Andrzej Lewandowski: Wilk w lesie5 min czytania

()

20.08.2023

ECHA WYDARZEŃ:

Nawiązanie do tytułu będzie ciut później.

Najpierw o piłce, która – wiadomo- jest okrągła. Nasze kluby zmieniły na pewien czas rodzimą granicę na europejską. Ze zmiennym – liczbowo szczęściem, ale jednak też z uśmiechem fortuny. Raków gra o najważniejszą z europejskich nagród, Legia – też, na trochę innym planie. Ale też ważnym, do tego w stylu serialu-dreszczowca, bo stawiając jednobramkową kropkę nad „i”, w meczu wyjazdowym.

Raków mi imponuje. Znikąd, bo z niewielką tradycją, a już mistrz kraju. Nie historyczna sława futbolu- jak kluby wielkie tradycją od pokoleń, a już znany w Europie. Nazwa od roku 1921, od ulicy, która jest siedzibą częstochowskiego klubu. Kiedyś, dużo wcześniej coś z dzielnicy, nazwanej od raka, którego ponoć miała w herbie wzięta arystokratka…

Sportowo – dziś „prywatna inicjatywa”. Właścicielem rodzimy milioner, wysoko w tym rejestrze klasyfikowany, ale budujący sławę klubu raczej bez szumu medialnego. Cicho, a skutecznie. Z wizją, wyobraźnią, z głową – odważnie w decyzjach. Też – jak inni, bo taki dziś piłkarski świat, że w wyeliminowanym rywalem, cypryjskim nie było podobno żadnego Cypryjczyka – z importem, ale za sprawą porządnej analizy. Z kadrą trenerską – bez sławnych i ogranych wcześniej nazwisk, ale tak, że trenerzy rośli i nadal rosną wraz z drużyną. Obecny ma udział w awansie świeżej daty, poprzedni jest widziany w gronie aspirujących do kierowania- kiedyś- reprezentacją Polski. No ,i jest drużyna- która wprawdzie raczej jeszcze nie zasili kadrowo zespołu dzisiejszego tuza z Portugalii, ale tzw. średnią prezentuje na miarę kontynentu. I nagrodami już zarabia na rozwój oraz podtrzymuje właściciela w dobrym nastroju. A gdy jeszcze klub po dziś stadionowo bezdomny dorobi się własnego boiska, na miarę dobrego grania w piłkę, to… I to, co dziś z nagła może być bazą dla tradycji… A i ślad w reprezentacji Polski też nie pojawi.

Ciągnie wilka do lasu.

We wpisach Michała Listkiewicza znalazłem deklarację, że eksprezes PZPN, sędzia międzynarodowy, człek dobrze zapamiętany w światowej czołówce tych, którzy mieli ( i mają) dużo do powiedzenia, będzie dowodził w związku- „ polityką międzynarodową”. Rozumiem- ochota jest, siły – wciąż na miarę dużej aktywności, ruchliwość- zaletą, języki, kontakty… PZPN-owi się przyda, a na innym planie- tzw. wizerunkowym, też związek zyska coś w rodzaju odgromnika. Pan Michał to przecież „u korzeni” – dziennikarz sportowy. Wzięty, lubiany , wciąż zapraszany przed kamerę, więc może jakoś poprawić zwierciadlane odbicie związku. Dziś w publicznym konflikcie z częścią- przynajmniej- stanu dziennikarskiego… Na marginesie: Aż dziw mnie ogarnia, że tak lubiący sobie poplotkować ( i policzyć ,kto ile zarobił- zazwyczaj brutto) Koledzy przepuścili tę informację mimo uszu…

Tenis był- jest i będzie – sportem elitarnym. Straszliwie dużo trzeba mieć w portfelu, by podjąć ryzyko. Albo będzie skąd wyjmować, albo… przyjdzie się kontentować, że fajnie jest sobie pograć. Nie wiem jakie są proporcje obu działów, ale… elitarność, to elitarność.

Tu zastrzeżenie- sportowo dziedzina elitarna, a równocześnie – w odbiorze- autorstwo spektakli niebywałych. Może nawet większych niż- przepraszam za bluźnierstwo- piłka nożna. Godziny dwóch, dwojga aktorów; obowiązek ciszy kościelnej, a nerwy napięte- na korcie, i na trybunach. Analiza zagrań – zadanie trudne dla niefachowca, ale w skutkach jakże czytelne. Linia, poza linią, kto tę akcję wygrał, kto przegrał… Emocjonujemy się na miarę bezsenności- bo te piekielne strefy czasowe, stajemy się kibicami, mając nawet wcześniej obojętnych stosunek do widowisk sportem wytworzonych… Pani Iga pomnoży dziś zaszczyty, czy… A Pan HUBERT? ONA – wygrywając w obronie, ON – w niebywale wytrwałym szturmie na kolejnego faworyta, jak ostatnio na mistrza z Grecji? „ Nie miał prawa…”- a wygrał, my zaś razem z NIM… To już nie elitarne, to teatr, który każdy odbiera po swojemu…

No, i znów doniesienia: Ile, kto zarobił? Sumy bajońskie, rachunek sprymitywizowany. Bo, bez tego, ile musi z tego wydać? Na tzw. logistykę, na pensje i premie dla swego sztabu itd.

Tenis to w sensie materialnym nowa jakość. Drzewiej to czołowy sportowiec udawał- przy kasie- sztygara, mundurowego, zgrupowanie fundował związek, opłacał trenerów, na ubranka brał miarę PKOl, bilety lotnicze dawali, stypendium z ministerstwa, emerytury za medale olimpijskie itd. A w takim dziś tenisie- sportowiec nie jako wybrany ( przez trenera, selekcjonera, zwązek) i systemem prowadzony młodzian, lecz jeszcze pracodawca. Zmiana jakościowa- coś z „ prywatnej inicjatywy”, jak to kiedyś określano…

Jeszcze nie dzielą medali, a echa już są. Mistrzostwa świata w lekkiej. Liczymy szanse, są. Zagadki- też są. W młocie np.- Fajdek po raz n-ty mistrzem świata, czy Nowicki nie odda ani centymetra? Czy kontuzje, które nam asów przetrzebiły będą złą przeszłością, gdy przyjdzie czas olimpijski? I tak dalej. Pooglądamy, jeśli tylko komentarz nie zaleje znów obrazu… No, ale od czego pilot…

Na koniec- coś z rachunków kasowych.

PKOl, wespół z PZKol-em ogłaszają, że kolarstwo zyskuje sponsora, czyli długi i kłopoty przestaną uwierać… I pewnie stosunki związku z ministerstwem sportu wrócą do normalności.

Nadzieję dzielę, wieści nie komentuję. Poza podzieleniem się nieśmiałym pytaniem: Czy organizacja ruchu olimpijskiego nie wchodzi trochę w buty resortu – z budżetem, finansowaniem, decydowaniem o wsparciu związków sportowych, bądź też kontroli w tej mierze; z tzw. restrukturyzacją włącznie?

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.