Wojtek Skulski: Rekolekcje w liceum imienia Bolesława Prusa6 min czytania

()

08.05.2023

Ilustracja wygenerowana przez sztuczną inteligencję

Okna pokoju, w którym piszę te rekolekcje, wychodzą na boisko szkolne Liceum XXXV imienia Bolesława Prusa. Młodzież jest na wakacjach. Boisko jest wymarłe, ale pełne wspomnień. Niedawno ktoś mnie zapytał, jak to było w tej szkole? No cóż, było cudnie. Byli w niej koledzy, a zwłaszcza koleżanki, których obecności stałem się boleśnie świadomy gdzieś tak w pierwszej klasie. Były czerwone tarcze przypięte agrafkami do rękawów. Byli nauczyciele, którzy kazali te tarcze przyszywać igłą i nitką. Zupełnie, jakby odprucie tarczy było trudniejsze, niż odpięcie agrafki. Nauczyciele poza tym czegoś mnie nauczali, żeby mi się to przydało w czasie egzaminów na wyższe studia. Byłoby pewnie lepiej, gdyby oprócz tego nauczyli mnie kilku praktycznych umiejętności, które by się mi przydały w moim dorosłym życiu.

Mogę napisać, czego się wtedy nauczyłem, a czego niestety nie. Nauczyłem się mianowicie, że w Szwecji są miejscowości Kiruna oraz Gallivare, które można w czasie klasówki oznaczyć na mapie konturowej i dostać za to dobrą ocenę z geografii. Do dziś pamiętam, że pijawka ma w żołądku jedenaście kieszeni, w których przechowuje niedawny posiłek. Natomiast pratchawiec nie posiada rurki Malpighiego. Za tę wiedzę można było otrzymać dobrą ocenę z biologii. Ocenę bardzo dobrą (czyli tak zwaną piątkę) można było otrzymać po narysowaniu cyklu Krebsa. Jeśli idzie o patrona szkoły, to przerabialiśmy bardzo dokładnie, że Izabela była Łęcka, zaś subiekt był stary. Ta wiedza, plus topografia Soplicowa, utrwalała w nas żywą świadomość, że nasza Ojczyzna była ciemiężona i jęczała pod butami zaborców.

Może ważniejsze było to, czego się nie nauczyłem. Do dziś nie wiem, co to jest pratchawiec. Mogę to sprawdzić w internecie, ale wtedy go nie było. O Szwecji nie dowiedziałem się niczego aż do czasu, gdy sam ją odwiedziłem. Nie dowiedziałem się prawie nic o kulturach innych krajów. Nie dowiedziałem się, co oznaczają znaczki i symbole w rozkładzie jazdy pociągów na najbliższej stacji kolejowej. Nauczyciele nie pokazali mi, jak prowadzić zebranie. Jak unikać polskiego narzekania na polską niemożebność? Jak prowadzić rozmowę, żeby doprowadzić do konkretnej decyzji? W jaki sposób przedstawiać swoje racje, wysłuchać przeciwników, po czym szukać kompromisu we wspólnym działaniu? W jaki sposób przekonać siebie i innych, że kompromis nie musi być „zgniły”?

Jeszcze gorzej wyglądało przygotowanie do założenia rodziny, co, chcąc albo nie chcąc, było przeznaczone większości absolwentów. No, niby był przedmiot „przygotowanie do życia w rodzinie socjalistycznej”, ale nie przypominam sobie, co było jego tematem. Lekcje „przygotowania” były zamieniane na „godziny wychowawcze”, czyli na wpisywanie uwag do dziennika. Poza tym nie było żadnego przygotowania do życia emocjonalnego. Na których lekcjach nauczyciel mógłby opowiedzieć, co to są uczucia? Na lekcjach higieny? Czy może na lekcjach „wychowania seksualnego”, którego istnienia zupełnie sobie nie przypominam? (Istnienia „wychowania”, bo samo życie, to i owszem). Poza tym, uczucia i emocje to jednak coś innego, niż nakładanie tego i owego na inne to i owo, co większość z nas umiała zrobić po przeczytaniu książeczek „Między nami…” Andrzeja Lucjana Jaczewskiego. Zresztą nawróconego żołnierza wyklętego, który wolał być pożyteczny, a nie wyklęty. Mam nadzieję, że jego książeczki są nadal popularne, bo moim zdaniem były całkiem znakomite.

Jaczewski z wielkim sukcesem nauczał pokolenia Polaków sztuki nakładania. Ale sztuka układania uczuć nie była jego tematem. Po takiej edukacji miałem rażące braki w najbardziej podstawowych życiowych umiejętnościach. Nie wiedziałem, jak rozpoznać i wybrać odpowiednią kandydatkę do wspólnego życia. Jak rozpoznać dziewczynę, która pozowała na uczciwą, a była tylko sprytna? Dlaczego nikt nam nie powiedział, jaki jest mechanizm kłamstwa, oszustwa, i zdrady? Dlaczego „przerabialiśmy” Lalkę i Śluby Panieńskie, ale do szkoły nie przyszedł żaden psychoterapeuta? A może trzeba było uprzedzić, co to jest alkoholizm? Przecież w Polsce jedna czwarta społeczeństwa spotyka się z alkoholizmem. My sami wypiliśmy sporo alkoholu na naszych prywatkach. Kilku z nas się uzależniło, co potem widziałem na własne oczy. A co na temat przemocy w rodzinie albo agresji pomiędzy nami samymi? Sam byłem świadkiem, jak koledzy dręczyli jednego z kolegów absolutnie za nic. Dobry wykład na ten temat bardzo by się przydał. A może nie tylko wykład? Może w szkole powinien mieć swój gabinet jakiś dobry psycholog?

Ten rodzaj wiedzy zdobywałem potem sam. Dziś już potrafiłbym rozpoznać Izabelę Łęcką, a przynajmniej taką mam nadzieję. W końcu ten Prus to był bardzo dobry pisarz i wszystko jasno wyłożył ku pożytkowi młodzieży. Przed szkołą na Zwycięzców jego popiersie patronuje kolejnym świetnym pomysłom Ministerstwa Edukacji jak na przykład zastąpienie wychowania socjalistycznego wychowaniem katolickim. W tych samych murach zapewne wyrastają kolejne pokolenia, które najbardziej elementarną życiową wiedzę będą zdobywały nie na lekcjach, tylko na swoich własnych ranach.

Misja ówczesnej szkoły nie przewidywała wychowania obywateli gotowych brać odpowiedzialność za wspólną rzeczywistość. Pojęcie „obywatel” wtedy właściwie nie istniało. Ówczesna szkoła duchowo i emocjonalnie wychowywała mnie na zdyscyplinowanego pracownika potrzebnego socjalistycznej rzeczywistości. Dzisiejsze szkoły też nie mają wychowywać obywateli, ale raczej mają kształtować wyborców potrzebnych obecnej władzy, oraz wiernych potrzebnych obecnej ideologii.

Ówczesna szkoła nie próbowała i nie umiała ukształtować mnie jako pełnego człowieka, świadomego swoich potrzeb i swojego prawa do szczęścia. Taki człowiek raczej przeszkadza niż pomaga systemowi władzy, którego projekcją jest szkolnictwo. Instytucjonalna edukacja ma zabezpieczać potrzeby systemu, a nie kształtować ludzi, którzy mogliby ten system zmienić dla wspólnego dobra. I właśnie dlatego szkoła nie nauczyła mnie w zasadzie niczego, co potem okazało się krytycznie ważne w moim dorosłym życiu. Podejrzewam, że ten rodzaj wychowania jest w dalszym ciągu nieobecny w tych murach, które oglądam z nostalgią po prawie pięćdziesięciu latach.

Ilustracja muzyczna pojawiła się jakiś czas potem.

Another Brick in the wall with lyrics

Wojtek Skulski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

12 komentarzy

  1. wiesiek 09.05.2023
    • pablobodek 09.05.2023
      • narciarz2 11.05.2023
  2. slawek 09.05.2023
  3. narciarz2 09.05.2023
    • slawek 11.05.2023
      • narciarz2 11.05.2023
        • slawek 12.05.2023
  4. Filip Nowakowski 09.05.2023
  5. narciarz2 11.05.2023
  6. Walkiria 11.05.2023
  7. Walkiria 11.05.2023