08.01.2023
1.
Szajka z jakichś powodów opóźnia publikację wyników spisu powszechnego, pierwszego, za olanie którego szajka groziła wysokimi karami. Ponieważ wszyscy (no, może tylko 70%) Polacy szajkę znają, więc mają prawo przypuszczać, że to opóźnienie związane jest z jakimiś grubszymi machlojami, bo machloje to szajki specjalność.

https://nto.pl/mniejszosc-na-opolszczyznie…/ar/c1-17177745
Ale „Nowa Trybuna Opolska” opublikowała jakiś wycinek tego dziwnego spisu: „W województwie opolskim na 954 tysiące mieszkańców – 725 tysięcy zadeklarowało, że są wyłącznie narodowości polskiej. Narodowość polską i niepolską (równocześnie) wskazało 64,5 tysiąca ludzi. Narodowość wyłącznie niepolską – prawie 36 tysięcy mieszkańców. 120 tysięcy respondentów GUS określił jako narodowość nieustaloną, bowiem są problemy z interpretacją ich wpisów w ankiecie.

Łącznie 100,4 tysiąca mieszkańców Opolszczyzny podało w spisie narodowość inną niż polska. To co 10 mieszkaniec województwa. Podobnie wyglądają dane dotyczące języka używanego wśród domowników. 725 tysięcy mieszkańców województwa jasno zakomunikowało, że mówią wyłącznie po polsku. Język polski i niepolski – jednocześnie – wpisało 92 tysiące ludzi. Język wyłącznie niepolski – prawie 16 tysięcy. 121 tysięcy ankiet ma wynik nieustalony. Łącznie językiem innym niż polski posługuje się więc w domu prawie 108 tysięcy mieszkańców Opolszczyzny w 2011 roku. Jego dane znamy dziś szczegółowo. Na Opolszczyźnie 78,2 tysiąca mieszkańców podało wtedy narodowość niemiecką, a 1078 osób zadeklarowało przynależność do mniejszości romskiej. Inne mniejszości były zdecydowanie mniej liczne. W ciągu 10 ostatnich lat liczba ludzi identyfikujących się z inną niż polska narodowością wzrosła więc z ok. 80 tysięcy do ponad 100 tysięcy czyli o ok. 25 procent i to przy dużym spadku wszystkich mieszkańców województwa (o 62 tysiące ludzi).
2.
D.O. tak to skomentuje: ponieważ o jakiejś masowej imigracji Niemców do Polski nic nie było słychać, narzuca się wniosek, że w poprzednich spisach, mieszkańcy województwa opolskiego kłamali, bo żyli pod presją i w strachu. Propaganda antyniemiecka była spécialité de la maison bolszewików bolszewickich i nadal jest bolszewików faszystowskich. Jeśli teraz większa liczba ludzi zdecydowała się wyznać prawdę, to dlatego, że mają zaufanie do Unii Europejskiej i jej reguł, z których jedna z najważniejszych mówi: „żadnej dyskryminacji żadnej mniejszości”!!!
Ponieważ szajka jest naziolska, to dyskryminacja mniejszości stała się motywem przewodnim jej ideologii. Ale ponieważ to patałachy, to za ich słownymi wymiocinami rzadko idą czyny. I Bogu dzięki.
Kolejna D.O. uwaga, to ta, że akurat w naszej części kontynentu, granice po prostu tańcują foxtrota: wywijają się, podskakują, wyskakują w przód, cofają się i to w opętanym rytmie. Polacy, a przynajmniej ludzie, których się za takich mieli, doskonale to znają: urodzić się w jednym kraju, a żyć i umrzeć w drugim. I dobrze, jeśli twoja chałupa tylko w dwóch krachach się znalazła za życia jednego pokolenia, bo bywało, że i w trzech, a pewnie były przypadki, że i więcej.
A człowiek jest patriotą przede wszystkim lokalnym, jak koty i psy: gdzieś tam w genach, między spiralami DNA zapisane jest, że przywiązuje się do miejsca narodzin: do tej łąki, tego strumienia, tej chałupiny, tych sąsiadów. Granice mogą jacyś możni psychole przesuwać, a łąka, strumień, chałupina i sąsiedzi pozostaną tacy sami, jak zawsze.
To fakt, że czasami człowiek w nowych granicach czuje się w pułapce, ale przywiązanie do miejsca narodzin jest silniejsze od przywiązania do króla, cesarza, narodu, flagi, godła i tych wszystkich imponderabiliów, bez których możni psychole nie mogliby niczym rządzić.
I tak dzięki temu foxtrotowi granic 180 tysięcy Polaków mieszka na Litwie, a 2,1 mln w Niemczech, Są też skupiska Polaków w Rumunii i gdzieniegdzie w Ukrainie.
I tak dzięki temu foxtrotowi granic, ponad 100 tysięcy ludzi pochodzenia niemieckiego mieszka w obecnych granicach Polski.
I trzecia uwaga D.O.: I bardzo dobrze!
D.O. nie raz nie dwa opowiadał, że jego marzeniem jest to, by Polska znów stała się Rzecząpospolitą, by w jej granicach mógł spokojnie mieszkać każdy, kto poczułby się tu dobrze i u siebie, by wszyscy wzajemnie szanowali swoje odrębności, by się wzajemnie wzbogacali, bo jak mawiał JPII, odrębności wzbogacają, a nie zubożają. Cokolwiek mówiliby najsłabsi intelektualnie przedstawiciele każdego narodu, czyli zakute pały naziolskie.
PS. Szajka marzy, żeby Opolszczyznę przyłączyć do woj. częstochowskiego.
2.
D.O. zastanawia się, czy wśród apostatów są księża? Na rozum D.O., znając swoją instytucję z bliska, powinni być na czele listy branż dokonujących apostazji.
D.O. zdarzało się pytać księży – ludzi mądrych, dobrych, wzbudzających szacunek i na dodatek przez swoich przełożonych oburzająco prześladowanych: dlaczego nie wystąpicie z takiego Kościoła? Poza kategorycznym „bo nie” – przekonującej odpowiedzi nie uzyskał.
3.
Kiedy D.O. zjawił się po 30 latach w Polsce opromieniony niewielką, ale zawsze, sławą dziennikarza, który „pochował papieża”, magazyn „Press” zapytał go o przyczyny i D.O. odpowiedział, że jedną z ważniejszych było dobre „Radio Jazz”, świetne, ciekawe, nadające w Warszawie na fali 101,1.
Ale zaraz potem pewien niezbyt rozgarnięty fircyk je kupił i zamienił w zawodzące, muzyczne szambo.
No to przez lata słuchał wyłącznie Dwójki.
Ale teraz i ona mu odpadła. Odkąd stała się endecka, odkąd jest filią radia toruńskiego, radiem wyznaniowym i rozmodlonym, odkąd wywaliła cudowną Dorotę Kozińską, nie da się tego słuchać. Nie da się słuchać stękania pana Przemka Psikuty, ani pana Andrzeja Sułka, zakochanych we własnym głosie, gotowych zagadać każdą piękną muzykę, ani Jacka Hawryluka, który z humorem przeszedł nad polityczną defenestracją swojej gwiazdy, wielebnych Piotra Matwiejczuka i Magdaleny Łoś… Ratuję właściwie tylko jedną redaktor, której nazwiska nie wymienię, żeby nie sprawić jej kłopotów i ludzi od jazzu, chociaż nachalne promocje jakichś niezbyt zdolnych i porywających młodych jazzmanów bywają irytujące. Oczywiście nigdy tak bardzo, jak robienie laski dyrektorce Dwójki przez większość jej podwładnych.
Ale i z dwójkowym jazzem też się D.O. pożegna.
Z rozmodlonym Robertem Mazurkiem dzieli D.O. prawie wszystko, ale „gotów będzie oddać życie, by mógł swobodnie wypowiadać swoje zdanie i opinie”. A parteigenosse szefowa PR czyli Pisowskiego Radia, właśnie go wywaliła, bo w RMF-ie, czy gdzieś indziej, wykazał się inteligencją i pewną niezależnością myśli.
W tej sytuacji – paszła won, do Rosji Dwójko, tam idź hańbić kulturę i sztukę. Tam sobie rób swoją listę książek, przedstawień i obrazów zakazanych, tam eliminuj „zwyrodniałą sztukę” ze swoich programów. Przyjmą cię z otwartymi ramionami, bo bardzo tam pasujesz.
4.
Umberto Eco opowiadał o sekcie, mordującej ludzi, rozpowszechniających pismo. Jej członkowie uważali, że rozpowszechnianie wiedzy za pośrednictwem pisma, doprowadzi ludzkość do zagłady.
Jacyż byli dalekowzroczni!
Rozpowszechnienie pisma nie zwiększyło chyba ludzkiej inteligencji, a z całą pewnością nie uczyniło z nich aniołów.
Pismo, miast środkiem przekazywania wiedzy, stało się orężem, nosicielem emocji – czasami dobrych częściej – złych.
Potem eksplodowało w wielki big bang nienawiści za pośrednictwem internetu.
A te dobre intencje – piekło nimi brukowane – związane z pismem? Cóż: więcej ludzi pisze niż czyta.
5.
Cisza. W muzyce bywa równie ważna, jak dźwięk.
Gra, dajmy na to, wielka orkiestra symfoniczna. Stop. Zatrzymajmy się. Ekstrapolujmy jedną sekundę dzieła. Policzmy, ile gra instrumentów. Przeanalizujmy, jaką każdy z nich gra nutę.
Teraz przedłużmy ten dźwięk do powiedzmy, 10 sekund, żeby wybrzmiał, żebyśmy mogli poczuć jego smak, kunszt, jego oryginalną maestrię. Czyż te 10-sekundowy dźwięk z Wielkiej Symfonii nie będzie sam w sobie dziełem skończonym?

Będzie albo przynajmniej może być.
Ale takie rzeczy się nie zdarzają, bo po tym chóralnym, wieloinstrumentowym dźwięku sypią się następne. I następne, i następne. Połączone tworzą zupełnie nową wartość. Koncentrujemy się na niej, często zapominając o tym, że na pełnię arcydzieła składają się pojedyncze dźwięki.
A słowa?
Słowa też potrafią złożyć się w wielkie Dzieło Sztuki, ale pojedynczo, bez dopełniającego towarzystwa innych słów są zimne i wyzute z emocji.
Oczywiście są słowa piękne i kompletne, niewymagające towarzystwa: „ojczyzna”, „niepodległość”, „naród”… Ale jest też „tromtadracja”, która powyższe często pozbawia ich dostojności.
Są też słowa absolutne, potężne: „ciemność”, „zło”, „śmierć”. Wieczne, absolutne, niezwyciężone.
Na szczęście są też takie słowa, które sprawiają, że życie ma pewien sens: „wolność”, „niepodległość”, „miłość”.
Czy są słowa, które wyzułoby powyższe z ich wartości? Jeśli tak, to niech sczezną.
Niech już pozostaną nam uniwersalną wartością i drogowskazem: „wolność”, „niepodległość” i „miłość”.
6.
Chyba ich pogięło! Wymyślili sobie klasyfikację najlepszych miast, w której wygrywa… Londyn! Jedno z najbrzydszych, najprzykrzejszych do życia miast, jakie D.O. poznał. Ale to nic: Rzym umieścili na …siódmym miejscu!
Więc nie warto sobie takim rankingiem głowy zawracać to jakaś pokręcona kampania marketingowa. Wujek Seba ze szwagrem Józkiem z Górki Dolnej (copyright nazwy: Bogdan Miś) może sobie podobne klasyfikacje tuzinami układać!
Jedyne, na co warto zwrócić uwagę, to fakt, że przyznali honorowy tytuł najlepszego miasta Kijowowi. I D.O. w pełni się zgadza: to piękne miasto, którego urody nie zdołali zniszczyć radzieccy potomkowie Le Corbusiera i którego nie zniszczą rosyjscy barbarzyńcy.

https://www.worldsbestcities.com/rank…/worlds-best-cities/
7.
Polska jak USA: tu psychopatyczny naziol trzyma swoim szantażem za szyję swojego koalicjanta, skądinąd skrajnie prawicowego – skutecznie. Tam grupa psychopatycznych nazioli blokowała wybór przewodniczącego Izby Reprezentantów, skądinąd skrajnego prawicowca – też skutecznie.
D.O. tak sobie myśli, że nawet do najbardziej zakutych pał powinno dotrzeć, że problemem każdego narodu, problemem każdego społeczeństwa, amerykańskiego, polskiego, włoskiego, są psychopatyczni naziole.
8.
D.O. donosił o przykrej przygodzie prezydenta Południowego Sudanu Salvy Kiira: zasikał się podczas odgrywania hymnu narodowego i zauważył to dopiero, jak wdepnął w mokre.
To oczywiście wydarzenie jest brzemienne w konsekwencje.

https://edition.cnn.com/…/journalists…/index.html
Nie: Salva Kiir nie podał się do dymisji, jak sugerowali obywatele, widząc stan swojego przywódcy.
Konsekwencje poniosło 6 dziennikarzy z państwowej korporacji nadawczej South Sudan Broadcasting Corporationy, który ten epizod opisali w mediach społecznościowych, opatrując fotografiami. Zostali aresztowani.
Minister informacji Sudanu Południowego Michael Makuei i rzecznik Służby Bezpieczeństwa Narodowego David Kumuri nie odpowiedzieli na prośby o komentarz.
9.
Już za parę godzin, na portalu natemat.pl ukaże się najnowsza rozmowa z cyklu „Allegro ma non troppo”. Tym razem będzie to rozmowa z Nostradamusem, czyli człowiekiem, który przepowie, jak to będzie w roku 2023 i przy okazji wyjawi nam, jacy jesteśmy.
Czytelników czekają fajerwerki zaskoczeń i nieoczekiwanych puent.
Oglądajcie, proszę, udostępniajcie!

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.



