28.02.2023

Bertrand Russell, genialny matematyk i logik, laureat literackiego Nobla w 1950 roku i autor przedmowy do angielskiego wydania „Zniewolonego umysłu” Czesława Miłosza, to także najsłynniejszy chyba pacyfista 20 wieku. Jego eseje kwestionują etykę wojny, jej motywacje i usprawiedliwienia. Jedna z wielu przypisywanych mu sentencji (choć fotografa przy tym nie było) brzmi:
“War does not determine WHO is right – only WHO is left.” Wojna nie przesądza o tym, kto ma rację, a jedynie o tym, kto przetrwa.
Bardzo się cieszę, że prezydent Biden pojechał do Kijowa. To był ważny i potrzebny gest. Potrzebny zwłaszcza ludziom na froncie. I ładnie, że nam podziękował. Ale samolotów jak odmawiał, tak nadal odmawia. Wedle natowskich norm kraj powinien mieć amunicji na 30 dni. Niemcy mają jej na 6 godzin. Ile my, nie mam pojęcia. Europa bez amerykańskiego parasola jest bezbronna jak niemowlak.
Gdy kilka miesięcy w porządnym warszawskim towarzystwie powiedziałem, że jeśli Ukraina nie dostanie, i to szybko, dużo większego wsparcia niż dotychczas, to Rosja ją zadręczy samą swą masą, uznano mnie za defetystę a może nawet „onucę”. Rozsądni z pozoru znajomi, byli gotowi się założyć o flaszkę dobrej whisky, że późną wiosną Zełenski będzie przyjmował defiladę zwycięstwa w Kijowie. Za ten stan umysłu winiłem naszych i zachodnich generałów, którzy przekonywali publikę, że Rosja to papierowy tygrys a jej armią dowodzą pijani idioci. Było w tym chciejstwie tyle samo zdrowego rozsądku, co w retoryce prawdopodobnego kandydata Republikanów na prezydenta, gubernatora Florydy, De Santisa, który powiedział to, co myśli bardzo wielu Amerykanów. „Po cholerę nam ta wojna”.
Z radością zatem przeczytałem we wczorajszym (27 lutego) „Washington Post” komentarz Rady Redakcyjnej pod tytułem „W obliczu długiej wojny Ukraina potrzebuje zachodnich myśliwców”.
Kilka dni wcześniej siedmiu kolejnych naczelnych dowódców NATO w Europie, napisało wspólnie: »Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy dla zwycięstwa Ukrainy«.
Dwukrotnie w minionym wieku Stany Zjednoczone wysłały miliony żołnierzy do Europy, by walczyć w wojnach, które początkowo zignorowaliśmy, przeciwko agresorom, którym się nie przeciwstawiono. Nie możemy znów popełnić tego błędu. Dziś jest czas dla Ameryki i jej sojuszników, aby sięgnąć głębiej i dać Ukrainie to, czego potrzebuje, aby wygrać i odnieść sukces, i zademonstrować, że Ameryka pozostaje główną siłą na rzecz wolności i sprawiedliwości na świecie.
„Nie czekajmy, aż będzie za późno” – powiedział na konferencji w Monachium dwa tygodnie temu premier Szwecji, Ulf Kristersson.
Miesiąc temu na łamach „Gazety Wyborczej” cytowałem emerytowanego generała lotnictwa USA. David A. Deptula mówił: „To, czego Ukraina potrzebuje, to zmiana warunków gry, a to daje siła powietrzna. […] Musimy przestać pytać, co się stanie, jeśli dostarczymy myśliwce, i zacząć pytać, co się stanie, jeśli tego nie zrobimy”.
Szkolenie pilotów, mechaników i całego personelu logistycznego wymaga czasu. Kiedyś trzeba zacząć. Brytyjski premier zatwierdził szkolenie ukraińskich pilotów. Polska i Holandia wyraziły gotowość podobnych działań. Macron rozważa danie Ukrainie myśliwców. Ale bez Waszyngtonu niewiele się wydarzy.
Dyktator na Kremlu liczy na to – napisał Washington Post – że jego determinacja, aby podporządkować sobie Ukrainę, przetrzyma cierpliwość Zachodu. Jeśli ma rację, wiarygodność, wpływy i prestiż Ameryki i NATO będą bezpowrotnie zniszczone.
Nowoczesne myśliwce to nie panaceum, ale jeden z elementów odstraszania. Administracja Bidena może postawić warunek, że dostarczonych F-16 Kijów nie użyje do ataku na cele na terytorium Rosji. W ramach własnej przestrzeni powietrznej F-16 mogłyby zmniejszyć dysproporcje w sile powietrznej Rosji i Ukrainy, i operować w miarę bezpiecznie w koordynacji z inną bronią dostarczoną przez Zachód. Ponadto, przypomina „Washington Post”, podaż F-16 rośnie, ponieważ szereg krajów członkowskich NATO przestawia się na bardziej nowocześnie F-35.
Wszystkie wojny kiedyś się kończą, ale historia pełna jest takich, które ciągną się latami. Jeśli Ukraina stoi w obliczu takiej właśnie wojny – a są powody, aby tak właśnie sądzić, pisze „Washington Post” – to Stany Zjednoczone i ich sojusznicy powinni zacząć myśleć w kategoriach wykraczających poza wiosenną ofensywę, roczne cykle budżetowe lub najbliższe wybory.

Andrzej Lubowski
Polski i amerykański dziennikarz i publicysta polityczno-ekonomiczny.

Myśliwce F-16 dla Ukrainy to postulat oczywisty i chyba już (po cichu chyba dogadany) między USA, sojusznikami z NATO i Ukrainą. Jeżeli dobrze rozumiem po przeszkoleniu pilotów F-16 pojawią sie na tej wojnie i wtedy NATO oficjalnie potwierdzi dostawy.
Problemami nadal pozostają:
– braki w amunicji zwłaszcza artyleryjskiej,
– dostawa do Ukrainy rakiet o zasiegu do 300 km,
– rożnorodne uzbrojenie zastepujące sprzęt stracony lub zniszczony.
Także prawo Ukrainy do odwetu na terenie Rosji nie może być moim zdaniem kwestionowane, bo inaczej Rosja będzie atakować z oddali. W ogóle rozróżnienie broni na defensywną i ofensywną, podobnie jak i natury działań wojennych wprowadza zasady osłabiania Ukraińców. NIe, nie powinno być żadnych ograniczeń w odpowiedzi na agresję rosyjską.
W tym kontekście wiadomość, Orlen przez rok płacił Putinowi za ropę brzmi jak sabotaż działań Amerykanów. Jest to tym bardziej groteskowe, ze tzw rządzący cały rok wygłaszali buńczuczne hasła jak to należy Ukrainie pomagać.