Jarosław Kapsa: Damy i huzary8 min czytania

()

19.05.2023

W trosce o własny stan zdrowia psychicznego postanowiłem z obojętnością widza teatralnego przyglądać się licytacyjnym debatom przedwyborczym. My wam damy to, a my damy jeszcze więcej; my dajemy od zaraz, a oni dadzą jutro; oni nie dadzą, bo nigdy nie dawali, a my dajemy od dawna, świątek, piątek i niedziela, bez przerwy, od rana do wieczora….

Wiecie, rozumiecie, wybory… A może inwazja białogłów na dwór Majora zamieszkały przez starych kawalerów bawiących się polowanie i szachami. W sztuce Fredry skończyło się to swatami, w naszych realiach prędzej się mordobicia niż wesela doczekamy.

Damy 800+… Dajcie, słusznie, taka jest potrzeba, bo stare 500+ nadgryzła inflacja. Skąd na to pieniądze? Nie widzę powodu do zmartwień. Inflacja działa jak „prawdziwy” Janosik, zabiera biednym, daje bogatym. Trzeba więc zabrać trochę tym, którzy na inflacji zarobili, dać tym, co stracili. Najwięcej na inflacji zarabia budżet państwa, taka jest zgodna opinia księgowych. Stać go więc na podwyższenie świadczeń. Są także inni beneficjenci: państwowe monopole energetyczne. Na zachód od Odry potrafili się Shellowi i innym potęgom dobrać do kieszeni, obciążyć podatkami ich nadzwyczajne „wojenne” zyski.

U nas obowiązuje doktryna, że wszystkiemu, także drożyźnie, winny jest Putin. Klient „Biedronki” licząc drobne przy kasie, inaczej może to widzieć. Ceny chleba, dżemu, sera, butów i spodni, zależne są od cen prądu i paliw. Akurat na giełdach światowych ceny ropy i gazu ziemnego spadły do poziomu sprzed wojny, Putina nie ma jak obwiniać za drożyznę. Za to portfel puchnie z bólu w wyniku tego, co nazwać można obajtkoinflacją. Orlen kolejny rok odnotowuje rekordowe zyski, jest więc wzorcowym beneficjentem inflacji. Zabrać mu i dać biednym na 800+, to nie grzech.

Oczywiście jest jeden problem. Wszelkie obciążenia podatkami lub daninami monopolista może przerzucić na klientów. Czyli podbieranie zysku Orlenowi spowoduje wzrost cen paliw, w następstwie dżemu, kiełbasy, książek i krawatów itd.; wzrost drożyzny nadgryzie 800+, trzeba będzie znów ową kwotę waloryzować. Cóż poradzimy? Łagodząc dosypywaniem gotówki skutki drożyzny, podsycamy inflację. A monopolizacja gospodarki, obok złej polityki monetarnej i fiskalnej, jest jednym ze źródeł tego nieszczęścia.

Nie neguję konieczności podniesienia wysokości świadczenia na dzieci. Cechą dobrej władzy jest przewidywalność, jak się dało i obiecało dawać 500+, to konsekwentnie trzeba zadbać, by utrzymać realną wartość tej kwoty. Ta sama zasada dotyczy także innych świadczeń społecznych.

Major i jego huzarzy, chcąc mieć święty spokój, polowania i szachy, w obliczu inwazji białogłów, zdecydowali się sypnąć 800+. Z rozpędu zapowiedziano także inny prezent: darmowe leki dla małolatów i seniorów. I znów, zwłaszcza w odniesieniu do seniorów, trzeba by pomysłowi przyklasnąć.

Ten przyklask wypada jednakże połączyć z ostrym słowem, podobnym do reakcji lekarza, lidera PSL Kosiniaka-Kamysza. Polityki zdrowotnej nie można prowadzić metodami populistycznego rozdawnictwa dóbr. To jest nie tylko nieracjonalne ekonomicznie, ale prowadzi do mnożenia indywidualnych dramatów.

Po jednej stronie jest potrzeba, widoczna co dzień w aptekach. Starość sama w sobie jest chorobą, trudno znaleźć osobę 65+, która nie podtrzymuje swojego zdrowia zażywaniem leków. Osób takich, w wieku senioralnym (60+) jest blisko 10 mln, ok. 26% populacji. 8,1 mln należy do grupy zwanej „bierna zawodowo”, utrzymuje się z emerytur. Średnie emerytury to 3 tys. zł, na tę niską średnią rzutuje rosnący zastęp osób utrzymujących się z emerytury minimalnej (1588 zł miesięcznie), a nawet niższej (400 tys. osób otrzymuje świadczenia niższe niż minimalna emerytura). W grupie wiekowej 60+ szacuje się, że skrajne ubóstwo dotyka 4,3%; około 8,5% uważa swoją sytuację materialną za złą. Inflacja dotyka przede wszystkim produktów podstawowych: cen żywności, mieszkań, ogrzewania, oświetlenia. Ceny leków nierefundowanych wzrosły o ok. 20% w stosunku do 2022 r. Ale nie ten wzrost jest najgorszy. Emeryt dysponujący dochodem 2,5 – 3 tys. zł. miesięcznie wszystkie swoje pieniądze musi wydać na opłaty stałe związane z mieszkaniem i na żywność. Na leki go nie stać.

Każdy lekarz wie, bo zderza się z tym w praktyce, że przerwanie terapii lekowej skutkuje wzrostem ogólnych kosztów leczenia. Stan zdrowia emeryta, którego nie stać na lekarstwa, pogarsza się, wymaga znacznie droższego leczenia specjalistycznego lub szpitalnego. Chyba, że tenże emeryt popiera partie czynem i umiera przed terminem. Potrzeba wprowadzenia bezpłatnych leków dla seniorów ma zatem swoje społeczne i ekonomiczne wytłumaczenie.

Po drugiej stronie są możliwości. Projekt nie jest nowatorski, od 1 września 2016 r. funkcjonuje program darmowych leków dla grupy wiekowej 75+. Jest więc przydatne, by uważnie przeanalizować, jak to działa. Na cel tego programu, przewidzianego na lata 2016-2025 przewidziano 8,2 mld zł. Oddano Ministrowi Zdrowia prawo ustalania wykazu „darmowych” leków, tak by zmieścić się mógł w limitach rocznych wydatków. W 2021 r. minister chwalił się, ze w wykazie jest 2081 pozycji leków, do końca 2020 r. wydano 3,5 mld zł, co oznacza pomoc dla każdego pacjenta w wysokości 758 zł.

Skoro było tak dobrze, to dlaczego w ocenie seniorów ten program nie działał? Senior 75+ żalił się, że na niezbędne leki musi wydać 300-400 zł miesięcznie, „darmowy” program zmniejsza ten wydatek o ok. 100 zł. „Darmowość” w rzeczywistości oznacza refundację niektórych leków na niektóre choroby, do czego – niestety – organizm staruszków nie chce się dostosować.

Analiza, jak w rzeczywistości działa program leków dla grupy 75+, jest niezbędna, gdy chce się liczbę beneficjentów zdecydowanie zwiększyć. Minister Niedzielski, po objawieniu programu przez prezesa Kaczyńskiego, wyliczył, że koszt realizacji wyniesie 1,5 mld zł rocznie. Przypomnijmy, pomoc dla grupy nieprzekraczającej 7% ogółu populacji wynosiła w poprzednim programie 0,8-1 mld zł rocznie; teraz załatwimy pomoc dla 25% populacji (nie liczę młodzieży) za 1,5 mld. Możemy także przyjąć inny rachunek. Na refundację z budżetu NFZ wydaje się ogółem 15,9 mld zł, w tym na refundacje leków sprzedawanych w aptekach ok. 7 mld zł. Ponad połowę refundowanych leków spożywają grupy wiekowe 0-4 lata oraz 60+. Jak ten rachunek ma się do wyliczonego przez ministra 1,5 mld zł, skoro na obniżenie cen leków o 70% dla seniorów i dzieci Fundusz wydaje ok. 3,5 mld zł?

Photo by geralt on Pixabay

Kto umie liczyć, niech nie liczy na ministra. Program będzie, ogłoszony z fanfarami. Tylko wykaz „darmowych” leków zostanie tak ograniczony, że korzyść społeczna okaże znikoma.

Starszy człowiek, przez naturę skazany na terapię lekową, korzystać może w teorii z trzech źródeł pomocy: refundacji leków przez NFZ, z opisanego programu 75+ oraz z pomocy gminy. Od dawien dawna pomoc społeczna była obowiązkiem samorządu, nikt tej tradycji nie zmienił, jedynie ograniczył realne możliwości. Pomoc dotyczyć ma wyłącznie biednych, a o tym, kto jest biedny decyduje wskaźnik ustalony przez ministerstwo. W ustawie nie przewidziano inflacji, wskaźnik ustala się co trzy lata. Obecnie obowiązuje ustalony w 2021 r.: 776 zł na osobę w gospodarstwie 1-osobowym, 600 zł na osobę w gospodarstwie wieloosobowym. W przypadku pomocy na zakup leków gminy mogą podwyższyć próg dochodowy. Sopot, jako bogate miasto, ustalił dochód na głowę w wysokości 200% wskaźnika ministerialnego. Ale nawet w tym bogatym mieście próg dochodowy jest niższy niż minimalna emerytura, nie mówiąc o odniesieniu do cen „koszyka” dóbr podstawowych.

Zadać więc można pytanie, czy nie skuteczniejszą pomocą, precyzyjniej adresowaną do potrzebujących, byłoby zwiększenie dochodów gmin i przyznanie im swobody w ustaleniu zasad wspierania zakupów leków dla osób niezamożnych. Gmina, będąc bliżej ludzi, ma możliwości, by optymalnie ustalić zakres lokalnej biedy i lepiej zaadresować pomoc. Jej rozwój, a także wpływy i wydatki budżetowe zależą wprost od stanu zdrowotnego mieszkańców. Pomoc w tym zakresie jest nie mniej ważną inwestycją, jak i edukacja. Niestety, w niektórych gminach rządzi PSL, KO lub Lewica, a Prezes nie strawi konkurencji w darczyństwie społecznym.

Tylko u Fredry Major od huzarów zmądrzał i widząc, że nie kupi i nie zastraszy białogłów, przyłączył się do nich i wesele swemu porucznikowi wyprawił. I żyli długo i szczęśliwie. Ale to bajka, życie nie jest komedią. Ci, co krzyczą: „damy, damy”, najchętniej dają samym sobie.

Wolę więc oglądać spektakl w teatrze niż dyskusje między populistami, takimi „damylkami”.

Jarosław Kapsa

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.