłanym członkom Kościoła Świętych w Dniach Ostatnich i dostępnym do pobrania ze strony, śmiały dekolt Maryi Dziewicy został zastąpiony skromniejszą szatą. Szczegół ten nie umknął komentatorowi gazety z Salt Lake City, najważniejsze miasto w stanie Utah, uważane za światową stolicę mormonów, których jest na całym świecie ok. 16 milionów, w tym kilku globalnych potentatów.

Mormoni umoralniają Pannę Maryję.
https://www.repubblica.it/…/carlo_maratta_photoshop…/ 

Przedmiotowe dzieło namalował Carlo Maratta, uważany za najważniejszego przedstawiciela malarstwa rzymskiego XVII wieku, w połowie drogi między klasycyzmem a barokiem. Na oryginalnym płótnie Maratty, wiszącym w kościele San Giuseppe dei Falegnami (świętego Józefa od Cieśli) w Rzymie, Maryja jest otoczona przez trzy anioły i trzyma Dzieciątko blisko piersi. Boskie światło oświetla środek dzieła, gdzie pojawia się dekolt Matki Boskiej. Zdjęcie przesłane członkom kościoła mormońskiego wykluczyło anioły, a pozostawiło Marię z Jezusem, ale z dekoltem zasłoniętym suknią, podniesioną o szerokość dłoni, by zakryć to, co uważano za kontrowersyjny detal.

Obraz został podobno przerobiony w Photoshopie sześć lat temu, ale sprawa została odkryta dopiero teraz. Poinformowała o tym gazeta Salt Lake. Felietonista Gordon Monson otwarcie skrytykował mormonów za wypaczanie klasycznego obrazu. „Przesłaniem, które zainspirowało tę interwencję – napisał – jest to, że w ciele kobiety jest coś niewłaściwego”.

Kościół mormonów odmówił komentarza.

Użytkownicy mediów społecznościowych znaleźli inne przeróbki Photoshopem, wykonane przez Mormonów w przeszłości, wszystkie dokonane na dziełach klasycznych. Europejska sekcja Kościoła Świętych w Dniach Ostatnich zaczerniła genitalia Dzieciątka Jezus namalowane przez Domenico Ghirlandaio.

Mormoni, jak twierdzą internauci, przerobili także w Photoshopie dziewiętnastowieczną pracę duńskiego artysty Carla Blocha „Zmartwychwstanie”: na oryginalnym płótnie zarówno dominująca postać Jezusa, jak i dwa klęczące anioły po bokach mają gołe ramiona. Mormoni zakryli ramiona aniołów i usunęli im skrzydła, ponieważ ich Kościół nie wierzy, że stworzenia niebieskie mają skrzydła.

Pod wskazanym poniżej linkiem są fotografie wymienionych dzieł, które po kliknięciu rozwijają się w obraz wysokiej rozdzielczości, żeby łatwiej można było porównać.

12.

Zmarł Antonio Pallante, człowiek, który w 1948 r. strzelił i ciężko zranił (pięć strzałów, trzy kule trafne) przewodniczącego Kominternu Palmiro Togliattiego, doprowadzając Italię na skraj wojny domowej. Ledwo żyjący Togliatti, ze szpitala, przez radio, apelował do licznych komunistów włoskich, by nie chwytali za broń, uważając, że jest jeszcze za wcześnie na rewolucję proletariacką w stylu sowieckim.

Ale może to by nie wystarczyło, gdyby tego dnia Gino Bartali nie wygrał jednego z etapów Tour de France.

Co ciekawe, Pallante umarł w lipcu ub. r. w wieku 99 lat, ale jego rodzina zdecydowała się podać wiadomość o tym dopiero wczoraj wieczorem.

Działał sam, utrzymując przez całe życie, że z powodu obawy przed rozprzestrzenianiem się komunizmu typu sowieckiego.

Były seminarzysta i członek Gioventù Italiana del Littorio )włoskiego odpowiednika Hitler Jugend, do którego należał Joseph Ratzinger) , w 1948 roku prowadził kampanię na rzecz Liberalnego Bloku Demokratycznego Przeciętniactwa, małej partii zrodzonej z rozłamu w Antypolitycznym Ruchu Frontu Przeciętnego Człowieka, Pallante był mało znanym 24-letnim byłym studentem prawa, który odszedł od młodzieńczego nacjonalizmu.

Został skazany na 13 lat i 8 miesięcy więzienia. Wyrok w drugiej instancji zmniejszono do 10 lat i 8 miesięcy. Po interwencji Sądu Najwyższego i amnestii odsiedział 5 lat i 3 miesiące, z więzienia wyszedł w 1953 r. Po wyjściu z więzienia, nie mając zakazu pełnienia funkcji publicznych, znalazł pracę w Służbie Leśnej, podobnie jak jego ojciec, a potem w zarządzie regionu Sycylia, nie interesując się już polityką.

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.