Stefan Bratkowski: Atlantyda, tak niedaleko (17)9 min czytania

()

2012-12-22. Marzyłem przez lata swoich poszukiwań, by archeologia Walentina Janina i jego uczniów mogła te średniowieczne Pompeje odgrzebywać, wsparta światowym programem przywracania Rosji innej przeszłości, innych pierwocin, innych początków, nie tylko za rosyjskie, skromne, by nie powiedzieć – niechętne pieniądze. Na razie musicie Państwo satysfakcjonować się tym, co mnie się udało odszukać…

17. Z CZEGO SIĘ BIORĄ REPUBLIKI

Grody już tu były. Pierwsi Waręgowie przybywali już do „kraju grodów”. Tak go nazywali – oglądali grody o nieprawdopodobnie wysokich wałach, sypanych przez tajemniczych, jak odgadywali, olbrzymów…

Postawiwszy pytanie, jaka organizacja je stawiała, nie potrafiłem wyczerpująco na nie odpowiedzieć. Etnografowie XIX wieku mogli jeszcze bezpośrednio, na własne oczy, obserwować niektóre wielkie przedsięwzięcia społeczeństw nawet wcześniejszej fazy rozwoju. Ludwik Krzywicki opisywał dzięki nim prymitywne niby społeczności Azji Centralnej, które pod kierownictwem swoich kok-baszów, „starszych od wody”, budowały kanały, tymi kanałami sprowadzały wodę z odległości dziesiątków kilometrów i rozprowadzały na swoje pólka, czasem na półki skalne z pracowicie naniesioną ziemią. Budowniczymi Nowogrodu nie musiał zatem dysponować jakiś jeden zarządca. Zarówno wśród Skandynawów, jak Słowian, odległych od cywilizacji, decydowała o losie plemienia starszyzna, wśród Słowian – owi „starcy” z kroniki Nestora, czyli głowy rodów. Nie ma dlatego sensu spór, czy wiec jako instytucję przywiozła tu ze Skandynawii Ruś wareska, czy wymyślił go Nowogród Wielki.

Wschodniosłowiańskie „wiecze” odpowiada naszemu „wiecowi”. To od tych, co „wiedzą”. Rodziło się i rozwijało nie inaczej niż u nas. Nasz wiec pierwotnie był radą starszych, radą głów rodów i najważniejszych ludzi plemienia, nie zgromadzeniem ogółu wolnych. „Starców” tutaj, inaczej, niż w świecie Normanów, szanowano, nie mordowano dla zmniejszenia populacji. Ich powaga przetrwała czas Waregów, czyli, że podstawowej tkanki społecznej przybysze nie zdeformowali. Podczas, gdy „thing”, wiec Normanów, składał się z „godhich”, najsilniejszych, umiejących wymusić szacunek wojowników, którzy z tego tytułu zostawali głowami rodów, skoro bogowie obdarzali ich łaskami zwycięstw.

Wiec tych mądrych sprawował sądy. Nie tylko wśród Słowian. Także i w świecie skandynawskim. „Pieśń o Wegtamie” zaczyna się od tego, jak „zasiedli na thingu Asowie wszyscy”, w „Pieśni Grimnira” Asowie zjeżdżają co dzień konno pod jesion Yggdrasill, by sprawować sądy. Ściślej – rozsądzać; bo nie – zasądzać i karać; zemsty rodowej Asowie swymi wyrokami nie zastępowali. W każdym razie jednak spotykali się Asowie, zatem – bogowie, ci, co „wiedzieli”. Oni tylko! Thing nie gromadził ogółu. Bogowie Skandynawów byli wprawdzie jak ludzie, ale radzili – jedynie oni, Asowie. Wszyscy wolni będą się spotykać dopiero na „althingu”, thingu wszystkich.

Na ziemiach polskich wiec aż po wiek XIII będzie gronem starszyzny, choć już nie starszyzny rodowej, a możnowładców świeckich i dostojników Kościoła. Obejmował ich łącznie termin łaciński „primates”. W drugiej zwrotce naszej „Bogurodzicy” praojciec Adam, „Boży kmiec”, Boży komes, siedział „u Boga w wiecu”, czyli jeszcze w radzie mądrych. Reszta rycerstwa (nobiles) i pospólstwo (vulgus) wolnych obserwowali co najwyżej obrady i witali swoim aplauzem decyzje wiecu. Dopiero później, w XIII wieku, wiec rozszerzał się stopniowo na wszystkich wolnych. Natomiast w społecznościach wojennych ci, co wojowali, wymuszali rozszerzenie thingu. Też raczej stopniowo. Thing po dość długim czasie stawał się „althingiem”, thingiem wszystkich. Jak i „wiecze”.

Tamte przedchrześcijańskie społeczności pod rządami starszyzny nie znały rozdziału władzy sądzenia od innych funkcji władczych. Kiedy pojawiał się ktoś zdolny do wymuszania posłuchu, prawo sądzenia przesuwało się doń czasem w naturalnym trybie, przede wszystkim jednak wódz ze swą siłą zbrojną zapewniał egzekutywę wyrokom wiecu sądowego – co starszyzna, odprawiająca sądy, akceptowała dla zachowania porządku. I po tyloletnich swoich studiach wnioskować mam prawo, że wiec sądowy rodził się o wieki wcześniej niż władza wodza, którego potem sadzano na głównym kamieniu, przynależnym uprzednio lagmanowi, pamiętaczowi prawa.

Jednakże ani późniejszego wiecu jako walnego zgromadzenia wolnych, ani idei równości nie wynaleziono w Nowogrodzie Wielkim, ani też nie importowano. Władza wyboru będzie stopniowo przesuwała się do rąk coraz szerszego grona Nowogrodźców. Ci, co się bili, co wojowali, ci, co stanowili siłę społeczności, uznali, że również oni powinni decydować o niej. Takie są konsekwencje demokracji wojskowej, a przecież Nowogród Wielki był długi czas na Rusi stolicą wojny! W każdym razie ustrój przyszłej republiki kształtował się już w epoce permanentnego stanu wojny. Nie było w tym nic dziwnego: dokładnie tak samo rodziła się republika w Rzymie. To akurat republika rzymska wnosiła w historię swych czasów permanentną wojnę, nie zaś wcześniej legendarni królowie Rzymu. Republika rzymska, inaczej niż ateńska, była dzieckiem demokracji wojennej, nie demokracji zarabiającej. Republika nowogrodzka najwyraźniej też.

Przyjrzyjmy się temu miastu. Archeologia rozstrzygnie z czasem, czy się mylę, domyślając się, że dla Nowogrodu bardzo wcześnie, może nawet od razu przy założeniu miasta, budowano drugą linię wałów, otaczającą ogromny teren ponad 400 hektarów, pusty na razie, na owych dawnych, przeschniętych tylko trzęsawiskach, gdzie wedle geografów arabskich grunt nawilgły uginał się pod ciężarem stopy.

Tak też budowano miasta na przyszłej Rusi. „Padół”, podgrodzie, zwane po polsku i „podolem”, poniżej grodu, całymi latami pozostawał niezabudowany – zgodnie z prostymi, odwiecznymi zasadami fortyfikacji: między pierwszą, zewnętrzną linią obrony a drugą nie powinno być żadnej zabudowy, która by umożliwiła przeciwnikowi po wzięciu pierwszej linii ochronę przed ostrzałem z drugiej. Wycinało się z tego względu nawet i drzewa. Nowogród, mam wrażenie,

wypasał tu przede wszystkim swoje bydło…

Powierzchnię grodu łatwiej będzie nam sobie uzmysłowić, jeśli wyobrazimy sobie kwadrat o bokach długich na trzysta kilkadziesiąt metrów. Na tych stu tysiącach metrów kwadratowych, dziesięciu hektarach, mogło mieszkać w przestronnych parterowych domach i pięć tysięcy ludzi, czyli około tysiąca rodzin. Umieli zaś budować i domy piętrowe.

Już sam gród okalała fosa. Zastanawiałem się przed laty, czy same jej wody starczały, by uczynić Nowogród w oczach Skandynawów i podróżników-kupców arabskich – grodem na wyspie. Jakoś nie dotarło do mnie, na co jakże trafnie zwrócił uwagę Żekulin, znany już nam specjalista od geografii historycznej – dość powszechnie notowane w tej okolicy zarastanie jezior. Tak samo dzisiejsze Wiszera i Wołchowiec mogą być tylko nędznymi resztkami potężnych dawnych rozlewisk. Innymi słowy, także i zewnętrzną linię wałów otaczały prawdopodobnie wody potoków i bagien, być może nawet i jezior. Jak się one pierwotnie rozciągały, nie wiemy, a przynajmniej ja nie wiem; dzisiejszy obraz terenów dawno już odwodnionych mylić może w tym względzie najzupełniej.

Rekonstruowany w roku 1972 przez E. Ennena plan Nowogrodu z późniejszego, hanzeatyckiego okresu wyraźnie ukazuje wody wokół wałów całego miasta. Potok Gzeń wcale nie płynie, jak na schematycznym planie Nowogrodu ze szkicu Walentina Janina, w pewnej odległości od wałów chroniących dzielnicę Nieriewską, lecz tuż przy nich. W pradawnych czasach mógł być wręcz rzeką.

Sądzę, że w wieku IX, gdy Słowienie razem z Czudzią, Krywiczami i Meriami „zaprosili” strasznego – jak spróbuję tu niezadługo wywieść – wikinga Rerika-Ruryka i „wszystką Ruś”, nikt jeszcze nie mieszkał pomiędzy fosą otaczającą gród a zewnętrzną linią obrony – choć wyjaśnić problem ostatecznie mogą tylko dalsze wykopaliska (jestem pewien, że na Sławieńskim koncu osadnictwo okaże się starsze niż to na Zagorodskim).

Na „padole” nie mieszkał nikt albo ludzi bardzo niewielu, mimo to Ruryk tam nie „siadł”. Siadł zresztą najpierw „na” Ładodze, a potem udzielono mu „Rurykowy” gród na Rurykowym grodzisku…

W późniejszych czasach grody innych miast przyszłej Rusi zwano „dietińcem”, ponieważ zajmował je kniaź ze swoją drużyną, swoimi „dziećmi” (w Polsce grody służyły jako siedziby załogom, które kontrolowały teren). W tych „dzieciach” rozpoznajemy normańskich członków rodu, nad którymi władzę sprawował „godhi”, głowa rodu, swoisty „ojciec”. Ale gród nowogrodzki sam był miastem, i to miastem dość gęsto zaludnionym. Nie stawiał go kniaź dla zabezpieczenia swej władzy, postawili go przyszli Nowogrodzianie.

I pytanie: co było „posadem”? Nie przekonuje mnie pogląd – choć wyznawał go wielki Michaił Mikołajewicz Tichomirow, autor „Miast staroruskich” – że pierwotny „posad” obejmował ludność, którą my byśmy nazwali mieszkańcami podgrodzia. Zgoda, było tak na pewno w miastach, gdzie, jak na przyszłych ziemiach polskich, niezbyt pojemny gród stanowił jedynie dwór kniazia i pomieszczenia dla jego drużyny, podczas gdy zwykli mieszkańcy miasta zajmowali „padół”, „podole”, poniżej grodu. Jednakże tam, gdzie jak w Kijowie, Czernichowie czy Nowogrodzie, miastem był sam gród, rozpościerający się na dziesięciu czy nawet kilkunastu hektarach, „posad”, odpowiednik naszej „osady”, musiał obejmować wszystkich „posadzonych” w grodzie. Bo jeśli kniaź w późniejszych czasach, zdarzało się, mianował posadnika w jakimś podległym sobie grodzie czy mieście, to nie mianował go dla podgrodzia, lecz właśnie przede wszystkim dla grodu.

Studium Oresta Martyszina „Wolnyj Nowgorod” z 1992 roku ukazać miało historię ustroju miasta. Ale nie tłumaczyło samego jego rozwoju, który musiał jakoś wpływać na ten ustrój. Późniejszy podział ziem nowogrodzkich na pięć części administracyjnych odnoszono do pięciu „konców”, dzielnic miasta; skoro zaś Rzymianie starożytni dzielili się pierwotnie na trzy plemiona, które rzekomo złożyły się na wspólne miasto, chciano zrekonstruować i wczesną społeczność Nowogrodu z przedstawicieli aż pięciu plemion.

Byłoby to bardzo pociągające – ale ja pozostanę przy swoim: najpierw był gród… Powędrujemy więc przez to miasto, te odkopywane Pompeje.

Stefan Bratkowski

 

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. elkaem 25.12.2012